Wolność dla historii?

Julian Bartosz
14.06.2012

1. Verordnete Wahrheit, bestrafte Gesinnung – tytuł książki wiedeńskiego historyka Hannesa Hofbauera, mogący śmiało odnosić się do Polski, obejmuje całą jak najbardziej demokratyczną Europę.

Z pracy tej dowiedziałem się o petycji „Wolność dla historii”, sygnowanej przez dziewiętnastu znanych historyków z zachodniej Europy. Opublikowano ją 13 grudnia 2005 roku w paryskiej „Liberation”, wersję niemiecką opublikowano w lutym 2006 w miesięczniku „Blaetter fuer deutsche und internationale Politik”. W polskim piśmiennictwie nie znalazłem nawet śladu tej swoistej supliki. Przytaczam ją zatem w całości we własnym tłumaczeniu:

Oburzeni z powodu mnożących się ingerencji władz w oceny wydarzeń przeszłości i z powodu rozpraw sądowych przeciw intelektualistom uważamy za ważne, by przypomnieć, że –
Historia nie jest religią. Historyk nie akceptuje żadnego dogmatu, ani nie przyjmuje jakiegokolwiek zakazu, ani nie zna tabu. Ma prawo, by przeszkadzać.
Historia nie jest moralnością. Rzeczą historyka nie jest ani gloryfikowanie ani potępianie, on ma wyjaśniać.
Historia nie jest niewolnicą aktualnych potrzeb. Historyk nie nakłada przeszłości ideologicznych schematów swoich czasów i nie podporządkowuje dawnych wydarzeń wrażliwości ludzi współczesnych.
Historia nie jest Upamiętnianiem. W ramach naukowych sposobów postępowania historyk zbiera wspomnienia ludzi, porównuje je, konfrontuje z dokumentami, obiektami, śladami i wydobywa z tego fakty.
Historia nie jest przedmiotem prawa. W żadnym wolnym kraju ani parlamentowi, ani organom sprawiedliwości nie przysługuje prawo do definiowania historycznej prawdy. Nawet jeśli państwu przyświecają dobre zamiary, nie powinno ono prowadzić polityki historycznej […].

Sformułowanie o dobrych zamiarach wiąże się z czterema tak zwanymi ustawami wspomnieniowymi uchwalonymi przez parlament francuski w latach 1990­‑2005. Choć po części fundowane na słusznych zasadach walki z kłamstwami o Shoah i z negowaniem zbrodni czasów kolonializmu i ludobójstwa nie tylko w czasie drugiej wojny światowej, ustawy te zdaniem dziewiętnastu historyków nie powinny ograniczać wolności historyków.

Tak zwany Appell de Blaise z października 2008 roku, pod którym podpisali się tworzący krąg „Liberte pour l”Histoire” znani historycy z Heidelbergu, Tel Awiwu, Rzymu, Bolonii, Brukseli, Londynu, Oksfordu a także Karol Modzelewski, z którym na ten temat rozmawiałem, stanowił reakcję na żądanie różnych kół intelektualnych, aby karać historyków głoszących w choćby najbardziej wrażliwych i drażliwych kwestiach odmienne od przyjętej poprawności poglądy.

W wolnym państwie – głosi apel – nie jest zadaniem jakiejkolwiek instancji, aby definiowała historyczną prawdę, nie mówiąc już o tym, że nie wolno jej groźbą kary ograniczać wolności historyków. Wzywamy historyków z innych krajów, aby przyłączyli się do tego apelu w celu przeciwstawienia się mnożeniu różnorakich ustaw wspomnieniowych. Ludzi odpowiadających politycznie prosimy, aby zechcieli pojąć, że wprawdzie do ich obowiązków należy pielęgnowanie wspólnej pamięci lecz w żadnym wypadku nie powinni drogą ustaw instytucjonalizować Prawd Państwowych, co miałoby ważne konsekwencje dla pracy historyków i w ogóle dla wolności intelektualnych1.

2. Zapytany o ewentualny odzew w naszym piśmiennictwie profesor Wojciech Wrzesiński, zasłużony wybitnymi dziełami nestor polskich historyków, były prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego powiedział mi, że z jakimikolwiek reakcjami na cytowane wyżej apele nie miał okazji się spotkać.

Jednak problem z wolnością dla historii u nas istnieje. W swoisty sposób występuje w tendencji wspomnieniowej reprezentowanej przez specjalnie do tego przez państwo powołaną i hojnie wyposażoną instytucję publiczną – Instytut Pamięci Narodowej. Wprawdzie całkowicie publiczna owa państwowa placówka z rozległa siecią terenowych oddziałów nie jest, ale wedle jej pomysłodawców i realizatorów tak właśnie miało być.

Polska polityka, która w stosunkach z Rosją twardo trzyma się kryterium wiarygodności Moskwy mierzonej tym, czy wyda wreszcie Polsce wszystkie dokumenty dotyczące zbrodni katyńskiej (a ostatnio także katastrofy smoleńskiej) wprowadziła zasadę selektywności w udostępnianiu źródeł. Nad całością zachowanych zbiorów władz bezpieczeństwa i monopolistycznie rządzącej partii z lat 1944­‑1989 ustanowiła cerbera, który po uważaniu dopuszcza badaczy do materiałów względnie im tego odmawia.

W grudniu 2010 roku odbyła się w Łodzi konferencja historyków pod tytułem „Bez taryfy ulgowej. Dorobek naukowy i edukacyjny IPN 2001­‑2010”. Uczestniczyli w niej zarówno przedstawiciele IPN jak i różnych ośrodków akademickich. Profesor Andrzej Nowak z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wydawca prawicowo­‑nacjonalistycznego czasopisma „Arcana”, wcale nie krył, że „IPN kieruje się radykalnymi interpretacjami ideologicznymi”. Przyznał, że istnieją kontrowersje między „nurtem patriotycznym” i „reprezentantami dominującego po 4 czerwca 1989 dyskursu”. Chciałoby się tu wtrącić, że „dyskurs” sprzed tej daty w ogóle nie jest brany pod uwagę, ale to nie ma najmniejszego znaczenia.

Istotne jest to, co podkreślał między innymi badacz z Uniwersytetu Łódzkiego profesor Sławomir M. Nowinowski. Przywołując pracę Józefa Szujskiego, dziewiętnastowiecznego historyka, współtwórcy kręgu Krakowskich Stańczyków O fałszywej historii jako mistrzyni fałszywej polityki (PiW wznowił dzieło w 1991 roku) poddał działalność badawczą, wydawniczą i edukacyjną IPN ostrej krytyce. Nie tylko za to, że „uprawia odziedziczony po służbach PRL sowiecki model udostępniania archiwaliów”, lecz także – głównie w latach prezesury Janusza Kurtyki – za „konserwatywną rekonkwistę środowisk skupionych wokół »Arcanów«”, za to, że uważając siebie za „ideowych dziedziców »żołnierzy wyklętych« […] czują się żołnierzami partyzanckiego zgrupowania odbijającego z rąk »dzieci Targowicy« historię Polski”, za to, że hasłami o konieczności walki o „prawdziwie wolną Polskę”, która musi trwać, chcą być architektami politycznej wyobraźni2.

Sądzę, że w środowiskach historyków uniwersyteckich historyków, których ludzie zatrudnieni w IPN chcą trwale zastąpić jako współtwórców społecznej wyobraźni, niemało naukowców dzieli pogląd profesora Karola Modzelewskiego wyrażony kilka lat temu:

w historiografii najnowszej nieszczęście polega dziś na tym, że historycy – nie tylko zatrudnieni w IPN – bardzo często mylą profesję. Coraz częściej mam wrażenie, że zwłaszcza historycy młodego pokolenia kilka, kilkanaście lat temu źle wybrali kierunek studiów. Powinni byli iść na prawo, zostać prokuratorami albo sędziami. A może policjantami, ale na pewno nie historykami3.

3. Moje zainteresowanie problemem wolności dla historii oraz różnych jej narracji wynika z osobistego doświadczenia. Wiele czynionych przeze mnie przepisowo oraz uzasadnionych kwalifikacjami i dorobkiem naukowym starań o dostęp do zasobów znajdujących się w posiadaniu wrocławskiego oddziału IPN, starań popartych pismem miesięcznika „Odra” zainteresowanego planowaną przeze mnie publikacją na temat niemieckiego zbrojnego podziemia po 1945 na Dolnym Śląsku (Werwolf), spełzły na niczym. To nie pierwszy taki zawód w moim życiu. Za dawnego reżimu też mi wiele razy odmawiano dostępu do materiałów, na przykład w sprawie braci Mołojców, tajemniczej gry wokół Muetzenmachera czy kulis związanych z generałem Berlingiem i zakazem publikacji jego pamiętników. Problem wolności historii i selektywności dostępu do archiwaliów jawi mi się zatem jako ponadczasowy i ponadustrojowy. Czy ma to oznaczać, że trzeba się z tym pogodzić? Historia jako religia, moralność, prawo i to jeszcze podyktowane arbitralnie przez Państwo?

A tak właśnie jest, ja zaś – jak postulują sygnatariusze „Apelu 19” – chciałbym móc przeszkadzać. Ta fanaberia późną jesienią mojego życia się u mnie pogłębiła. Mój przyjaciel, filozof Jan Kurowicki, gdy posłałem mu wspomniane apele odpowiedział: „że też trzeba o tych oczywistych rzeczach przypominać!”. I dodał coś obszernie o mojej wrodzonej donkiszoterii, na co nie mam żadnego kontrargumentu.

4. Jak tu chcieć, aby Państwo poprzez swoje instancje nie definiowało, co jest i co nie jest Prawdą? Prezydentem Rzeczypospolitej jest historyk z profesorskim doradcą Tomaszem Nałęczem, historykiem dziejów najnowszych z Uniwersytetu Warszawskiego, u boku. Na czele rządu stoi historyk, który Głównym Doradcą w swym gabinecie politycznym uczynił naukowca z gildy Clio profesora Pawła Machcewicza. Jego rozmowie z Adamem Leszczyńskim („Gazeta Wyborcza” z 29 marca 2012) redakcja nadała tytuł „Pamięć historyczna bez polityków”. Brzmiało to dobrze.

Historia powinna służyć wprowadzeniu do przestrzeni publicznej wartości, które są fundamentem życia zbiorowego. Państwo powinno to robić nie „zarządzając przeszłością”, ale powołując instytucje, które są ważne dla życia publicznego. Powołano IPN […] Politycy powinni jednak pozostawić historykom autonomię a nie instrumentalizować historii do bieżących celów politycznych […]4.

No proszę. „Bez polityków” oznacza: „poprzez mianowańców”. Profesorowi Machcewiczowi chodzi o „głębszy historyczny oddech”. I po to – jak czytamy dalej – należy nabrać powietrza w płuca, aby wiedzieć, że „nie ma też zgody na włączenie GL i AL do polskiej tradycji narodowej”5. Nie odmawiając niektórym ludziom w lewicowej partyzantce motywacji patriotycznej uważa jednak, że „była to organizacja stworzona przez Stalina, która walczyła z państwem polskim”6. I dalej: „Każda dyskusja na temat zaangażowania w PZPR powinna się zacząć od przypominania, że PRL była państwem na początku totalitarnym, potem autorytarnym, a cały czas nie suwerennym”7. I jakkolwiek jako człowiek lewicy nie odczuwam potrzeby polemizowania z tą „metodologiczno­‑politologiczną” charakterystyką Polski lat 1944­‑1989, to jednak sądzę, że jego twierdzenie, iż „mimo wszystko nie jest to tradycja, na której można budować system wartości współczesnego państwa”8 zasługiwałoby na dyskusję. I to w zupełnie innym stylu, niż dotychczas.

5. Nie bardzo wiadomo, czy zdaniem głównego doradcy premiera postulat nie wtrącania się dotyczy także przedstawicielstwa suwerennego narodu czyli Sejmu. Nasz parlament aliści słynie ze swoistej twórczości historycznej. Zrobiłem kwerendę uchwał Wysokiej Izby w tych sprawach ze wszystkich kadencji. Pouczająca to lektura. W Sejmie pierwszej kadencji (1991­‑1993) na sto trzydzieści pięć uchwał były zaledwie dwie historyczne (pięćsetlecie polskiego parlamentaryzmu i protektorat nad kopcem Józefa Piłsudskiego), w drugiej kadencji (1993­‑1997) na dwieście dziewięćdziesiąt siedem uchwał zanotowałem jedenaście (w tym pięćdziesięciolecie bitwy pod Monte Casino, 75­‑lecie bitwy warszawskiej, rocznicy generała Maczka, sześćdziesięciolecie deportacji do Kazachstanu), w trzeciej kadencji (1997­‑2001) proporcje wynosiły sto dziewięćdziesiąt do dwudziestu jeden (w tym, rola 11 listopada, uczczenie dorobku Romana Dmowskiego, tysiąclecie Zjazdu Gnieźnieńskiego, stulecie strajku Dzieci Wrzesińskich, dwudziestopięciolecie wydarzeń w Ursusie i Radomiu, sześćdziesięciolecie wyjście Armii Andersa z ZSRR), podczas czwartej kadencji (do 2005) przyjęto wśród dwieście sześćdziesiąt pięć uchwał kilkanaście historycznych (uczczenie pamięci księdza Jerzego Popiełuszki, ogłoszenie 13 grudnia Dniem Pamięci Ofiar, sześćdziesięciolecie zbrodni wołyńskiej, pięćdziesięciolecie rozstrzelania generała Fieldorfa­‑Nila), w piątej kadencji (2005­‑2007) gdy marszałkiem był historyk Marek Jurek na dwieście jeden uchwał niemal jedna piąta z nich oceniała wydarzenia i postacie historyczne (w tym stan wojenny, Poznański Czerwiec, fałszowanie wyborów 1947, wydarzenia grudnia 1970, rocznice związane z generałami Bór­‑Komorowskim, Kazimierzem Sosnkowskim, uczczenie pamięci Łupaszki, upamiętnienie ofiar głodu na Ukrainie, rocznica pierwszej audycji Radia Wolna Europa). Wreszcie szósta kadencja (do 2011) była z ponad trzydziestoma uchwałami nie mniej owocna. Godzi się podkreślić, ze rocznica mordu katyńskiego, Powstania Warszawskiego, Gdańskiego Sierpnia, Bitwy Warszawskiej oraz daty związane z postacią Józefa Piłsudskiego stanowiły treść uchwał we wszystkich kadencjach Sejmu.

Były też poświęcone historii ustawy. Jedna z najważniejszych z 3 lutego 2011 dotyczyła ustanowienia głosami czterystu sześciu posłów spośród czterystu siedemnastu obecnych 1 marca państwowym świętem­‑ Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Choć rządziła koalicja przeciwna PiS­‑owskiej narracji historycznej reprezentowanej przez IPN wyszło na to, że „żołnierze Drugiej Konspiracji” byli prawdziwymi patriotami, którzy „powstańczym zrywem” chcieli odzyskać Polskę zaś pozostali kolaborowali. Tchórzliwi posłowie z SLD także za tym głosowali. A uczynili to w czasie, gdy na rynku wydawniczym funkcjonowała już wydana przez Ośrodek KARTA książka Stefana Dąmbskiego Egzekutor.

6. Jako pointę tego szkicu zacytuję fragment z wypowiedzi teoretyka historii, poznańskiej uczonej, profesor Ewy Domańskiej:

Współczesna teoria podkreśla wielostronność historii i wielość interpretacji. Nie ma jednej „prawdziwej wizji” wydarzeń. Kiedy chce pan jednej historii, której mieliby przytakiwać wszyscy historycy, to jak wiemy – z historii –prosta stąd droga do totalitarnej wizji przeszłości […] Wiedza historyczna nie jest wiedzą, która jednoznacznie mówi „to jest prawda a to fałsz”. Kiedy historia przedstawia biało­‑czarny obraz rzeczywistości, gdzie z jednej strony jest dobro, z drugiej zaś zło, to prostu mitologizuje przeszłość. Więcej – często staje się mitem, albo jakby powiedział francuski filozof Michel Foucault – dyskursem władzy…9

W swej pracy Ewa Domańska, która uważa, że i historycy nie mogą pretendować do tego, by być właścicielami historii, otwiera całkiem nową perspektywę patrzenia na minione czasy. Nie rezygnując bynajmniej z dociekania faktów podkreśla, że liczyć się musi w pracy dziejopisa godność ludzka i szacunek do drugiego człowieka. W taki jednak sposób poryw serca i szlachetność umysłu zaciągną nas w nowe wertepy.

Przypisy:

1. Zob. H. Hofbauer, Verordnete Wahrheit, Wien 2011.

2. Wypowiedź S. Nowinowskiego na konferencji historyków w Łodzi w grudniu 2010 roku, cytowana w: „Czy IPN może być zbawiony”, „Gazeta Wyborcza”, 11 stycznia 2011; cytat przywołany w: J. Bartosz, Fanatycy. Werwolf i podziemie zbrojne na Dolnym Śląsku 1945­‑1948, Warszawa 2012.

3. „Kto historyk, kto trąba”, rozmowa W. Kalickiego z K. Modzelewskim, „Gazeta Wyborcza”, 12 sierpnia 2005.

4. „Pamięć historyczna bez polityków”, rozmowa A. Leszczyńskiego z P. Machcewiczem, „Gazeta Wyborcza”, [@:] http://wyborcza.pl/1,75515,11442348,Pamiec_historyczna_bez_politykow.html (data dostępu: 29 maja 2012).

5. Tamże.

6. Tamże.

7. Tamże.

8. Tamże.

9. E. Domańska, Teoria wiedzy o przeszłości na tle współczesnej humanistyki, Poznań 2010.

Julian Bartosz

dziennikarz, historyk, niemcoznawca; w latach 80. docent w Instytucie Nauk Politycznych Uniwersytetu Wrocławskiego; uczestnik Okrągłego Stołu (luty­‑kwiecień 1989 – podstolik prasowy); brał udział w czterech sesjach Forum Polska­‑RFN (lata 70. i 80.); w latach 1980­‑81 redaktor naczelny wrocławskiego dziennika „Gazeta Robotnicza”, a w latach 1982­‑90 redaktor naczelny tygodnika „Sprawy i Ludzie”; laureat nagród i konkursów dziennikarskich; autor ponad dwudziestu publikacji książkowych, zwłaszcza o tematyce niemieckiej; w ostatnich latach opublikował książki Ostatnie zapiski zgryźliwego dogmatyka (2009) oraz Angela Merkel. Kariera­‑Władza­‑Polityka (2010).