Niech Bob Geldof przejdzie do historii

Laure Akai
13.08.2005

Wiele osób cynicznie komentuje wezwania bogatych do skończenia z biedą, ja jednak nie jestem zainteresowana kwestionowaniem szczerości ludzi takich, jak Bob Geldof odnośnie chęci złagodzenia nędzy w Afryce. Poddanie w wątpliwość inteligencji, z jaką przyjęli swoją strategię działania, to już inna sprawa.

Krytyka tego rodzaju działań gwiazd rocka dotyczy nie tylko samego faktu, że są bogaci, ale też natury ich przekazu czy sposobu, w jaki się zabierają do sprawy. To, w jaki sposób zarabiają i wydają swoje pieniądze, jest istotne. Nawet osoby popierające Live 8 poświęciły chwilę, by się nad tym zastanowić. Pewna kobieta, pisząc dla brytyjskiego IMC, narzekała na hipokryzję takich ludzi, jak David Beckham, którzy zarabiają miliony na promowaniu produkujących w sweatshopach Nike i Adidasa, a jednocześnie pojawiają się na Live 8 i popierają zwalczanie ubóstwa. Ważniejsze jednak jest właściwe wielu liberałom niezrozumienie rzeczywistych mechanizmów generujących biedę oraz ogromna naiwność co do tego, kogo postrzegają oni jako kluczowych graczy w zwalczaniu biedy, mianowicie rząd i korporacje. Jak wszyscy liberałowie wierzący w odgórne rozwiązania, udają się do „ludzi, którzy mogą coś zmienić”, z przekonaniem, że zrobią oni coś dobrego, pomimo historycznej tendencji, która temu przeczy. Zdają się nigdy nie zauważać, że ludzie, którzy odnoszą z biedy najwięcej korzyści, nie są raczej tymi, którym należy ufać, że będą z nią walczyć. Nie wydaje się także, by rozumieli, jak instrumentalne znaczenie mają istoty ludzkie dla państwa i korporacji; Jeśli zgadzają się one działać na rzecz eliminacji biedy, robią to tylko dlatego, że może im to przynieść w jakiś sposób korzyść – nowi konsumenci mogą stanowić wartościowe rynki, zaś nowa siła robocza może być bardziej atrakcyjna żyjąc w „zwykłej” biedzie niż pozostając w biedzie skrajnej.

Bill Gates jest jedną z osób, która według gwiazd rocka, może „coś zmienić”, ponieważ jest cholernie bogaty. Jest tak cholernie bogaty, że mógłby sobie pozwolić na płacenie pracownikom Microsoftu znacznie więcej pieniędzy, a także ulżyć konsumentom – tyle tylko, że nie byłby wtedy wystarczająco bogaty, by wspierać cele charytatywne. Dlaczego więc Bill tak chętnie daje pieniądze Afrykanom cierpiącym na AIDS, a ludziom, którzy dla niego pracują, już nie? Gwiazdy rocka są w stanie bić pokłony przed jego hojnym sercem, jak gdyby mogło to zmniejszyć ich własne poczucie winy. Są tak przekonane co do „oczyszczającego aktu wręczenia wielkich pieniędzy”, że nie gaszą świateł jupiterów nawet wtedy, gdy słyszą, jakie jeszcze działania Billy podejmuje w Afryce. Przykładem jest 25 milionów dolarów, jakie Gates wydał na badania nad tym, czy genetycznie modyfikowana żywność może pomóc Afryce, oraz jego zaangażowanie w projekt związany z amerykańskim rolnictwem i Bankiem Światowym. Kolejne 50 mln dolarów wydał na lobbowanie rządów, aby rozluźniły regulacje dotyczące importu żywności i pomogły amerykańskim gigantom żywnościowym.

Na pomysł, że importowanie żywności zmodyfikowanej genetycznie do Afryki może działać na korzyść zmniejszenia biedy, mógł wpaść jedynie korporacyjny przemysł żywnościowy. Można się zastanawiać, czy gwiazdy rocka są tak głupie, czy też po prostu są przekonane, że trzeba pozwolić bogatym gnojkom coś zabrać, aby zmotywować ich, by coś dały.

Jeszcze głośniejsze powinno być bicie w dzwony w sprawie spotkań Bona z Jeffreyem Sachsem. Jego plany na rzecz Milenijnych Celów Rozwoju mogą się rockowym gwiazdorom wydać właśnie tym, czego potrzeba, aby rozwiązać problem; stworzyć bogactwo, miejsca pracy, edukację. Jednak wszędzie, gdzie Sachs pomagał wprowadzać reformy gospodarcze, zwiększały one zakres biedy oraz przepaść między bogatymi i biednymi. Oczywiście wszystko to ukryte jest gdzieś pomiędzy manipulatorskimi danymi statystycznymi, których przejrzenie może być dla gwiazdy rocka pewnym wyzwaniem. Dla ludzi takich, jak Bono, tym, co się przypuszczalnie liczy, jest to, ile osób może sobie pozwolić na zapłacenie 50 euro za ich koncert w Polsce. Jeśli obecnie 50 tys. ludzi ma wystarczająco dużo pieniędzy, podczas gdy w czasie jego ostatniego koncertu w 1997 roku nie było tak wielu bogatych w tym kraju, w takim razie musi to być wystarczający dowód, że magia pana Sachsa zadziałała, więc może zdziałać podobne cuda w Afryce.

Niektórzy obserwatorzy doszli do wniosku, że rząd brytyjski jest ukrytą siłą stojącą za koncertami Live 8 i marszami pod hasłem „Make Poverty History”; gdyby tak było, nie zdziwiłabym się. Należałoby postawić pytanie: dlaczego Afryka, dlaczego teraz? Czy jest to ostatni wielki niewykorzystany rynek konsumencki lub potencjalny rynek pracy? Czy też koszty związane z wojną i napływem uchodźców stały się zbyt wysokie dla bogatego świata? Czy też po prostu wszyscy oni dostali nagle humanitarnego pędu?

Biały człowiek ma za sobą długą historię doradzania Afryce rozwojowych rozwiązań. Handel odgrywa w tym zwykle kluczową rolę, jednak historycznie rzecz biorąc, niewielu spoza elity i jej kolonialnych (i innych) partnerów handlowych miało z tego jakikolwiek zysk. Manifest „Niech bieda przejdzie do historii” wskazuje na restrykcje handlowe, jako jeden z elementów szkodzących afrykańskiej gospodarce. Być może słusznie, jednak jeżeli bogactwo skoncentrowane jest w rękach zbyt wąskiej grupy, handel nie zmniejszy ubóstwa. Oczywiście jest wielu ludzi popierających bardziej wolny handel z Afryką, włączając w to wszystkie większe kompanie naftowe, Citicorp oraz Bank of America, a nawet większych detalistów, jak Gap czy (w przeszłości) K­‑Mart. Mówią oni, że handel jest korzystny. Dla nich. Jeśli chodzi o ich przywiązanie do zwalczania biedy, nie ma wątpliwości, że wciąż powtarzają oni legendy reaganowskich teorii, według których, gdy bogaci się bogacą, to biednym też coś skapnie.

Wiele osób w Afryce wskazywało, że teorie ekonomiczne oferowane przez Pierwszy Świat w celu ich „zbawienia”, zwykle skutkowały pogorszeniem sytuacji. W latach 50. i 60. hitem sezonu była pomoc finansowa na rozwój, tyle, że 50 lat po tym bieda w Afryce zwiększyła się w niektórych regionach wielokrotnie. Niewielu ludzi ze świata polityki wydaje się gotowych, by dostrzec, że za ostatnim parciem do zakończenia afrykańskiej biedy, skrywają w istocie się interesy tego samego rodzaju. (Z chlubnym wyjątkiem w postaci Jesse Jacksona, który zaprzestał popierania liberalizacji handlu z Afryką, gdy dodał dwa do dwóch i zaczął określać projekt ustawy „NAFTA for Africa”1 jako Akt Rekolonizacji Afryki.)

Tym, co czyni gospodarkę korzystną lub niekorzystną dla ludzi, nie jest nigdy ilość dopuszczonych inwestycji czy handlu, lecz raczej relacja pracowników i procesu kreowania bogactwa. Czy tworzą oni bogactwo, którym inni będą dysponować, zarządzać i reinwestować je, czy też tworzą bogactwo dla siebie samych, a zarządzać nim będą bezpośrednio ich społeczności i wykorzystywać je do poprawy jakości życia wszystkich? Nie da się obejść tej kwestii. Żaden dopływ gotówki, żadne anulowanie długów nie załatwi sprawy, choć można argumentować, że będzie to miało jakiś pozytywny wpływ. Dobroczynność jest jedynie bandażem na jątrzącej się ranie kapitalizmu.

Dwadzieścia lat temu działało to jak balsam i nazwa „Band Aid” była odpowiednia2. Nikt nie wątpi w intencje tych wszystkich milionów ludzi, którzy dali pieniądze na ten cel, ufni, że postępują dobrze. Jednak nawet gwiazdy rocka dostrzegły, że pomimo ich inicjatyw nic tak na prawdę nie uczyniono w sprawie biedy. Pewnie można by pomyśleć, że przez 20 lat powinny były wyedukować się wystarczająco, by zobaczyć, z czym mają do czynienia, i zdać sobie sprawę, że to, o co proszą one rządy i biznes, historycznie jest zupełnie nie po drodze z działaniami z których rządy i biznes są znane? Lub może mają takie złudzenie swej wielkości, że wydaje im się, że ich autorytet w społeczeństwie może przemienić gnojków w sympatycznych ludzi? Hmm… I Pan Bob ma jeszcze tupet nazwać anarchistów idiotami.

Przełożył Jakub Maciejczyk

Przypisy:

1. „NAFTA for Africa” to projekt ustawy zaproponowany w 1998 roku przez Clintona i odrzucony przez Senat, przewidujący pewną pomoc i korzyści handlowe państwom afrykańskim uzależnione od otwierania ich gospodarek na inwestycje zagraniczne i wprowadzania „strukturalnego dostosowania” zalecanego przez MFW (przyp. tłum.).

2. Pod hasłem „Band Aid” Bob Geldof w 1984 roku zorganizował sesję nagraniową, z której zyski przeznaczono dla głodujących dzieci w Afryce. Jednocześnie ang. band aid oznacza „plaster” lub „doraźne lekarstwo” (przyp. tłum.).

Laure Akai – publicystka i międzynarodowa aktywistka anarchistyczna urodzona w Nowym Jorku. Tematami jej publikacji są, oprócz kwestii pracowniczych, także edukacja alternatywna, antynacjonalizm i feminizm. W latach dziewięćdziesiątych działała w Rosji, obecnie mieszka w Warszawie, gdzie jest zaangażowana między innymi w prowadzenie Infoszopu. Współorganizowała wiele konferencji i protestów, między innymi Alternatywne Forum Ekonomiczne w Warszawie w 2004 roku, a ostatnio międzynarodową konferencję pracowniczą. Jest członkinią Związku Syndykalistów Polski.