Czas na obronę dóbr wspólnych w Europie Środkowej i Wschodniej

Claudia Ciobanu
14.11.2013

Podczas gdy Warszawa przygotowuje się do organizacji kolejnej rundy negocjacji klimatycznych ONZ – COP 19, Unia Europejska negocjuje sposoby osiągnięcia celu, jakim ma być redukcja emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku dla całego bloku. Zgodnie z dokumentem Komisji Europejskiej, przekazanym nieoficjalnie we wrześniu 2013 roku i podsumowującym wyniki konsultacji publicznych nad unijnymi wyznacznikami działań do 2030 roku, Polska jest jedynym krajem, który całkowicie sprzeciwia się pomysłowi wyznaczenia unijnego celu redukcji emisji dwutlenku węgla do tegoż roku. Według tego dokumentu rząd w Warszawie uważa, że z rozmowami o jakichkolwiek działaniach unijnych w perspektywie 2030 roku należy poczekać co najmniej do roku 2015.

Kraje takie jak Czechy i Rumunia zachowały większą ostrożność i wyraziły jedynie gotowość do zaakceptowania celów unijnych dla całej Europy. Zastrzegły jednak, że wcześniej musiałoby zostać zawarte porozumienie w sprawie stopniowego ograniczania emisji gazów cieplarnianych w skali globalnej. Zawarcie takiej umowy międzynarodowej jest jednak niepewne i samo w sobie zależałoby od stanowiska wszystkich negocjujących stron, w tym także Europy.

W porównaniu z resztą kontynentu kraje środkowo­‑ i wschodnioeuropejskie w największym stopniu opierają się na węglu. Redukcje emisji gazów, jakie dotychczas miały miejsce w tym regionie po 1989 roku, były wynikiem upadku przemysłu gospodarek socjalistycznych. Kolejne ograniczenia emisji dwutlenku węgla musiałyby wiązać się z poważną modernizacją przez te państwa sektorów energetycznych, budownictwa mieszkaniowego i transportu oraz pozostałych dziedzin życia i działalności gospodarczej. Jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie są one na taką zmianę jeszcze gotowe.

We wrześniu tego roku premier Donald Tusk podczas swojego wystąpienia w Katowicach oświadczył: „Przyszłością polskiej energetyki jest węgiel kamienny i brunatny oraz gaz z łupków”1. Dzień później rumuński premier Victor Ponta pochwalił Tuska na Facebooku, stwierdzając, że Rumunia powinna pójść za polskim przykładem i sama zagwarantować własne bezpieczeństwo energetyczne. Jak zwykle Tusk zarysował konieczność dalszych inwestycji w węgiel i gaz łupkowy w kontekście uniezależnienia się od rosyjskiego gazu, a rumuński polityk z radością zapożyczył od niego te retoryczne sztuczki.

Strategia energetyczna Rumunii zakłada zwiększenie zdolności wydobycia węgla, mimo że obecnie istniejące kopalnie, w stosunku do krajowych potrzeb, mogą już zapewnić jego dwukrotnie większą ilość. Ponadto Rumunia, podobnie jak Polska, w ostatnich latach nader entuzjastycznie promuje eksplorację gazu łupkowego, między innymi udzielając licencji takim firmom jak Chevron.

Tymczasem rozwój odnawialnych źródeł energii w naszym regionie nie postępuje tak szybko, jak można by się tego spodziewać, biorąc pod uwagę potencjał tkwiący w zasobach energii wiatrowej i słonecznej oraz znaczne zainteresowanie inwestorów. Ponadto w tym roku władze Rumunii, Bułgarii i Czech ogłosiły plan zredukowania dotacji przyznawanych dotychczas na odnawialne źródła energii, motywując go znacznym wzrostem cen konsumpcyjnych, na jaki ostatecznie przekładało się wsparcie publiczne dla alternatywnych źródeł energii.

Europa Środkowo­‑Wschodnia jako całość nadal zdaje się pozostawać regionem zacofanym, nastawionym niechętnie do odchodzenia od węgla i stale uciekającym się do eksplorowania „brudniejszych” zasobów, mimo że z pewnością znalazłyby się wyjątki od tej reguły. Jednakże w ciągu ostatnich kilku lat w regionie tym nastąpiła zmiana w nastawieniu mieszkańców do alternatyw energetycznych.

W ostatnich latach dwa czeskie programy rządowe, w ramach których oferowano subwencje na poprawę efektywności energetycznej budynków, cieszyły się ogromnym zainteresowaniem zarówno ze strony osób prywatnych, jak i firm, oraz przełożyły się na znaczny wzrost współfinansowania prywatnego. Na przykład dzięki czeskiemu Systemowi Zielonych Inwestycji, który rocznie angażował inwestycje publiczne sięgające 255 milionów euro, po niespełna piętnastu miesiącach dostarczono energię dla 19 tysięcy gospodarstw domowych, a rocznie stworzono 12 tysięcy miejsc pracy2. Jednak środki publiczne na ten cel szybko się wyczerpały – dużo szybciej, niż początkowo zakładano w wytycznych programu, co wiązało się z ogromnym zapotrzebowaniem na dotacje ze strony czeskich obywateli.

Z badań polskiego Instytutu Energetyki Odnawialnej opublikowanych w lipcu 2013 roku wynika, że w ciągu ostatnich dziesięciu lat w Polsce około 230 tysięcy gospodarstw domowych i innych podmiotów przeznaczyło łącznie 6 do 7 miliardów złotych (czyli ponad 1,5 miliarda euro) na zakup i montaż mikroinstalacji do pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych3.

Natomiast badanie opinii publicznej przeprowadzone w marcu 2013 roku przez TNS OBOP, także na zlecenie Instytutu Energetyki Odnawialnej, wskazuje, że 45 procent Polaków jest zainteresowanych posiadaniem takich mikroinstalacji w swoich gospodarstwach domowych. Najwięcej chętnych do inwestowania w mikroinstalacje można znaleźć wśród rolników (56 procent), osób młodych (57 procent), osób czynnych zawodowo (53 procent), prywatnych przedsiębiorców (70 procent) oraz kierowników i specjalistów (61 procent)4.

Przykłady Polski i Czech jasno pokazują, że obywatele Europy Środkowo­‑Wschodniej mogą być zainteresowani prowadzeniem bardziej ekologicznego stylu życia, jeśli otrzymają wsparcie oraz wskazówki techniczne, jak tego dokonać. Być może coraz częściej to właśnie obywatele, bardziej nawet niż ich rządy, zaczynają zdawać sobie sprawę, że obecne inwestycje w środki ekologiczne w przyszłości zaprocentują znaczną redukcją kosztów energii, nie mówiąc już o korzyściach, jakie przyniosą środowisku. Najważniejszy jest jednak fakt, że mieszkańcy Europy Środkowo­‑Wschodniej zaczęli żywo interesować się kierunkami rozwoju swoich państw.

Na przykład w Bułgarii powstał postsocjalistyczny ruch ekologiczny, który zrodził się z potrzeby walki w obronie czystości plaż czarnomorskich, a następnie lasów i gór, dla których zagrożeniem jest ekspansja turystyki. Natomiast kiedy do Bułgarii dotarła gorączka gazu łupkowego, to właśnie tamtejsi ekolodzy jako jedni z pierwszych w Europie Środkowo­‑Wschodniej zaczęli bić na alarm, że szczelinowanie hydrauliczne może nieść ze sobą zbyt duże ryzyko skażenia terenu. To także oni jako pierwsi ostrzegli – za pomocą mediów społecznościowych – rumuńskich sąsiadów o konieczności monitorowania licencji udzielanych na wydobycie gazu łupkowego. Wywarli także znaczny wpływ na powstanie niewielkiego ruchu sprzeciwiającego się wydobyciu tego gazu w Rumunii.

Na początku 2013 roku w Sofii oraz innych miastach Bułgarii rozpoczęły się protesty przeciwko wysokim kosztom energii, które objęły swoim zasięgiem różne grupy społeczne. Jednym z głównych postulatów była renacjonalizacja bułgarskiego sektora energetycznego, kontrolowanego obecnie przez inwestorów zagranicznych. Ponadto protestujący domagali się także pewnego rodzaju demokratyzacji tego sektora, żądając większego prawa głosu w kwestii tego, jaki rodzaj energii jest obecnie wytwarzany, przez kogo i na jakich warunkach.

Opozycja wobec wydobycia gazu łupkowego pojawiła się także w Polsce. Mieszkańcy wsi Żurawlów pod hasłem „Occupy Chevron” stwierdzili, że nawet gdyby w pobliżu ich domów odkryto złoża tego surowca, to nie będą zainteresowani ewentualnymi zyskami oferowanymi im przez amerykańską firmę Chevron. Mieszkańcy Żurawlowa nie chcą spieszyć się z uzyskaniem udziałów w tym rzekomo lukratywnym interesie. Wolą raczej zachować dotychczasowy styl życia, uprawiać ziemię, a z miejscowych studni pić bezpieczną, czystą wodę. W ciągu ostatniego roku udało im się także zablokować odwierty Chevronu w pobliżu Żurawlowa i złożyć skargi do polityków w Warszawie. A wszystko to dzięki znacznemu wsparciu ze strony ekologów działających w Warszawie i za granicą.

Z kolei w Rumunii rok 2013 przyniósł jeden z najbardziej spektakularnych przykładów mobilizacji obywatelskiej wokół ochrony środowiska, jakie dotychczas miały miejsce w naszym regionie. We wrześniu dziesiątki tysięcy ludzi wyszło na ulice Bukaresztu i innych rumuńskich miast, aby zaprotestować przeciwko budowie kopalni złota w gminie Roșia Montană, znajdującej się w zachodniej części kraju. Obywatele, obawiając się, że kopalnia mogłaby doprowadzić do zniszczenia środowiska trzech wsi i czterech gór przez cyjanek używany podczas wydobycia tego cennego kruszcu, odrzucili obietnicę zysków dawaną im przez kanadyjską spółkę Gabriel Resources. Woleli zachować swoje domy, świeże powietrze oraz górskie widoki.

Już od stycznia 2012 roku Rumuni wychodzący na ulice w ramach szerszych protestów przeciwko cięciom budżetowym, mówili także o sytuacji w Roșia Montană, która stała się dla nich symbolem obrony tego, co wspólne w tym kraju. Natomiast kilkutygodniowe protesty w 2013 roku koncentrowały się głównie na ochronie środowiska i źródeł utrzymania wielu ludzi.

Związki protestujących z grupami przeciwstawiającymi się wydobyciu gazu łupkowego nie są dla nikogo tajemnicą. Wyraźny sojusz między działaczami w obronie Rosia Montană a członkami ruchu prorowerowego z Bukaresztu można było zauważyć podczas wszystkich dotychczasowych manifestacji ulicznych. W zamian za poparcie przez rowerzystów protestu przeciwko budowie kopalni złota, działacze z Rosia Montană uczestniczyli w tegorocznej Masie Krytycznej – masowej demonstracji rowerowej, która przejechała ulicami Bukaresztu. To z kolei znacząco wzmocniło widoczność ruchu w stolicy.

Oczywiście w naszym regionie można przytoczyć dużo więcej przykładów tego rodzaju mobilizacji w obronie dóbr wspólnych. Kwestie ochrony środowiska zawsze idą w parze z postulatem większej demokracji: Rumuni i Bułgarzy, wychodząc na ulice w latach 2012 i 2013, w rzeczywistości domagali się poszerzenia tradycyjnego funkcjonowania instytucji demokratycznych w swoich krajach po 1989 roku o wymiar demokracji uczestniczącej.

W Rumunii często mawia się, że okres komunizmu zraził obywateli do przestrzeni publicznej, gdyż to, co miało charakter publiczny, postrzegano jako coś, na co ludzie nie mieli wpływu, a nawet, jako coś, co jest nadzorowane, złe i niebezpieczne. Powoli jednak następuje zmiana pokoleniowa, a do głosu zaczynają dochodzić ludzie, którzy nie doświadczyli traumy komunizmu. Społeczeństwa Europy Środkowo­‑Wschodniej powracają do zainteresowania przestrzenią publiczną. W niektórych przypadkach ta mobilizacja może być na razie znikoma, ale z pewnością możemy w ostatnich latach zauważyć wzrost liczby osób zwracających uwagę na kwestie ochrony środowiska. Widać również, że społeczności lokalne bronią się przed wielkimi inwestycjami lub projektami wydobywczymi w porozumieniu ze świadomymi zagrożenia aktywistami z miast. Możemy także zaobserwować łączenie kwestii planowania przestrzennego, energetyki i zasobów naturalnych i umieszczanie ich w tych samych ramach, co żądania prawdziwej demokracji.

Mieszkańcy Europy Środkowo­‑Wschodniej coraz częściej zaczynają wykazywać zainteresowanie rozwojem swoich krajów. Już niedługo zapewne także politycy w tych krajach będą zwracać na to większą uwagę.

Przełożyła Aleksandra Wilczura

Tekst pochodzi z: „Recykling Idei”, 2013, jesień, nr 15.

Przypisy:

1. Tusk: będziemy dalej stawiać na węgiel [@:] http://www.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_www.pap.pl&s=infopakiet&dz=gospodarka&idnews=124117 (data dostępu: 18 października 2013).

2. O. Pašek, No half measures: investment needs in energy efficiency and renewables in Central and Eastern Europe, 2012 [@:] http://bankwatch.org/sites/default/files/no-half-measures.pdf (data dostępu: 18 października 2013).

3. Instytut Energetyki Odnawialnej, Krajowy Plan Rozwoju Mikroinstalacji Odnawialnych Źródeł Energii, Warszawa 2013, s. 12 [@:] http://www.ieo.pl/pl/ekspertyzy/doc_download/651-krajowy-plan-rozwoju-mikroinstalacji-odnawialnych-rode-energii.html (data dostępu: 18 października 2013).

4. Tamże, s. 29.

Claudia Ciobanu – dziennikarka, zajmuje się zagadnieniami Europy Środkowej i Wschodniej. Publikuje regularnie w Inter Press Service.