Dyrektywa Bolkesteina – socjalny dumping i międzynarodowe wyzwania

Laure Akai
13.03.2006

Wydaje się, że międzynarodowy ruch pracowniczy znalazł kwestię wokół której może się zjednoczyć – Dyrektywę o Usługach na Rynku Wewnętrznym, zwaną również Dyrektywą Bolkesteina. Dyrektywa ta, której celem jest zniesienie barier w świadczeniu usług pomiędzy krajami członkowskimi UE, najczęściej krytykowana jest za tzw. „zasadę kraju pochodzenia”. Zgodnie z tą zasadą firma zarejestrowana w jednym z państw UE może nie tylko świadczyć usługi w pozostałych krajach członkowskich, ale również zatrudniać pracowników, by wykonywali usługi w jakimkolwiek innym kraju, podlegając jednak prawu państwa, w którym dana firma jest zarejestrowana. Istnieją obawy, że biznes wykorzysta to prawo, by skorzystać na gorszych standardach pracowniczych i mniej restrykcyjnych normach ekologicznych obowiązujących w krajach gorzej rozwiniętych. Oznacza to nieunikniony upadek w przepaść.

Strategia lizbońska a erozja modelu socjalnego

Interesy przedsiębiorców i pracowników będą ze sobą kolidowały tak długo, jak długo bezwzględne dążenie do jak najwyższego zysku napędzać będzie działania biznesu. Podczas gdy inwestorzy, producenci i pracodawcy usiłują obniżać koszty pracy, pracownicy, szczególnie w krajach „rozwijających się” i takich gdzie płace stoją na niskim poziomie, starają się o podwyżkę wynagrodzenia. Z drugiej strony, pracownicy z krajów bardziej zamożnych mają nadzieję na zachowanie swojego poziomu utrzymania i oddalenie perspektywy pogorszenia standardu życia.

Wraz ze stopniową degeneracją kapitalizmu, uważanego przez coraz więcej osób za złe rozwiązanie, oferuje się nam kiepski zestaw scenariuszy gospodarczych, każdy z nich pełen problemów nie do uniknięcia. Niektórzy proponują protekcjonizm i wysoki stopień interwencjonizmu państwowego, ale rozwiązanie to często przesłania fakt, że osiągnięcia kapitalizmu są owocem dekad, a nawet stuleci ekonomicznego imperializmu i eksploatacji środowiska naturalnego. Inni uważają globalizację za proces nieunikniony i przekonują nas, że sprostamy jej wyzwaniom, jeżeli tylko staniemy się bardziej „konkurencyjni”. Jeszcze inna grupa to osoby próbujące połączyć oba rozwiązania i znaleźć jakiś złoty środek, przychylając się do rozwiązań zakładających istnienie globalnej konkurencji pod warunkiem zachowania odpowiedniego stopnia protekcjonizmu, aby tylko państwo (a zwłaszcza korporacje) nie musiało zmierzyć się z żadnego rodzaju społeczną rewolucją.

W tym właśnie kontekście Unia Europejska, zdominowana przez państwa będące jednymi z najbogatszych na świecie, zostaje skonfrontowana z ekonomicznymi i politycznymi oczekiwaniami nie tylko zglobalizowanego świata, ale także rosnącej części obywateli mieszkających w jej granicach.

Rządy te, kurczowo trzymające się „modelu socjalnego”, zostają tak naprawdę wciągnięte w rodzaj teatralnej gry, i pomimo niemałego stopnia politycznego pluralizmu w UE, już od dawna biorą udział w erozji obecnego modelu na rzecz ekonomii napędzanej chęcią zysku.

Agenda lizbońska związana z przyszłością siły pracowniczej UE już od pewnego czasu czeka na wdrożenie, ale ruch pracowniczy i lewica zbagatelizowały sygnały ostrzegawcze; a są nawet tacy którzy ochoczo by ją powitali. 1 Dzieje się tak ze względu na „uspokajający” dyskurs kapitalizmu – okresy bez pracy zamieniane są w atrakcyjne „przerwy w karierze”, a przymus zmiany miejsca pobytu związeny z poszukiwaniem pracy nazywa się „wolnością”. Elastyczność rynku pracy potrzebna jest by „tworzyć miejsca pracy”, a „partnerstwo społeczne” oznacza negocjacje z liderami związków zawodowych i w konsekwencji powolną degradację warunków pracy oraz stworzenie kilka ustaw o „ochronie pracowników”, co pozwoli na ominięcie pewnych niedogodności – za wyjątkiem nieuniknionego staczania się w kierunku powszechnej walki o przetrwanie w coraz bardziej konkurencyjnym świecie.

Bolkestein

O ile język strategii lizbońskiej był na tyle zawiły by nie wzniecić alarmu, o tyle dyrektywa Bolkesteina wzbudziła już niepokój. W konsekwencji, miały miejsce masowe demonstracje, a w wielu krajach europejskich rozpoczęto prawdziwą kampanię protestacyjną.

Debata przyjęła jednak niefortunną formę, obrastając w ksenofobiczne i protekcjonistyczne akcenty, takie jak na przykład szum wokół „polskiego hydraulika”, którego nie łączono już z unijnym rozszerzeniem, ale z samą dyrektywą. Takie postawy wzbudzają wiele pytań, zwłaszcza o to, co przywódcy protestów proponują w miejsce dyrektywy Bolkesteina i jak Unia bez tej dyrektywy poradzi sobie z problemem pracowniczych nierówności.

Pierwszy aspekt dyrektywy Bolkesteina – swoboda przedsiębiorczości, jest już przedmiotem debat ekonomicznych od około 30 lat i stała się, w ograniczonym zakresie, rzeczywistością wraz z przyjęciem Europejskiej Rejestracji Spółek (zwanej skrótowo SE), która weszła w życie w 2004 r. Zgodnie z SE, spółka zarejestrowana i działająca poza granicami państwa (pod warunkiem, że jej aktualna siedziba znajduje się właśnie w tym państwie), może zmienić miejsce działania bez likwidowania działalności i ponownego przerejestrowywania. Tak pojęta przedsiębiorczość posiada wiele ograniczeń, jak na przykład restrykcje kapitałowe, ponieważ nie ma zastosowania do większość samozatrudniających się przedsiębiorców (jak na przykład nasz przyjaciel, hydraulik), którzy z kolei są krępowani regulacjami związanymi z uznawaniem ich kwalifikacji zawodowych, etc.

Jednakże to właśnie zasada kraju pochodzenia jest potencjalną żyłą złota dla przedsiębiorców, ponieważ będą mogli unikać tak irytujących „odsysaczy” dochodu jak na przykład lokalna płaca minimalna.

Zwolennicy dyrektywy z pewnością wskażą od razu na fakt, że każde państwo będzie mogło wprowadzić cały wachlarz środków zaradczych. Artykuły od 17. do 19. (poza umożliwieniem państwom zastosowania wyjątków w takich dziedzinach jak poczta i inne usługi) zezwalają na wprowadzenie ograniczeń z tak przekonujących powodów jak zdrowie publiczne, bezpieczeństwo publiczne, polityka publiczna państwa czy warunki związane z ochroną środowiska. Innymi słowy, owa ekonomiczna „swoboda” może (i będzie) selektywnie regulowana przez każde państwo członkowskie indywidualnie.

Nie oznacza to wcale, że poszczególne rządy będą się uciekały do tych środków, choć jest prawdopodobne, że będą brane pod uwagę zwłaszcza w sektorach o silnych protekcjonistycznych tendencjach czy z prężnie działającymi związkami zawodowymi.

Powyższe rozwiązania nie zaradzają jednak problemowi znacznych różnic w wynagrodzeniach, zarówno na poziomie globalnym, jak i europejskim.

Zwolennicy dyrektywy podkreślają również, że jednym z jej założeń jest swego rodzaju harmonizacja w strategicznych obszarach UE. Mówiąc inaczej, twierdzą, że jeżeli standardy w pewnych obszarach zostaną ujednolicone, wtedy zasada kraju pochodzenia nie będzie mogła być instrumentem przechodzenia na niższe standardy. Tylko że nie widać, niestety, żadnych rozmów na temat konkretnych punktów harmonizacji, zwłaszcza w krytycznych obszarach; najczęściej wspomina się o niej w rozmowach na temat windykacji, ochrony praw konsumenckich, standardów księgowości i ochrony zdrowia. I nawet jeżeli ten ostatni punkt może wydawać się dobrym zabezpieczeniem, to doświadczenie UE pokazało, że ujednolicone standardy mogą w niektórych krajach prowadzić do tym znaczniejszego ich obniżenia. 2

Jednym z obszarów, w których możliwa jest rewolucyjna zmiana, jest harmonizacja płac – na przykład w postaci ogólno­‑europejskiej płacy minimalnej oraz standardy przemysłowe. (Powodem dla którego sama europejska płaca minimalna nie jest żadnym rozwiązaniem i minima przemysłowe muszą być wprowadzone równolegle jest na przykład obecność w Północnej Anglii wielu doświadczonych polskich pielęgniarek i asystentów dentystycznych pracujących za płacę minimalną, co jest niezgodne z żadnymi przemysłowymi standardami, jest wyzyskiem i nadal obniża płace). Ale takie rozwiązanie nigdy nie zostanie zaproponowane ani przez eurokratów ani przez pewien segment zorganizowanych związków zawodowych, są oni bowiem przekonani iż będą zmuszeni do renegocjacji niskich standardów lub, jak w przypadku niektórych pracowników ze sfery płacy minimalnej, zniechęci to pracodawców do zatrudniania ich.

Aż się prosi o zadanie pytania jakie rozwiązania zostały więc zaproponowane? Kontrolowane przemieszczenie się na rynku pracy jest forsowanym obecnie rozwiązaniem politycznym, jest to jednak rozwiązanie jedynie jednostronne, pogwałcające w dodatku podstawowe prawo do swobody przemieszczania się. Piszę „jednostronne”, ponieważ ciągle słyszy się o krajach X „szukających wykwalifikowanych” przedstawicieli takich a takich zawodów lub „niepotrzebujących” innych; inna strona sytuacji unaocznia silną zależność, w której kraje bogate mogą sobie pozwolić na utrzymywanie wykwalifikowanych lekarzy czy inżynierów, podczas gdy kraje biedne cierpią z powodu odpływu pracowników umysłowych. W konsekwencji, odpływ pracowników umysłowych, brak dalszych kroków w podnoszeniu płacy minimalnej oraz standardów życia w państwie tylko zintensyfikuje skalę problemu.

Wielu przeciwników dyrektywy Bolkesteina nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie. Jak wczesny ruch antyglobalizacyjny, mają nadzieję na zjednoczenie szerokiego grona opozycjonistów w jedną koalicję. Ale podczas gdy wołania o „protekcyjny” rynek pracy mogą wydawać się wystarczająco szlachetne, chcę zapytać, kto i co ma według nich być siłą ochronną (choć wiem już że chodzi o to, by było nią państwo). Jestem także zainteresowana tym, jak konkretnie ma być chroniony model socjalny? Poprzez poprawę standardów pracy i podnoszenie realnej płacy w ramach UE czy poprzez zamykanie rynków pracy i usług rynkowych przed obcymi? A może oczekują oni od państwa wprowadzenia rozwiązań zmuszających przedsiębiorstwa unijne do utrzymywania wysokich kosztów pracy?

Radykalna Perspektywa

Gdy widzimy, że jakaś inicjatywa zmierza do osłabienia pozycji przeciętnego pracownika, powinniśmy walczyć z nią ponieważ każde nowe ustępstwo na rzecz kapitalizmu jest jego wzmocnieniem. Tak więc jest całkowicie naturalne jednoczyć się wokół haseł takich jak „Stop Belkestein”­‑ jednak, jak w przypadku większość monotematycznych kampanii, nawet zwycięstwo będzie ograniczone, ponieważ sprowadzi się jedynie do zapobieżenia eskalacji problemu, a nie jego usunięcia. Co więcej, jest bardziej niż prawdopodobne, że nawet jeżeli dyrektywa przepadnie, zaraz powstanie inny dokument mający spełnić te same założenia. Nie chcę nikogo zniechęcać cynizmem, moim celem jest jedynie apel o precyzyjniejsze podejście i szerszą wizję rzeczywistości.

Wielu lewicowców snuje wizję transformacji państwa z silnego pośrednika umożliwiającego rozwój kapitału w socjalnego ubezpieczyciela i protektora. Nawet jeżeli rozwiązanie takie mogłoby być znacznym usprawnieniem roli rządu, istnieje także inna perspektywa – likwidacji państwa i wprowadzenia samorządów pracowników oraz międzynarodowego federalizmu. Główna zasada – stworzenie wolnościowego społeczeństwa, mogłaby zakładać wprowadzenie rozmaitych mechanizmów eliminacji materialnego ubóstwa, a zwłaszcza zlikwidowanie przyczyn nierównych szans. Ze względu na ograniczenia niniejszego artykułu, nie mogę przedstawić kontekstu stworzenia takiego wolnościowego społeczeństwa, ale jestem przekonana, że kluczem tworzenia jakiegokolwiek przyszłego socjalnie sprawiedliwego społeczeństwa jest odebranie władzy kapitałowi i państwu.

Wyzwanie stojące przed międzynarodowym ruchem pracowniczym (lub, jak w tym konkretnym przypadku, ruchem pracowniczym w Europie) leży nie w wydzieraniu coraz większych obietnic od nieszczerych polityków czy protestowaniu przeciwko Dyrektywie, ale doświadczaniu mobilizacji w inny sposób. Bardziej niż maszerowanie w pochodach niczym dobrze skoordynowany tłum, wolelibyśmy by ludzie angażowali się w przedsięwzięcia pozwalające doświadczyć im samoaktywności i głębszych związków międzyludzkich. Wyzwaniem nie jest rozpoczęcie przez przywódców związków zawodowych negocjacji z funkcjonariuszami państwowymi i UE czy nawet rozmów we własnym gronie, ale zaangażowanie szeregowych i zwykłych pracowników w podejmowanie decyzji na temat strategii działania i organizacji horyzontalnej jako przeciwieństwa do zaangażowania jedynie na szczycie hierarchicznie zbudowanego ruchu. Dyskusja na temat możliwości międzynarodowej koordynacji kroków podejmowanych przez szeregowych aktywistów i bezpośrednich akcji skierowanych na wolnościową organizację i możliwości protestu, musi odbywać się na znacznie szerszej skali.

Zgodnie z tym, wzywamy ludzi podobnie myślących oraz organizacje, by podjęły protest przeciwko dyrektywie Bolkesteina w bardziej radykalnej formie i promowały rewolucyjną wizję samoorganizacji i samozarządzania w ramach tej kampanii. Zatrzymanie dyrektywy nie wystarczy. Zatrzymanie kapitalizmu również.

Przełożyła Marta Zamorska

Przypisy:

1. Ministrowie pracy utrzymują, że elastyczność rynkowa może współistnieć z wysokim poziomem socjalnej ochrony. Wydaje się, że niektórzy przywódcy związkowi dramatycznie się pomylili w odczytywaniu strategii, uznając, że związana jest ona z zachowaniem modelu socjalnego. Nie później niż rok temu, Guardian opublikował artykuł na temat strategii lizbońskiej, w którym liderzy tacy jak John Monks z European Trade Union Confederation (Europejskiej Konfederacji Związków Zawodowych) powiedział, że „dobrze zrobiliśmy ożywiając strategię już w tydzień po tym jak wielu widziało socjalną Europę martwą”. Dla nich, wprowadzenie strategii jest ciągle możliwe. „Strategia lizbońska musi zostać zaakceptowana tak, by była ekonomicznie, socjalnie i ekologicznie zbalansowana”.

2. Jest wiele dowodów popierających ową tezę, a jednym z nich są standardy produktów żywnościowych. Mogliśmy zauważyć w niektórych obszarach produkcji żywności, że w momencie przyjęcia przez Polskę standardów unijnych, czasami okazywały się one o wiele niższe od lokalnych norm, zwłaszcza w punkcie dotyczącym dopuszczalności dodawania sztucznych dodatków do żywności.

Laure Akai – publicystka i międzynarodowa aktywistka anarchistyczna urodzona w Nowym Jorku. Tematami jej publikacji są, oprócz kwestii pracowniczych, także edukacja alternatywna, antynacjonalizm i feminizm. W latach dziewięćdziesiątych działała w Rosji, obecnie mieszka w Warszawie, gdzie jest zaangażowana między innymi w prowadzenie Infoszopu. Współorganizowała wiele konferencji i protestów, między innymi Alternatywne Forum Ekonomiczne w Warszawie w 2004 roku, a ostatnio międzynarodową konferencję pracowniczą. Jest członkinią Związku Syndykalistów Polski.