Papież wiecznie żywy

Fnoll
02.06.2007

Plany wciągnięcia na nową listę lektur szkolnych książki Karola Wojtyły Pamięć i tożsamość oraz powieści o nim Wujek Karol. Kapłańskie lata Papieża nie dziwią. To się musiało stać, prędzej czy później. Na liście lektur od dawna są obecne wybrane fragmenty Biblii, w szkole odbywają się lekcje religii, a w większości klas wisi krzyż, więc trudno tu również mówić o jakimś nagłym ataku katolickich polityków na teoretycznie świecką szkołę. Jeśli nie polityk LPR, to któryś z PO, czy nawet SLD skorzystałby z okazji nabicia sobie punktów obowiązkowym przybliżeniem młodzieży myśli Największego Polaka. I teraz wyobraźmy sobie te wypracowania pisane już nie na kolanie, lecz na kolanach? te dodatkowe punkty za cytaty z papieża w każdym możliwym tekście? Nasz najmniejszy prezydent w swej pracy doktorskiej cytował Lenina, bo „takie były czasy”, a wkrótce w tekstach na temat muszek owocówek zakwitną cytaty z Karola Wojtyły – i tradycja zwycięży!

Czy na pewno? W dobie, gdy blogi przyzwyczajają nas do pisania wprost tego, co sobie umyślimy, może się okazać, że nauczyciele będą musieli się zmierzyć, przynajmniej od czasu do czasu, z krytycznym opracowaniem papieskich lektur. Z jednej strony politycy będą odcinać kupony od legendy Największego Polaka – z drugiej młodzi stwierdzą, że pisał „drętwe teksty”. W efekcie silnie religijny symbol, jakim stał się Karol Wojtyła, ulegnie erozji i przed wymianą na garść srebrników nie ochroni go żadne mauzoleum. Za pięć czy siedem lat, wzorem Dead Kennedys, słuchawki młodych zbuntowanych będą dudnić riffami kapeli Martwy Wojtyła, i z ducha przekraczania podziałów, który wzbudzał „nasz papież”, zostanie nic – zimne pomniki, nadęte słowa hipokrytów oraz obowiązkowe lektury.

Przy okazji warto odnotować, kto jeszcze poza Karolem Wojtyłą został dodany do listy lektur szkolnych – Jan Dobraczyński, w ilości o sztukę większej od papieża. Wśród zasług, do których zalicza się między innymi otrzymanie medalu Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, ma tę kłopotliwą, że od listopada 1982 stał na czele Patriotycznego Ruchu Odrodzenia Narodowego, zwanego potocznie PRONciem (które wyrosło WRONie1). PRON był organizacją polityczną poczętą w okresie stanu wojennego przez PZPR z przystawkami i zależne od władz organizacje katolickie. Ten grzeszny owoc spółkowania religii z władzą miał na w celu propagandowe wykazanie poparcia społeczeństwa dla polityki partii, ze szczególnym uwzględnieniem wprowadzenia stanu wojennego.

Dlaczego książki akurat tego katolickiego pisarza przypadły do gustu obecnemu ministrowi edukacji? Może decydują o tym kwestie rodzinne – przecież ojciec Romana, Maciej Giertych, również wsparł reżim komunistyczny, gdy ten zaczynał się sypać. W latach 1986­‑1989 Maciej Giertych, obecny europoseł, był członkiem Rady Konsultacyjnej przy Przewodniczącym Rady Państwa PRL Wojciechu Jaruzelskim. Jako jej czynny uczestnik przestrzegał przed rozluźnieniem polskich więzów z ZSRR i straszył zagrożeniem zachodnioniemieckim. Krytykował wówczas główny KOR­‑owski odłam opozycji solidarnościowej (z Jackiem Kuroniem i Adamem Michnikiem), jako „służący niepolskim interesom”. On polskim interesom służył dzielnie, takoż i syn.

Ten rodzaj wspierania komunistycznego reżimu PRL nie podlega jednak lustracji? ale, cóż tam lustracja! To przeszłość. Naszą przyszłością jest nowa lista lektur. Bez zdrajcy Gombrowicza, bez samobójcy Witkacego, bez Niemca Goethego i bez tego abnegata Kafki. Mamy za to Największego Polaka i rodzimego, katolickiego oportunistę. Czyli wreszcie – lista lektur odzyskana!

W nawiązaniach do historii korzystałem z Wikipedii.

Przypisy: