Dialog czy monolog?

Michalina Golinczak
07.11.2005

Frank Castorf – jeden z najważniejszych współczesnych reżyserów niemieckich – rozdaje swojej publiczności pudełka zapałek z napisem Ost­‑West. W jakim celu? Otóż chce, aby służyły one do… symbolicznego podpalania starego świata. Tak, Castorf wierzy, że teatr jest w stanie zmieniać rzeczywistość. Czy ma rację? Nie wiem. Faktem jest jednak, że jego spektakle zawsze prowokują, oburzają, wzbudzają gorące emocje i inicjują żywe dyskusje na bieżące tematy społeczno­‑polityczne. Podobnie jak większość przedstawień zaprezentowanych podczas trzeciej edycji festiwalu teatralnego „Dialog­‑Wrocław”, tym razem odbywającego się pod hasłem „Teatr odbiciem niepokojów Europy” (08­‑16 października, epilog 30 i 31 października w Lubiążu). Niemal wszystkie pokazane przedstawienia udowodniły, że teatr nie musi być tylko miejscem estetycznych sporów, które nikogo – poza samymi twórcami – nie interesują, lecz może żywo reagować na problemy dotyczące większości społeczeństwa i poruszać sprawy, które są dla współczesnych ludzi najważniejsze. Tym bardziej więc szkoda, że „Dialog” jest imprezą elitarną, skierowaną właściwie tylko dla środowiska dziennikarsko­‑teatralnego lub dla osób, które mogą sobie pozwolić na wykupienie karnetu za 1000 złotych. Wielu potencjalnych widzów nie było stać na obejrzenie choćby jednego z siedemnastu prezentowanych w ciągu dziesięciu dni spektakli – ceny biletów wahały się od 50 do 110 złotych (Wyjątek stanowił spektakl Kim jest ten człowiek we krwi poznańskiego Teatru Biuro Podróży (10 zł); o wejściówkach dla studentów (25 zł) nie informowano – nie obejmowały one zresztą wszystkich przedstawień).

Dyrektor Festiwalu, Krystyna Meissner, chciała, aby trzecia jego edycja stała się próbą zdiagnozowania kondycji współczesnego Europejczyka, a także okazją do określenia jego tożsamości. „Obywatele rozszerzonej Europy”, „Wobec przemocy i wojny”, „Problem Innego – Europa i świat”, „Sumienie Europy – czy istnieje?” – to tylko niektóre z tematów, jakie poruszano przy okazji prezentowanych spektakli. Nawet jeśli któryś z zaproszonych teatrów wystawiał klasykę, to we współczesnej szacie – okazuje się bowiem, że Szekspir także może mieć coś do powiedzenia na temat polityki Georga W. Busha. Wizja świata i Europy, jak wyłaniała się ze spektakli i dyskusji, daleka była od optymistycznej. Jacek Żakowski, prowadzący międzynarodowy panel dyskusyjny towarzyszący festiwalowi, mówił o europejskim lęku zbiorowym: „Wszystko, na co nas jeszcze stać, to pragnienie doczłapania do sedesu, zanim nam zupełnie zmiękną nogi”. Inaczej jednak wygląda sytuacja, jeśli sedes ów stoi w łazience, w której obsługa hotelowa zmienia ręczniki dwa razy dziennie, a inaczej, jeśli trzeba doczłapać do wychodka. Ale czy twierdzący z uporem, że „inny świat jest możliwy”, Jacek Żakowski, nie wie o tym najlepiej?

A więc w jaki sposób i właściwie po co rozmawiać o niepokojach i problemach, z jakimi musi borykać się dziś przeciętny Europejczyk i Europejka, skoro się ich z tej dyskusji wyklucza? Debaty na ten temat, prowadzone w elitarnym gronie przez artystów, teatrologów, publicystów i filozofów w zacisznych salach Wrocławskiego Teatru Współczesnego, są z pewnością pasjonujące, ale czy mają jakikolwiek większy sens i znaczenie? Stąd mój ambiwalentny stosunek do festiwalu „Dialog­‑Wrocław” – prezentuje on znakomite spektakle z całego świata, porusza ważne kwestie, także społeczno­‑polityczne, a jednocześnie tworzy kolejne podziały (na tych, których stać na bilet i na tych, którzy o festiwalu przeczytają z gazety) i przyczynia się do podtrzymywania istniejącego stanu rzeczy, tak krytykowanego przecież przez twórców prezentowanych podczas przeglądu spektakli. A więc coś tu nie gra. Rozumiem, że koszt organizacji międzynarodowego festiwalu teatralnego jest ogromny, ale gdyby zrezygnować na przykład z kilku gwiazdek w hotelach dla gości, może udałoby się w zamian obniżyć ceny biletów dla widzów. Proponuję wziąć przykład z tak szanowanego u nas Petera Brooka – gdy przyjechał w marcu do Polski ze spektaklem Tierno Bokar, zastrzegł, że dwa z sześciu spektakli mają być zarezerwowane dla studentów, jego życzeniem było także to, aby wejściówki dla nich były tak tanie, jak to tylko możliwe.

Jak pisał kiedyś Eugenio Barba, dzięki teatrowi możemy „stworzyć pływającą wyspę, wyspę wolności. Jest niedorzeczna, gdyż stanowi zaledwie ziarnko piasku w wirze historii i nie zmienia świata, a jednak jest święta, bo zmienia nas”. Być może w tym zawiera się prawda Castorfa – teatr zmienia świat, ale tylko poprzez zmianę pojedynczych ludzi. I dlatego dużo ważniejsze jest, żeby przeciętny Europejczyk i Europejka, w tym Polak i Polka (na przykład student czy studentka), mógł obejrzeć choć jeden ze znakomitych spektakli prezentowanych podczas „Dialogu”. Prawdopodobnie zmieni to więcej niż mądre dyskusje zamknięte w eleganckich kuluarach.