Jezuita przeciw jezuitom

Julian Bartosz
07.08.2006

Są rzeczywiście sprawy wymykające się normalnemu na tym najlepszym ze światów rozumowaniu. Należą do nich dzieje Kościoła rzymskokatolickiego w ogólności, zaś tej historii pod panowaniem Piusa XII w szczególności. Jeszcze bardziej konkretyzując chodzi o stosunek Eugeniusza Pacelli’ego do hitleryzmu i do wojny.

Próbą przedstawienia sądu o tej właśnie postaci we wskazanym kontekście zajmuję się w swoim życiu po raz drugi. Pierwszy raz podjąłem ten temat przeszło czterdzieści lat temu. Głównie na podstawie dokumentów znalezionych w zespole akt kardynała Bertrama w Archiwum Archidiecezjalnym we Wrocławiu, ale także w oparciu o literaturę przedmiotu okresu tuż­‑powojennego gromadziłem materiały do pisanej na Wydziale Filozoficzno­‑Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego pod kierunkiem prof. Henryka Zielińskiego dysertacji. Następnie do pracy popularno­‑naukowej poświęconej niemieckiemu politycznemu katolicyzmowi przeprowadzałem kwerendę po międzynarodowym piśmiennictwie na ten temat. Obie moje rzeczy ukazały się drukiem1. Przy okazji muszę sprostować twierdzenie szanownego ks. prof. dr hab. Bolesława Kumora z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego z napisanej w roku 2000 przedmowy do książki ojca Pierre’a Bleta2, jakoby archiwa w państwach „byłego bloku komunistycznego były otwarte zaledwie od dziesięciu lat”; w Polsce były one i przed tym otwarte i to nie tylko kościelne, co wiem z autopsji. Chciałbym w tym także dać wyraz pewnej konsternacji z powodu milczenia polskich chrześcijańskich intelektualistów na temat wątpliwych w tej książce tez i twierdzeń.

Zawarta w wydanej za pozwoleniem władzy duchownej w oficynie św. Jacka w Katowicach książce autorska teza, że wedle znanych dokumentów „nic nie wskazuje na to, aby papież sprzyjał Niemcom”3 skłoniły mnie do powrotu do tematu. Rzecz nie w tym, czy subiektywnie sprzyjał czy też nie. Idzie o pytanie, kto mógł obiektywnie odnosić korzyści z polityki Watykanu w tym straszliwym czasie.

Postać Piusa XII ma być wzniesiona na ołtarze. W zamieszczonym na wstępie książki zapisie odbytej w lutym 2000 roku w Rzymie rozmowie ks. Mieczysława Augustynowicza z o. Bletem, który mówił, że „szukał tylko prawdy” pada pytanie:

– Jak wiadomo, otwarta jest sprawa beatyfikacji Piusa XII. Czy Ojciec jest przekonany o tym, że postawa Piusa XII […] była godna kandydata na ołtarza?

– Ja osobiście jestem zdania, że to, co znajduje się w archiwach, przemawia raczej za beatyfikacją Piusa XII4.

„Przemawia raczej” – dziwne to słowa francuskiego jezuity, który dekretem Pawła VI został w 1965 roku wraz trzema innymi uczonymi konfratrami powołany do zbadania tajnych akt papieskich, w celu ukazania całej prawdy o polityce Watykanu za pontyfikatu Eugeniusza Pacelli’ego i który był współautorem monumentalnej edycji jedenastu tomów „Actes et Dokuments du Saint Siege relatifs a la Seconde Guerre mondiale”. Po kilkunastu latach iście benedyktyńskiej pracy szukający jedynie prawdy jezuita mówi „raczej”! Taka niepewność świadczy na pewno o jego badawczej uczciwości.

Rzecz w tym, że kiedy o. Blet zagłębiał się w treść tysięcy dokumentów z tajnych archiwów watykańskich nie wszystkie materiały dotyczące naszego tematu – stosunku Piusa XII do hitleryzmu i do wojny – tam się znajdowały.

Dowiadujemy się o tym z opublikowanej w lipcu 2004 roku w Niemczech kolejnej, także na tajnych archiwach opartej pracy5 poświęconej stosunkowi Watykanu do hitleryzmu autorstwa 49­‑ letniego watykanisty, profesora Petera Godmana. Pochodzący z Nowej Zelandii naukowiec, po docenturze w Oxford i Cambridge, profesurze z Tybindze wykłada obecnie w Rzymie. Dotarł on do zasobów archiwalnych sprowadzonych niedawno ze Stanów Zjednoczonych, dokąd je wywieziono w roku 1940, kiedy – jak pisze autor – „zwycięstwo Hitlera wydawało się bliskie i zachodziła obawa, że przy ewentualnym wejściu Niemców do Rzymu mogły te dokumenty zostać skonfiskowane”6. Inaczej niż w przypadku wielu innych publikacji (także o. Bleta), które były oparte na dokumentach watykańskiego Sekretariatu Stanu, Godman dysponował materiałami z Najwyższej Kongregacji Świętego Officium, które, jak się zdaje, były w swojej ocenie hitleryzmu znacznie bardziej radykalne aniżeli te dokumenty, które zostały wypracowane lub notyfikowane w Sekretariacie Stanu. Warto przy okazji powtórzyć za tym autorem, że jawiąca się wszystkim ludziom Stolica Apostolska jako monolit, wcale – mimo bezwzględnie najwyższego autorytetu i nie podlegającej dyskusji władzy pontifexa – takim monolitem nie była. System luźno jedynie między sobą powiązanych dykasterii czyli ministerstw Watykanu, charakteryzował się tym, że każda z nich zajmowała się tym, do czego została powołana i niczym więcej. Tylko papież, mający wgląd w całość spraw znajdujących się w polu zainteresowania i działania, w tym także na polu polityki Stolicy Piotrowej, był władny powiązać poszczególne części watykańskiej maszynerii. To wyjaśnia, dlaczego oceny wypracowane w Świętym Officium właśnie w interesującym nas temacie nie pokrywały się z działaniami i zaniechaniami Sekretariatu Stanu. Mówiąc językiem ze świata profanum jezuici ze Świętego Officium zajmowali się doktryną, ideologią, kardynałowie ze Sekretariatu Stanu zaś polityką. Godman twierdzi, że te dwie instytucje „nie zawsze pociągały za jeden sznurek”, wręcz przeciwnie – często się zwalczały. Wspólne, choć oddzielnie realizowane, było jedynie to, że i Święte Officium, i Sekretariat Stanu odnieść się musieli do zjawiska ideologiczno­‑politycznego, jakim był hitleryzm, który od 1930 roku stał się poważną siłą polityczną a po 1933 roku główną siłą państwową, państwem zgoła.

Zauważmy w tym miejscu, że obie książki, które tu porównawczo przywołujemy, zakresy czasowe mają nie jednakowe: o. Blet główną uwagę poświęca polityce Piusa XII po objęciu tronu papieskiego, to znaczy jego postawie wobec groźby wybuchu i podczas wojny, Godman przedstawia tę postać jeszcze u boku Piusa XI jako szefa polityki watykańskiej w Sekretariacie Stanu, desygnowanego już za życia Achille Rattiego na jego następcę. Pacelli, który jeszcze za czasów Leona XIII wszedł do Sekretariatu Stanu, za Piusa X był legatem we Francji, za Benedykta XV odbywał misje do cesarzy Austrii i Niemiec, w 1917 roku został nuncjuszem w Monachium, osiem lat później w Berlinie i od 1929 znów znalazł się w „rządzie watykańskim”, zrazu jako zastępca Gasparriego, wnet jako następca i aż do marca 1939 roku kierował Sekretariatem Stanu, znał – zanim został papieżem – wszystkie dokumenty dotyczące herezji „nowego chrześcijaństwa” reprezentowanej i przez Hitlera w Mein Kampf, i przez jego „ideologa” Alfreda Rosenberga, autora „Mitu XX wieku”. Wiedział, czym są nazistowskie „teorie” rasistowskie o „czystości krwi” i zdawał sobie sprawę, że głoszone przez wodzów NSDAP hasła o „pozytywnym chrześcijaństwie” są nie tylko bluffem, ale w świetle katolickiej doktryny herezją właśnie.

Kardynał sekretarz stanu te dokumenty wyrażające z pozycji wiary i moralności chrześcijańskiej stosunek Stolicy Apostolskiej do ideologii nazistowskiej nie tylko znał, ale nad nimi pracował, przerabiał, słuchając Piusa XI i podpowiadając mu jednocześnie. Współkształtował w znacznej mierze stanowisko Stolicy Piotrowej wobec hitleryzmu, III Rzeszy i groźby wojny. Jak zauważa Godman „strategia Eugeniusza Pacelli’ego już się ukształtowała zanim objął tron Piotra”7.

Materia, którą się zajmujemy jest niezwykle rozległa i złożona. Z wielu wątków omawianych w jednej i drugiej książce przyjdzie nam zrezygnować, ale te pominięcia – jak na przykład sprawy konkordatowe, rola biskupa Hudala, „teologa zbliżenia z hitleryzmem”, dokładna relacja zachowań hierarchów Kościoła Rzymskokatolickiego i zdecydowanej większości katolicyzmu w Niemczech wobec haseł i praktyki „brunatnego ruchu” przed i po objęciu władzy przez Hitlera, zwłaszcza wobec brutalności w stosunku do „konwertytów” i Żydów (nie mówiąc już o komunistach) – wynikają nie z próby łagodzenia czy zaostrzania naszych ocen, lecz z zamiaru skoncentrowania się na pytaniu: dlaczego nawet wobec spraw o jednoznacznym charakterze doktrynalnym, bądź wobec kwestii związanych z łamaniem Konkordatu między Stolicą Apostolską i Rzeszą z 20 lipca 1933 roku, podpisanego przez wicekanclerza von Papena i kardynała sekretarza stanu Pacelli’ego Watykan zachował się oportunistycznie, kunktatorsko? Dlaczego w obliczu zbrodni milczał?

Zanim przejdziemy do odpowiedzi na to pytanie winniśmy jednak zacytować dwa fragmenty o podstawowym znaczeniu. 23 marca 1933 roku kanclerz Hitler w wygłoszonym w Reichstagu expose powiedział: „Przez to, że rząd chce zdecydowanie politycznie i moralnie odtruć nasze życie publiczne, zostaną stworzone przesłanki dla prawdziwej, głębokiej religijności. Rząd uznaje oba chrześcijańskie wyznania i zapewnia im należny wpływ w dziedzinie szkolnictwa i wychowania. Jest szczerą troską rządu zachować współistnienie Kościoła i państwa. Narodowy rząd widzi w obu chrześcijańskich wyznaniach najważniejszy czynnik niemieckiej narodowości. Rząd oczekuje, że jego praca nad narodową i moralną odnową znajdzie również ze strony Kościoła pozytywne uznanie. Walka przeciw materialistycznemu światopoglądowi leży w interesie wspólnoty narodowej i służy narodowi jak i naszej chrześcijańskiej wierze. Rząd Rzeszy, który w wierze chrześcijańskiej widzi niewzruszalne fundamenty duchowego i moralnego życia narodu przywiązuje wagę do tego, aby utrzymać i rozwijać (podkreślenie – JB) przyjazne stosunki ze Stolicą Apostolską”8. Odpowiedź kardynała Bertrama jako przewodniczącego Konferencji Biskupów w Fuldzie została po konsultacjach z hierarchami Kościoła Rzymskokatolickiego w Niemczech a także za poradą Rzymu ogłoszona już 4 dni po przemówieniu kanclerza. „W obowiązującej ich trosce o utrzymanie czystości wiary katolickiej i ochronę nienaruszalności praw i zadań Kościoła katolickiego, arcypasterze diecezji Niemiec, działając ze słusznych, wielekroć powtarzanych pobudek, zajęli w ostatnich latach poprzez nakazy i napomnienia negatywne stanowisko wobec ruchu narodowosocjalistycznego; nakazy te i napomnienia obowiązują dopóty, dopóki istnieją wspomniane pobudki. Obecnie należy uznać, że ze strony najwyższego przedstawiciela rządu będącego zarazem autorytatywnym wodzem owego ruchu, złożone zostało oficjalnie i uroczyście przyrzeczenie, w którym uznaje się nienaruszalność katolickich zasad wiary i niezmienność posłannictwa i praw Kościoła oraz zapewniona została ze strony rządu Rzeszy absolutna ważność zawartych między krajami niemieckimi i Kościołem układów międzynarodowych9. Nie znosząc naszego zawartego w uprzednich deklaracjach potępienia dla pewnych herezji religijno­‑etycznych, episkopat sądzi, iż może mieć nadzieję, że wspomniane ogólne nakazy i napomnienia nie będą już musiały być traktowane jako konieczne.

Katolicy, dla których święty jest głos ich Kościoła, nie potrzebują obecnie specjalnego wezwania do wierności wobec prawowitej władzy i zwierzchności i do sumiennego wypełniania swych obywatelskich powinności; zasadniczo odrzucają oni wszelkie bezprawne i przewrotne poczynania”10. (Zauważmy, że oświadczenie to zostało wydane w przededniu uchwalenia w Reichstagu tzw. Ermaechtigungsgesetz – czyli pełnomocnictw generalnych dla Adolfa Hitlera, do czego potrzebne były głosy katolickiego Zentrum. Jak oceniał to Franciszek Ryszka w „Państwie Stanu Wyjątkowego” te uchwalone dzięki głosom Zentrum, dające kwalifikowaną większość 3/4, przydały dyktatorskiej władzy Hitlera wszelkie znamiona prawa i legalności).

W dniu podpisania Konkordatu (20 lipca 1933), kiedy – jak pisze Godman – „Pius XI już od marca przeszedł na taką pozycję, aby oceniać Hitlera bardziej pozytywnie, niż poprzednio”11 Sekretarz Stanu kardynał Gasparri zanotował: „Katolikom (w Niemczech – JB) winno być dane prawo wyboru, czy chcą wstąpić do partii hitlerowskiej”. W notce do swego zastępcy pisał: „Jestem zdania, że partia Hitlera jest zgodna z ogólnym poczuciem narodowym w Niemczech. Dlatego za wszelką cenę należy unikać polityczno­‑religijnych zmagań o hitleryzm, zwłaszcza, gdy Wasza Eminencja zostanie Sekretarzem Stanu”12.

Pacelli w rzeczy samej unikał. Z unikania uczynił rację stanu Watykanu. I choć Pius XI mimo nasilających się od początku III Rzeszy sprzeczności między Stolicą Apostolską a Berlinem (zwłaszcza w praktykowaniu Konkordatu co do nauki religii w szkołach, działania organizacji młodzieżowych i stowarzyszeń katolickich) na to się milcząco godził, to przecież musiano się w Watykanie głębiej zastanowić nad kwestią, co dalej? Ratti powierzył to zadanie generałowi Towarzystwa Jezusowego Włodzimierzowi Ledóchowskiemu. Do tego pochodzącego z polskiej arystokracji wybitnie inteligentnego jezuity, który mając 49 lat objął w 1915 funkcję generała zakonu, miał papież pełne zaufanie. Wybrał on do przeprowadzenia dochodzenia odnośnie herezji nazistów Franza Huertha, wówczas wykładowcy w seminarium jezuickim w holenderskim Valkenburgu, znanego już uprzednio z ostrych ocen „ideologii” hitlerowskiej. Ten do pomocy wziął sobie konfratra z Valkenburgu – Jana Babtistę Rabenecka słynącego z encyklopedycznej wiedzy. Opracowali oni dwa memoranda (same przepisy zajęły blisko 50 stron maszynopisu), z których jedno stało się 17 marca 1935 roku przedmiotem rozważań Świętego Officium. Jak od wieków, procedura pracy w tym gronie polegała na przedstawieniu konkretnych głoszonych (czy to ustnie, czy też na piśmie) poglądów i ocena ich z punktu widzenia czystości doktryny katolickiej. Był to w praktyce sąd nad „Mein Kampf” i innymi pismami autorów ruchu nazistowskiego przeprowadzony przez najwyższe autorytety Kościoła w sprawach moralności. Godman zauważa, że działo się to dziesięć lat przed Trybunałem Norymberskim do osądzenia hitlerowskich zbrodniarzy13. Ludzie Ledóchowskiego dysponowali jedynie piśmiennictwem. Konkretne fakty ze zbrodniczej hitlerowskiej praktyki, znane Sekretariatowi Stanu (Pacceli’emu) nie zostały im udostępnione. Mogli się oni natomiast powołać na słowa Piusa XI na konsystorzu z 20 grudnia 1926 roku, że herezją jest głoszenie, iż państwo jest celem samym w sobie i że dobro jednostki musi ustąpić dobru zbiorowości. Nadto obaj jezuici wywodzili odrzucenie takiego poglądu – podstawowego przecież dla ideologii NSDAP – z encykliki Rerum Novarum Leona XIII z 15 maja 1891 roku. Było to tym ważniejsze, że owa zbiorowość, owe państwo, miały się oprzeć na zasadzie całkowicie, wręcz bestialsko sprzecznym z biblijną nauką o rodzaju ludzkim: na zasadzie o „czystości krwi”, której utrzymanie Hitler ogłosił zadaniem wszystkich Niemców. Rasizm w wydaniu Hitlera szedł tak daleko, że „najniższe rasy są bardziej oddalone od najwyższej niż człowiek od najwyższego gatunku zwierząt”. Cała więc „hitlerowska nauka” o wyższości i prawach rasy aryjskiej to herezja, którą należy stanowczo zwalczyć – twierdzili obaj jezuici. Wskazywali też Huerth i Rabeneck na to, że owa „głębia kultu krwi” i apokaliptyczne wręcz przekonanie, że tę „gorszą krew” należy zniszczyć, może przynieść straszliwe następstwa. Pomijając w relacji inne szczegóły podkreślić trzeba, że memorandum obu jezuitów, przyjęte do wiadomości na posiedzeniu Najwyższej Kongregacji Świętego Officium w obecności papieża 21 marca 1934 roku wykluczało z powodów religijnych i moralnych jakiekolwiek zbliżenie z nazizmem. Z samego memorandum jednak nic we wzajemnych stosunkach Watykan­‑Berlin politycznie nie wynikało. Polityka była domeną Pacelli’ego.

W maju 1935 roku Huerth, który wtedy już nauczał w gregorianum i został oficjalnym konsultorem Świętego Officium przedstawił wraz z nowym współpracownikiem, kanadyjskim socjologiem Louis Chagnonem, kolejne memorandum. Zawierało ono 47 tez14. Był to katalog sprzeczności z nauczaniem Kościoła. Głównym punktem oskarżenia był tym razem nie rasizm, ale nacjonalizm, który wznosił „religijnie” totalitarne państwo do wyżyn bożka, co było uznane za równoznaczne z pogaństwem. Jak czytamy w obszernym załączniku, obaj jezuici rozpoznali, że nazizm i Rzesza, między którymi nie wyznaczali granicy, wywodzą z samych siebie najwyższe, niczym nieograniczone prawo. Naród i państwo nie muszą się także liczyć z prawem międzynarodowym. Godman w tym punkcie pisze, że na cztery lata przed wybuchem II wojny światowej jezuici zwrócili na to właśnie niebezpieczeństwo uwagę. Przewidzieli, że państwo nazistowskie będzie prowokować zbrojne konflikty i uzurpować będzie sobie prawo zajmowania zbrojnie cudzych terytoriów pod pozorem braku „Lebensraum”. Z kultu rasy podniesionego do rangi najsłuszniejszej religii i stanowiącego najwyższe dobro – jak wynika z dalszych tez – można niszczyć rasy niższe, w tym duchu wychowywać młodzież, kształtować wszystkie instytucje państwa jako instytucji totalnej. Jednakowoż trzeba w tym miejscu zauważyć, że antysemityzm jako szczególnie nabrzmiały wyraz rasizmu nie został przez autorów tez wyodrębniony. Panować powinno – relacjonowali – prawo silniejszego, które wynika z samej natury a „kto zdoła pokonać innych samo przez to staje się wodzem i wszyscy musza mu się podporządkować”15. Totalne państwo wyznacza, co jest konieczne i szlachetne a wszystko, co służy osiąganiu koniecznych celów może być urzeczywistniane siłą. Żadna jednostka nie może pretendować do tego, aby nie słuchać państwa, to znaczy wodza. Nie istnieją żadne prawa poza tymi, które daje jednostce państwo, które może i powinno żądać od jednostki bezwzględnego posłuszeństwa. Środki wymagane i stosowane przez państwo dla obrony i rozwoju dobra wspólnoty (narodowej­‑państwowej) nawet wtedy, gdy mogą się wydawać nieszlachetne, muszą być przedsiębrane dla osiągnięcie celu. Właśnie to – osiąganie celu – uzasadnia i usprawiedliwia wszelkie środki, łącznie z zabijaniem jednostek i wielu ludzi także w wypadku niewinności ofiar (der Betroffenen) lub wtedy, gdy ich wina nie odpowiada ostrości kary. Dwaj jezuici wskazywali na – mówiąc dzisiejszym językiem – zasadniczą sprzeczność nazizmu z prawami człowieka.

Rozeznanie ojców jezuitów co do niebezpieczeństwa nazizmu było zatem rozległe i zostało za niewiele lat potwierdzone. Kopie memorandum przyjęte przez Święte Officium do wiadomości zostały rozdane wszystkim kardynałom kurii, zatem także Sekretarzowi Stanu Pacelli’emu. Pytanie, na które musiał sobie odpowiedzieć, dotyczyło tego, co w sensie politycznym z tym począć. W kręgach kurii pojawiła się kwestia, czy wobec tak widocznych sprzeczności między „ideologią nazizmu” a doktryną katolicką nie staje się aktualna ekskomunika?

Papież i Pacelli byli dalecy od tego. Doszło na skutek najróżniejszych przesłanek do powołania jeszcze dodatkowych ekspertów, którzy mieli oceniać herezję hitlerowskiego neopogaństwa. Spadło to na Wielkiego Mistrza Zakonu Dominikanów Stanisława Gilleta. Skupił się on na takich zagadnieniach jak „ubóstwienie państwa” i „zniewolenie jednostki”. Rozmazało się to w pojęciu „modernizmu”, i do tego worka włożono w interpretacji dominikanina nazizm, komunizm, totalitaryzm. Inny ekspert, Ernesto Ruffini także zajął się „różnymi błędami naszego czasu”. Rasizm, a zwłaszcza antysemityzm, nie był i dla niego tematem do rozważań. Dominco Tardini, który z początkiem 1936 w miejsce Ottavianiego (autora książki zawierającą ostrą krytykę hitlerowskiej herezji) został sostituto w Sekretariacie Stanu krytycznie oceniał wynik pracy jezuitów. Wnioskował on, że dla Świętego Officium może to być wewnętrzny dokument, papież natomiast winien wyciągnąć z tego pozytywne wskazania. Przygotowywano w tajemnicy „wielkie uderzenie”. Od kwietnia 1936 debatowała specjalna komisja, która miała odnieść się do tez Huertha i Chagnona a w rzeczywistości zajmowała się komunizmem. (Temat ten, jako zbyt rozległy, nie jest w niniejszym szkicu uwzględniony, zasługuje on na odrębne opisanie). Godne odnotowania jest, że w dokumentach tej komisji znalazła się po raz pierwsze zdanie odnoszące się do antysemityzmu. „Różnice między rasami nie powinny być podkreślane aż tak przesadnie, że przekreślana zostanie jedność rodzaju ludzkiego. Nigdy nie wolno zapominać, że prawo miłości i sprawiedliwości odnosi się do wszystkich ras, przy czym rasa semicka w żadnym wypadku nie może zostać z tego wyłączona”16. Zdanie to świadczy niewątpliwie o tym, że w Watykanie zdawano sobie sprawę o sytuacji Żydów w Rzeszy.

Wiedziano zresztą wszystko, co się działo w Niemczech. Stosunek do tego wyrażono w kolejnym dokumencie: 24 tezach Świętego Officium przedstawione kardynałom w październiku 1936 roku17. W porównaniu z pierwszym dokumentem jest on znacznie krótszy, koncentruje się na rasizmie, „przesadnym nacjonalizmie” i w odróżnieniu od poprzedniego zajmuje się także komunizmem.

W listopadzie 1936 roku Pius XI zapowiedział członkom Świętego Officium, że „wnet przemówi”. Przyjmując na audiencji w styczniu 1937 roku przedstawicieli episkopatu niemieckiego nie ujawnił im, co zechce ogłosić. W przeciwieństwie do o. Bleta, który utrzymuje, że treść enuncjacji papieskiej została opracowana przez kardynałów niemieckich18, głównie Faulhabera, Godman pisze, że ze sprawozdania Pacelli’ego z tego spotkania wynika, że decyzje co do jej zakresu i tonu zapadły w kurii wcześniej19. Rzecz znamienna: o. Blet określa encyklikę „Mit brennender Sorge” z marca 1937 roku dokumentem walki z nazizmem, Godman wypowiada się o niej następująco: „Przeszło dwa lata przed początkiem II wojny Światowej głowa Kościoła katolickiego mogła punkt po punkcie potępić herezje narodowego socjalizmu i związane z nim pozostałe „błędy epoki”. Jednak Achille Ratti milczał”20. Encyklika była czymś zupełnie innym, niż pełnym odrzuceniem narodowego socjalizmu – pisze watykanista. Była czymś pośrednim „między troskami niemieckiego episkopatu i obawami Rzymu”. Obie strony – twierdzi autor – przepełnione były troską co do komunizmu, żadna nie chciała zerwania stosunków z nazistami. Sformułowania encykliki to dzieło Pacelli’ego potwierdzone przez papieża. Główny akcent został położony na obronę postanowień konkordatu a fakty jego łamania opisane zostały słowami już uprzednio używanymi przez Sekretarza Stanu w notach do Berlina. Fragmenty dotyczące moralności były bardzo łagodne, ze słowa „herezje” zrezygnowano całkowicie, funkcjonowało pojęcie „błędu” – „błądzenie” (Irrtuemer). Nie nazywano tego wprost „niemoralnie”, „nie do zniesienia”, ale opisywano to łagodnie „oddalone od wiary w Boga”, „niezbyt zgodne z odpowiednim do wiary prowadzenia życia” i tak dalej. Nazistów konkretnie i wprost nie wymieniano. Adres w domyśle był wszakże wyraźny. Owszem, mowa jest o ubóstwianiu rasy i państwa, ale bez konsekwencji narzucających się z jezuickiego memorandum. Tłumaczono jedynie, że nie należy rasy wywodzić z objawienia boskiego. Praw ludzkich, jak je ujęto w memorandum, w ogóle nie podniesiono. Podkreślono za to, że gorącym życzeniem Rzymu jest „odnowienie prawdziwego pokoju między Kościołem i państwem w Niemczech”.

„W czwartym roku totalitarnych rządów hitlerowskich Kościół zabierając głos w sprawie sytuacji w Niemczech ograniczył się do niektórych zagadnień religijnych i ani jednym słowem nie ustosunkował się do rozwiniętego już wówczas systemu zbrodni. Walcząc faktycznie o cele świeckie, o możliwość realizowania własnej polityki (zastrzeżonej konkordatem) ograniczył się w swym proteście do owych – jak to określa Boeckenfoerde (niemiecki publicysta katolicki krytykujący po wojnie Watykan) – bona particularia katolicyzmu”21 Do mojej oceny „Mit brennender Sorge” sprzed 36 lat właściwie niewiele można dodać. Przed 30 laty niemiecki watykanista Hans Jakob Stehle pisał, że „racja Kościoła, która – podobnie jak racja stanu – była bardziej podporządkowana instynktowi samozachowawczemu aniżeli indywidualnemu sumieniu, pozwalała temu duchownemu­‑dyplomacie (o Pacellim mowa) realizować cel, którego nigdy nie tracił z oczu: zachować bezstronność Stolicy Apostolskiej”22. Tę bezstronność konsekwentnie broni o. Blet. W odróżnieniu od neutralności, która „mogłaby być rozumiana jako pasywna obojętność” o. Blet cytując Piusa XII pisze: „bezstronność oznacza dla nas sądzenie spraw według prawdy i sprawiedliwości. Ale kiedy chodziło o publiczne deklaracje z naszej strony, mieliśmy wzgląd na sytuację Kościoła w różnych krajach, aby oszczędzić tamtejszym katolikom kłopotów, których można było uniknąć”23.

Podjęcie tego wątku – oszczędzania „kłopotów” katolikom w różnych krajach – wymaga oddzielnych rozważań. Faktem jest, że stałe powoływanie się na to, iż przez ostre potępienie nazizmu mógłby Watykan zaszkodzić 40 milionom katolików w Niemczech budzi sprzeciw w obliczu doli, na jaką pod okupacją niemiecką zostali przez tę bezstronność skazani katolicy polscy, w tym duchowni. Faktem jest również, że teza o. Bleta, że największą troskę poświęcał Pius XII sprawie zachowania pokoju w 1939 roku a następnie osiąganiu sprawiedliwego pokoju nie może zostać przez nas jednoznacznie zaakceptowana; słynne, często cytowane zdanie Piusa XII, że „wszystko jest stracone przez wojnę, nic nie jest stracone przez pokój” może być uznane „teoretycznie” za słuszne ale w tym wypadku praktyka miała polegać na tym, aby szukanie pokoju sprowadzało się do ustępstwa wobec Hitlera. Faktem jest wreszcie, że wiedząc o straszliwych zbrodniach popełnianych przez hitlerowskie Niemcy w podbijanych krajach, o zagładzie Żydów, Pius XII przeżywał wewnętrznie istne „męczeństwo” i jak się tylko dało pomagał w ratowaniu ludzi, niemniej pytanie zadane po wojnie, czy papież miał prawo milczeć, tak nagłośnione sztuką Hochhuta i wciąż pozostające bez sprawiedliwej odpowiedzi, wydaje się zasadnym powodem, aby w samym tylko świetle tez jezuitów z lat 1934­‑1936 Piusa XII – o ile laikowi o tym można sądzić – na ołtarze raczej nie wznosić.

Przypisy:

1. Reszta była milczeniem, KiW, 1968 oraz Rola Niemieckiej Partii Centrowej w latach 1930­‑1933, KiW, 1970

2. Pierre Blet SJ, Pius XII i druga wojna światowa w tajnych archiwach wartykańskich, Ks. Św. Jacka, Katowice, 2000. Wprowadzenie.

3. Twierdzenie z rozdziałów dotyczących deportacji oraz podane na okładce książki

4. Blet, op.cit. s 10

5. Peter Godman, Der Vatikan und Hitler. Die geheimen Archive. Droemer, Muenchen 2004

6. tamże, s 15

7. Godman, op. cit. S 238

8. Verhandlungen des Deutschen Reichstags. Stenographische Berichte. Tom 457, s 25­‑33

9. Chodzi o konkordaty Stolicy Apostolskiej z Bawarią (1924), Prusami (1929) i Badenią (1932), które powstały „pod piórem“ Pacelliego.

10. Zespół akt Bertrama w Archiwum Arcydiecezjalnym we Wroclawiu. I­‑A 25, s 136 (Uwaga: sygnatura z początku lat sześćdziesiątych, gdy nad aktami pracowałem)

11. Godman, op.cit. s 26

12. tamże, s 24

13. tamże, s 98

14. w książce Godmana przedstawione jako wierny załącznik s 252­‑276

15. teza 31, s 267

16. Godman, op. cit s 154

17. Załącznik II w książce Godmana – s 276­‑281

18. Blet, op.cit. s 97

19. Godman, op. Cit. S 207

20. tamże, s 207

21. Julian Bartosz, Reszta była milczeniem, KiW 1968, s 106

22. Hans Jakob Stehle, Die Ostpolitik des Vatikans, Muenchen 1975, s 236

23. Blet, op. Cit. S 111

Julian Bartosz

dziennikarz, historyk, niemcoznawca; w latach 80. docent w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego; uczestnik Okrągłego Stołu (luty­‑kwiecień 1989 – podstolik prasowy); brał udział w czterech sesjach Forum Polska­‑RFN (lata 70. i 80.); w latach 1980­‑81 redaktor naczelny wrocławskiego dziennika „Gazeta Robotnicza”, a w latach 1982­‑90 redaktor naczelny tygodnika „Sprawy i Ludzie”; laureat nagród i konkursów dziennikarskich; autor ponad dwudziestu publikacji książkowych, zwłaszcza o tematyce niemieckiej; w ostatnich latach opublikował książki Ostatnie zapiski zgryźliwego dogmatyka (2009) oraz Angela Merkel. Kariera­‑Władza­‑Polityka (2010).