Płeć wymyślona, płeć skonstruowana

Dominika K. Gruntkowska
06.04.2010

Postmodernizm opiera się na dekonstrukcji, na ciągłym rozmywaniu podmiotu, zerwaniu z esencjalizmem. Tożsamość jest rzeczą płynną, nieukonstytuowaną. Postmodernistyczne spojrzenie na feminizm zrodziło pytania, które zadaje także Judith Butler. Czym jest płeć? Skąd wzięła się płeć kulturowa? Czy płeć biologiczna istnieje, czy także jest konstruktem? Czy da się ominąć dyskurs władzy i wyjść przed prawo? W jaki sposób normatywna matryca heteroseksualności wytwarza płeć oraz tworzy jedyne możliwe i akceptowalne modele seksualności? A przede wszystkim, czy feminizm może mieć podmiot? Bo podmiotem feminizmu może być tylko kobieta, ale czy „kobieta” jako kategoria istnieje, czy też jest jedynie sztucznym wytworem?

Kobieta i mężczyzna – prawda czy fałsz

Przedpostmodernistyczne filozofie feministyczne zakładały istnienie kobiet jako podmiotu zbiorowego, będącego reprezentantem feminizmu. Ruch kobiecy musiał być ruchem czyimś, broniącym interesów określonej grupy i utożsamiającym się z nią. Zanegowanie tożsamości w postmodernizmie sprawiło, że feminizm zmuszony był na nowo szukać podmiotu. Na gruncie takiej konieczności wyrosły dwa stanowiska, jedno rozszerzające podmiot na wszelkie grupy zniewolone i uciskane, będące poza nawiasem tego, co męskie, oraz drugie, odpowiadające typowym dla postmodernizmu sprzeciwem i dekonstrukcją kategorii „kobieta”1. Butler uważa, że pojęcie to konstruowane jest na podstawie odrzucenia tego, co męskie. Tworzenie kategorii samo w sobie polega na odnalezieniu Innego, który nie będzie pasował do tej kategorii, a przez to wszystko inne będące w sprzeczności z Innym, będzie należało do tejże kategorii. Konstruowanie kategorii „kobiet” polega więc na wyparciu wszystkiego, co męskie, natomiast kategoria „mężczyzn” powstaje przez wykluczenie tego, co „niemęskie”, czyli nie tylko „kobiece, ale także nie mieszczące się w normatywnym, binarnym układzie płciowym. Feminizm co prawda przyjmuje Innego, ale tworząc osobną kategorię odpadów nie przystających do określonych norm. Inny nie jest ani kobietą, ani mężczyzną. Kim więc jest? Inny to ktoś, którego płeć kulturowa nie pokrywa się z biologiczną, to jednostka, której seksualność jest sprzeczna z płcią. To kobiety posiadające penisy, mężczyźni z piersiami, ciała w fazie przemian lub nakładające na siebie inną płeć, wszyscy przebrani, czyli mówiąc w skrócie transseksualiści, transwestyci, geje, lesbijki, biseksualiści i biseksualistki. Nieprzystawalność Innego bywa ilustrowana obrazowo. Przed drzwiami dwóch toalet stoi osoba, na jednych drzwiach oznaczenie informuje, że toaleta przeznaczona jest dla kobiet, na drugich, że dla mężczyzn. Gdzie pójść ma trans, który nie jest ani jednym, ani drugim? Kultura nie przewidziała takiej możliwości, skazuje go na banicję na obszarze niedopowiedzenia i nienazwania2. Rozważania te prowadzą Butler do stwierdzenia, że albo płeć nie istnieje w ogóle i jest jedynie konstruktem, albo istnieje wiele płci. Jednak, jeżeli płeć konstruowana byłaby w zależności od jednostki, istniałoby tyle płci, co jednostek, a przez co płeć przestałaby być czymś, co określa podmiot, a zatem straciłaby rację bytu. W tym momencie warto przyjrzeć się bliżej temu, jak według Butler płeć jest konstruowana.

Konstrukcja płci

Butler jest zdania, że płeć to wytwór dyskursu władzy i normatywnej, kulturowo obowiązkowej, heteroseksualności. Wytworzony przez władzę model binarności płci konstruuje obowiązkową heteroseksualność, kierując pragnienie seksualne na przeciwną płeć.

„Zrozumiałe” kulturowe płcie to takie, które pomiędzy biologiczną płcią, kulturową płcią, praktyką seksualną i pragnieniem ustalają i utrzymują relacje w pewnym sensie stabilne i ciągłe3.

A więc to, co mieści się w kulturze, to kobieta, która zachowuje się jak kobieta, ma kobiece ciało, pragnie mężczyzny. I odwrotnie. Wszystkie zaprzeczenia i niespójności w tych trzech wyznacznikach zrozumiałości kulturowej płci, czyli jedności biologicznej płci z kulturową, pragnieniem ukierunkowanym na płeć przeciwną i idącą za tym praktyką seksualną, powodują zachwianie się ustalonego porządku i ukazują wyłomy oraz pęknięcia w dyskursie władzy. Skoro możliwe są w nim owe pęknięcia i niespójności, oznacza to, że nie jest on totalny, a przede wszystkim nie jest niezbywalny. Istnieje od momentu utworzenia i będzie istniał aż do jego obalenia, do momentu upłynnienia się tożsamości do tego stopnia, że chwiejne już kategorie ulegną całkowitemu rozmyciu.

Konstrukcja kulturowej płci polega więc na identyfikacji podmiotu z określoną kulturową płcią i przyjęciem odpowiedniego jej pragnienia za swoje. Podmiot musi stworzyć swoje ja na zasadzie przyjęcia norm kulturowych i odrzucenia tego, co w te normy się nie wpisuje. Aby stworzyć jedność ze swoją kulturową płcią, musimy więc nie tylko wykluczyć zewnętrznego Innego, ale także wewnętrznego, czyli wszelkie nasze pragnienia czy tożsamości, które nie mogą być zaakceptowane przez dyskurs władzy. Stworzenie swojej tożsamości nie oznacza tylko wykluczenia Innego, a z pewnością nie wykluczenia go w sposób całkowity, ale, ze względu na zasadę binarności, konstrukcję płci w opozycji do niego. Kobieta jest fallusem mężczyzny, poprzez swój brak fallusa potwierdza obecność męskiego fallusa, a także zapewnia mu miejsce do penetracji, kobieta będąc fallusem rozwija męskość, która nie mogłaby istnieć bez potwierdzenia w braku4. Mężczyzna jest zatem znaczącym, a kobieta znaczonym, kobieta ma więc swoim ciałem ukonstytuować porządek symboliczny i relację władzy. Tu jednak Butler idzie Lacanowskim tropem i podważa teorię o znaczonym i znaczącym, gdyż w myśl ojcowskiego prawa zarówno kobieta, jak i mężczyzna są znaczonymi. Sam fallus nie może być narzędziem prawa, nadającym kulturowe płcie, ponieważ kobiety nie są w stanie do końca spełnić wymogów dotyczących bycia fallusem, a mężczyźni, mimo posiadania fallusa, nie mogą się nim stać. Męska chęć jego posiadania zawiązana jest z potwierdzeniem swojej męskości, natomiast kobiece dążenie do bycia fallusem związane jest z kobiecą melancholią, którą powoduje brak tegoż oraz podświadome dążenie do jego odzyskania. Ta teoria także zostaje podważona na rzecz maskarady. Cała struktura płci oraz posiadanie i stawanie się fallusem są więc maskaradą i nędznym teatrzykiem stworzonym przez prawo i władzę dla zachowania utrwalonych podziałów i konstruktów. W tym momencie pojawia się pytanie, czy istnieje jakieś kobiece, przedfalliczne pragnienie, które poprzedza maskaradę i jest autentyczne? Niestety, w obliczu prawa i dyskursów władzy, odpowiedź na to pytanie jest niemożliwa.

Pomimo wszechobecnego dyskursu władzy i prawa płeć kulturowa nie jest dla Butler czymś określonym i niezmiennym. Przede wszystkim zmienia się w zależności od dyskursu, jaki przyjmie władza, a skoro nie jest stała, to nie jest też konieczna. Butler uważa płeć kulturową za dynamiczną, nie jest ona czymś, co jest, ale co się dzieje. Zostaje przez nas wytwarzana w sposób ciągły i jednocześnie przez nas reprezentowana, afirmowana, a przez to narzucamy ją z mocą równą dyskursowi władzy, sami się tym dyskursem stając.

Obowiązkowa heteroseksualność ma nie tylko zapewnić stabilizację władzy, ale także przetrwanie gatunku. Dochodzi tu do paradoksu, ponieważ wszelkie praktyki seksualne i tożsamości, które odrzucają dyskurs władzy, uznawane są za nienaturalne i sprzeczne z kulturą.

Czy możemy wyjść przed prawo?

Jeżeli mówimy o tym, jak jest teraz, a więc w momencie działania władzy i ustanowienia się prawa, to naturalnym jest, że chcemy wyjść przed prawo, aby móc dowiedzieć się, skąd pochodzi obecny porządek. Butler ilustruje ten przypadek, przywołując Kolonię karną Kafki. Opisywane jest tam narzędzie tortur, które stanowi ważny element miejscowej tradycji, ale nie można go odnaleźć, nikt nie zna miejsca jego przebywania, a czas zniszczył prowadzącą do niego mapę. Osoby, które mogłyby ją ewentualnie odczytać, mówią innym językiem, niezrozumiałym dla nikogo, a sama maszyna zostaje w narracji zdefragmentowana, czytając o niej, nie można wyobrazić jej sobie inaczej niż w częściach. Na podstawie tego Butler, idąc tropem Foucaulta, stwierdza, że władza nie istnieje jako całość, nie można jej złożyć z elementów, usystematyzować i powiedzieć: to jest władza. Władza jest rozproszona, nie istnieje jako systematyczna całość5. Skoro nie da się jej określić, ciężko jest odkryć także jej mechanizmy. Możemy zatem widzieć jedynie działanie władzy i konkretne jego skutki. Butler odwołuje się tylko do Koloni karnej, ale możemy odwołać się także do Przypowieści o odźwiernym z Procesu Kafki6. Człowiek, czekając na dojście do prawa, traci wszystko i umiera, zapominając, że stał dopiero przed pierwszymi drzwiami. Te pierwsze drzwi nie do pokonania, wydawały mu się celem ostatecznym. Człowiek zapomniał, że za pierwszymi drzwiami są kolejne i jeszcze kolejne, tak zaślepiony był tą niemożliwą do pokonania przeszkodą. Może więc chcąc dojść do władzy, a pytając o kulturową płeć, sami stawiamy siebie przed pierwszymi drzwiami? Może płeć kulturowa jest jedynie pierwszym elementem, jaki widzimy, a mechanizm działania władzy jest ukryty gdzieś dalej? Może jesteśmy tym człowiekiem, który myśląc, że stoi przed Prawem, był jedynie na początku drogi, początku, którego nigdy nie pokonał?

Butler uzasadnia niemożność poznania stanu sprzed prawa faktem, że interpretując po prawie jesteśmy nim naznaczeni i albo będziemy chcieli potwierdzić jego słuszność, albo mu zaprzeczyć. Niemożliwe jest także mówienie o tym stanie ze względu na brak odpowiedniego narzędzia. Naszym narzędziem jest język, a ten powstał albo po prawie i jest jego wytworem, nie możemy więc w pełni odwrócić go od niego, albo razem z prawem, by mówić o prawie.

Język jako narzędzie

Wspominając o języku, trudno nie mówić o podejściu Butler do niego. Postmodernizm sam w sobie bawi się językiem, Butler jako filozofka postmodernistyczna próbuje przekształcać język na swoje potrzeby. Ze względu na to, że stałe konstrukcje językowe nie są w stanie wyrazić tego, co chce się powiedzieć, należy stworzyć nowe, tak, aby zyskać zdolność mówienia i wyrazić to, co niewyrażalne. Język jest mechanizmem władzy, czerpie z symbolicznego porządku, aby narzucić określone sposoby myślenia, zmusza nas do przyjęcia jego własnego porządku. Język jest metaforą, z której nie można wyjść, ale tworząc nowe metafory, jesteśmy w stanie zmienić rzeczywistość na poziomie epistemologicznym, a przez zmianę epistemologii oddziaływać na ontologię. Butler powołuje się na Monique Witting, mówiąc:

[…] kulturowa płeć zyskuje naturalność poprzez reguły gramatyczne, wówczas podważając gramatykę ją wytwarzającą, można wprowadzić zmiany w dziedzinie płci na najbardziej podstawowym poziomie epistemicznym7.

Butler postuluje więc za Witting przekształcenie języka tak, aby stworzył pole dla wykluczonych tożsamości i stał się narzędziem mówiącego podmiotu, a nie narzędziem Władzy. Dlatego też język Uwikłanych w płeć bywa niejasny, połamany, trudny, czytelnik musi tego języka się nauczyć, zrozumieć i dotrzeć do niego.

A co z biologiczną płcią?

Butler podważa nie tylko płeć kulturową, którą traktuje nie jako konstrukt nałożony na naturalną i pewną płeć biologiczną. Również płeć biologiczną traktuje jako konstrukt równorzędny z płcią kulturową. Butler zastanawia się, jak określić płeć biologiczną. Czy zewnętrzne cechy płciowe są do tego wystarczające? A co z ciałami trans, będącymi w fazie przemian, lub z hermafrodytami? A co, w końcu, z osobnikami posiadającymi prawidłowo rozwinięty męski układ rozrodczy i chromosomy XX lub kobietami o żeńskich cechach płciowych, posiadających układ chromosomów XY? Butler sięga w tym momencie do badań przeprowadzonych przez Davida Page`a, który wraz z grupą badaczy odkrył wyżej wspomniane przypadki braku zgodności między układem chromosomów a uznaną płcią biologiczną. Grupa ta odkryła gen główny, Testis­‑Determinig Factor (TDF), sekwencję w DNA, która w zależności od tego, czy pozostaje bierna, czy czynna determinuje płeć biologiczną8. Nie zostały jednak wytłumaczone rozbieżności między układem rozrodczym a układem chromosomów, powodem może być jednak fakt, że badania przeprowadzano na osobach bezpłodnych.

Butler, traktując płeć biologiczną jako coś nieoczywistego i kontrowersyjnego, daje znać, że nie zgadza się na zawłaszczenie ciała przez mechanizm władzy. Uważa płeć za wytworzoną od początku do końca, bez osadzenia w miejscu przed Prawem. Biologia nie stoi przed Prawem, ale należy do niego.

Seksualność a matryca normatywnej heteroseksualności

W ramach dyskursu Władzy wytworzona zostaje matryca heteroseksualna, która wyrzuca poza nawias to, co nie mieści się w jej ramach i kieruje seksualność ku funkcji reprodukcyjnej. W ten sposób rozkosz seksualna zostaje skierowana w obszar genitalny i zostaje praktycznie tylko do niego zawężona. Butler uważa, że sytuując ją jedynie w tych obszarach, zostaje niejako wytworzony określony model przeżywania rozkoszy jako jedyny z możliwych dla kultury, ale nie jedyny konieczny. Wyłomy w tym modelu filozofka widzi w seksualności osób homoseksualnych, które wychodzą poza tradycyjny jej model i mogą przez to przeżyć rozkosz inaczej. Całkowitą inność rozkoszy seksualnej może także doświadczyć osoba pozbawiona płci jako takiej, czyli hermafrodyta. Jej obszar genitalny jest różny od przeciętnego, a więc daje możliwość przeżycia specyficznej, sobie właściwej rozkoszy. W tym miejscu warto postawić pytanie, jak wyglądałaby seksualność pozbawiona heteroseksualnej matrycy? Czy nie sytuując rozkoszy w miejscach tradycyjnie uważanych za erogenne, istniałaby możliwość przeżywania jej w innych sposób? Chłonięcia całym ciałem, które mogłoby stać się jednym erogennym obszarem? Jak wyglądałyby stosunki seksualne pozbawione reprodukcyjnej fasady? Nawet osoby homoseksualne przyjmują pewne elementy konstruktu heteroseksualności, ich seksualność przesiąknięta jest heteroseksualnością poprzez określenie stref erogennych, mimo braku funkcji reprodukcyjnej. W przypadku osób homoseksualnych zmienia się jedynie pragnienie, które sytuuje się w odniesieniu do innego podmiotu niż w przypadku osób heteroseksualnych, ale sam mechanizm seksualności pozostaje taki sam, choć spełniony przez inne praktyki.

Czytając Butler

Butler prowadzi nas w swojej książce po trudnej drodze, nic przy tym nie obiecując. Nie poznajemy prawdy, wciąż tkwimy pod drzwiami Prawa. Stoimy tam jednak bardziej świadomie, wiemy, że najprawdopodobniej nigdy nie zapukamy do ostatnich drzwi. Butler nie daje odpowiedzi, ale zadaje pytania, na tyle celne, że każdy z nas po lekturze tej książki – a nie jest to lektura łatwa, prosta i przyjemna – musi sam przed sobą przyznać, że to, co uważał za oczywiste, wcale oczywiste nie jest. Uwikłani w płeć dają niepewność, ale lepsza taka niepewność niż złudzenie prawdy.

Przypisy:

1. T. Benton, I. Craib, Filozofia nauk społecznych. Od pozytywizmu do postmodernizmu, tłum. L. Rasiński, Wrocław 2003, s. 183­‑184.

2. A. Weseli, »Wszyscy wokół chcą się po prostu wysikać«. O transseksualistach i toaletach publicznych w Polsce [w:] Queerowanie feminizmu. Estetyka, polityka, czy coś więcej?, red. J. Zakrzewska, Poznań 2006.

2. J. Butler, Uwikłani w płeć, tłum. K. Krasuska, Warszawa 2008, s. 69.

3. Tamże, s. 113­‑114.

4. Tamże, s. 100.

5. F. Kafka, Proces, tłum. B. Schulz, Warszawa 1996.

6. J. Butler, Uwikłani w płeć, s. 24.

7. Tamże, s. 203­‑205.