Praca wciąż jest centralną kwestią

Harry Cleaver
13.05.2010

W niniejszym artykule stawiam dwie tezy. Po pierwsze, zajmując stanowisko w historycznej kwestii zanikania roli pracy jako kluczowego, dominującego mechanizmu społeczeństwa kapitalistycznego, przekonuję, że pogląd taki jest jak najdalszy od prawdy, gdyż ogólnym kierunkiem polityki kapitalizmu w obecnym okresie jest zintensyfikowane narzucanie pracy w odpowiedzi na trwającą przeciw temu walkę. Po drugie, zważywszy że w istocie praca znajduje się w centrum konfliktu klasowego, rozważę pojęcie pracy i pokażę, że aby zrozumieć zarówno walki przeciwko pracy w społeczeństwie kapitalistycznym, jak i możliwości przekroczenia kapitalizmu, o tych formach aktywności, które teraz nazywamy pracą, musimy nauczyć się myśleć i mówić w innych kategoriach.

Polityka kapitalizmu

Utrzymujące się przez dwie ostatnie dekady wysokie bezrobocie sprawiło, że obok dotychczasowej teorii mówiącej, że kapitalizm, rozumiany jako społeczeństwo pracy, znajduje się w fundamentalnym kryzysie i zagrożony jest upadkiem, pojawiły się nowe. Według dotychczasowej teorii, w roli głównego mechanizmu organizującego społeczeństwo pracę zastępuje rozrost kultury konsumpcyjnej1. Twierdzono, że zamiast zmuszać ludzi do pracy, kapitał zmusza ich do kupowania. Tradycyjnemu wizerunkowi klasy zdominowanej jako robotników przemysłowych przeciwstawiono wizerunek konsumenta z klasy średniej. Obecnie natomiast utrzymywanie się wysokiego poziomu bezrobocia powoduje, że pojawiają się głosy przekonujące, iż w kapitalizmie kończą się miejsca pracy – wzrost zatrudnienia jest mniejszy niż wzrost zasobów siły roboczej – zatem odsetek ludzi pracujących (lub procent ich czasu poświęconego pracy) musi wciąż spadać, a wraz z tym spadkiem nastąpi upadek kapitalizmu2.

Z tych dwóch rodzajów teorii płyną dosyć odmienne wnioski polityczne. Krytyczna teoria społeczeństwa konsumpcyjnego skupiała się na radykalnej krytyce redukcji człowieka do funkcji „posiadania” i „kupowania”, czemu przeciwstawiano prawdziwie pełne życie, oparte na „tworzeniu” i autokreacji. W skrócie, konsumpcjonizm oznaczał zredukowanie życia aktywnego do życia pasywnego. Natomiast obecnie skupienie uwagi na pojawiającym się braku miejsc pracy sprowokowało dyskusję na temat tego, jak wyjść poza tradycyjne żądania klasy pracującej dotyczące pełnego zatrudnienia, w kierunku żądania zorganizowania społecznego uczestnictwa w warunkach coraz mniejszej liczby miejsc pracy. Niektórzy argumentowali więc za dzieleniem pracy między wszystkich, inni zaś za wypracowaniem sposobów oddzielenia dochodu od pracy, czyli przejścia od płacy prywatnej do „dochodu obywatelskiego”3.

Teoria zastąpienia pracy kulturą konsumpcyjną ma dwojakie ograniczenia. Po pierwsze, nie zdołała ona wykazać, że główną siłą organizującą życie i czas ludzi jest kupowanie (i inne formy konsumpcji), a nie praca. W istocie łatwiej jest pokazać, że większość ludzkiego życia nadal pochłania praca i że wiele form konsumpcji powiązanych jest z reprodukcją ludzi jako siły roboczej, niż udowodnić, że ludzie pracują jedynie po to, by wydawać4. Po drugie, gdy w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku w Europie Zachodniej i kilku innych miejscach rosło bezrobocie, a w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych utrzymywało się ono na wysokim poziomie, ponieważ płace i dochody realne spadały, wzmożona walka wielu ludzi o pracę (o miejsce pracy, o drugi etat, o znalezienie pracy dla innych członków rodziny, o pełny etat zamiast pracy tymczasowej) sprawiła, że „kultura zakupów” zaczęła wydawać się krótkotrwałym fenomenem typowym dla klasy średniej, utrzymującym się w latach osiemdziesiątych jedynie wśród wyższych warstw yuppies5.

Bardziej współcześni prorocy „końca pracy” opierają swoje przewidywania na wysokości współczynników względnego wzrostu zatrudnienia i ilości siły roboczej – gdzie wartość drugiego z tych wskaźników przewyższa wartość pierwszego – i dochodzą do wniosku, że praca jest w coraz mniejszym stopniu zdolna odgrywać w społeczeństwie dotychczasową rolę siły homogenizującej. Zarówno w swej marksistowskiej, jak i niemarksistowskiej odmianie, prorocy ci skupili się na procesie wypierania pracowników najemnych przez automatyzację i komputery, co uwidoczniła ostatnia epidemia zwolnień grupowych. Najpoważniejsze obiekcje w stosunku do tej wizji mają dwa źródła: typowe dla niej, zawężone rozumienie „miejsca pracy” oraz skuteczność obecnej kapitalistycznej ofensywy w narzucaniu coraz większej ilości pracy.

Ograniczoność owej wizji kurczących się miejsc pracy wynika z tego, że w dużej mierze ignoruje ona pracę nienajemną, oraz fakt, że przy jakichkolwiek rozważaniach na temat ewolucji pracy należy brać pod uwagę wzrost ilości tego właśnie rodzaju pracy. W krajach rozwiniętych wysokim stopom bezrobocia towarzyszy wzrastająca ilość pracy nienajemnej. Przy dramatycznie zredukowanym dochodzie to, za co nie można już dłużej płacić, trzeba zrobić w domu. Posiłki w restauracjach zastępuje gotowanie w domu, konsultacje medyczne – opieka domowa, książki kupione w księgarni – wizyty w bibliotece, kupne jedzenie – żywność przyrządzona samodzielnie, pracę na stanowisku – praca polegająca na szukaniu pracy i tak dalej. Tym samym wysokie bezrobocie, które w tym jednostronnym ujęciu przedstawia się jako redukcję dostępnych miejsc pracy, przy szerszym spojrzeniu okazuje się redystrybucją pracy między sferą pracy najemnej a sferą pracy nienajemnej.

W krajach globalnego Południa, gdzie wysokie stopy formalnego bezrobocia i częściowego bezrobocia utrzymywały się znacznie dłużej, tego rodzaju redystrybucja pracy od pracy najemnej ku nienajemnej skrystalizowała się w formie tak zwanego sektora nieformalnego, w ramach którego w wielu krajach bardzo duży odsetek siły roboczej zatrudniony jest przy różnego rodzaju zajęciach niezbędnych dla funkcjonowania kapitału oraz dla własnego przetrwania pracowników. Niedostępność miejsc pracy w pełnym wymiarze czasu nie oznacza redukcji pracy, wręcz przeciwnie.

Drugie zastrzeżenie do tej argumentacji jest takie, że nie bierze ona pod uwagę głównego współczesnego kierunku polityki kapitału, którym jest narzucanie pracy – czasem najemnej, czasem nienajemnej, ale zawsze pracy. Właśnie w momencie, gdy kapitał ponawia swój wysiłek organizowania świata wokół pracy, krytycy społeczni myślą, że praca zanika. Ktoś tu ma poważne złudzenia i jestem skłonny sądzić, że są to owi krytycy.

Nawet bez analizy wszystkich przekształceń polityki kapitału następujących przez dwie ostatnie dekady nie tak trudno jest dostrzec, że polityka ta zorientowana była na ponowne narzucanie pracy. Podstawowe elementy tej kontrofensywy to bezpośredni atak na dochody klasy pracującej w celu wywołania większej skłonności do pracy (w formie bardziej zyskownej dla kapitału) oraz jednoczesna wielowymiarowa restrukturyzacja zaprojektowana tak, by złamać w pracownikach zdolność opierania się narzucaniu pracy i zwiększonemu wyzyskowi. Ten atak na dochody klasy pracującej można dostrzec wszędzie – od inflacji skutkującej niższymi płacami realnymi, poprzez wysokie stopy procentowe i wysokie bezrobocie, po systematyczne próby likwidacji państwa socjalnego, którego gwarancje dochodu dla osób pozostających poza sferą pracy najemnej podźwignęły ogólną strukturę hierarchii płac. Ową restrukturyzację widać również w wielu innych zjawiskach, począwszy od zmiany struktury różnych sektorów przemysłu, poprzez technologiczną reorganizację przedmiotów i metod produkcji, po programy „strukturalnego dostosowania” firmowane przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy (skutkujące nie tylko narzuceniem masowych kryzysów gospodarczych, lecz także złamaniem siły organizacji pracowniczych), jak również środki policyjno­‑militarno­‑paramilitarne stosowane wtedy, gdy takie programy „ekonomiczne” zawodzą.

Skutkiem tej polityki, na tyle, na ile udało się pokonać opór i skutecznie ją narzucić, było osłabienie obecnej u wielu pracowników niechęci do pracy. Przykładowo więc pracownicy najemni walczą o dodatkowe godziny pracy, by zrekompensować sobie redukcję płacy. „Nienajemni” szukają dodatkowo pracy najemnej. Pracownicy najemni szukają drugiego etatu. Niezatrudnieni pracują ciężej, by przetrwać, z jeszcze mniejszym dostępem do pieniędzy niż wcześniej. Studenci zapisują się na kursy i kierunki studiów mające opinię „praktycznych”, aby móc po nich znaleźć pracę – i tak dalej.

Wszystko to nie oznacza jednak, że strategie kapitału narzucania większej ilości pracy zawsze były skuteczne. Opór nie ustawał, nieraz był zaciekły i dorównywał zwiększającemu się naciskowi na wzmożenie pracy. W istocie, nawet gdyby klasa pracująca porzuciła walkę przeciw pracy (powiedzmy, żeby podążać za konsumpcyjnym stylem życia), kapitalistyczna kontrofensywa zmierzająca do wzmożonego narzucania pracy sama zmusiłaby do podjęcia tej walki na nowo.

Podsumowując więc, wydaje mi się, że nie tylko praca wciąż jest centralnym mechanizmem zdobywania społecznej dominacji, ale również opór wobec narzucania pracy oraz próby przekroczenia jej, wytworzenia nowych form organizacji społecznej, wciąż stanowią jądro konfliktu społecznego.

Praca jest kategorią kapitalistyczną

Jeśli praca wciąż jest centralną częścią konfliktu społecznego, to musimy jasno określić, co przez nią rozumiemy, a także wyjaśnić, dlaczego kapitaliści próbują ją narzucać i dlaczego pracownicy przeciw temu walczą; następnie przedstawić alternatywy, które ludzie próbują rozwijać; wreszcie określić, jakie to wszystko ma konsekwencje dla naszych zmagań. Część poniższych rozważań stanowi gruntowną rewizję teorii Marksa i w pewnych aspektach rewizję mojego wcześniejszego rozumienia tego obszaru zagadnień. Jednak do zrewidowania swojego podejścia dochodziłem powoli, chciałbym więc w miarę szczegółowo uzasadnić sensowność tej zmiany.

Przez większą część swojej historii teoria marksistowska dokonywała rozróżnienia między dwoma pojęciami pracy – worklabour – po części w wyniku przedstawienia przez Marksa procesu pracy w Kapitale, a po części dzięki przypisowi Engelsa, w którym ten wyraźnie te dwa pojęcia oddzielił. Zanim Marks przechodzi do omówienia specyficznych atrybutów pracy w ramach kapitalizmu, definiuje pracę ogólnie.

Praca jest przede wszystkim procesem zachodzącym między człowiekiem a przyrodą, procesem, w którym człowiek poprzez swoją działalność realizuje, reguluje i kontroluje wymianę materii z przyrodą. […] Prostymi momentami procesu pracy są: celowa działalność, czyli sama praca, jej przedmioti środki. […] Szczątki środkówpracy mają tak samo doniosłe znaczenie dla oceny zamierzchłych ekonomicznych formacji społecznych, jak budowa szczątków szkieletów – dla rozpoznania organizacji zaginionych gatunków zwierzęcych6.

Gdy Marks omawia specyfikę pracy (ang. labour) w kapitalizmie, zainteresowany jest głównie procesem pomnażania wartości lub wyciskaniem pracy dodatkowej z robotników. Engels w swoim przypisie przekonuje, że pojęcia work należy używać do oznaczenia pracy w ogóle, podczas gdy pojęcie labour powinno się zarezerwować na określenie pracy w ramach kapitalizmu. W obu tekstach widać podobne rozróżnienie między ogólnym procesem pracy a bardziej specyficzną pracą­‑w­‑kapitalizmie. Nawet we wcześniejszych pracach Marksa, na przykład w Rękopisach z 1844 roku, występowało rozróżnienie na pracę wyalienowaną (w kapitalizmie) i jakiś inny rodzaj pracy niewyalienowanej7.

Uważam, że czyniąc takie rozróżnienie obaj popełniali błąd, na dodatek naruszając podstawową zasadę własnej metodologii Marksa. Ten błąd i to naruszenie tkwią w konceptualizacji ogólnego czy ponadhistorycznego pojęcia pracy, które można by retrospektywnie stosować dla różnych okresów historycznych i tym samym projektować je na przyszłość. To retrospektywne zastosowanie oznaczało postrzeganie szerokiego spektrum ludzkich działań w różnorodnych kulturach w kategoriach „pracy” (ang. work) – przykładem badanie dawnych narzędzi jako klucza do zrozumienia minionych form procesu pracy i społeczeństw, w których miał on miejsce. Projekcja w przyszłość polegała na myśleniu o pokapitalistycznym społeczeństwie w kategoriach pracy pokapitalistycznej czy pracy niewyalienowanej lub pracy komunistycznej i tym podobnych.

Wolność w tej dziedzinie [konieczności – H.C.] może polegać tylko na tym, że uspołeczniony człowiek, zrzeszeni producenci regulują racjonalnie tę swoją wymianę materii z naturą, poddają ją wspólnej kontroli zamiast być przez nią opanowani jako przez ślepą siłę; dokonują tej wymiany najmniejszym nakładem sił i w warunkach najbardziej godnych ich ludzkiej natury i najbardziej jej odpowiadających8.

Zasadą metodologiczną, która została naruszona, jest ta wyrażona w dziele znanym obecnie jako Wprowadzenie do krytyki ekonomii politycznej. W tekście tym, napisanym jako wprowadzenie do Przyczynku do krytyki ekonomii politycznej, jednak nie opublikowanym wraz z nim, Marks omawia historyczny charakter pojęć i przedstawia dwa wzajemnie powiązane argumenty. Najpierw przekonuje, że nowoczesne pojęcia mogą pozwolić nam zrozumieć minione formy społeczne.

Społeczeństwo burżuazyjne jest najbardziej rozwiniętą i najbardziej zróżnicowaną historyczną organizacją produkcji. Dlatego kategorie, które wyrażają jego stosunki oraz zrozumienie jego struktury, pozwalają zarazem wejrzeć w strukturę i stosunki produkcji wszystkich poprzednich upadłych form społecznych, z których szczątków i elementów jest ono zbudowane […]9 [podkreślenie H.C.].

Następnie przestrzega przed stosowaniem w naiwny sposób pojęć wytworzonych w jednym okresie do zjawisk z innych okresów. Podaje przykład „renty gruntowej”, pojęcia, które – w postaci wytworzonej w społeczeństwie kapitalistycznym – odnosi się do tej części generowanej przez pracę wartości dodatkowej, która przysługuje właścicielowi ziemi użytej w procesie produkcji. Byłoby błędem, argumentuje Marks, próbować zrozumieć średniowieczny fenomen „dziesięciny” przy pomocy współczesnego pojęcia „renty”, nawet jeśli mogą między nimi istnieć powierzchowne podobieństwa:

Gospodarka burżuazyjna dostarcza zatem klucza do antycznej i tak dalej. Ale bynajmniej nie w tym sensie, w jakim to pojmują ekonomiści, którzy zacierają wszelkie historyczne różnice i we wszystkich formach społecznych dostrzegają formę burżuazyjną. Można zrozumieć daninę, dziesięcinę znając rentę gruntową. Nie można ich jednak identyfikować z rentą gruntową10.

Ogólnie rzecz biorąc, zgadzam się z tym argumentem. Zasadniczo unieważnia on ponadhistoryczne kategorie i stosuje się w szczególności do kategorii pracy (ang. labour), nawet jeśli sam Marks wyraźnie się z tym nie zgadza. Choć intelektualne pojmowanie pracy w ogóle pojawiło się dopiero wraz z kapitalizmem i jego uogólnionym narzuceniem pracy, Marks twierdzi, że:

[…] wyobrażenie o niej w tej ogólności – jako o pracy w ogóle – jest prastare. […] Zatem najprostsza abstrakcja, [praca w ogóle – H.C.] […] wyraża prastary stosunek właściwy wszystkim formom społecznym […]11.

Na swoje twierdzenie nie dostarcza nam on jednak żadnego dowodu. O ile nie potrafi pokazać nam, że pojęcie to naprawdę było w użyciu od zawsze, lecz dopiero obecnie uzyskało pełne znaczenie (taki argument przedstawia bardziej przekonująco odnośnie pieniądza), to może co najwyżej twierdzić, jak w powyższym cytacie, że wiedza na temat obecnych form pracy może pozwolić zrozumieć formy poprzednie, przy czym rozumienie to musi zostać przekształcone przez uznanie, że współczesne pojęcia nie są rzeczywiście odpowiednie i potrzebne są inne, bardziej specyficzne dla danego czasu12.

Nie zagłębiając się zbytnio w etymologię i filologię, sądzę, że przed kapitalizmem większość społeczeństw nie dysponowała ogólnym pojęciem pracy (ang. work). Ludzie angażowali się w różnorodne działania, lecz nigdy nie zdarzyło się nikomu zbiorowo nazywać wszystkich tych formy aktywności „pracą”. Niektórzy hodowali zwierzęta lub uprawiali rośliny, inni budowali statki, wyrabiali beczki czy srebrne naczynia i tak dalej. Ale nazywano ich pasterzami czy chłopami, cieślami okrętowymi, bednarzami, złotnikami, a nie „robotnikami”. Były to po prostu różne rodzaje aktywności, a podejmujących je ludzi kojarzono z określonymi kastami, subkulturami czy grupami statusowymi. Członków klas wyzyskiwanych często postrzegano jako jednostki reprezentujące swoją pozycję społeczną, na przykład jako niewolników, wasali, chłopów pańszczyźnianych, lecz nie jako „pracowników”.

Marks przejął pojęcie pracy z filozofii i ekonomii politycznej swojego czasu. Wydaje mi się, że istnieją dwa powody, dla których użycie takiego pojęcia w kapitalizmie – choć niekoniecznie w innych okresach – ma sens. Po pierwsze, Marks przekonywał:

[…] „praca” w tej prostej formie ujęta pod względem ekonomicznym [jako praca w ogóle – H.C.] jest tak samo nowoczesną kategorią, jak stosunki, których wytworem jest ta prosta abstrakcja. […] Obojętność wobec określonego rodzaju pracy zakłada bardzo rozwinięty całokształtu rzeczywistych rodzajów pracy, z których żaden już nie góruje nad wszystkimi innymi13.

Po drugie, prawdziwa obojętność wobec szczególnego rodzaju pracy (ang. labour) jest obojętnością kapitału, a nie pracowników, którzy mogą mieć bardzo wyraźne preferencje. W kapitalizmie, opierającym się na produkcji towarów, generowaniu zysków i ponownym ich inwestowaniu, specyficzne cechy aktywności służących wytwarzaniu towarów są całkowicie drugorzędne. Nie ma znaczenia, do jakiej pracy ludzie zostają zaprzęgnięci, dopóki produkują dobra umożliwiające realizację zysku, który z kolei może być wykorzystany do ponownego zaprzęgnięcia ich do pracy, najlepiej na szerszą skalę. W takich okolicznościach rozsądnie jest nazywać wszystkie te rodzaje aktywności za pomocą wspólnej kategorii „pracy”, która odnosi się nie do specyfiki danej aktywności, lecz do jej kluczowej roli w utrzymywaniu ładu. To ten społeczny wymiar pracy, który, przynajmniej w części, określają Marksowskie pojęcia substancji wartości lub pracy abstrakcyjnej, mierzony jest społecznie niezbędnym czasem pracy i przyjmuje formę wymiany. Tym samym wartość jest narzędziem pojęciowym służącym analizie ludzkich aktywności wcielonych w kapitał jako praca.

Co więcej, uważam, że wszystko to potwierdza bliższe spojrzenie na Marksowską analizę procesu pracy. Z wymienianych przez niego trzech elementów pracy, tylko jeden jest aktywny, natomiast pozostałe dwa są całkowicie pasywne14. Czynnik ludzki odgrywa rolę aktywną – człowiek wymyśla projekt, sposób jego wykonania i osiągnięcia celu. Narzędzia, jakich używa, oraz przyroda, którą przekształca, to elementy pasywne. O ile większość ludzi przyzna zapewne, że wykonane przez człowieka narzędzia maja charakter pasywny, to rosnąca liczba osób zajmujących się przez ostatnie kilka dekad problemami ekologicznymi niechętnie przyjmuje pogląd, że z całej przyrody jedynie człowieka można traktować jako czynnik aktywny15. Tę wizję pracy angażującej aktywnych ludzi twórczo przetwarzających pozaludzką przyrodę Marks przejął od Hegla. Jest to wyobrażenie bardzo antropocentryczne, oświeceniowe, powszechne w tamtych czasach, jednak ani powszechne, ani odpowiednie w innych okresach i miejscach – zarówno w przeszłości, jak i przyszłości.

Nowe słowa dla nowych rzeczywistości

O ile sformułowanie Marksa może dość dokładnie opisywać sposób, w jaki różne aktywności są zorganizowane w ramach kapitalizmu, o tyle ekolodzy sugerują, że nie tylko możliwe, ale i pożądane są inne formy relacji. Ponadto, używanie takiej koncepcji przy badaniu występującej w innych okresach i miejscach relacji pomiędzy ludźmi a przyrodą wyklucza odmienne koncepcje i możliwość istnienia stosunku interakcyjnego, zamiast jednostronnego i instrumentalnego. Fakt, że badacz z naszych czasów „dostrzega” kategorie Marksa w obserwowanych działaniach (to znaczy przypisuje te kategorie do obserwowanych działań), nie oznacza bynajmniej, że użycie tych kategorii pozwoli odkryć prawdziwą naturę tychże działań. W końcu marksiści wielokrotnie krytykowali ekonomistów neoklasycznych (oraz antropologię formalistyczną), którzy w imperialistyczny sposób przypisywali swoje kategorie wszystkim miejscom i okresom historycznym, redukując w swych teoriach ludzi do homo economicus. Jednak pomimo tej pomarksowskiej wrażliwości, przestroga samego Marksa przeciw takim praktykom jest bardzo słaba:

Jeśli przeto jest słuszne, że kategorie ekonomii burżuazyjnej są prawdziwe dla wszystkich form społecznych, należy to brać jedynie cum grano salis (nie dosłownie). Mogą one zawierać te kategorie w postaci rozwiniętej, skarłowaciałej, karykaturalnej itp, zawsze jednak w postaci istotnie przeinaczonej16.

Podobnie jest więc z własnymi pojęciami Marksa, takimi jak praca (ang. labour). Można je stosować do wcześniejszych form społeczeństwa – zdaje się on sugerować – jednak należy zawsze szukać tego, co „zasadniczo różne”. W przypadku kapitalizmu, Marks tak właśnie czyni, dostarczając nam złożonej analizy centralnej roli pracy w organizacji społeczeństwa i kontroli społecznej. W innym społeczeństwie mógłby próbować zrobić to samo, nawet jeśli praca była marginalnym (zarezerwowanym dla niewolników) lub drugorzędnym środkiem organizacji społecznej (na przykład w porównaniu z polityką czy religią). Jednak rozwijanie takich analiz nie usuwa problemu polegającego na tym, że podstawowe używane pojęcie – praca w ogóle – stosuje się w sposób ponadhistoryczny, mimo że narodziło się ono w okresie kapitalizmu w szczególnych okolicznościach historycznych. W większej skali problem ten jest powielony w projekcie „materializmu historycznego”, który stara się analizować całą historię przy pomocy pojęć rozwiniętych w okresie kapitalizmu, oraz na gruncie materializmu dialektycznego, który rozciąga ten proces na cały kosmos.

Aby poradzić sobie z teraźniejszością i wyobrazić sobie przyszłość, musimy jasno określić, na czym polegało przemienienie przez kapitalizm ludzkiego działania w pracę (ang. work). Gdy analizujemy teorię pracy w pismach Marksa – na przykład w Kapitale – widzimy, że tak samo, jak jego omówienie formy pieniężnej nie wyczerpuje jego rozumienia pieniądza, tak też omówienie procesu pracy nie wyczerpuje jego rozumienia pracy. Pieniądz jako moment kapitału i jako środek jego panowania nad ludźmi musi dopiero zostać zrozumiany. Omówienie procesu pracy w rozdziale piątym ledwie zaczęło dyskusję nad znaczeniem pracy w kapitalizmie. Chcąc zrozumieć to i inne pojęcia jako określenia szczególnych momentów kapitału jako stosunku społecznego, musimy pójść głębiej i umieścić proces pracy w szerszym znaczeniu pracy.

Gdy podążamy za rozwojem Marksowskiej analizy pracy w kapitalizmie, widzimy, że jej znaczenie wykracza poza wyciskanie wartości dodatkowej. Drugi podrozdział rozdziału ósmego Marks rozpoczyna słowami: „Kapitalizm nie wynalazł pracy dodatkowej”. Jeśli nie wynalazł pracy dodatkowej, to co zatem wynalazł? Jego odpowiedź: nieustanność procesu wyciskania pracy dodatkowej w kontekście produkcji towarowej i reprodukcji rozszerzonej. Praca dodatkowa jawi się więc jako środek do celu (więcej pracy, szersza kontrola społeczna), a nie cel sam w sobie.

Podkreślenie przez Marksa nieustanności narzucania pracy możemy uzupełnić innym aspektem jego analizy: tendencją kapitału do stopniowego przemieniania coraz większego zakresu ludzkich aktywności w pracę wytwarzającą towary. Dziś wiemy, że ta tendencja stała się niemal wszechobecna, sięgając każdego zakamarka naszego życia, w stopniu, jakiego zapewne nawet Marks nie przewidział. Współczesne opracowania marksistowskie zwracały na ten fenomen uwagę w swej analizie kultury i nastania tak zwanej fabryki społecznej.

Tak więc pojęcie pracy w kapitalizmie oznacza nie tyle po prostu proces pracy, co również nieustanne podporządkowanie coraz większej części ludzkich działań produkcji towarowej i tym samym organizację społeczeństwa poprzez pracę. Zobaczyliśmy także niektóre z powodów, dla których kapitaliści dążą do narzucania pracę, a pracownicy stawiają opór i próbują robić inne rzeczy.

Kapitaliści starają się narzucać coraz więcej pracy nie tyle z powodu własnej chciwości, ile dlatego, że praca jest jedynym znanym im sposobem organizowania całości społeczeństwa, tak aby mogli nim nadal kierować. Stosują też inne środki, jak przemoc militarna, głód i więzienie, a także spektakl (telewizja, filmy, sport) i pranie mózgów (polityka formalna, szkoła), jednak wszystko to nastawione jest albo na zaprzęgnięcie ludzi do pracy, albo na pozbycie się tych, z którymi dokonać tego nie można. Wydaje się, że wszystkie te metody stosuje się na peryferiach sfery formalnej pracy najemnej, w celu wzmacniania jej zdolności organizowania ludzkiego życia i energii. Lecz gdy zbadamy te działania bliżej, zdamy sobie również sprawę, że pełnią one funkcję polegającą na wytwarzaniu lub reprodukcji siły roboczej, jednocześnie tworząc sytuację, w której praca – czy to wytwarzająca towar, jakim jest siła robocza, czy to wytwarzająca inne towary – zabiera społeczeństwu tyle czasu, ile tylko kapitał może z niego wycisnąć.

Pracownicy się temu narzucaniu pracy opierają (w istocie to ich opór sprawia, że mówimy o narzucaniu), ponieważ łączy się ono z podporządkowaniem ich życia zewnętrznym kryteriom, które są ograniczające i alienujące. Po pierwsze, jeśli chodzi o pracę najemną, jak Marks wskazał w Rękopisach z 1844 roku, zdolność kapitału do narzucania pracy wynika z oddzielenia pracowników od ich aktywności (ponieważ jest ona zaprojektowana i nadzorowana przez kapitał), od współpracowników (których szczuje się na siebie nawzajem), a tym samym od ich zdolności bycia ludźmi, w sensie wolnego, zbiorowego korzystania z własnej woli. W Kapitale uzupełnił te rozważania o historyczną analizę sposobu, w jaki kapitaliści starają się rozciągnąć dzień pracy do granic możliwości, przywłaszczając sobie w ten sposób życie ludzi. Oczywiście wszystkiemu temu towarzyszy potencjalna lub faktyczna przemoc państwa, regularnie używana w stosunku do jednostek stawiających opór.

Po drugie, rozszerzenie władzy kapitału na obszar wykraczający poza pracą najemną odtwarza podobne warunki i formy oporu oraz buntu. Rodzice odmawiają bycia policjantami pilnującymi swych dzieci, by nie chodziły na wagary, ponieważ zatruwa to ich wzajemne relacje. Dzieci sprzeciwiają się ogłupiającemu je praniu mózgów i starają się dostać na studia, które je interesują. Bezrobotni sprzeciwiają się wykonywaniu pracy polegającej na szukaniu pracy, a telewidzowie – redukowaniu ich do statusu biernych obserwatorów, poddając spektakl zgryźliwej krytyce. I tak dalej.

Po rozważaniach na temat tego, czego nie chcemy, przejdźmy do pytania o pojęciowe alternatywy. Sugestia, że nie powinniśmy projektować pojęcia pracy ani w przeszłość, ani w przyszłość, ma konsekwencje dla teraźniejszości. Jeśli proces powstawania nowej rzeczywistości pojmujemy jako coś, co dzieje się teraz (a nie później, po jakimś marksistowsko­‑leninowskim przejściu), jako zróżnicowany wachlarz projektów samowaloryzacji (ang. self­‑valorization)17 czy samokonstytuowania się, to musimy nieufnie podchodzić do używania w analizie nowych form aktywności i relacji, jakie rozwijamy, pojęć odpowiednich dla kapitalizmu.

Zamiast, na przykład, myśleć o tworzeniu nowych form niewyalienowanej pracy, możemy pozostać przy pojęciu pracy jako aktywności alienującej, jako odniesieniu do tego, czego nie chcemy robić, natomiast próbować wypracować nowe pojęcia, odpowiednie do tych nowych rodzajów aktywności i relacji. Przykład tego można znaleźć w ruchu ekologicznym, w świadomej zmianie perspektywy z antropocentrycznej na biocentryczną. Zamiast Marksowskiego pojęcia procesu pracy, które dotyczy jednostronnego ludzkiego działania wykonywanego na zasadniczo pasywnej (czy martwej) przyrodzie, niektórzy ekolodzy próbowali zrekonceptualizować relację człowieka i przyrody w kategoriach rzeczywistej interakcyjności przy pomocy pojęcia biocentryzmu. Co to pojęcie oznacza, jest obecnie przedmiotem dyskusji, jednak debata ta stanowi wyraźną próbę znalezienia nowych sposobów rozumienia interakcji między człowiekiem i przyrodą pozaludzką. Podobnie, występując przeciwko znanemu nam pojęciu płci i cech zróżnicowanych płciowo, niektóre feministki wniosły pojęcie androgynii, określające sytuację, w której cechy nie są rozdzielone według płci.

Argumenty te mają oczywisty wpływ na to, jak rozumiemy istotę naszych walk. Najpierw powiedziałem, że wysiłek kapitału, by narzucać pracę, oraz opór ludzi przeciw temu, wciąż są kluczowe w dzisiejszych walkach społecznych. Następnie zasugerowałem, że chociaż Marksowskie kategorie są odpowiednie dla zrozumienia kapitalizmu, nie są adekwatne dla myślenia o przyszłości, którą próbujemy budować. Gdy walczymy więc o wyższe płace lub o lepsze warunki pracy, albo gdy sprzeciwiamy się podporządkowaniu naszego życia pracy, jak najbardziej ma sens stwierdzenie, że jesteśmy zaangażowani w walkę klasową, w takim znaczeniu, że sprzeciwiamy się redukowaniu nas do bycia klasą pracującą18.

Jednak w stopniu, w jakim potrafimy się wyzwolić z takiego podporządkowania, wyzwalamy się od klasowej rzeczywistości (choć nie od zagrożenia z jej strony) – czy, jak pisze w swej książce John Holloway, unikamy uklasowienia (ang. being classified) – a pojęcie walki klasowej oddaje negatywny sens naszej aktywności: określa, przeciwko czemu walczymy. Na tyle jednak, na ile zyskujemy pewne pole manewru i jesteśmy w stanie rozwinąć nowe, nieklasowe wzorce samowaloryzacji, pojęcie walki klas zawodzi. Z punktu widzenia kapitału, wszystko, co robimy, jest walką klasową, łącznie z próbami wymknięcia się jej. Nie uznaje on (jak również przedstawiające go marksowskie kategorie) istnienia jakiegokolwiek zewnętrza.

Jednak dla potrzeb wyartykułowania charakteru naszych prób samowaloryzacji oraz rozwinięcia nowego języka dla opisania nowych rzeczywistości, kategorie Marksa nie wystarczą. W stopniu, w jakim walczymy o takie zewnętrze i zdobywamy je, potrzebujemy nowych słów, by mówić o nowej, tworzonej przez nas rzeczywistości. I tak, przedstawiciele tak zwanej ekologii głębokiej formułują nowe pojęcia dla oznaczenia nowych typów relacji. Feministki usiłują uciec od pojęć i schematów myślenia, które okazały się naznaczone patriarchatem, starając się rozwijać nowe sposoby mówienia na temat tego co robią.

Tego rodzaju próby samowaloryzacji oraz motywowane nimi próby intelektualne mają potencjał konstytuowania przynajmniej elementów różnych form pokapitalistycznego świata. Niestety, jeśli pionierzy ci odwracają się od marksizmu plecami, postrzegając go jako nieadekwatny do ich twórczych potrzeb, potencjał ten zostaje ograniczony. Bez krytycznej analizy kapitalizmu, jaką daje nam marksizm, ci, którzy podejmują takie pionierskie działania, są dużo bardziej podatni na rozbicie lub wchłonięcie (kooptację) przez system.

W przypadku ekologów procesy kooptacji widać nie tylko w gotowości takich instytucji jak Bank Światowy do wysłuchania ich, lecz także w akceptacji przez korporacje i państwa pojęcia zrównoważonego rozwoju. Zrównoważony rozwój to dzisiaj modne słówko korporacyjnego świata i ekolodzy powinni je postrzegać jako koszmarną wizję niekończącego się kapitalistycznego wyzysku ludzi i reszty przyrody. W przypadku feministek niebezpieczeństwo kooptacji zaczęło się wcześnie, gdy żądanie „równych praw” zinterpretowano jako żądanie równego dostępu do wszystkich poziomów korporacyjnej kontroli, a system wessał kobiety, zamieniając je w kopie mężczyzn funkcjonujących w organizacji firmy. Nawet dziś niektóre feministyczne czasopisma wychwalają kobiety­‑przedsiębiorczynie, tym samym wzmacniając główny czynnik ograniczający samorozwój kobiet – kapitalizm.

Na szczęście istnieje coraz więcej dowodów na to, że rozrastające się sieci oddolnych ruchów społecznych kwestionujących politykę podejmowaną obecnie na najwyższych szczeblach, formułują swą krytykę nie tylko w kategoriach antyneoliberalnych, ale także antykapitalistycznych. Podczas inspirowanych przez Zapatystów międzynarodowych spotkań w Chiapas w 1996 roku i w Hiszpanii w roku 1997, kwestię sprzeciwu wobec neoliberalizmu niemal powszechnie rozumiano również jako sprzeciw wobec kapitalizmu. Podobną świadomość widać w Europie podczas rozmaitych mobilizacji przeciwko bezrobociu i zasadom integracji [w ramach UE – przyp. red.]. Skierowane przeciwko Światowej Organizacji Handlu mobilizacje międzynarodowej sieci People’s Global Action również pokazują, że ich uczestnicy mają silną świadomość, że problemem nie jest po prostu taka czy inna polityka, ale system, który umacnia się poprzez różnego rodzaju działania polityczne. I wreszcie podczas światowej mobilizacji przeciwko Wielostronnemu Porozumieniu o Inwestycjach (MAI) negocjowanemu na spotkaniu OECD, w toku walki przeciwko próbom nadania za pomocą MAI większych praw międzynarodowemu kapitałowi pojawiał się coraz to szerszy sprzeciw wobec kapitalizmu. Wszystko to sugeruje nie tylko, że przemija tendencja z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku do odrzucania marksizmu na rzecz „ponowoczesnych” nowych ruchów społecznych i polityki tożsamości, ale również że zaczynamy dostrzegać powstawanie nowej oddolnej siły, zdolnej do politycznego sprzeciwu wobec kapitału na poziomie globalnym19. Dzieje się tak dlatego, że wraz z rozpoznaniem kapitalizmu jako wspólnego wroga musi nadejść ponowne zainteresowanie jedynym rodzajem teorii, który umożliwia krytykę jasno ukazującą naturę owego wroga oraz metody wyzysku.

Przełożył Jakub Maciejczyk

Przypisy:

1. Taka teoria społeczeństwa konsumpcyjnego jest w dużej części dziedzictwem pracy przedstawicieli teorii krytycznej ze szkoły frankfurckiej. Późniejszy przykład to niektóre prace Clausa Offe, jak Work: The Key Sociological Category? [w:] Disorganized Capitalism, Cambridge 1985.

2. Przykładem jest książka Jeremy’ego Rifkina Koniec pracy. Schyłek siły roboczej na świecie i początek ery postrynkowej, Wrocław 2001 oraz wiele prac André Gorza napisanych w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

3. Dyskusje nad tymi kwestiami wydają się najbardziej rozwinięte w Europie Zachodniej, zwłaszcza w Niemczech, Francji i Włoszech, gdzie utrzymują się wysokie stopy bezrobocia. Dobre podsumowanie tych dyskusji i różne stanowiska występujące we Włoszech można znaleźć w: A. Mantegna, A. Tiddi, Reddito di cittadinanza verso la societa del non lavoro, Roma 1999.

4. Zob. na przykład moją krytykę prac C. Offe: H. Cleaver, Lavoro, Valore e Dominio: Sull’attuale Rilevanza della teoriea di Marx del lavoro­‑valore nella crisi dello stato peiano keynesiano [w:] „Vis à Vis”, 1994, No. 2.

5. Nie chcę sprawiać wrażenia, że ludzie zostali oczarowani pracą. Wręcz przeciwnie, owo poszukiwanie pracy było w większości poszukiwaniem dochodu w celu utrzymania obniżającego się standardu życia.

6. K. Marks, Kapitał, t. 1, Warszawa 1951, rozdz. 5 („Proces pracy i proces pomnażania wartości”), s. 188‒189, 191.

7. Chodzi o różnicę pomiędzy pracą rozumianą ogólnie jako praktyka polegająca na przekształcaniu zewnętrznej wobec człowieka natury w produkty jego pracy, a pracą najemną charakterystyczną dla kapitalistycznego sposobu produkcji, której efektem jest kapitał (przyp. red.).

8. K. Marks, Kapitał, t. 3, cz. 2, Warszawa 1959, rozdz. 48 („Wzór trójjedyny”), s. 401.

9. Cytat ten pochodzi z „Wprowadzenia” opublikowanego w zbiorze ekonomicznych rękopisów Marksa z lat 1857‒1959, zatytułowanym Zarys krytyki ekonomii politycznej (Grundrisse), Warszawa 1986, s. 56.

10. Tamże.

11. Tamże, s. 54‒55.

12. Ma on ten sam problem z równie współczesnym pojęciem produkcji, czy sposobu produkcji, które stosuje, chcąc nie chcąc, do wcześniejszych społeczeństw.

13. K. Marks, Zarys..., s. 54‒55.

14. Praca jako działanie, środki, przedmiot pracy (przyp. red.).

15. Wśród osób, które mogłyby nie zgodzić się ze spojrzeniem Marksa na narzędzia jako pasywne, są znawcy literatury science fiction i ekolodzy. Ci pierwsi oczekują, że komputery staną się naszymi towarzyszami (Asimov), lub zbuntują się (Colossus), ci drudzy zaś powiedzieliby, że owczarek nie jest skonstruowanym przez człowieka, biernym narzędziem, lecz dość aktywnym uczestnikiem zaganiania stada, chętnie wykonującym swoje zadanie, co więcej, zdolnym do podjęcia samodzielnego działania.

16. K. Marks, Zarys..., s. 56.

17. Pojęcie samowaloryzacji wprowadził autonomista Toni Negri, określając nim samorozwój klasy robotniczej, autonomiczną względem kapitału aktywności pracowników (przyp. tłum.).

18. Niektórzy sugerują, że walki w ramach kapitalizmu, na przykład o wyższe płace czy lepsze warunki pracy, nie są wymierzone przeciwko kapitałowi jako takiemu, lecz są jedynie przechwyconymi momentami w ramach jego dialektyki. To zależy. Na tyle, na ile walki o płace skutecznie wymuszają szybszy wzrost płac niż produktywności, wytwarzają dla kapitalizmu sytuację kryzysową. Na tyle, na ile walki o lepsze warunki pracy podnoszą koszty produkcji i naruszają zyski, nie są zgodne z systemem. I tak dalej.

19. Na ten temat zob: H. Cleaver, The Zapatista Effect, the Internet and the Rise of an Alternative Political Fabric [w:] „Journal of International Affairs”, 1998, March oraz H. Cleaver, Computer­‑linked Social Movements and the Global Threat to Capitalism [@:] http://www.eco.utexas.edu/faculty/Cleaver/polnet.html (data dostępu: 12 maja 2010).

Harry Cleaver – wykłada ekonomię marksistowską na University of Texas w Austin, gdzie został zatrudniony wskutek agitacji studentów w latach siedemdziesiątych. Jego zainteresowania badawcze obejmują polityczne odczytanie teorii ekonomicznej głównego nurtu, krytykę i rozwijanie teorii marksistowskiej oraz konflikty społeczne we współczesnym kapitalizmie. Zwolennik tak zwanego marksizmu autonomistycznego, akcentującego autonomię klasy pracującej względem kapitału, partii i związków zawodowych. Autor książki Reading Capital Politically (Austin 1979). Obecnie aktywnie wspiera ruch Zapatystów w Chiapas w Meksyku.