Utracona pewność źródeł

Julian Bartosz
09.11.2011

Na początku lipca niektóre polskie dzienniki należące do niemieckiego wydawcy informowały o ukazaniu się najnowszej książki znanego historyka Rolfa­‑Dietera Müllera Der Feind steht im Osten. Hitlers geheime Pläne für einen Krieg gegen die Sowjetunion im Jahr 1939[„Wróg jest na wschodzie. Tajne plany Hitlera dotyczące wojny przeciwko ZSRR w 1939 roku”].

Należący do starszego już pokolenia niemieckich historyków autor, od 1999 roku dyrektor naukowy Wojskowego Instytutu Badawczego Bundeswehry w Poczdamie, kierujący nadto w innych instytucjach naukowych i uniwersytetach rozlicznymi projektami badawczymi związanymi z drugą wojną światową, polskim czytelnikom jest już znany. W 2010 roku Bellona wydała jego książkę Wspólnicy Hitlera. Formacje sojusznicze na froncie wschodnim. Przygotowywany jest też polski przekład najnowszej pracy.

Po lekturze niemieckiego wydania uznałem, że warto przed wejściem książki na rodzimy rynek podzielić się kilkoma uwagami. Powód nie w tym, że autor na tle antypolskiej polityki niemieckiej od czasów Bismarcka aż po koniec Republiki Weimarskiej szczegółowo ukazuje datujące się natychmiast po dojściu do władzy „awanse” Hitlera wobec Polski w celu pozyskania jej do wspólnej walki z ZSRR. Ani w tym, że analiza obustronnych motywów podpisania 26 stycznia 1934 roku polsko­‑niemieckiej deklaracji wydaje się „specyficzna”.

Przyczyna także nie w tym, że po nastaniu trwającego prawie pięć lat „miesiąca miodowego” w stosunkach Drugiej Rzeczpospolitej z Trzecią Rzeszą notowano rozliczne próby zaprzęgnięcia polityki polskiej do rydwanu konsekwentnie przygotowywanej przez Hitlera wyprawy antybolszewickiej. W Berlinie i w Warszawie Göring, Goebbels, von Ribbentrop i Himmler propozycjami w rodzaju tak zwanego Paktu Czterech czy Paktu Anty­‑Kominternowskiego wielokrotnie namawiali najpierw Piłsudskiego, potem Becka, Szembeka i Rydza­‑Śmigłego do wspólnego działania. Z mniejszą czy większą stanowczością kierownicy polskiej polityki wszelkie w tej mierze propozycje odrzucali. Polska, zarówno do­‑, jak i pomajowa, trwając wprawdzie w pozaprzeszłej, a teraz antykomunistycznie dociążonej ideologii prometejskiej, trzymając się zasady „trzeciej siły” pomiędzy dwoma imperiami, nie chciała być dla Niemiec ani wygodnym „balkonem” do wychodzenia na wschód, ani tym bardziej „rowem strzeleckim” do wypadu w tym kierunku. Müller, przecząc sobie samemu, dziwnie zauważa, że jakkolwiek Hitlerowi nie bardzo można było ufać, „to miejsce Polski w zdominowanej przez Niemcy Europie środkowo­‑wschodniej byłoby zapewne nie małe”(!).

Pośród dyskusyjnych problemów w książce R.­‑D. Müllera dwa zasługują moim zdaniem na szczegółowe potraktowanie. Dotyczą pewności źródeł.

Za co Hitlerowi pomnik w Warszawie?

Pierwszy casus związany jest z tak zwaną kwestią żydowską. Pisząc (s. 107) o „fazie decyzji” w zaostrzającym się wiosną 1939 roku konflikcie o żądaną przez hitlerowskie Niemcy inkorporację Wolnego Miasta Gdańska do Rzeszy i o od dawna wymuszaną zgodę na tzw. korytarz przez polskie Pomorze do Prus Wschodnich, Müller stwierdza, że postulaty te były przecież dość skromne w porównaniu z rewizjonistyczną polityką Gustava Stresemanna („Polska to państwo sezonowe”) i w ogóle z antypolskim kursem wszystkich rządów weimarskich. Teraz bowiem „Niemcy rezygnowały przecież z innych spornych terenów, jak Górny Śląsk”.

I następne zdanie:

Z dzisiejszej perspektywy szczególnie makabrycznie jawiła się gotowość obu stron do współpracy przy emigracji ludności z Polski. Lipski do Hitlera: (obiecuje mu) ” piękny pomnik w Warszawie » na wypadek, gdyby ten znalazł rozwiązanie« der Judenfrage ”.

Czy ambasador RP w Berlinie Józef Lipski rzeczywiście powiedział w rezydencji na Obersalzberg’u te słowa? Nie jest to nieprawdopodobne. Wprawdzie Müller wskazał w przypisie na stronie 272 na jedno tylko źródło, i to pośrednie, mianowicie zacytował pracę profesora na Uniwersytecie w Hamburgu – Franka Golczewskiego („Deutsche und Ukrainer 1914­‑1939”, Paderborn 2010, s. 816), jednak za pełne i pewne udokumentowanie tych słów przypis ten trudno byłoby uznać.

W wydanym w 1974 roku w Düsseldorfie studium dotyczącym historiografii i publicystyki polskiej na temat „Obrazu Niemiec u Polaków w latach 1918­‑1939” Golczewski w podrozdziale XII „Judenfrage” stwierdza, że „prześladowanie Żydów przez narodowy socjalizm odpowiadało polskiemu nacjonalizmowi, dla którego antysemityzm nazistów stanowił dla polskich nacjonalistów wartość pozytywną”. Pisze, że „polska prawica sama postawiła się (pod względem antysemityzmu) na tym samym poziomie co naziści”. Dokumentuje to między innymi wydaną przez Obóz Zjednoczenia Narodowego w 1938 roku broszurą pt. Dlaczego zwalczamy Żydów?, w której – jak stwierdza Golczewski – „obóz rządowy bez ogródek obiecał Polakom, że dzięki antysemityzmowi może wejść w posiadanie majątku Żydów, czego najlepszym przykładem – jeśli chodzi o możliwość przeprowadzenia – są Niemcy” (s. 284­‑285). Pisze o popieranej przez obóz rządowy emigracji Żydów z Polski, która dzięki temu stałaby się „judenrein” – oczyszczona z Żydów.

Prof. Golczewski z uniwersytetu w Hamburgu, zapytany przeze mnie o źródło, które miałoby dać Müllerowi podstawę do „pomnikowego” cytatu, wskazał na książkę Józefa Lipskiego „Diplomat in Berlin” wydaną w 1968 roku w Nowym Jorku. Poinformował nadto, że prof. Stanisław Zerko z Instytutu Zachodniego w Poznaniu w pracy o stosunkach polsko­‑niemieckich 1933­‑1939 (opublikowanej w 1998 roku) „także o tym wspomina”. Ze swej strony profesor z Hamburga zauważa, że „chodziło o to, co przed wojną rozumiano pod pojęciem »rozwiązanie kwestii żydowskiej«, to znaczy o emigrację, ale pod tym rozumiano »pozbawianie się Żydów« byle dokądś”. I dodał: „wydaje mi się to zupełnie wiarygodne. Takie myśli były w Polsce dosyć pospolite”.

Z wymiany korespondencji z prof. Stanisławem Zerko z Instytutu Zachodniego w Poznaniu dowiedziałem się nieco więcej szczegółów. Po pierwsze, rozmowa Lipskiego z Hitlerem odbyła się nie w związku z postulatem „Führera” odnośnie „korytarza” wiosną 1939 roku, lecz w kontekście kryzysu czechosłowackiego w dniu 20 września 1938. Po drugie, Lipski w liście relacjonującym ministrowi Beckowi przebieg rozmowy z Hitlerem napisał, że ten miał wyrazić „myśl załatwienia zagadnienia żydowskiego w drodze emigracji do kolonii..”., na co polski ambasador „w tym punkcie odpowiedział, że jeśli (kanclerz) znajdzie solucję, postawimy mu piękny pomnik w Warszawie”. Prof. Zerko w swej do mnie skierowanej informacji pisze: „Ten cytat, niestety, bywa na Zachodzie przez środowiska niechętne Polsce (oraz zwykłych ignorantów) przekręcany lub deformowany. Wytwarza się u czytelnika fałszywe wrażenie,,,że oto polski ambasador zachęca Hitlera do zaostrzenia terroru przeciwko Żydom”. Dodał prof. Zerko, że oryginał listu Lipskiego znany jest z kilku kopii znajdujących się i w Instytucie Sikorskiego w Londynie, i w Archiwum Akt Nowych w Warszawie.

Obszerne, zawarte na siedemnastu stronach gęstego druku, wywody Władysława Poboga­‑Malinowskiego z drugiego tomu Najnowszej Historii Politycznej Polski (okres 1914­‑1939) na temat „kwestii żydowskiej” za kontr­‑narrację uchodzić nie mogą. Jest to jakby gorzka w swej wymowie próba zrozumienia problemu przez dyrektora Instytutu im. Józefa Piłsudskiego. Pisał, że na 34 miliony obywateli Polski w 1937 roku przypadało prawie 10,5 miliona Żydów i że w niektórych miastach i miasteczkach procentowy udział ludności żydowskiej sięgał nawet 95 procent (Pińsk). Żydów było po prostu za dużo. Między innymi na tym tle dochodziło, jak w Przytyku w marcu 1936 roku, do agresywnych antysemickich wystąpień. Stąd rządowe, przede wszystkim Becka, starania w Lidze Narodów o ułatwienie emigracji Żydów do zarządzanej od 1918 roku z mandatu Ligi Narodów przez Brytyjczyków „żydowskiej siedziby narodowej” w Palestynie oraz wspieranie przeprowadzanej przez skłócone między sobą organizacje syjonistyczne emigracji.

W Paryżu polski ambasador Jan Łukasiewicz usłyszał od przedstawiciela rządu ludowego Leona Bluma, aby Polska rozważyła możliwość wysłania swoich Żydów na Madagaskar. Specjalna rządowa ekspedycja badała miejscowe warunki, a Arkady Fiedler po rocznym tam pobycie w książce Żarliwa wyspa Beniowskiego potwierdził, że biali ludzie z Europy mogą tam żyć. Wspierana przez niektórych pułkowników (na przykład założyciela OZON­‑u Adama Koca) „Falanga” poniosła hasło „Żydzi na Madagaskar”, które echem odbiło się w całej Polsce.

Do dziś czyniony jest z tego powodu Polsce zarzut. We wrześniu ukazała się na Międzynarodowych Targach Książki w Moskwie książka Partytura drugiej światowej. Kto i kiedy zaczął wojnę? Zbiór tekstów opracowali Natalia Narocznicka oraz Walentij Falin i poprzedzony został wstępem Siergieja Ławrowa, ministra spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej. Rzecz firmuje „Komisja Miedwiediewa do spraw przeciwdziałania fałszowaniu historii na szkodę Rosji”. W jednym z artykułów tomu ekspert do spraw rosyjsko­‑niemieckich Siergiej Drożżin, omawiający między innymi „pakt Hitler – Piłsudski”, wyrażający rzekomo dążność Polski do rozszerzenia swego terytorium na wschód (czyli na teren ZSRR), pisze o tym, że „Polacy chcieli całkowicie pozbyć się swoich obywateli narodowości żydowskiej przesiedlając ich na Madagaskar, wcześniej ich ograbiwszy”.

Wietrzący różnorakie teorie spiskowe zwrócić mogą uwagę na pewną zbieżność ocen w książkach R.­‑D. Müllera z cytatem z Golczewskiego i tomem zredagowanym między innymi przez W. Falina, który po skończonej karierze w radzieckiej służbie dyplomatycznej wykładał na uniwersytecie hamburskim.

W historiografii niemieckiej, a także rosyjskiej pomijany jest natomiast fakt opisany w książce Marcela Reicha­‑Ranickiego Mein Leben (polski przekład: Moje Życie w Ossolineum w 1996 roku). 28 października 1938 roku żyjący w Niemczech urodzeni w Polsce Żydzi zostali wczesnym rankiem brutalnie aresztowani przez niemiecką policję, spędzeni następnie z aresztów w Berlinie, Hamburgu i Lipsku do pociągów i pod strażą w zaplombowanych wagonach deportowani w kierunku Polski. Część z około 17 tysięcy ludzi Grenzpolizei przepędziła pod karabinami przez zieloną granicę, większość przepchnięto w wagonach na stację kolejową w Zbąszynie. Całkowicie zaskoczeni oficerowie Korpusu Ochrony Granicznej (KOP) i władze 6­‑tysięcznego miasteczka granicznego dopiero po interwencji ministra Becka zdołali ich rozlokować między innymi w koszarach. Powstał obóz przejściowy, który – jak pisze Pobóg­‑Malinowski (s. 811) – „z pomocą władz zostanie rozładowany przez stopniowe odsyłanie w głąb Polski”.

Do głębokiej zadumy zmusza na koniec następujący cytat z Poboga­‑Malinowskiego:

Problem żydowski jest dziś w Polsce straszliwie nieaktualny. Wszystko, co tu powiem o Żydach, mieć może charakter wyłącznie historyczny – próba to omówienia stosunków minionych bezpowrotnie [przypis 50 na s. 806].

Apokryf Hermanna Rauschninga

Oto inny przykład nakazujący ostrożność w cytowaniu wątpliwych źródeł. Rolf­‑Dieter Müller, omawiając ujawniające się po objęciu władzy przez Hitlera różnice zdań między nim a kierownictwami ówczesnego Aussenamtu i Reichswehry co do kursu polityki niemieckiej wobec Polski, przytoczył wypowiedź wodza NSDAP z 18 października 1933 roku (trwały wtedy przygotowania do podpisania polsko­‑niemieckiej deklaracji) skierowaną do swych współpracowników: „Wszelkie umowy z Polską mają jedynie tymczasową wartość. Ani mi w głowie, by poważnie porozumieć się z Polską”. Autor wskazuje przy tej wypowiedzi, że „pochodzi ona, oczywiście, ze skrajnie wątpliwych wspomnień Hermanna Rauschninga i są z tego powodu bezwartościowe”.

W polskiej historiografii aż po obecne czasy Rauschning przedstawiany jest jako zwolennik porozumienia z Polską, a jego książki (Rewolucja nihilizmuRozmowy z Hitlerem) uchodzą za podstawowe źródło do okresu 1933­‑1939. Jeden z najważniejszych znawców tematu, poznański historyk prof. Marian Wojciechowski w swej opublikowanej w 1964 roku pracy o stosunkach polsko­‑niemieckich tego sześciolecia powoływał się na te książki, zwłaszcza na Rozmowy..., kilkanaście razy wypełniając cytatami i komentarzami do nich aż dwadzieścia sześć stron druku. Wprawdzie w jednym przypadku kwestionował jakby treść relacji rozmowy Rauschninga z Piłsudskim z 11 grudnia 1933 roku. Chodzi o fragment oddający rzekomo słowa marszałka o „głębszym zespoleniu z Niemcami”. Obecni przy tej rozmowie minister Józef Beck i komisarz generalny RP w Gdańsku Kazimierz Papee nie odnotowali tych słów w służbowych zapiskach. Relację zaś Rauschninga dla Ryszarda Breyera z Radia Wolna Europa w 1951 roku, iż Piłsudski we wspomnianej rozmowie czynił „aluzje do polsko­‑niemieckiego sojuszu wojskowego i ewentualnej wspólnej akcji przeciw Rosji, co stworzyłoby zupełnie nową sytuację” tłumaczy prof. Wojciechowski zaangażowaniem w zimną wojnę. Generalnie jednak autor Rozmowy z Hitlerem jest dla polskiego historyka źródłem niekwestionowanym.

Nie tylko dla niego. Swoistej sile przekonywania zawartej w tym apokryfie ulegli historycy wielu krajów: Gordon Craig i Gerhard Weinberg (USA), Alan Bullock, Hugh Trevor­‑Roper (Anglia), Joachim Fest i inni (Niemcy), Rosjanie zaś posługiwali się cytatami z Rauschninga w Procesie Norymberskim.

O Hermannie Rauschningu (1887­‑1982) w naszym kraju, jak wspomniano, pisze się jako o przyjaźnie wobec Polski nastawionym przeciwniku Hitlera. Powróciwszy z pierwszej wojny światowej stał się na Pomorzu, skąd pochodził, jednym z przywódców wojującej z „hańbą dyktatu wersalskiego” mniejszości niemieckiej. Osiedliwszy się w 1926 roku w Wolnym Mieście Gdańsku, był aktywny w Deutsch­‑Nationale Volkspartei Hugenberga, a w 1931 roku przystąpił do NSDAP. Gdy naziści w 1933 roku uzyskali w wyborach do gdańskiego Volkstagu większość, został z ich ramienia prezydentem Senatu. Był nim przez trzy lata, rywalizując w panowaniu nad miastem z miejscowym führerem, gauleiterem Forsterem. Za tegoż sprawą frakcja hitlerowców w Radzie Miasta odwołała go. Daremnie ubiegając się o „nowy przydział służbowy”, emigrował w 1936 roku do Szwajcarii. Tam po dwóch latach ukazała się Rewolucja nihilizmu, a rok później z namowy Węgra Imre Revesa, który posiadał agencję prasową o charakterze antyhitlerowskim, napisał Rozmowy z Hitlerem. W wojnie psychologicznej prowadzonej z Trzecią Rzeszą przez różne, nie tylko lewicowe, koła emigracyjne, książka ta miała odegrać bardzo znaczną rolę. Szybko też doczekała się, najpierw we francuskim i wnet i w angielskim, wreszcie też w niemieckim (Zurych) tłumaczeniu bardzo wysokich nakładów na obu półkulach (łącznie do 1940 roku – 220 tysięcy egzemplarzy). Pozostający dotąd bez środków do życia licznej rodziny stał się Rauschning bogatym człowiekiem.

Ponad sto razy, jak pisał świetnie teraz uposażony Rauschning, miał spotykać się z Hitlerem, był gościem przy jego stole biesiadnym, uczestniczył w wielu tajnych naradach, czytał autentyczne dokumenty z Kancelarii Rzeszy i był świadkiem najprzeróżniejszych zdarzeń w życiu prywatnym Hitlera. Między innymi miał widzieć, jak Führer wpadał bądź to w melancholię i depresję, bądź we wściekłość, gdy miał gryźć dywany. Opisywał patologię charakteru Hitlera, kreślił obraz jego otoczenia, doradzał nawet. Musiało wynikać z tych opowieści, że Trzecia Rzesza zagraża Anglii, USA, nawet Meksykowi. Jako osobiście od Führera usłyszane podał, że „w każdej chwili, kiedy mi się spodoba, może podzielić Polskę”. (Sam to cytowałem w pracy magisterskiej o „Sprawie Gdańska na łamach Gazety Polskiej w latach 1938­‑1939” w 1955 roku na wydziale dziennikarstwa UW).

Golo Mann, syn Tomasza, napisał w 1964 roku w przedmowie do kolejnego niemieckiego wydania Rozmów..., że to jedno z najważniejszych źródeł. Pozostawał więc Rauschning wielkim autorytetem w kwestiach dotyczących Hitlera i Trzeciej Rzeszy. Jakkolwiek zaczęły się już pojawiać pewne głosy krytyczne (prof. Eberhard Jäckel w 1969), znany historyk z uniwersytetu w Kolonii Theodor Schieder w wydanym w 1972 roku tekście odczytu uznał Rozmowy... jako „dokument o niewątpliwej wartości źródłowej”. Dopiero w 1984 roku szwajcarski nauczyciel historii Wolfgang Haenel w referacie wygłoszonym w Ośrodku Badawczym w Ingolstadt – (po uprzedniej długiej nagranej rozmowie z Imre Revesem i własnej wieloletniej kwerendzie literatury przedmiotu) zdemaskował Rauschninga jako autora ewidentnego apokryfu. Zgodził się z nim autor wstępu do wydania Rozmowy... z 2005 roku Marcus Pyka. Idący mu w sukurs brytyjski historyk Jan Kerkshaw stwierdził, że jako źródło fałszerstwa Rauschninga winny być całkowicie pominięte. Autor bowiem konfabulował, przytaczał jako swoje „odkrycia” znane fakty, cytował z Mein Kampf oraz Ernsta Jüngera, Karla Haushofera, „przyswajał” dla opisu paranoi Hitlera fragmenty z literatury pięknej. Ze stu niby spotkań z Hitlerem udokumentować się dały dwa.

Jak ustaliłem, jedynie na łamach konserwatywnego „Stańczyka” (nr 18/1993) drukujący także w „Arcanach” Tomasz Gabiś zakwestionował wiarygodność wynurzeń Rauschninga. W tym samym roku był drukowany w kwartalniku „Krytyka”, a następnie (1994) Rozmowy... ukazały się w „Iskrach”.

Było w dziejach bardzo wiele apokryfów. W jednym z nich znajdują się słynne od 2300 lat słowa: „marność nad marnościami – wszystko marność”.

Rolf­‑DieterMüller, Der Feind steht im Osten. Hitlers geheime Pläne für einen Krieg gegen die Sowjetunion im Jahr 1939, Ch. Links, Berlin 2011.

Julian Bartosz

dziennikarz, historyk, niemcoznawca; w latach 80. docent w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego; uczestnik Okrągłego Stołu (luty­‑kwiecień 1989 – podstolik prasowy); brał udział w czterech sesjach Forum Polska­‑RFN (lata 70. i 80.); w latach 1980­‑81 redaktor naczelny wrocławskiego dziennika „Gazeta Robotnicza”, a w latach 1982­‑90 redaktor naczelny tygodnika „Sprawy i Ludzie”; laureat nagród i konkursów dziennikarskich; autor ponad dwudziestu publikacji książkowych, zwłaszcza o tematyce niemieckiej; w ostatnich latach opublikował książki Ostatnie zapiski zgryźliwego dogmatyka (2009) oraz Angela Merkel. Kariera­‑Władza­‑Polityka (2010).