Europa kryzysu i walki

Z uczestnikami szóstego Europejskiego Forum Społecznego w Stambule rozmawia Marcin Starnawski (3 lipca 2010)
30.04.2011

Grzegorz Piotrowski (antropolog, doktorant w European University Institute we Florencji)

MS: Przyjeżdżasz na Europejskie Forum Społeczne od lat. Czy zauważasz ewolucję tej formy mobilizacji ruchów społecznych w Europie?

GP: Odnoszę wrażenie, że formuła forum społecznego się nieco wypaliła. Widzę coraz więcej partii politycznych, natomiast brakuje mi grup oddolnych, spontanicznie organizujących się przeciwko globalizacji i neoliberalizmowi. Coraz bardziej wygląda to na walkę polityczną radykalnej lewicy w Europie.

MS: A może wynika to z tego, że różne formy organizowania się poza partiami, w sposób bardziej oddolny czy autonomiczny, nie przynoszą takich skutków, jakich ludzie oczekują? W każdym razie nie wpływają na politykę tak, jak byśmy chcieli…

GP: Myślę, że trzeba by zmienić sposób myślenia o polityce – że nie jest to kwestia przejęcia władzy, ale stworzenia pewnej alternatywy. Dlatego większość grup oddolnych działa na poziomie lokalnym. Nie do końca są one zainteresowane łączeniem się z innymi grupami i nie widzę powodu, dla którego mieliby to robić, skoro działają lokalnie. Wymieniają się informacjami przez Internet i inne kanały komunikacji, natomiast przyjazd na takie forum jest sporym wydatkiem i wysiłkiem organizacyjnym. Nie bardzo mają po co przyjeżdżać.

MS: Są też dysproporcje ekonomiczne między Wschodem i Zachodem…

GP: Tak, to widać. Dzisiaj odbyła się dyskusja poświęcona konieczności zorganizowania sieci wymiany wschodnioeuropejskiej, ponieważ większość działaczy z Europy Wschodniej twierdzi, że aktywiści i ruchy z Zachodu dominują, mając większe zaplecze organizacyjne i finansowe. Dotyczy to również ich liczebności. Tymczasem ruchy w Europie Środkowo­‑Wschodniej są bardzo słabe. Dlatego też ma znaczenie, że Europejskie Forum Społeczne zorganizowano w Turcji. Z jednej strony, aby pokazać tutejszym aktywistom, że nie są sami. Z drugiej, żeby pokazać, że są częścią tego ruchu i równoprawnym partnerem w jego obrębie.

MS: Jako antropolog zajmujesz się badaniem ruchu alterglobalistycznego w Europie Środkowej. Spotkałeś się dzisiaj również z innymi badaczami, między innymi z Niemiec. Czy macie podobne spostrzeżenia i wnioski?

GP: Trochę tak, aczkolwiek mnie interesuje bardziej perspektywa historyczna, a oni koncentrują się na obecnej sytuacji. Wszyscy dostrzegamy deficyt tekstów o ruchach społecznych czy w ogóle o tym, co dzieje się w Europie Środkowo­‑Wschodniej poza głównym nurtem polityki. Na ten temat się nie pisze i nie publikuje, a przynajmniej nie na forum międzynarodowym. Są wprawdzie artykuły i książki wydawane w językach lokalnych, jednak dla ludzi z innych krajów są one niedostępne.

Daria Mitina (pierwsza sekretarz Rosyjskiego Komsomołu i działaczka organizacji Front Lewicowy)

MS: Jak ocenia pani formułę Europejskiego Forum Społecznego z perspektywy organizacji, które pani reprezentuje?

DM: Od kilku lat uczestniczę w komitecie organizacyjnym Rosyjskiego Forum Społecznego i Europejskiego Forum Społecznego. Nasze organizacje, Rosyjski Komunistyczny Związek Młodzieży oraz Front Lewicowy biorą aktywny udział w ruchu forów społecznych. Podzielamy zasady zawarte w Karcie z Porto Alegre, chcielibyśmy jednak wnieść do tej Karty nieco więcej momentów politycznych. Wydaje mi się, że ruch społeczny pozbawiony impulsu politycznego jest martwy. I na odwrót: organizacje polityczne nic nie znaczą, gdy oderwane są od realnego ruchu społeczno­‑obywatelskiego. I dopóki oba te segmenty nie uczynią kroku, aby się do siebie zbliżyć, ów ruch forów społecznych będzie dreptał w miejscu. Wydaje mi się, że jest szansa, iż w końcu tak zrobią.

Aleksandr Buzgalin (koordynator rosyjskiego ruchu społecznego „Alternatywy” i profesor Uniwersytetu Moskiewskiego im. Łomonosowa)

MS: Przyjeżdża pan na Europejskie Forum Społeczne od wielu lat. Czy według pana inicjatywa ta rozwija się, czy może słabnie lub jest w kryzysie?

AB: To złożony problem, ponieważ z jednej strony obserwujemy obecnie spadek liczby uczestników. Ponadto tym razem można też było mieć pewne zastrzeżenia do sposobu, w jaki zorganizowano forum. Mimo to Europejskie Forum Społeczne, również tegoroczne forum w Turcji, wciąż jest znaczącym wydarzeniem. Choć przyjechało znacznie mniej osób niż poprzednio, odbyły się ważne seminaria, debaty, była okazja do poznania nowych ludzi i zawiązania nowych inicjatyw. Delegaci z Rosji poznali nowych towarzyszy z Turcji i innych krajów, spotkaliśmy też kolegów z krajów dawnego Związku Radzieckiego i innych państw Europy Wschodniej. W tym sensie forum możemy uznać za owocne. Działacze rosyjscy zorganizowali co najmniej siedem seminariów, w tym spotkanie poświęcone związkom alterglobalizmu z marksizmem, dyskusje na temat kryzysu i programu działań antykryzysowych, praw człowieka, problemów regionu Kaukazu i tak dalej. Wszystkie te debaty były dla nas bardzo ważne, przebiegały niezwykle intensywnie, ujawniając jednocześnie znaczące różnice i prowadząc do istotnych pozytywnych decyzji. Wciąż pozostaję zatem optymistą. Dwa lata temu, podczas poprzedniego Europejskiego Forum Społecznego w Malmö, mówiłem, że kilka tysięcy uczestników, którzy wówczas przyjechali, to nie to samo, co kilkadziesiąt tysięcy podczas pierwszego forum we Florencji [w 2002 r.]. Jednak spotkanie, w którym biorą udział tysiące aktywistów z całej Europy, w tym również z krajów takich, jak Rosja czy Turcja, to bardzo ważne wydarzenie. W latach dziewięćdziesiątych takie forum i demonstracja byłyby to nie do pomyślenia.

Z drugiej strony należy przemyśleć zmianę formy tego wydarzenia, aby zapewnić mu dalszy rozwój. Alterglobalizm to ruch posiadający zdolność przeobrażania się. Dziś fora społeczne nie wystarczą, gdyż ludzie chcą nie tylko rozmawiać, ale też podejmować działania praktyczne. Zmiana formy działania nie zatrzyma ruchu, ale otworzy go i nada mu nową dynamikę. W Stambule zaproponowano zorganizowanie spotkań poświęconych wyłącznie wymianie doświadczeń i przeanalizowaniu kto mógłby podjąć określone akcje oraz w jaki sposób; jakie są pozytywne efekty działań kolegów i koleżanek z różnych krajów; jakie błędy popełniliśmy i jak się ich ustrzec w przyszłości. Inny rodzaj spotkań, jakie zaproponowano, to takie, które dotyczyłyby programu działania w najbliższej przyszłości: co organizacje inicjujące takie spotkanie powinny zrobić, kto mógłby się przyłączyć do danego przedsięwzięcia w ramach forum, a także jakich zmian w programie dokonywać, po uprzednim ich przedyskutowaniu. Myślę, że to propozycje, które jesteśmy w stanie zrealizować, i które mogą zdynamizować nasze działania.

MS: W jaki sposób owa wymiana doświadczeń i pomysłów mogłaby przełożyć się na działania polityczne? Jak uporać się z rozbieżnością zdań w kwestii sposobów organizowania się, sprowadzającą się do sporów „partie kontra ruchy społeczne”, „centralizacja czy autonomia”?

AB: Przede wszystkim, rozmawiamy w trakcie demonstracji, która jest wydarzeniem z gruntu politycznym. Proszę spojrzeć wkoło na te wozy opancerzone i tysiące policjantów. Przecież to nie jest błahostka! Bierzemy udział w akcji politycznej. Gdyby było inaczej, policja by się nas nie bała. Widać, że się boją. Tak samo było na przykład podczas forum w Grecji. Może jedynie w Szwecji nie wyglądało to tak groźnie, bo to spokojny kraj i wystarczyło raptem kilkuset policjantów. Wciąż jesteśmy niebezpieczni i możemy wywierać wpływ. Tak samo jest w Rosji, gdzie nasze spotkania i seminaria należą do wydarzeń najbardziej kontrolowanych przez władze. Dlatego trudno przecenić ich znaczenie. Po drugie, musimy zrozumieć, że od samego początku fora same w sobie nie są wydarzeniem politycznym. Służą dyskusji i nawiązywaniu kontaktów. Jednak po zakończeniu forum ma miejsce wiele akcji: manifestacje, blokady. Podczas forum mamy natomiast okazję przedyskutować sposoby organizowania się i umacniania solidarności między ludźmi z różnych krajów, angażujących się w walki społeczne czy stricte polityczne.

MS: To kolejne forum, na którym widzę dużą delegację z Rosji. Jako działacz z Polski, muszę przyznać, że zazdroszczę wam, iż jesteście w stanie zmobilizować się na każde forum i przyjechać z tak daleka. Proszę zatem powiedzieć, jakie znaczenie ma Europejskie Forum Społeczne dla ruchów społecznych i lewicy w Rosji?

AB: Tuż przed przyjazdem do Stambułu mieliśmy w Rosji dużą konferencję ruchów społecznych i organizacji pozarządowych z udziałem około stu pięćdziesięciu aktywistów z całego kraju. Przybyli ludzie z pięćdziesięciu regionów, w tym z Syberii, Uralu, środkowej Rosji, z zachodu i z południa. Nie było to spotkanie otwarte dla publiczności, ale miało charakter roboczy. Dyskutowaliśmy o tym, co można i należy zrobić w najbliższej przyszłości oraz kto podejmie się jakich działań. Spora część uczestników, ponad czterdzieści osób, dotarła tutaj, do Turcji, pomimo, że nie mogliśmy przyjechać autobusem, ceny biletów były niezwykle wysokie, a fundusz solidarnościowy dla biedniejszych krajów był w tym roku bardzo skromny. Dla wielu Rosjan wydatek w wysokości 100 euro to równowartość miesięcznej pensji. Ale pomimo tych trudności nasza delegacja jest tutaj.

Obecnie ruchy społeczne w Rosji przeżywają rozkwit. Po części z powodu kryzysu, a po części na fali nowych inicjatyw obywatelskich, na przykład w sferze edukacji, działań nowych związków zawodowych, młodzieżowych organizacji lewicowych. Nie możemy zatem mówić o stagnacji, ale raczej o okresie rozwoju. Zastój dotyczy raczej starej formacji, jaką jest Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej. To jednak odrębny przypadek.

MS: Czy w obecnej sytuacji mamy jakieś zbieżne zadania, które moglibyśmy realizować razem jako ruchy społeczne i organizacje z Europy Wschodniej? W jaki sposób możemy inicjować wspólne mobilizacje?

AB: To bardzo ważne, abyśmy razem działali, ponieważ mamy podobne problemy, ale i podobne szanse. Powinniśmy też wspólnie przekonać zachodnie organizacje pozarządowe i ruchy społeczne, by w większym stopniu z nami współpracowały. Muszą bowiem zrozumieć, że Rosja, Polska, Czechy, Ukraina, Węgry czy kraje bałtyckie są częścią tego samego świata, dlatego walka musi toczyć się wspólnie. Myślę też, że ważne, byśmy wymieniali się między sobą doświadczeniami. To przecież nic nie kosztuje, a trwałe kontakty i wspólne inicjatywy mają ogromne znaczenie. Mogłyby to być na przykład spotkania robocze aktywistów, którzy chcieliby przemyśleć sposoby działania. Moja żona kiedyś stwierdziła, że powinniśmy opracować książkę kucharską z przepisami na dobre wydarzenie społeczne. Potrzebujemy zatem spotkań w stylu „kuchni aktywistów”, gdzie moglibyśmy wymyślać smaczne, atrakcyjne i skuteczne przepisy na różne rodzaje działań społecznych.

Na koniec chciałbym przekazać serdeczne pozdrowienia kolegom i koleżankom oraz przyjaciołom z Polski. Czasem odczuwamy między naszymi krajami sztuczne granice, inspirowane przez polityków. Jestem jednak pewien, że nie są to granice czy różnice między ludźmi, zwłaszcza pomiędzy ruchami społecznymi, które walczą przeciwko wspólnym wrogom i dążą do tych samych celów.

Michael Pröbsting (Austria – Liga na rzecz Piątej Międzynarodówki)

MS: Jaki jest cel obecności waszej organizacji na Europejskim Forum Społecznym?

MP: Chcemy, aby Europejskie Forum Społeczne stało się narzędziem koordynacji międzynarodowego oporu przeciwko kapitalizmowi, toczącym się obecnie wojnom, oraz efektom kryzysu.

MS: W jaki sposób Forum jako przestrzeń wymiany idei i doświadczeń mogłoby przełożyć się na bardziej konkretne działania polityczne w Europie?

MP: Forum musi postanowić o wystosowaniu apelu w sprawie ogólnoeuropejskiej akcji 29 września. Musi podjąć rolę koordynatora realnych walk społecznych, jak strajki i demonstracje. W przeciwnym razie będzie tylko czczą gadaniną.

MS: Tegoroczne forum jest mniejsze od poprzednich. Czy twoim zdaniem Europejskie Forum Społeczne przeżywa kryzys?

MP: Tak, ma miejsce głęboki kryzys, gdyż Europejskie Forum Społeczne cały czas broni się przed tym, by być realnym ruchem koordynującym działania społeczne. Forum chce być co najwyżej przestrzenią spotkań. To musi się skończyć. Jeśli nie nastąpi zasadnicza zmiana formuły, wówczas Europejskie Forum Społeczne umrze całkowicie.

Anette Groth (posłanka do Bundestagu z ramienia partii Die Linke, członkini Komisji Praw Człowieka)

MS: Jakie nadzieje wiąże pani z tegorocznym Europejskim Forum Społecznym?

AG: Wczoraj brałam udział w dwóch spotkaniach. Jedno z nich zorganizowane było przez kilka grup kobiecych, w tym szwedzką grupę Kobiety na rzecz Innej Europy. W spotkaniu tym wzięło udział około pięćdziesięciu osób, głównie kobiet, ale także mężczyzn. Myślę, że seminarium się udało, choć było zbyt wiele mówczyń, siedem czy osiem, do tego pięć języków, samo tłumaczenie zajęło więc sporo czasu. Zachęcałam kobiety, by mobilizowały związki zawodowe i wychodziły na ulice protestować. Przekonywałam, że należy organizować się na poziomie ogólnoeuropejskim. Marzy mi się, że jeśli będą demonstracje czy strajki na przykład w Grecji czy Hiszpanii, wówczas również w innych krajach ludzie zrobią to samo. Ogólnoeuropejski dzień akcji planowany jest na 29 września. W Hiszpanii ma być wtedy ogłoszony strajk generalny. W Niemczech strajki generalne raczej nie mają miejsca, mam jednak nadzieję, że także u nas duże centrale związkowe wezwą ludzi do strajku czy do wyjścia na ulice. Dobrze by było, gdyby Polacy i mieszkańcy innych krajów też się zorganizowali w tym samym dniu. Stoimy w obliczu kolejnej fali „reform” czy raczej pakietów oszczędnościowych, których celem jest wydłużenie dnia pracy, obniżenie pensji czy emerytur. To koszmar! Odbija się to przede wszystkim na najbiedniejszych, gdyż bogaci nawet tego nie zauważą. Musimy jednak organizować również ludzi z klasy średniej, gdyż i wśród nich są tacy, których te zmiany dotykają. Inne osoby występujące na wspomnianym seminarium prezentowały głównie sytuację w ich krajach. Wszędzie wygląda to podobnie, doskonale znamy te mechanizmy. Dlatego od opisu i analizy musimy przejść do działania.

MS: Europejskie Forum Społeczne traktuje się raczej jako przestrzeń wymiany doświadczeń i idei, niż jako siłę polityczną zdolną do bardziej konkretnych działań politycznych, może z wyjątkiem wspomnianych przez panią jednodniowych mobilizacji. Czy forum jako takie mogłoby być siłą na rzecz głębszej zmiany politycznej w Europie w bardziej długofalowej perspektywie?

AG: Chyba nie mamy wyjścia i musimy stać się taką siłą. W przeciwnym razie przegramy. O ideach można dyskutować na forach internetowych. Ktoś z działaczy z Belgii powiedział ostatnio, że przeżywamy głęboki kryzys. To prawda, że kapitalizm również jest w kryzysie. Jednak dotyka nas on również jako ruchy społeczne i lewicowe. Nie można siedzieć i czekać aż kapitalizm sam zniknie. Nie wierzę w taki scenariusz. Europejskie Forum Społeczne oraz fora w poszczególnych krajach muszą się zatem skupić na działaniu.

MS: Czy według pani możemy jakoś wyjść poza spory dotyczące tego, czy potrzebujemy partii politycznych czy nie? Wciąż wiele osób z rezerwą podchodzi do działań bardziej zinstytucjonalizowanych…

AG: Chociaż sama zasiadam w parlamencie, wciąż jestem aktywistką, czego nie można powiedzieć o większości posłów, niezależnie od tego, z jakiej partii się wywodzą. Doskonale rozumiem więc dystans, jaki ludzie mają do partii politycznych. Dlatego odróżniam działalność partyjną od działalności aktywistów, bez względu na to, czy ci ostatni są w parlamencie czy poza nim. Aktywistów należy przyciągać do polityki. Natomiast dyskusja czy należy do działań społecznych włączać partie czy nie, jest nieco bezowocna, niepotrzebna i pochłania zbyt wiele czasu, którego potrzebujemy na inne sprawy. Zdecydowanie jestem przeciwna otwarciu forów społecznych na partie polityczne. Grozi to przejęciem forów przez partie, a na to nie można pozwolić.

Powiązanie między partiami i ruchami rozumiem jako połączenie aktywizmu lewicowego z możliwościami, jakie daje bycie posłanką. To jeden z powodów, dla których postanowiłam wziąć udział w konwoju Flotylli Wolności. Takie połączenie powinno stwarzać idealne warunki działania, jednak niestety tak nie jest.

MS: Niedawno brała pani udział we Flotylli Wolności, konwoju statków próbującym pod koniec maja przełamać morską blokadę Strefy Gazy. Chciałbym spytać czy w jakikolwiek sposób uważa pani tę tragicznie zakończoną akcję za udaną…

AG: Tak, była ona udana, gdyż udało nam się nagłośnić sprawę Gazy i ogólnie konfliktu izraelsko­‑palestyńskiego na arenie międzynarodowej. A w dużej mierze o sprawie tej się zapomina. Teraz, dzięki naszej kampanii, nie tylko lewica, ale również inne partie w Bundestagu wzywają do zakończenia blokady. To coś zupełnie nowego. Oczywiście spotkaliśmy się też z ostrą krytyką, choćby ze strony niemieckiego ministra spraw zagranicznych. Sprawa ta musi być na porządku dziennym w skali międzynarodowej tak długo, aż blokada nie zostanie zniesiona. I nie chodzi nam jedynie o drobne zmiany. Granica musi zostać otwarta nie tylko dla towarów i handlu, ale również dla ludzi. Wydaje się zatem, że pomimo wysokiej ceny, akcja się powiodła.

MS: Czy w Niemczech akcje tego typu mają duże poparcie?

AG: Dostałam mnóstwo maili i telefonów z wyrazami poparcia. Były również i te bardzo przykre. Ogólnie jednak dominowały głosy aprobaty.

Stambuł, 3 lipca 2010, podczas głównej demonstracji 6. Europejskiego Forum Społecznego