Raport z oblężonego miasta

Maciej Bachryj
31.05.2004

Bezpodstawność jego egzystencji była oczywista. Drobiazgowo zebrane dowody nie pozostawiały cienia wątpliwości. Jak zawsze w takich przypadkach sprawdzono zgodność wszystkich symptomów z obowiązującymi w przepisach normami. Po krótkich obradach podjęto więc przewidzianą w takich przypadkach decyzję, po czym rozpocząć się miała procedura wprowadzania jej w życie. W zasadzie wszystkie tego typu sprawy były rozpatrywane rutynowo, choć zdarzały się niekiedy komplikacje; na przykład kiedy osobnik okazywał się mieć rodzinę, pewnych trudności nastręczało wykazanie, iż „zanikły elementarne więzi ze społeczeństwem”. W praktyce wystarczało jednak proste oświadczenie członka rodziny, iż „objęty postępowaniem eliminacyjnym nie partycypuje w życiu rodzinnym”. Zazwyczaj uzyskiwano je w drodze powszechnie akceptowanego procederu przekupstwa; otóż rodzina delikwenta otrzymywała pewną sumę pieniędzy od obywatela zainteresowanego możliwością zajęcia zwalniającego się po zakończeniu postępowania eliminacyjnego miejsca pracy. Oczywiście zdarzały się również protesty ze strony środowisk i organizacji humanitarnych, jednak zazwyczaj ograniczały się one do wydrukowania krótkiej notki w ich organach prasowych, których i tak nikt nie czytał.

Natomiast jeśli chodzi o samego zainteresowanego, to w tym konkretnym przypadku zachowywał się dość szczególnie. W pierwszym etapie postępowania, kiedy objętemu nim osobnikowi odcina się dopływ prądu, wody i likwiduje numer telefoniczny, dały się zauważyć pierwsze nieprawidłowości. Zamiast, jak to zwykle bywa, pozostać w miejscu zamieszkania, osobnik zaczął nawiedzać swoich sąsiadów i wszystkie możliwe publiczne zgromadzenia, wygłaszając przy tym wielce niepoprawne treści. Natomiast w dniu kiedy następuje ustawowe obcięcie uszu i języka, zamiast przyjść na zabieg, zdemolował pobliskie Centrum Wychowania Obywatelskiego, po czym przykuł się do drzewa i wykrzykiwał pod adresem przyglądających mu się ze zgorszeniem przechodniów obelżywe epitety.

Po przejściu do etapu trzeciego, kiedy to objętego postępowaniem pozbawia się prawa do zakupu żywności, te niepokojące zachowania zaczęły przybierać na sile. Zazwyczaj na tym etapie kończy się aktywność administracji, gdyż osobnik umiera śmiercią głodowa lub pozbawia się życia sam, nie chcąc narażać organów publicznych na oskarżenia o niehumanitarne postępowanie. W tym przypadku stało się jednak inaczej.

Kiedy eliminowany zniknął, przypuszczano, że zgodnie z miejscowa tradycją sam dopełnił procedury. Tymczasem w prasie zaczęły ukazywać się informacje o gwałtownie zmniejszającym się pogłowiu zwierzyny łownej. Coraz liczniejsze stawały się również doniesienia o grasującej w pobliskich lasach krwiożerczej bestii i odnajdywanych coraz to nowych śladach jej odrażającego apetytu. Początkowo fantastycznie brzmiące relacje świadków nabrały realności, kiedy w mieście pojawił się brudny, zarośnięty i najwidoczniej obłąkany osobnik. Nie mógł pozostać niezauważony, nie tylko z racji swojego wyglądu, ale przede wszystkim przez fakt, że wielu obywateli zostało przez niego napadniętych i dotkliwie pokąsanych. Dopiero teraz skojarzono wszystkie fakty – nietypowe zachowanie ostatnio eliminowanego, przetrzebiona zwierzyna leśna. To najwyraźniej ów niepokorny wywrotowiec był przyczyną zmartwień miejscowych ekologów.

Jak się później okazało najmniej szczęścia wśród pokąsanych miał komendant miejscowej policji, który został niemal w całości pożarty. Jego podkomendni pozbawieni dowództwa nie potrafili podjąć żadnych działań zmierzających do schwytania osobnika, co go jeszcze bardziej rozzuchwaliło. Przekonany o bezradności organów ściągania, zaczął napadać i pożerać kolejnych obywateli. Dopóki byli to ludzie starsi i kalecy, nikt się tym specjalnie nie przejmował. Sprawę zaczęto traktować poważnie dopiero, gdy pewnego ranka znaleziono szczątki burmistrza i jego najbliższych współpracowników. Wkrótce stało się jasne, że osobnik gustuje w funkcjonariuszach państwowych, eliminując ich systematycznie bez względu na miejsce zajmowane w hierarchii urzędniczej i policyjnej. Niedobitki tej ostatniej postanowiły podjąć jakieś działania. Zorganizowano więc straż obywatelską i urządzano regularne obławy. Niestety, brak doświadczonej kadry dowódczej wywoływał skutek odwrotny do zamierzonego; co rusz ginęły całe patrole, a ich szczątki znajdowano w krzakach lub na śmietniskach. Sytuacja stawała się coraz bardziej beznadziejna. Ludzie przekonani o nieuchronności swego losu popadali w stany depresyjne, coraz powszechniejszym zjawiskiem stawały się samobójstwa, poradnie psychiatryczne przeżywały prawdziwe oblężenie, a zagrożone bankructwem firmy ubezpieczeniowe wstrzymały wypłaty odszkodowań. Całe miasto pogrążało się w coraz większym chaosie.

Zaniepokojone skalą zjawiska władze centralne powołały sztab kryzysowy, który bojąc się ogólnonarodowej paniki podjął decyzję o utrzymaniu całej sprawy w tajemnicy. W tym celu w „miejsce występowania nieprawidłowości w funkcjonowaniu zdrowej tkanki społecznego organizmu”, jak w oficjalnych komunikatach określano pogrążone w bezładzie miasto, wysłano odziały wojska, które otoczyć je miały szczelnym kordonem. Odcięto również linie telefoniczne i drogi dojazdowe, pozbawiając w ten sposób miasto zaopatrzenia i kontaktów ze światem. Metoda ta okazała się skuteczna; nie mogąc wyrwać się z oblężenia, wygłodniali obywatele zaczęli się wkrótce wzajemnie pożerać. Populacja miasta zaczęła spadać, a wraz z tym sytuacja się stabilizowała. Jakiś czas później na teren miasta wkroczyły służby porządkowe likwidując bez trudu resztki ogarniętej kanibalistycznym szałem ludności.