Feministyczna krytyka dyskursu klimatycznego

Od biopolityki do nekropolityki?

Ewa Charkiewicz
19.11.2013

Globalna ekologia i globalne rynki oddziałują na siebie na wiele sposobów, do tego stopnia, że granice między życiem ludzi i przyrody a zglobalizowaną gospodarką stają się obecnie nierozróżnialne. Z jednej strony, globalna ekspansja rynków zwiększa zapotrzebowanie na surowce oraz wywiera większą presję na integralność ekosystemów, czego konsekwencją są na przykład globalne zmiany klimatu. Z drugiej zaś, jako sposób na przeciwdziałanie im, proponuje się rynkowe narzędzia polityki ekologicznej. Pomysły w rodzaju: „Ustal pułapy i zorganizuj handel pozwoleniami na emisje” nie zmniejszają zanieczyszczeń, tworzą natomiast nowe, wirtualne rynki finansowe. Rynki, czy szerzej – procesy gospodarcze, nieuchronnie prowadzą do nieodwracalnego rozproszenia energii, czyli do entropii, na co zwracał uwagę jeden z twórców ekonomii ekologicznej, Nicholas Georgescu­‑Roegen1. Obecnie, po ponad trzydziestu latach neoliberalnej indoktrynacji, neoklasyczny model rynku jako ideału regulatywnego stanowi podstawę myślenia na temat rozwiązania problemów degradacji przyrody.

Blisko pół wieku temu francuski filozof Michel Foucault ukuł termin „biopolityka”, określający sposoby, na jakie życie ludzkie staje się obiektem zarządzania. Foucault rozumie biopolitykę jako historycznie uwarunkowane, wzajemnie konstytutywne powiązania władzy nad ludzkim życiem i wiedzy o życiu, których ostatecznym efektem jest dostosowanie ludzkich ciał do nowych form akumulacji kapitału2. Neoliberalna biopolityka rozszerzyła pojęcie tego, co ekonomiczne, poza rynek, na sferę społeczną3. Dziedziny rządzenia, takie jak systemy zabezpieczeń społecznych i inne formy zaspokajania potrzeb, na przykład edukacja czy ochrona zdrowia, a także administracja publiczna (czyli państwo jako takie), są poddawane reorganizacji pod kątem racjonalności ekonomicznej. Ideałem – swego rodzaju królową piękności – staje się przedsiębiorstwo, na którym mają się wzorować państwa, szkoły czy szpitale. Polityka ekologiczna także podporządkowuje się racjonalności ekonomicznej.

Sposób, w jaki regulowane są interakcje między rynkami a przyrodą, ma dalekosiężne konsekwencje dla życia ludzkiego i pozaludzkiego oraz przyrody nieożywionej. Dla rynków praca, życie i przyroda są towarem, wkładem do produkcji, zasobem ludzkim lub surowcem naturalnym. Proponując rewizję i poszerzenie Marksowskiej teorii wartości dodatkowej osiąganej kosztem uprzedmiotowienia pracy żywej, Teresa Brennan odnosi się do pracy ludzi i przyrody jako „natury żywej”, od której jest uzależniona akumulacja kapitału4. Twórczość tej autorki stanowi przykład nowej, feministycznej krytyki społecznej, poszerzającej rozumienie stosunków między ludźmi, przyrodą a kapitałem. Relacje te, jak wszystkie instytucje społeczne, są silnie uwarunkowane płciowo. Innymi słowy – produkcja wiedzy, dostęp do zasobów, podział pracy, odpowiedzialności i uprawnień mają podstawę w konceptualizacjach i relacjach płci, czerpiąc z nich swoją legitymizację. Podczas gdy od lat podnoszono kwestie związane z ekologicznymi oraz społecznymi granicami wzrostu (skupiającymi się na ubóstwie), feministyczne myślicielki polityczne zwracają uwagę na efekty, jakie neoliberalne urynkowienie wywiera na społeczną reprodukcję czy ekonomię opieki, w ramach której ludzkie życie jest codziennie podtrzymywane, utrzymywane i reprodukowane5. Neoklasyczne modele ekonomiczne są ślepe na konieczność podtrzymywania życia w gospodarstwach domowych lub też ujmują je jako pojedyncze przedsiębiorstwa, skupiające się na maksymalizacji swej użyteczności. Koncepcja „ekonomii opieki” czy feministyczne ujęcia reprodukcji społecznej zwracają uwagę na to, jak funkcjonowanie rynków i państw jest uzależnione od reprodukcji życia podmiotów (określonych mianem podatników, robotników, żołnierzy czy konsumentów) w obrębie gospodarstw domowych. Globalne badania wskazują, że większość pracy opiekuńczej i reprodukcyjnej wykonują kobiety. Poszerzenie pojęcia ekonomii opieki tak, aby obejmowała również relacje z przyrodą, tworzy nowe możliwości wiązania ze sobą krytyki feministycznej i ekologicznej. W niniejszym artykule wskazuję, w jaki sposób powiązania między przyrodą a ludzką reprodukcją zostały przechwycone przez neoliberalną biopolitykę oraz rozważam możliwości strategicznych interwencji w obecnej globalnej rzeczywistości.

Od menadżeryzmu do urynkowienia

Od czasu podpisania na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 roku Ramowej konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu6 globalna polityka ekologiczna została gruntownie przeformułowana według zasad rynkowej racjonalności, stając się narzędziem, za pomocą którego neoliberalna rewolucja zaczęła oddziaływać na coraz więcej dziedzin ludzkiego życia. Zmiany w polityce ekologicznej przyjęły dwie formy: po pierwsze, wzrostu znaczenia technokratycznego zarządzania oraz instrumentów ekonomicznych, po drugie, przesunięcia z polityki materialnej w stronę wirtualnej.

Trzydzieści lat temu, wraz z wycofywaniem się państw z polityki opartej na regulacji i kontroli, zaczęto konstruować rozwiązania globalnego kryzysu ekologicznego za pomocą pojęcia „zrównoważonego rozwoju”. Punktem szczytowym tych debat było sformułowanie podczas Szczytu Ziemi w 1992 roku globalnego programu działań, znanego jako Agenda 21 (Agenda dla dwudziestego pierwszego wieku). Agenda 21 to wielowątkowy dokument, korzystający z różnych siatek pojęciowych, który odnosi się do zmian we wzorcach konsumpcji i produkcji, związków między likwidacją ubóstwa z poprawianiem stanu środowiska, jak również do czystych technologii i narzędzi ekonomicznych. Choć teza, jakoby kobiety były lepszymi strażniczkami przyrody, wydawała się dyskusyjna, nie ulega wątpliwości, że dokument dawał kobietom bezprecedensową widzialność. Przestrzeń polityczna, stworzona przez globalne konferencje pod egidą Narodów Zjednoczonych, umożliwiła artykulację alternatywnych narracji, takich jak Kobieca Agenda 21, prezentujących odmienne wizje sprawiedliwości społecznej i ekologicznej oraz demokracji uczestniczącej.

Dziesięć lat po Rio dawni krytycy kompromisu między środowiskiem a rozwojem stali się taktycznymi obrońcami Agendy 21. Poświęcona zrównoważonemu rozwojowi konferencja w Johannesburgu Rio+10, kiedy to przegrano zarówno walkę o porozumienie między globalną Północą a Południem w dziedzinie ekologii i rozwoju, jak i tę o utrzymanie w mocy zasad Agendy 21, uwidoczniła zasięg neoliberalnej rewolucji. Kwestia ekologicznych oraz społecznych granic wzrostu gospodarczego przestała być przedmiotem obrad. W dokumentach końcowych Rio+10 biedy nie wiązano już z kwestią dostępu do trwałych podstaw egzystencji. Poza dwiema wzmiankami kobiety też zniknęły. Zrównoważony rozwój przekształcił się w globalne zarządzanie środowiskiem, czego zalążki można znaleźć już w rozdziałach Agendy 21 mówiących o instrumentach ekonomicznych i czystych technologiach, które w nowych definicjach z Johannesburga wyparły dyskusje o prospołecznych i transformacyjnych strategiach na rzecz trwałego rozwoju. Były sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych Kofi Annan podczas przygotowań do konferencji Rio+10 powiedział, że: „musimy sprawić, by globalizacja działała na rzecz zrównoważonego rozwoju”7. Okazało się, że było dokładnie na odwrót – to zrównoważony rozwój został przekształcony w narzędzie neoliberalnego, światowego zarządzania.

Rozwiązania wzajemnie ze sobą powiązanych kryzysów, społecznego i ekologicznego, zamiast w fundamentalnej zmianie wzorców produkcji i konsumpcji, zaczęto szukać w liberalizacji światowego handlu i inwestycji. Wolny handel, jako nowy święty i nowy zbawca niosący rozwój, miał podnosić wszystkie łodzie. Zgodnie ze scenariuszem ideologii wolnorynkowej, liberalizacja przepływów finansowych miała generować środki na poprawę stanu środowiska oraz na redukcję biedy. Świat przyrody zostałby w jakiś cudowny sposób posprzątany dzięki zachętom podatkowym, zarządzaniu środowiskiem oraz nowym technologiom. Rzecz jasna, polityka ta, mająca w założeniach ekspansję i przyspieszenie przepływu kapitału, przyczyniła się do dalszego zintensyfikowania presji na przyrodę. Paradoksalnie, w świetle zmian klimatu perswazyjna neoliberalna metafora przypływu podnoszącego wszystkie łodzie staje się literalnie prawdziwa.

Kluczową dla realizacji neoliberalnej biopolityki kwestią było przeniesienie polityki ekologicznej do sfery wirtualnych produktów finansowych. Proces ten w skali globalnej zwieńczył protokół z Kioto. Zanieczyszczenia przestały być czymś, czego należy unikać, ich materialność uległa zaś rozmyciu. Zamiast tego polityka ochrony środowiska sama stała się narzędziem tworzenia wirtualnych rynków na produkty dyskursywne, takich jak lokalne rynki pozwoleń na zanieczyszczenia czy globalny system handlu emisjami. Protokół z Kioto zrobił dla dyskursu zmian klimatycznych to samo, co szczyt Rio+10 dla zrównoważonego rozwoju – oddał globalną ekologię w ręce rynków finansowych.

Z perspektywy życia codziennego zredukowanie polityki ekologicznej do usprawnień technologiczno­‑menadżerskich sprawiło, że uniknięcie kryzysu ekologicznego i klimatycznego stało się znacznie trudniejsze, jako że ekologiczne skutki wzrostu gospodarczego, w tym wzrostu skali i tempa produkcji oraz konsumpcji, znacznie przewyższają osiągnięcia w poprawie efektywności ekologicznej8. Zwrot w stronę narzędzi rynkowych albo przenosi część kosztów produkcji i konsumpcji na użytkownika końcowego, to jest konsumenta (za co największe koszty w stosunku do dochodów ponoszą najuboższe gospodarstwa domowe), albo też tworzy nowe, wirtualne rynki handlu emisjami, niemające wpływu na zmniejszenie poziomów zanieczyszczeń powstających w gospodarce realnej. Jak zauważono w roku 2009 w publikacji Departamentu Spraw Ekonomicznych i Społecznych Organizacji Narodów Zjednoczonych9, skupianie się na zachętach finansowych dla zielonych technologii i politykach typu: „Ustal pułapy i handluj pozwoleniami na emisje” przenosi koszty zmagania się ze zmianami klimatu na kraje rozwijające się. Tak jak wcześniejsze „rozwiązania końca rury”, nowe strategie technologiczno­‑finansowe nie rozdzielają wzrostu gospodarczego od wzrostu presji na środowisko, a zarazem uspołeczniają ryzyko i koszty kryzysów ekologicznych, przerzucając je na gospodarstwa domowe, podczas gdy korzyści ze wzrostu oraz dochody z rynków coraz częściej trafiają do nielicznych, uprzywilejowanych elit, kontrolujących zasoby ekonomiczne i polityczne. Biorąc pod uwagę historyczny podział pracy i odpowiedzialności, jak również kwestie reprodukcji biologicznej, kobiety świadczące pracę opiekuńczą na rynkach formalnych i nieformalnych oraz w gospodarstwach domowych poniosą największy ciężar dostosowań do społecznych i ekologicznych kosztów neoliberalnego zarządzania. Utrata bezpieczeństwa życiowego i środków do życia, a szczególnie utrata bezpieczeństwa żywnościowego oraz zdrowia, jakich już dziś doświadczają uboższe gospodarstwa domowe i całe populacje, jak również intensyfikacja pracy i pochłanianie przez nią czasu oraz energii życiowej, będą coraz bardziej wpływać na ludzkie życie, ekonomię opieki oraz reprodukcję społeczną. Z tych powodów Teresa Brennan analizowała globalizację jako „terror życia codziennego”10.

Ekologizm, feminizm i neoliberalna rewolucja

Obecnie, jak czytamy w dokumentach na temat zielonej gospodarki, wśród elit rządzących panuje przekonanie, że zmiany klimatu, trzebienie lasów i zanik bioróżnorodności zostaną powstrzymane przez nowe technologie oraz instrumenty ekonomicznego zarządzania środowiskiem.

W swojej krytyce globalnego zarządzania środowiskiem Ynestra King pisała, że koniec dwudziestego wieku przyniósł

ogromną renegocjację władzy, wiedzy oraz władania nad życiem od poziomu molekularnego, aż do planetarnego. Płodność, praca, „zasoby naturalne” mogą dziś być poddane racjonalizacji i kontroli […] wszystko jako element zarządzanego oraz zarządzalnego nowego, wspaniałego świata […] natura oraz niesforne masy, w szczególności kolorowe kobiety z Północy i z Południa, są obiektem kontroli i zarządzania jak nigdy dotąd11.

Także globalny dyskurs feministyczny uległ wpływom neoliberalizacji, stając się instrumentem urynkowienia wyobraźni społecznej oraz relacji międzyludzkich. Ostatnimi czasy coraz większe znaczenie zdobywają feminizm wolnorynkowy, feminizm alfa­‑dziewcząt oraz feministyczny menadżeryzm, przejawiające się przeniesieniem środka ciężkości z praw kobiet na gender mainstreaming, równość formalną oraz walkę z dyskryminacją. Tak jak wątpliwy jest pozytywny wpływ wolnorynkowego ekologizmu na zmniejszenie oddziaływania wzrostu gospodarczego na środowisko, tak samo feministyczny menadżeryzm nie poprawił jakości życia kobiet ani też nie spowolnił procesów intensyfikacji wyzysku ciał, bombardowanych toksynami, zmuszanych do wielogodzinnej pracy w ramach elastycznych, niestabilnych form zatrudnienia, podczas gdy wszystkie koszty reprodukcji społecznej są przenoszone na gospodarstwa domowe.

Zarówno ekolodzy, jak i feministki, nie zrezygnowali z koncepcji trwałego rozwoju, sprawiedliwości oraz praw, ale obu tym grupom coraz trudniej było przebić się z własnym językiem do globalnej polityki. Dawna strategia pracy zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz systemu, wyczerpała się, gdy na przykład debata o biedzie przeniosła się z kwestii zaspokajania podstawowych potrzeb (dekada rozwoju w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku) w stronę wyselekcjonowanych, mierzalnych Milenijnych Celów Rozwoju pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Jedną z możliwości strategicznych interwencji jest zatem odzyskanie dawnego języka oraz pamięci o przemianach siatek pojęciowych po to, by zakwestionować neoliberalizację, czy inaczej zagrodzenie dyskursu feministycznego i ekologicznego przez racjonalność rynkową. Oba te ruchy mają wiele do zyskania dzięki zakwestionowaniu owej racjonalności – nie tylko w sferze gospodarki, ale wszędzie tam, gdzie rynki skolonizowały politykę państw, wymusiły realizację neoliberalnej polityki oraz funkcjonowanie zgodne z logiką przedsiębiorstwa, tam, gdzie polityki budżetowe i makroekonomiczne są „ostatecznym argumentem władcy” – ultima ratio regum12.

Z finansyzacją polityki, w tym także polityki życia codziennego, wiąże się reprodukcja patriarchalnych stosunków społecznych, relacji między płciami oraz stosunków klasowych i rasowych w nowym przebraniu. Wszystkie interakcje międzyludzkie, a także instytucje społeczne – w tym również i rynki – są upłciowione. Jak zauważa Joan Scott, płeć jest podstawowym znakiem władzy, a relacje między płciami są konstytutywne dla wszelkich stosunków władzy13. Pierwszy tekst ekonomiczny w historii ludzkości, Ekonomik Ksenofonta (427­‑355 p.n.e.), opisuje dobrego obywatela polis i zarządcę oikos (gospodarstwa domowego oraz posiadłości), który dobrze zna się na przyrodzie, dzięki czemu może zrobić z niej najlepszy możliwy użytek w celu powiększenia wartości swojej własności. Obywatel polis jako dobry zarządca organizuje robotników niczym żołnierzy, aby orali jego pola, zajmuje się również handlem, podczas gdy jego bezimienna żona wypełnia obowiązki domowe, w tym zarządza niewolnikami. To, co postrzegamy dziś jako działalność gospodarczą, opiera się na tym samym, historycznym, płciowym podziale pracy, czasu i pieniędzy, w którym dostęp do bogactwa i pieniędzy kontrolują uprzywilejowani mężczyźni i kapitał. Kiedy rewolucje przemysłowe przeniosły część tradycyjnej pracy domowej kobiet na poziom rynku (na przykład produkcję ubrań, gotowanie, opiekę zdrowotną czy opiekę nad dziećmi), była ona zawsze wyceniania niżej niż praca uznawana za „męską”. Wraz z unowocześnieniem się patriarchatu kobiety mają dziś dostęp do rynków na zasadzie bycia wyzyskiwanymi na równi z mężczyznami, przy jednoczesnej intensyfikacji pracy opiekuńczej – chyba że są w stanie pozwolić sobie na obarczenie nią innych kobiet z globalnego łańcucha opieki14.

Ta istotna renegocjacja władzy i wiedzy, podtrzymująca zmodernizowane struktury patriarchalne w globalnej polityce gospodarczej, ekologicznej i społecznej, pokrywała się w czasie z polityczną zmianą statusu podmiotów ludzkich. Kiedy rynki stają się głównym źródłem politycznej racjonalności, nie tylko przyroda podlega waloryzacji ekonomicznej, ale (jak już w 1979 podczas wykładów o narodzinach biopolityki dowodził Michael Foucault) podmioty ludzkie tracą status obywatelski. Urynkowione państwa traktują obywateli jak klientów zdolnych do generowania przychodów podatkowych albo kategoryzują ich jako generujących koszty, które trzeba minimalizować w imię kryterium efektywności ekonomicznej. Dla rynków nasze dochody to potencjalne zyski. Jednostki i grupy ludzkie stają się przedmiotem optymalizacji pod kątem potrzeb rynku i przysparzania dochodów państwu bądź też są odrzucane jako ludzkie odpady. Państwo nie uprawomocnia się już poprzez zobowiązanie do opieki nad obywatelami. Odpowiedzialność za opiekę i reprodukcję społeczną nie jest już współdzielona przez państwo i obywateli, jak miało to miejsce w państwach socjalistycznych czy liberalnych państwach opiekuńczych, lecz spoczywa w całości na gospodarstwach domowych. Proces ten wiąże się z założeniem o nieskończonej elastyczności czasu kobiet, zmieniając opiekę w strefę buforową, która amortyzuje społeczne koszty wzrostu produktywności i uelastyczniania pracy oraz te wynikające ze skrócenia okresów zwrotu inwestycji i przyspieszenie reprodukcji kapitału.

Neoliberalna biopolityka zmierza do optymalizacji działania podmiotów ludzkich jako samowystarczalnych jednostek gospodarczych, idealizując te, które są zdolne do opłacenia zaspokojenia potrzeb (w tym tych dotyczących zdrowia, edukacji dzieci oraz zabezpieczenia finansowego na starość) oraz do oszczędzania i które nie potrzebują korzystać z systemów zabezpieczenia społecznego. Ma także ciemną stronę, określoną przez Achille Mbembe mianem „polityki śmierci” – nekropolityki. Polega ona na tym, że biednych skazuje się na śmierć lub wyzyskuje w nowej, niewolniczej gospodarce w stopniu degradującym do poziomu „nagiego życia”15. Jak pokazuje rozrost rynku kredytowego w kierunku sektora kredytów sub­‑prime (ze wszystkimi eugenicznymi skojarzeniami z tym procesem), biedni są stale przedmiotem kalkulacji oraz procesów służących generowaniu zysku. Tak samo dzieje się z przyrodą, która podlega kontroli jako zasób ekonomiczny – procesy te obecnie dotyczą już nie tylko Ziemi i grodzenia dostępu do jej zasobów, ale także planowanego wydobywania surowców pozaziemskich. Wiążą się także ze stosowaniem nowych technologii nadzoru. Nie sposób wykluczyć, że tendencje te będą się nasilać w przyszłości. Z punktu widzenia krytycznych ruchów społecznych będą one wymagać strategicznych interwencji w imię obrony dóbr wspólnych oraz niepodzielnych praw człowieka. Prawo do zdrowego środowiska staje się dziś prawem do życia. By zapobiec osunięciu się w stronę nekropolityki, skutki teraźniejszej polityki – zróżnicowane szanse przetrwania ekonomicznie użytecznych, sprawnych, neoliberalnych podmiotów oraz ludzkich odpadów, a także scenariusze, w których „statek kosmiczny Ziemia” zostaje wyeksploatowany do cna – muszą zaistnieć w wyobraźni społecznej. Ekolodzy i feministki muszą przyjąć rolę Kasandry, podważającej neoliberalne polityki prawdy oraz wolnorynkową śpiewkę i nihilizm, jasno wskazując, jakie zagrożenia dla ludzkości wiążą się z neoliberalizacją życia ludzi i przyrody. Organizacje pozarządowe za długo trzymały się strategii „zmiany od wewnątrz” i argumentowania, że niszczenie przyrody czy wykluczanie kobiet nie są dobre dla biznesu. Musimy zacząć wskazywać, że to obecny tryb prowadzenia biznesu nie jest dobry dla ludzi.

Ostatnim – co nie znaczy, że najmniej ważnym – istotnym elementem neoliberalizacji jest zwrot w stronę postpolityki i argumenty o „końcu historii”. Wiąże się to z tak zwanym pragmatycznym zwrotem od omawiania źródeł problemów społecznych i ekologicznych do skupiania się na ich skutkach, co właściwie wyklucza zajęcie się przyczynami. Przykładem tego zjawiska jest zanik debaty na temat wzorców produkcji i konsumpcji, w czasach Szczytu Ziemi w 1992 roku w Rio uznanych za kluczowe przyczyny globalnego kryzysu ekologicznego (na co wskazuje zapomniany dzisiaj rozdział czwarty Agendy 21). Dyskusje na temat poziomu emisji gazów cieplarnianych, scenariuszy ich redukcji czy szacunków dotyczących kosztów zmniejszenia skutków skupiają dyskurs klimatyczny na efektach, podczas gdy przyczyny społeczne, ekonomiczne i polityczne zmian klimatu usuwa się z pola widzenia.

Patrząc się na kryzys klimatyczny z perspektywy spójności ekologicznej oraz bezpieczeństwa reprodukcji życia codziennego, głównym źródłem nędzy i niepewności przetrwania staje się bezwzględna intensyfikacja zarówno presji na przyrodę, jak i ucisku, jakiemu są poddawane ludzkie ciała. Ludzie, by żyć, potrzebują przyrody i wzajemnej opieki. Muszą także produkować i konsumować. W społeczeństwie kapitalistycznym powiązania między przyrodą a ludźmi są zapośredniczone przez pieniądze. Obecnie dominująca forma pieniądza (kapitał finansowy) jest kierowana przymusem reprodukcji samego siebie. Jak w swojej teorii energetycznej zwraca uwagę Teresa Brennan, czas reprodukcji przyrody żywej (zarówno życia ludzkiego, jak i pozaludzkiego) jest na kursie kolizyjnym z przyspieszonym czasem reprodukcji kapitału16. Przepracowując argumenty Karola Marksa, dowodzi, że akumulacja kapitału wymaga wkładu przyrody i pracy, czy w jej ujęciu – przyrody żywej, w produkty i usługi. Przyroda i praca ludzka są zasobami – źródłem energii oraz wartości dodatkowej. Jak twierdził Karol Marks, zarówno praca, jak i przyroda, dają z siebie więcej, niż kosztują. Feministki krytyczne dodają, że kapitał nie płaci za koszty reprodukcji ludzi, ale przerzuca je na gospodarstwa domowe (na sektor gospodarki opieki). Kapitał nie płaci również za reprodukcję przyrody – chyba że zostanie do tego zmuszony.

Prawdziwe koszty przyrody są zawsze odroczone […] Tempo przejmowania terenu oraz ekspansji przestrzennej zwiększa obciążenie świata przyrody ożywionej […] Gdy procesy reprodukcji przyrody nie mogą zostać przyspieszone, koszt tej reprodukcji musi zostać obniżony, aby można było zrównoważyć zahamowanie wzrostu wartości wymiennej17.

Z tej perspektywy, jeśli traktujemy zmiany klimatu poważnie, stoimy przed wyzwaniem zmiany języka debaty i środka ciężkości z efektów (emisje) na przyczyny (sposoby, w jaki funkcjonują obecnie gospodarka produkcyjna i wirtualna) oraz przed koniecznością reorganizacji rynków, a w szczególności spowolnienia obiegu pieniądza w gospodarce. Wraz ze skróceniem się czasu transakcji na globalnych rynkach finansowych do poziomu milisekund wzrost oparty na dalszym przyspieszaniu ich ekspansji ma katastrofalne konsekwencje, co mogliśmy obserwować podczas niedawnego kryzysu finansowego. By przeciwstawić się tym potężnym tendencjom, musimy uspołecznić i zazielenić rynki. Jako forma wymiany istniały one od zawsze. Problemem jest sposób, w jaki są one konstruowane i regulowane – w szczególności zaś obecna śmiercionośna forma neoliberalnego zarządzania, spychająca wszelkie koszty społeczne i ekologiczne do gospodarstw domowych, co ma katastrofalne skutki dla najsłabszych grup społecznych. Autentyczne uspołecznienie rynków (nie mylić z nacjonalizacją) zakłada upowszechnienie przekonania, że rynek stanowi formę wymiany (a nie ideał regulatywny), w ramach której koszty reprodukcji społecznej i ekologicznej powinny być dzielone między jego uczestników. To w tym przekonaniu spotykają się feministyczne postulaty zabezpieczenia reprodukcji społecznej z ekologicznym postulatem gospodarki opartej na trwałości.

Przełożył Bartłomiej Kozek

Niniejszy przekład ukazał się w: „Recykling Idei”, 2013, jesień, nr 15. Jest to nieco zmieniona i uzupełniona wersja tekstu, który ukazał się na stronie: http://www.ekologiasztuka.pl/pdf/Charkiewicz-climate_change.pdf.

Przypisy:

1. N. Georgescu­‑Roegen, The entropy law and the economic process, Cambridge 1971.

2. M. Foucault, Historia seksualności, tłum. B. Banasiak i in., Warszawa 1995.

3. Tenże, Trzeba bronić społeczeństwa. Wykłady w Collège de France, tłum. M. Kowalska, Warszawa 1998.

4. T. Brennan, Exhausting modernity. Grounds for a new economy, London 2000.

5. I. Bakker, Governance and reprivatization of social reproduction: social provisioning and shifting gender orders [w:] Power, production and social reproduction. Human insecurity in the global political economy, red. I. Bakker, S. Gill, New York 2004; D. Elson, Gender and macro, mezzo, micro levels of economics analysis [w:] The strategic silence. Gender and economic policy, red. I. Bakker, London 1994.

6. K. Annan, Implementing Agenda 21. Report from the Secretary General to the ECOSOC [@:] http://daccess-dds-ny.un.org/doc/UNDOC/GEN/N01/707/93/PDF/N0170793.pdf? OpenElement (data dostępu: 27 sierpnia 2013).

7. Departament Spraw Ekonomicznych i Społecznych ONZ, Achieving sustainable development in an age of climate change. Policy note, New York 2009.

8. V. Sonntag, Sustainability in light of competitiveness [w:] „Ecological Economics”, 2000, Vol. 34, No. 1, s. 101­‑113.

9. T. Brennan, Globalization and terrors of everyday life in the West, London 2003.

10. Y. King, Managerial environmentalism, population control and the new national insecurity: towards a feminist critique [w:] „Political Environments”, 1997, Fall, No. 5.

11. Inskrypcja na armatach króla Francji Ludwika XIV.

12. W.J. Scott, Gender as useful category of historical analysis [w:] „American Historical Review”, 1987, December, Vol. 91, No. 5, s. 1053­‑1075.

13. C. Pateman, Fraternal social contract [w:] C. Patemen, Disorder of women. Democracy, feminism and political theory, Cambridge 1989.

14. A. Mbembe, Necropolitics [w:] „Public Culture”, 2003, Winter, Vol. 15, No. 1, s. 11­‑40.

15. T. Brennan, Exhausting modernity...

16. Taż, Globalization and terrors..., s. 128.

Ewa Charkiewicz – aktywistka i badaczka zainteresowana krytycznymi studiami nad globalizacją, jak również feminizmem i ekologią jako nową krytyką społeczną. Obecnie zaangażowana jest w działania Think Tanku Feministycznego. Wykłada feministyczną ekologię polityczną na Uniwersytecie Wiedeńskim.