Meandry niemieckiej „inności”

Barbara Goryńska-Bittner
21.10.2008

W obszernej książce Inne Niemcy Eduard Husson podjął próbę wyjaśnienia, a może i zrewidowania typowego – od kilkudziesięciu lat – dla Francuzów, idealistycznego postrzegania Republiki Federalnej Niemiec jako potęgi gospodarczej opartej na „duchu przedsiębiorczości”, silnej walucie, rozsądnych związkach zawodowych i racjonalnych wydatkach na cele państwowe. Zmierzył się więc z silnie wśród rodaków zakorzenionym stereotypem w postrzeganiu ich bliskich sąsiadów poprzez emocje: ze specyficzną mieszanką zazdrości i strachu przed potęgą gospodarczą i militarną Niemiec. Podstawy owych emocji odnajduje Husson jednak nie tylko w rzeczywistych sukcesach gospodarczych Niemiec, ale także we własnych kompleksach Francuzów. Zwraca on uwagę na fakt, że stereotypy te, funkcjonujące w świadomości nie tylko „zwykłych” Francuzów, ale i polityków, nie są obce także części intelektualnych elit.

Taka jednak postawa wobec najważniejszego dla Francuzów w UE partnera nie pozwala na zrozumienie specyfiki jego obecnej kondycji: ewolucji, jaką przeszedł ani źródeł ogarniającego go kryzysu. Strach przed hegemonią nie może bowiem zwalniać od refleksji nad rzeczywistymi fundamentami sukcesu RFN, nad źródłami jej kryzysu (zjednoczenie i globalizacja) i podejmowanymi przez niemieckie społeczeństwo próbami opanowania narastającego kryzysu.

Husson zwraca uwagę na fakt, że choć obawa przed Niemcami nie jest obca także innym europejskim państwom, to Francuzi – jego zdaniem – reagują na wszelkie zmiany u swych sąsiadów w sposób nieadekwatny: raz to obawiając się nadmiernej potęgi swoich sąsiadów, innym razem jej utraty. Problemy bowiem, na jakie natrafiają Niemcy, to problemy dotykające większości europejskiej wspólnoty, a więc i samych Francuzów. Przekonuje, że skoro sami Niemcy analizują podstawy nie tylko swej potęgi, ale i jej kryzysu, to także Francuzi winni podjąć próbę innego spojrzenia na swego partnera.

Taką próbę – poprzez analizę kwestii niemieckiej z perspektywy dwóch, typowych dla Francuzów sposobów postrzegania Niemiec (jako potęgi i jako przykładu do naśladowania) – podjął w swej książce Husson.

W części pierwszej, zatytułowanej Niemcy i wahania mocarstwa skupił on uwagę na powrocie „potęgi niemieckiej”, akcentując nieufność Francuzów do skrajnej, niemieckiej prawicy, poszukującej nowego miejsca w życiu społecznym i politycznym Niemiec. Nieufność tę podzielało także społeczeństwo niemieckie, udzielając w wyborach na urząd kanclerza (2002) poparcia G. Schröderowi, który nie tylko wyprowadził Niemcy z izolacji i przyczynił się do zbliżenia z Francją i krajami Europy Środkowo­‑Wschodniej, ale przede wszystkim odmówił udziału Niemiec w wojnie irackiej. Społeczeństwo Niemiec opowiadając się za wizją Schrödera przeciwstawiło się ultrakonserwatywnej prawicy w osobie Edmunda Stoibera, pielęgnującej niemiecki „sen o potędze”. Husson poświęca wiele uwagi polityce zagranicznej Niemiec, koncentrując się raczej nie na jej opisie, lecz na analizie postawy niemieckich rządów w konfliktach po 1989 roku (wojny w Jugosławii i na Bliskim Wschodzie). Szczególnie mocno akcentuje swą dezaprobatę dla uproszczonych schematów, poprzez które od kilkudziesięciu lat obserwatorzy i politycy francuscy postrzegają swych wielkich sąsiadów. Gdy ich analizy wykazują nieprzystawalność tych schematów do zmieniającej się rzeczywistości (także w Niemczech), Francuzi bynajmniej nie zwracają się ku refleksji, prowadzącej do niezbędnych przewartościowań, lecz oddają się działaniu emocji: paraliżującej mocy strachu, który w dłuższej perspektywie okazuje się zawsze złym doradcą. Nie zauważają, że Niemcy przebyły długą drogę pomiędzy resentymentem a racjonalną wizją przyszłości swego kraju.

Husson licznymi przykładami ukazuje czytelnikowi francuskiemu bezsens ingerencji w sprawy Niemiec poprzez ich dzielenie bądź ograniczanie wpływów, bowiem zawsze aspiracje takie zwracały się przeciw samej Francji. Doradza raczej przyjęcie wobec Niemiec strategii postulowanej przez J. Jaurésa, którą wobec komunistycznego imperium rosyjskiego przyjął Zachód: „trwać w pogotowiu, ale nie grozić” (s.42)1. Prognozowane przez Jaurésa zwycięstwo niemieckiej demokracji, która nie każe społeczeństwu dokonywać wyboru między obroną: wolności lub ojczyzny, symbolicznie dopełniło się poprzez zburzenie muru berlińskiego. Zgodnie z prognozą Jaurésa w RFN w latach 1949­‑1969 umocniła się demokracja wzmocniona ograniczonymi (z przyczyn oczywistych) wydatkami na rozwój sił zbrojnych. Po 1969 roku Niemcy poprzez dynamiczny wzrost gospodarczy i inicjatywy w kierunku odprężenia stosunków z ZSRR wpisały się w nurt stabilizujący Europę. Jednakże proces stabilizujący i integrujący Europę został zahamowany­‑ sugeruje Husson – poprzez uniemożliwiającą zrównoważone wyjście z ”zimnej wojny” politykę Stanów Zjednoczonych, obawiających się utraty przewagi gospodarczej nad odbudowującą się Europą Zachodnią.

Husson oparł swą książkę na przekonaniu, że za trudności ekonomiczne, będące udziałem zarówno współczesnych Niemiec jak i Unii Europejskiej, w dużej mierze odpowiada niestabilna sytuacja powstała na skutek upadającej potęgi USA, która pragnie powstrzymać konkurencję poprzez przewagę militarną i prowokowanie obszarów napięć.

W prezentowanej książce Husson namawia czytelników francuskich do nowego – wolnego od uświęconych tradycją stereotypów – spojrzenia na sytuację Niemiec. Kraj ten, podobnie jak Francja, musi sprostać wyzwaniom, które niesie postępująca globalizacja. „Globalizacja” jest odbywającym się na skalę światową procesem konfiskaty suwerenności narodowej na rzecz transnarodowych sieci władzy, wyselekcjonowanym dzięki pieniądzom, a w których elity amerykańskie oraz dolar grają dominującą rolę”2. Z powodu tego procesu narody Europy stają wobec zagrożenia utraty – wysoko usytuowanej w europejskiej hierarchii wartości – demokracji. Niemcy postrzegane dotąd jako przykład umiejętnego przystosowania się do międzynarodowej koniunktury, osiągnęły współcześnie jeden z najniższych w UE poziomów wzrostu. Husson, wskazując na liczne sprzeczności w polityce zagranicznej Niemiec, których źródła odnajduje w zobowiązaniach założycielskich i zmianie kursu potęgi amerykańskiej. Przedstawia Niemcy jako ofiarę ubocznych skutków globalizacji.

Współczesne Niemcy, które z powodu II wojny światowej i okresu „zimnej wojny” wykazywały się wzorową lojalnością wobec USA, mają spory kłopot z kontynuacją amerykańskiej strategii globalizacyjnej. Stąd niemiecko­‑francuski projekt europejskiej unii walutowej zrealizowany został z dwudziestoletnim opóźnieniem. To właśnie chęć dorównania amerykańskiej potędze i wizja partnerstwa w zarządzaniu (partnership in leadership) – sądzi Husson – skłoniła RFN do zjednoczenia państwa niemieckiego. Niemieccy politycy za rządów Helmuta Kohla wielokrotnie potwierdzili francuskie obawy, że wspólnota europejska mniej dla nich znaczy niż ich imperialne aspiracje, a ignorowanie interesów własnego narodu stało w jawnej sprzeczności z ”modelem niemieckim”, w którym społeczeństwo obywatelskie stanowić miało ważny element sukcesu gospodarczego.

Husson konsekwentnie wyrzuca swym rodakom ignorancję w ich myśleniu o kwestii niemieckiej, postrzeganie bliskich sąsiadów bardziej poprzez swoje własne wyobrażenia o nich, niż rzeczywistość ujawniającą wielką ewolucję niemieckiego społeczeństwa, a także ich przywódców, którzy już za rządów Schrödera poczęli nabierać dystansu do logiki imperialnej, skłaniać się ku integracji europejskiej. Autor wskazuje na szereg pozytywnych gestów i ciepłych sygnałów, jakie niemieccy politycy kierują w stronę Francji, czego sami Francuzi wydają się jednak nie dostrzegać.

Pisząc o negatywnych skutkach globalizacji, Husson poświęca sporo uwagi populizmowi (szczególnie w wersji Heidera). Zastanawiając się nad trwałością odrzucenia populizmu w Niemczech, mimo iż nie dostrzega współcześnie oznak braku wierności zasadom antyfaszystowskim, które stanowiły fundament powstania RFN. Zarzuca Husson zarówno zresztą Schröderowi jak i Chiracowi brak konsekwencji w traktowaniu ideologii populistycznych, bo choć nie akceptowali oni „rewolucji konserwatywnej” propagowanej przez europejskie partie populistyczne, to akceptowali narzucone przez USA jej główne zasady. Jego zdaniem europejskie ruchy populistyczne ufundowane są na oszustwie, ponieważ – choć otrzymują robotnicze poparcie – rozwijają „neoindywidualistyczny” program ekonomiczny i społeczny (s. 56). Współczesne ruchy skrajnie prawicowe dla pobudzenia napięć etnicznych wykorzystują powstałe w wyniku globalizacji napięcia społeczne i regionalne dla skupienia opinii społecznej wokół idei narodowej, którą jednakże poprzez jej karykaturalną wersję populiści tacy jak Le PEN czy Heider w zasadzie dyskwalifikują. Husson wykazuje, że nowocześnie pojmowana świadomość narodowa nie jest możliwa do pogodzenia z ideologią skrajnie prawicową. Zwraca też uwagę na paradoks konfrontacji z alternatywą (globalizacja czy lepenizm?), która nią w swej istocie nie jest, pozytywnie odnosząc się do odrzucenia przez Niemcy i Francję polityki amerykańskiej, ewoluującej w kierunku imperializmu gospodarczego i politycznego.

Husson uważa, że Francuzi i Niemcy w równym stopniu odpowiedzialni są za brak starań w kwestii zrozumienia, dążeń, problemów i polityki sąsiadów. W swej książce akcent kładzie jednak na błędy Francuzów, do których zalicza 3 główne stereotypy w pojmowaniu Niemiec. Zgodnie z pierwszym, współpraca francusko­‑niemiecka układa się lepiej, gdy kanclerz Niemiec wywodzi się z katolickiej ich części. Husson zdecydowanie przeciwstawia się pojmowaniu polityki poprzez emocje, argumentując licznymi przykładami nieadekwatność takiej tezy, poprzez na przykład obronę tezy przeciwnej: „…byłoby lepiej dla polityki francuskiej, gdybyśmy mieli do czynienia z kanclerzem wywodzącym się z protestanckiej sfery kulturowej” (s. 61). Lęk przed każdym zbliżeniem między Niemcami a ZSRR wyraża się w przesądzie zwanym syndromem Rapallo, pozwalającym Francuzom – zdaniem Niemców – na traktowanie Niemiec jako „przedpola ochronnego” i egoistyczne skupianie się Francji na samej sobie (s.65). Trzeci stereotyp wiąże się z przekonaniem, że potęga niemiecka ulegnie rozproszeniu we wszystkim, co ponadnarodowe. Przesąd ten wywodzi Husson z kompleksu niższości przywódców francuskich w stosunku do Niemców, wzmocnionego wzrostem ich potęgi gospodarczej w latach siedemdziesiątych. Późniejszy wzrost znaczenia skrajnej, niemieckiej prawicy zdawał się potwierdzać obawy Francuzów przed niemiecką potęgą. Husson choć licznie argumentuje, iż współcześnie nie ma powodu obawiać się potęgi niemieckiej, to jednak zastanawia się, do jakiego stopnia Niemcy potrafią bronić się przed atakami skrajnej prawicy oraz nad tym, w jakim stopniu potęga i polityka Niemiec może destabilizować równowagę europejską.

W poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie o współczesny sens lęku przed Niemcami przykładem Badenii­‑Wirtembergii i Bawarii dowodzi, że dobrobyt ekonomiczny może stanowić hamulec rozwoju „faszystowskiego potencjału” tkwiącego w skrajnej prawicy, chociaż nie wyklucza, że jeśli kryzys po zjednoczeniu Niemiec będzie się utrzymywał, to – szczególnie na terenach dawnej NRD – może dojść do powstania potężnego ruchu populistycznego. Ponieważ Niemcy jako ostatnie doświadczają czynników destabilizujących, nie można przewidzieć, jak długo ta „ekonomiczna twierdza” zdoła się oprzeć narastającemu populizmowi. Współczesne społeczeństwo niemieckie wydaje się Hussonowi zdecydowanie odległe od poparcia ruchu skrajnie prawicowego, stąd nawet propozycja debaty otwarcie ksenofobicznej czy rasistowskiej nie zyskuje społecznego poparcia, a ruchy prawicowe nie stanowią siły stabilnej. Husson słusznie zauważa, że pożywkę skrajnej prawicy stanowią trudności ekonomiczne i wewnętrzne kłopoty partii rządzących. W końcowej części rozdz. II uwagę swą poświęca podatności młodzieży na idee skrajnie prawicowe i stosunkowi Niemców do imigrantów. Licznymi przykładami przekonuje, że choć młodzież jest podatna na przemoc indywidualną, to jest to jednak zjawisko charakterystyczne dla całego zachodniego świata i młodzi Niemcy w sposób szczególny w tej kwestii nie wyróżniają się. Statystyki dotyczące przemocy wskazują nawet na tendencję spadkową. W kwestii stosunku Niemców do imigrantów Husson zwrócił uwagę na fakt rozbieżności między zasadami politycznymi a rzeczywistym zachowaniem wobec imigrantów. Za E. Toddem wskazuje na wiele zachowań stojących w sprzeczności z deklaracjami otwarcia się na uniwersalizm, zwracając uwagę na trudności w integracji na przykład społeczności tureckiej z często irracjonalnym oporem społeczności niemieckiej, co wyraża się w tzw. segregacji przestrzennej. Niepokojące wydaje się to, że kolejne pokolenia, urodzone w Niemczech wydają się mniej zintegrowane niż ich rodzice. Husson za Toddem zwraca tu uwagę na nowe zróżnicowanie młodych Niemców: doznających deklasacji na skutek zjednoczenia (ze wschodniej części) i tych, którzy uważają za niemożliwą integrację ze wspólnotą turecką (z części zachodniej). Husson wprawdzie podziela pogląd Todda odnośnie spadku poziomu lęku w niemieckim społeczeństwie, jednakże wydaje się, że 2 tabelki obrazujące spadek zainteresowania młodych Turków nabyciem niemieckiego obywatelstwa oraz spadek liczby samobójstw w Niemczech po zjednoczeniu – bez pobieżnej choćby analizy słabo wyjaśniają związek między liczbą samobójstw a napięciami politycznymi. Niewiele też mówią o rzeczywistej sytuacji imigrantów tureckich w społeczności niemieckiej. Chociaż teza, że społeczeństwo niemieckie „zaangażowało się w spiralny proces historycznego uspokojenia” (s.98) w dużym stopniu wyjaśnia, dlaczego skrajna prawica nie ma istotnego znaczenia we współczesnym społeczeństwie niemieckim, to jednak z powodu coraz bardziej ograniczonego zasięgu państwa dobrobytu powstają warunki sprzyjające sukcesowi wyborczemu populistycznej prawicy.

W rozdziale III Husson obarczając Stany Zjednoczone Ameryki i Europę odpowiedzialnością za dezintegrację Jugosławii, akcentuje szczególną odpowiedzialność Niemiec, które do czasu rozpadu Jugosławii nie angażowały się – z oczywistych przyczyn – w przedsięwzięcia militarne. Husson politykę Kohla i Fischera krytykuje za to, że stanowiła „teren doświadczalny dla procesów etnicyzacji polityki europejskiej” (s.132). Za Minowem upatruje niebezpieczeństwa, jakie niesie dla Europy jako całości – regionalizm3. Analiza polityki Joschki Fischera (rozdz.IV) i Gerarda Schrödera (rozdz. V) umacnia Hussona w przekonaniu o uczynieniu z Bałkanów terenu doświadczalnego, ze względu na łatwość wpływu na zwaśnione państwa. Krytykując etnicyzującą grupę nacisku o imperialnej proweniencji, wykazał, jak nieadekwatne korzyści odniosły instytucje transnarodowe, a i RFN odniosła by większe korzyści gospodarcze, gdyby wsparła któreś z państw bałkańskich w wejściu na rynek europejski. W tej kwestii niemiecka opinia publiczna okazała się rozsądniejsza, wskazując na potrzebę nowej strategii dyplomatycznej zarówno na Bałkanach jak i Bliskim Wschodzie. Społeczne uznanie znalazła idea „niemieckiej drogi”, zgodnie z którą Niemcy okazywać miały solidarność sojusznikowi znajdującemu się w trudnej sytuacji, zabraniała jednak naśladować go, kiedy przejawiał awanturnictwo (s.174).

Wiele uwagi poświęcił Husson debacie, jaka rozgorzała w kwestii roli Niemiec w wojnie w Iraku wewnątrz niemieckiego kapitalizmu, proponując rozpatrzenie stanowiska rządu niemieckiego z trzech punktów widzenia: ze względu na interesy ekonomiczne, ze względu na oczekiwania opinii publicznej i z perspektywy obronności kraju. Gdy elity propagowały „pokój europejski” jako zadanie dla Europy wyzwolonej spod kurateli Stanów Zjednoczonych, rząd Schrödera wahał się między solidarnością z USA (po zburzeniu Word Trade Center) a odmową uczestnictwa w wojnie z Irakiem. Husson za złe ma Schröderowi, że kierując się doraźnymi względami gospodarczymi bronił stanowisk sprzecznych z ideą reorientacji polityki niemieckiej ku autentycznie europejskim interesom, bowiem trudno dostrzec większy interes Unii w integrowaniu z nią państwa muzułmańskiego (Turcja), niż chrześcijańskiego – za jaki Hussson uważa Rosję (s. 184). Chociaż zgodę Francji i Niemiec na kandydaturę Turcji do UE zwykło się tłumaczyć naciskami Stanów Zjednoczonych, Hussona bardziej przekonuje argument zagwarantowania rynków zbytu dla niemieckiego eksportu. Negatywnie oceniając swoisty pragmatyzm Schrödera, wskazuje na szczególną odpowiedzialność Niemiec w kwestii moralnej, ponieważ w stopniu większym, niż inne europejskie państwa winny one odnieść się do faktu, że Turcja nie chce uznać ludobójstwa Ormian za fakt historyczny.

Wieńczący część pierwszą rozdział VI dotyczy delikatnej problematyki pamięci historycznej. Wprawdzie Husson pozytywnie ocenia ambitny zamysł Schrödera w kwestii znormalizowania stosunku Niemców do ich przeszłości, to jednak ma wątpliwości, czy nawet po upływie 60 lat od II wojny światowej można w beznamiętny sposób rozpatrywać niemiecką przeszłość. Wskazuje na niebezpieczeństwo takiego podejścia, bowiem normalizacja postrzegania przeszłości rodzić może wynaturzenia, co na kilku przykładach wykazał. Przekonuje czytelnika, że odrzucenie nazistowskiej przeszłości nie skazuje Niemiec na roztrząsanie w nieskończoność własnych wyrzutów sumienia i autodestrukcji (s. 219). Uznaje, że współczesne Niemcy jako pierwsze zaproponowały nowy sposób pojmowania tożsamości narodowej. Tożsamość ofiarną zastępując tożsamością pamięciową. W tej „pamięciowej” optyce nowego sensu nabrało pojęcie narodu, w którym znajdują swoje miejsce nie tylko narodowi bohaterowie, ale także – ku przestrodze – wszelkiej proweniencji czyny niegodne. Husson dostrzega jednak niebezpieczeństwo, jakie stanowić może pojawienie się w dyskursie elit – po demokratycznym (1990 r.) zjednoczeniu Niemiec – idei narodowej, jako pokusy rehabilitacji odrzuconego wcześniej dziedzictwa narodowego. Stąd w kwestii zaawansowania działań na rzecz „pamięciowej” tożsamości narodowej jest Husson raczej sceptyczny, przewidując długi proces jej generowania.

W części drugiej zatytułowanej W poszukiwaniu utraconego modelu sporo uwagi poświęcił Husson – wzbudzającemu podziw Francuzów – modelowi niemieckiemu oraz perspektywie jego redefinicji we współczesnych Niemczech. W tym pojęciu umieścił nie tylko decyzje z zakresu polityki gospodarczej, ale i niezbędnej dla społecznej gospodarki rynkowej, pokojowej polityki zagranicznej. Wykazał, że ów podziwiany model niemiecki to w rzeczywistości dwa modele: liberalny model ery Adenauera­‑Erharda oraz model socjaldemokratyczny ery Brandta­‑Schmidta.

Pojęcie modelu niemieckiego stosuje Husson w szerszym znaczeniu, nie ograniczając go – jak to czyniono powszechnie – do problemu konsensusu społecznego czy polityki Bundesbanku. Stąd wszelkie ważkie decyzje w kwestii wojny i pokoju, podejmowane przez kolejne (po 1949 roku) rządy niemieckie konfrontuje z decyzjami w zakresie polityki gospodarczej i społecznej. W części tej opisuje kolejne próby konstruowania społeczeństwa demokratycznego i zasobnego, poprzez ukazanie ewolucji modelu niemieckiego, zwracając uwagę na zbliżenie Niemiec z Europą i USA za czasów Konrada Adenauera (przystąpienie do NATO i UE), czy opłacalną specjalizację międzynarodową, stałe nadwyżki w handlu i silną walutę jako immanentne cechy modelu erhardowskiego. Mimo, iż dostrzega też minusy tego modelu (brak spójności polityki prodemograficznej) prowadzące w konsekwencji do obniżenia popytu wewnętrznego w starzejącym się społeczeństwie, to przyznaje, że trwałe elementy niemieckiego dobrobytu wynikają z postanowień z lat 1948­‑1958 (s. 232). Ów pierwszy („nadreński”) model niemiecki nie był jednolity, przejawiał się w wielu wersjach. Druga wersja „modelu nadreńskiego” powstała w okresie odwrotu niemieckich elit intelektualnych od idei nacjonalizmu i negacji polityki konfrontacyjnej ze Wschodem, która negatywnie wpłynęła na sytuację ekonomiczną społeczeństwa niemieckiego części wschodniej (NRD). Tę wersję „modelu nadreńskiego” (okres rządów Brandta) uznał za okres tryumfu wielu jego elementów: społecznej gospodarki rynkowej, ugody społecznej, subsydiarności i kodyfikacji procedur negocjacyjnych. Rynek okazał się – jak zawsze – weryfikatorem skuteczności „modelu nadreńskiego” (wzrost dochodu narodowego brutto, spadek bezrobocia, ale i nasilenie pracowniczych protestów).

Polityka „odprężenia” Willi Brandta i Egona Bahra, prowadząca do stopniowej eliminacji „zimnej wojny” dostrzeżona została zarówno przez de Gaulle’a jak i Gorbaczowa, co znacząco przybliżyło zjednoczenie Niemiec. Husson przypomina swoim rodakom o wielu pozytywnych sygnałach w kierunku Francji ze strony Brandta, szczególnie akcentując szacunek, jaki miał dla polityki de Gaulle’a – propagatora idei „wielkiej Europy”.

Opisując ewolucję modelu niemieckiego wskazał Husson na jego zmianę pod wpływem kryzysu roku 1973 (spadek dochodu brutto, bezrobocie, redukcja wydatków publicznych, walka z inflacją) i późniejszej polityki rządu Helmuta Schmidta, który w równej mierze oparł go na konfrontacji jak i dialogu społecznym. Niemcy kreowali swój ówczesny wizerunek jako pioniera monetaryzmu, zyskując na zachodzie niekwestionowaną pozycję polityczną. To właśnie ów walutowy reżim spowodował, że „model nadreński” przejawił się w swojej trzeciej wersji, którą Husson określał mianem samotnego rycerza niemieckiej potęgi (s. 279). Obnażając „blaski i cienie” ewoluującego modelu nadreńskiego (w wersji ordoliberalnej i socjaldemokratycznej) wprowadza czytelnika w niuanse chwilowej popularności neobismarkizmu, prowadzącego na początku lat osiemdziesiątych model nadreński w fazę głębokiego kryzysu. Okazało się, że w świecie zachodnim polityka monetaryzmu w dłuższej perspektywie nie sprawdziła się, a RFN (za rządów Helmuta Kohla) nie spełniła ambicji sztandaru konserwatywnej rewolucji – neobismarkizmu. Zjednoczenie Niemiec miało się okazać tryumfem, w praktyce zaś był to tryumf pozorny, obnażający raczej powolny, konsekwentny proces samozniszczenia „nadreńskiego modelu” (s. 285).

Husson broni tej tezy, powołując się licznie na analizy Habermasa, odnoszące się na przykład do „sporu historyków”4 wieszczącego koniec okresu ideologii, wskazując na negatywne strony polityki zjednoczeniowej Kohla, która doprowadziła do samozniszczenia zachodnioniemieckiego modelu (s. 397). To Kohla wini Husson za arbitralne, polityczne decyzje, ograniczające demokratyczną debatę nad zasadami niemieckiego zjednoczenia już w roku 1990, co przyniosło negatywnie skutki dla gospodarki i doprowadziło do podważenia skuteczności modelu niemieckiego. I tu ujawnia Husson swoim rodakom wysoki stopień ich ignorancji w postrzeganiu rzeczywistości Niemiec, wskazując, jak szybko podziw dla niemieckiego „cudu gospodarczego” przeistoczył się w obezwładniający strach przed upadkiem potęgi.

Zjednoczenie ukazało nieskuteczność także socjaldemokratycznej wersji modelu niemieckiego, ujawniając nieadekwatność tradycyjnych sposobów komunikowania się ze społeczeństwem i zwrot niemieckich koncernów – wbrew własnemu społeczeństwu – w stronę strategii globalizacji. Niemieckie społeczeństwo postrzega jednak Husson jako zdolne do autorefleksji i zdeterminowane na wyjście z kryzysu, na co – jego zdaniem – wskazał wybór Gerharda Schrödera na urząd kanclerski. Wyobrażenia niemieckiego społeczeństwa, przez 16 lat utrzymywanego przez „dobrego gospodarza” (H. Kohla) w przekonaniu o niekwestionowanej potędze, nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistością ekonomiczną Niemiec. Stąd zrozumiałe są wielkie nadzieje, jakie pokładano w sygnalizowanych przez Schrödera reformach, szczególnie istotnych wobec narastających problemów demograficznych. Te oczekiwania starły się z wizją decydentów tworzących „ośrodek przemysłowy Niemcy”, niechętnych rekonstrukcji „niemieckiego modelu”.

Husson przedstawiając zmagania Niemiec z trudami odnowy kraju, ukazuje, jak spowalniająco wpływają one na tempo rozwoju gospodarczego, co zmusiło wprawdzie Schrödera do odważniejszych inicjatyw w sferze socjalnej (ograniczenie zasiłków, podniesienie wieku emerytalnego, uproszczenie prawodawstwa w stosunku do przedsiębiorców, redukcja składek finansujących ubezpieczenia zdrowotne), ale przysporzyło przeciwników społecznych (związki zawodowe, polityczna lewica).

Husson ukończył swoją książkę w roku 2005, stąd w kwestii dalszego kierunku rozwoju Niemiec stawia hipotezę, że w najbliższych latach Niemcy wzorem swych sąsiadów, częściej będą zmieniać rządy. Wykazując na blisko 400 stronach, że Niemcy nie mogą już funkcjonować wg starego (z lat siedemdziesiątych) modelu, dostrzega jednakże paradoks w przesłankach odnowy modelu, które najwyraźniej stanowią powrót do ordoliberalizmu ery Adenauera. Owa paradoksalna sytuacja wynika z faktu, że wobec konieczności bolesnych reform, socjaldemokratycznemu kanclerzowi łatwiej będzie – jego zdaniem – przekonać do przedsięwzięć „nieuniknionych” (s. 375). Nadto, socjaldemokraci mniej są przywiązani do nacjonalizmu i zdecydowanie bardziej krytyczni wobec amerykańskiej polityki.

W sytuacji, gdy interesy nie tylko Niemiec, ale i Europy w coraz mniejszym stopniu pokrywają się z interesami USA, kiedy zmienia się sytuacja międzynarodowa, pragnie Husson francuskiego czytelnika przekonać do innego, uważnego spojrzenia na współczesne Niemcy poprzez możliwość niemiecko­‑francuskiego wpływu na kolejny raz integrującą się Europę. W sytuacji nowej, rozszerzonej Unii Europejskiej (zmiana zasady „preferencji wspólnotowej” na regułę powszechnego wolnego handlu) ani Niemcy ani Francja nie mają swego dawnego znaczenia, winny więc zreinterpretować własne interesy w kierunku wzmocnienia skuteczności wspólnoty – jaką stanowi Unia Europejska. Chociaż Husson nie namawia politycznych elit Francji i Niemiec do ignorowania realiów globalizacji, to jednak zwraca uwagę na nieadekwatną do rzeczywistości wykładnię amerykańską o nieodwracalnym charakterze globalizacji i konieczności podporządkowania się narodów do jej reguł. To przecież – uważa – zadanie polityków: w oparciu o współczesne realia, konstruować przyszłość.

W części tej wskazuje na wiele podobieństw sytuacji Francji i Niemiec, coraz bardziej sceptycznych wobec kapitalizmu w wersji amerykańskiej. Licznymi osiągnięciami gospodarki francuskiej i niemieckiej przekonuje, że realia są bardziej skomplikowane, niż stereotypowe poglądy na współczesną globalizację. Rzecz w tym, by nie straszyć jej nieprzewidywalną, pozbawioną kontroli siłą, lecz by globalizacja służyła Europie. Wskazując na intuicje de Gaulle’a (wizja Europy od Atlantyku po Ural) sugeruje Francuzom i Niemcom niezgodę na tolerowanie nadużyć polityki amerykańskiej i wyzwolenie się spod amerykańskiego wpływu na rzecz nowej wersji „europejskiego neogaullizmu”.

Postulat współpracy francusko­‑niemieckiej jako dziejowej konieczności wynika u Hussona z wielu – różnej mocy i wartości – argumentów, zawartych w tej pokaźnej pracy, która przekonać ma francuskiego czytelnika, iż stereotypy w postrzeganiu Niemiec nie stanowią dobrej dla tej współpracy podstawy. Husson w sposób dość bolesny dla Francuzów przedstawia ich – często ignorancki – stosunek do bliskich i potężnych sąsiadów. Z życzliwą – ale jednak ironią – odnosi się do licznych publikacji, jakie pod koniec ubiegłego stulecia ukazały się we Francji, a których autorzy nie kryli wręcz strachu przed na nowo zjednoczoną potęgą Niemiec. Ów strach przybiera różne formy: raz jest to obawa prze niemiecką potęgą, innym razem (w nowszych opracowaniach) strach przed jej utratą. Husson stara się rodakom wytłumaczyć, że problemy, z jakimi borykają się Niemcy są także – siłą rzeczy – problemami Francji, lepiej więc w świecie, który w żadnej płaszczyźnie nie jest stabilny, wspólnie skupić swą uwagę nad konstrukcją nowej umowy społecznej. Owo wskazanie na wspólnotę interesów wyraźnie jednak dotyczy obu mocarstw, jeśli już innych państw europejskich, to raczej z obszaru Starej Europy. I chociaż Husson w wielu miejscach wspomina o nowej sytuacji wspólnoty europejskiej po rozszerzeniu UE, to trudno zaakceptować fakt, że prezentując Niemcy w ”innym” świetle, nie poświęcił uwagi ich relacji z nowo przyjętymi państwami środkowo­‑wschodniej części Starego Kontynentu. To sugeruje jednak stereotypowe podejście funkcjonujące w społecznym obiegu jako: podział na „Starą” i ”Nową” Europę, czy „Europę dwóch prędkości”.

Odczytując intencje Hussona zmierzające do reorientacji francuskiego sposobu postrzegania Niemiec poprzez wykazanie licznych błędów w odbiorze niemieckiej, współczesnej rzeczywistości, dowiadujemy się, że 1) Niemcy są inne niż widzą je Francuzi; 2) Francuzi poprzez swą emocjonalność5 nie są w stanie tego dostrzec, także dlatego, że sami zbyt wolno się zmieniają; 3) same Niemcy nieustannie się zmieniają, czego z kolei nie dostrzegają Francuzi.

Obszerna, interesująca praca, najlepiej obrazuje tytułową tezę (Niemcy są inne niż widzą je Francuzi), chociaż nigdzie Husson nie precyzuje kryteriów owej „inności”, pozwalając domniemywać, czy inny znaczy: – inaczej postrzegany w swej teraźniejszej rzeczywistości, czy poprzez inne, alternatywne wizje? czy owa inność odnosi się do standardów gospodarczych, politycznych, kulturowych, czy raczej do ich wyobrażeń? Interesujące byłoby się dowiedzieć, na ile owa inność odnosi się do zmian rzeczywistych, a na ile do projektowanych? Tylko kwestii obaw przed innymi (imigranci, „wykluczeni”) poświęcił Husson sporo uwagi, skupiając się na problemach asymilacji wspólnoty tureckiej. Inni w Europie nie są przecież czymś nowym, byli w niej zawsze, stąd problematyka „inności” zawsze wiązała się z zagadnieniami tolerancji (lub jej braku) w stosunku do innych: standardów, obywateli, narodów czy też samych zmian czy wyobrażeń6. Oprócz uwag natury ogólnej, trudno zorientować się w meandrach francuskiej opinii na temat Niemców, pozostaje więc zawierzyć autorowi.

Do sugerowanego, emocjonalnego podejścia Francuzów do kwestii niemieckiej w zasadzie trudno się odnieść, ponieważ autor poprzestał na samych stwierdzeniach, poświęcając natomiast w części drugiej wiele uwagi ewolucji „modelu niemieckiego”, interesująco konfrontując wydarzenia gospodarcze w Niemczech z kolejnymi decyzjami niemieckich rządów w kwestii polityki zagranicznej i społecznej. To jest zdecydowanie bardziej spójna i dopracowana część publikacji, pozwalająca na uświadomienie zmian, jakie zaszły w Niemczech.

Husson zarzuca Francuzom, że oni sami zbyt wolno się zmieniają, by uwolnić się od tradycją uświęconych błędów w postrzeganiu Niemców. Być może ma rację, jednak w żaden sposób tej racji nie dowiódł, bo trudno za dowód uznać kilka oczywistych stwierdzeń o wspólnej Europie ze wspólnymi problemami i zależności ery dobrobytu dla Niemiec i innych państw Europy (w domyśle: zachodniej) od powstania „świata wielobiegunowego” i zdolności społeczeństwa do realizacji reform (s. 417).

Publikacja ta powstała rok po rozszerzeniu Unii Europejskiej o 10 nowych państw, więc siłą rzeczy refleksja o innych Niemczech nie może pomijać refleksji o innej już, transformującej się Europie, dla której państwa z jej środkowo­‑wschodniej części długi czas stanowiły – jak mawiał Milan Kundera – kumulację problemów w jednym miejscu i w krótkim czasie. I chociaż Husson wspomina o stosunku Niemiec do konfliktu na Bałkanach, to niewiele znaleźć można uwag na temat relacji na przykład z Polską, jako największym z nowych (dawny blok wpływów sowieckich) partnerów UE. Trudno nie zauważyć, jakim dla Europy Zachodniej wyzwaniem stała się faktyczność nowej, innej już wspólnoty europejskiej, szczególnie, że o nowej jej wizji współdecydować będą w poważnym stopniu mieszkańcy tej części Starego Kontynentu. To nowa dla wszystkich Europejczyków sytuacja, wymagająca wielu zmian, niekiedy przełamywania stereotypów, być może wymagająca innego spojrzenia na stare, europejskie problemy. Niedostrzeganie faktyczności tych zmian oznaczać może poruszanie się bardziej w Europie wyobrażonej niż rzeczywistej. I chociaż rzeczywistość społeczna powstaje dzięki sieci sensów, to jednak nieliczenie się z realnymi faktami stanowi błąd w myśleniu politycznym, który europejska rzeczywistość po prostu zweryfikuje.

Nowa, inna już Europa potrzebuje nowej idei i nowej tożsamości, kreującej nową rzeczywistość. Inna bowiem jest nie tylko Europa, przemianom nie oparły się też narody – jak Niemcy i Francja – stanowiące fundament jej tożsamości. Europejska przestrzeń publiczna to płaszczyzna, na której narody rywalizują ze sobą, a nawet walczą, by przetrwać. Europejczyków wprawdzie łączy wiele, jednak nie ma wcale pewności, czy wspólne tradycje, konfrontacje i sukcesy wystarczą do tego, by powstała rzeczywiście zjednoczona Europa. Stąd oczekiwaniu Hussona, by nowa francusko­‑niemiecka współpraca na rzecz nowego modelu europejskiego się rozwinęła, należy prawdopodobnie sekundować.

Eduard Husson, Inne Niemcy, tłum. Ł. Jurasz­‑Dudziak, B. Zdaniuk, Wydawnictwo Akademickie DIALOG, Warszawa 2008.

Wydanie oryginale: Une autre Allemagne, ed. Gallimard, 2005.

Przypisy:

1. Jean Jaurés, francuski polityk, socjalistyczny trybun, który – zdaniem Hussona przedstawił najbardziej dokładną analizę niemieckiego społeczeństwa sprzed 1914 roku, istotną – jeśli pragnie się zrozumieć współczesne Niemcy. Mimo, iż część jego socjalistycznych poglądów nie przystaje już do współczesnej, niemieckiej rzeczywistości, to jego analiza imperializmu i zasadność jego racjonalnego pacyfizmu nie traci na wartości.

2. Definicję tę (s.47) Husson przyjmuje za Hansem­‑Peterem Martinem Schumannem.

3. Por.: H.R. Minow, W. von Goldenbach, D’une guerre á l’autre. La politique extérieure alle,mande et le morcellement ethnique de l′Europe, Paris 2002, s. 43­‑44.

4. Trzej historycy: E. Nolte, P. Bender, Hillgruber, których opracowania analizował Habermas poddawali krytyce postawę, polegającą na „nadmiernej pobłażliwości wobec marksizmu” i nazbyt jednoznacznym potępieniu niemieckiej przeszłości.

5. J. Tischner podobne postrzeganie nazywał u Polaków „myśleniem w niewoli uczuć”.

6. Problematykę inności wobec europejskiej perspektywy tożsamości kulturowej, narodowej i społecznej podjęli: Z. Galor, B. Goryńska­‑Bittner [w:] Inna (?) Europa, red. B. Goryńska­‑Bittner, Poznań 2004.