Bóg – Honor – Ojczyzna

Fnoll
26.04.2006

J

ak rozumieć ten zlepek? Odpowiedź zależy od kierunku odczytywania: jeśli zaczynamy od honoru własnego, rzutując go następnie na określony obszar zewnętrzny (zawłaszczając „ojczyznę” i wskazując kto jest w niej „obcym”), a w końcu na Boga, czyniąc z Niego projekcję własnej woli mocy i prywatnego patrona, gwaranta własnych racji – to zlepek ów staje się ciągłą zachętą do walki, ekspansji. Taka postawa najczęściej stała za hasłem „Bóg­‑Honor­‑Ojczyzna” – honor jest w niej centralny, jest punktem wyjścia. Celem jest dominacja nad określonym regionem i zamieszkującą go ludnością. Jednostka przyjmująca podobną postawę rozprzestrzenia się na zewnątrz, czasem dosłownie „po trupach”, dążąc do boskiej wszechmocy i absolutnego panowania. To rodzi konflikty i wojny. Porządek społeczny stworzony w ten sposób nie wynika z równego partycypowania w jego tworzeniu wszystkich, których ma objąć – jest rodzajem mentalnej dyktatury, wspieranej nierzadko terrorem bezpośrednim.

By uniknąć pretekstów do mordobicia, a chcąc podtrzymać użyteczność zlepku „Bóg­‑Honor­‑Ojczyzna”, wydaje się rozsądnym uczynienie centralnym pojęciem Boga, ze względu na Jego domniemaną uniwersalność, ale dalej mamy problem, bo: Bóg monoteistów nie jest Bogiem „ziemi”, lecz „nieba”, jest bogiem platońskim, abstrakcyjnym, substancjalnie różnym od doczesności – w jego kontekście termin „ojczyzna” nie ma sensu, a „honor” o tyle, o ile tworzy się w relacji z Nim, jako cnota wynikająca z wiary, czyli jest raczej od Boga zależny, niż własny. Z deklaracji „patriotycznej” robi się paradoksalna deklaracja wiary, z natury niezależnej od miejsca jej wyznawania, a przywiązywanej tym zlepkiem do konkretnego miejsca czczenia Boga – do „ojczyzny”.

JHWH wskazał Izraelitom ziemię, na której mieli się osiedlić, lecz On sam nie był z tej ziemi, nie jest Bogiem ziemi Kanaan, jego królestwo, jak sam powiedział ustami Jezusa, „nie jest z tego świata”, stąd łączenie JHWH z Ojczyzną jest błędem. Wszelkim innym narodom Bóg nie wskazał wyróżnionej krainy do życia, choć Arabowie wpisali w Islam przejętą od Żydów koncepcję „ziemi świętej”. Pierwsi apostołowie byli emigrantami. Porzucanie ziemi swych rodziców nie jest sprzeczne z wiarą chrześcijańską, a bywa nawet pożądane w celu głoszenia Ewangelii. Co więcej – również Żydzi (nie wszyscy), od czasu reform napoleońskich, chcąc stać się równoprawnymi obywatelami państw Europy, a nie obcymi zamkniętymi w gettach, porzucili w ramach judaizmu reformowanego swoje przywiązanie do „ziemi obiecanej”. By móc wejść na równych prawach w dyskurs publiczny wspierali pozostawienie religii, a więc Boga, w sferze prywatnej, mentalnej, nie znającej granic, gdyż teoretycznie uniwersalny Bóg w praktyce służył zawsze podziałom na „lepszych” i „gorszych”, „wiernych” i „niewiernych”, „swoich” i „obcych”. Bardziej uniwersalną okazała się demokratyczna idea obywatelskiego państwa. Jej porażka na początku XX wieku była główną przyczyną restytucji idei „ziemi obiecanej” w postaci współczesnego syjonizmu.

Są też inni Bogowie… pierwotne Bóstwa, które wiązano z różnymi aspektami Ziemi / Ojczyzny. W ich przypadku zestawienie w jednym haśle Boga i Ojczyzny jest naturalne, przy czym trzeba zaznaczyć, że owa Ojczyzna jest własnością nie człowieka, lecz zamieszkującego ją Boga, sama ziemia przemawia głosem Bóstwa, jest przez nie uświęcona; dalej, konsekwentnie, w przypadku „Bóstw Ziemi”, honor byłby głosem Bóstwa w samym człowieku, wyrazem harmonii z otaczającą naturą (która to harmonia może się wyrażać w krwawych ofiarach, bo z krwi rodzi się życie – nie jest synonimem pacyfizmu). Podstawiając Daćboga, Baala, Demeter czy inne „Bóstwa Ziemi” pod zlepek „Bóg­‑Honor­‑Ojczyzna” otrzymujemy sensowny kierunek odczytywania: od stwórczego Bóstwa, poprzez materię danego skrawka Ziemi („ojczyznę”), do jej owocu – Człowieka („honor”). To wydaje się zasadne i naturalne, hierarchia bytów zostaje zachowania, człowiek nie udaje boskości, jest pyłem w obliczu żywiołów, musi trzymać się w grupie – odpadają ci, którzy obrażają Bóstwa, którzy nie szanują Ziemi („ojczyzny”), bo mogą sprowadzić nieszczęście na lud danego Bóstwa, zaś Bóstwo nie pożąda ekspansji, tylko czci i ochrony. Thor nie ma powodu, by wchodzić na teren Daćboga. Człowiek, zmieniając miejsce zamieszkania – zmienia wyznanie. Z podobną sytuacją mamy do czynienia obecnie w hinduizmie w Indiach, a bardziej zintegrowanym melanżem lokalnych Bóstw stał się buddyzm tybetański.

Kierunek przeciwny – od człowieka, przez JEGO ziemię, do JEGO Boga, którego głosem człowiek żąda powiększania sfery swoich wpływów – rodzi zło, bo wywyższa jeden lud ponad drugi, owocuje bezwzględnym poczuciem posłannictwa, powinnością zaprowadzenia własnych porządków na całym globie, bez oglądania się na zdanie „niewiernych”. Efekty podobnego myślenia możemy wciąż obserwować wśród nazbyt wielu przedstawicieli religii monoteistycznych…

Obywatelska demokracja wydaje się najlepiej komponować z politeizmem „Bóstw Ziemi”, jeśli chcielibyśmy łączyć sferę religii z tożsamością społeczną i politycznym porządkiem. Zwróćmy się ku naszym korzeniom! Ale… to se ne vrati? Wicca (neopogańska religia misteryjna nawiązująca do wiary dawnych czarownic) zdobywa coraz więcej sympatyków, zwykle dobrze komponując się ruchami wolnościowymi, na przykład z feminizmem. Z drugiej strony po wiarę naszych przodków chętnie sięgali nacjonaliści, w Polsce na przykład Dmowski w początkach swej kariery…

Może zatem… zlepek się nie lepi – unikajmy łączenia Honoru, Ojczyzny i Boga. To jest mieszanka wybuchowa.