Kobiety w zastępstwie opieki socjalnej

Selma James
06.04.2011

Państwo bezpieczeństwa socjalnego stanowiło spuściznę drugiej wojny światowej. W obliczu doświadczeń nędzy wielkiego kryzysu, a następnie rzezi wojennej, ludzie domagali się zmiany, w której centralne miejsce miał zajmować dobrobyt społeczny, w tym socjalne bezpieczeństwo klasy robotniczej. Miliony chciały socjalizmu – tym, co dostaliśmy, było właśnie państwo socjalne. W latach 1951­‑1979 konserwatyści używali ostrożnej retoryki, a niektórzy z nich nawet poddali się cywilizującemu wpływowi koncepcji „uprawnień”, akceptując prawo każdego człowieka do tego, by nie głodować, przynajmniej w Wielkiej Brytanii.

Cięcia zapowiedziane wczoraj przez kanclerza skarbu George’a Osborne’a1 po raz kolejny nadają priorytet siłom rynku, a nie ludziom, cofając nas do czasów ubóstwa okresu międzywojennego.

Ważny krok naprzód polegał niegdyś na tym, że powszechny zasiłek rodzinny (obecnie dodatek na dzieci), wypłacany wszystkim matkom, uznawał matki za pracownice – kluczowe wytwórczynie rodzaju ludzkiego. Krótko po wywalczeniu prawa głosu dla kobiet, Eleanor Rathbone, feministka pochodząca z liverpoolskiej rodziny przeciwników niewolnictwa, podjęła niestrudzoną walkę o przyznanie matkom i dzieciom dochodu niezależnego od tego, ile zarabiali – lub nie zarabiali – mężczyźni. Miało to być wyrazem uznania dla potrzeb dzieci oraz pracy i finansowej autonomii ich opiekunek. Zasiłek rodzinny miałby służyć zmniejszeniu ogromnej niesprawiedliwości dotykającej matek pozostających bez grosza i w ten sposób „wydziedziczonych” ekonomicznie. Matki i dzieci, jakkolwiek pozbawione dochodu, stanowiły w końcu większość populacji.

Rathbone stawiała sobie za cel powszechne wprowadzenie tego dochodu, tak, by matce niezależnie od klasy społecznej przysługiwało prawo do wynagrodzenia za pracę opiekuńczą; prawo, a nie jałmużna. Spodziewała się jednak, że da to gwarancję niezależności finansowej kobiet, więc mocno się rozczarowała.

W miarę jak w kolejnych latach kobiety musiały szukać innych sposobów osiągania finansowej niezależności, podstawowa praca polegająca na reprodukcji rodzaju ludzkiego utraciła priorytetowe miejsce w społeczeństwie. Niektóre feministki doskonale sobie poradziły, konkurując na rynku pracy w świecie mężczyzn. Praca domowa była czymś, co wykonywały ich matki. One same zaś były ponad to. Dzięki realizacji karier mogły pozwolić sobie, by płacić za pomoc innym (nisko opłacanym) kobietom, pracującym w roli niań i sprzątaczek.

Z drugiej strony Rathbone wiedziała, że „społeczeństwo przyzwyczajone do mierzenia wartości w pieniądzu będzie trwać – choćby wbrew rzucającym się w oczy dowodom – przy pogardzie dla każdej nisko wycenionej usługi, jeszcze większą pogardę żywiąc wobec pracy wykonywanej za darmo”.

Politykę społeczną po roku 1979 określiło przekonanie Margaret Thatcher, że „nie istnieje nic takiego, jak społeczeństwo”, oraz jej nienawiść do „kultury uprawnień”. Krótko po objęciu stanowiska premiera Tony Blair nazwał samotne matki „niepracującymi” i obciął zasiłek dla samotnych rodziców. Wygląda na to, że praca polegająca na wychowywaniu dzieci była stratą czasu. Założenie takie dało podstawę do wprowadzenia niedawnej Ustawy o reformie opieki socjalnej, która zniosła dodatek dochodowy, czyli zasiłek uznający nieodpłatną pracę matek. W dużej mierze stało się ono również podstawą obecnych cięć. Harriet Harman (laburzystowska sekretarz stanu do spraw zabezpieczenia socjalnego w pierwszym rządzie Blaira) wdrażała cięcia zasiłków dla samotnych rodziców, zaś Yvette Cooper (laburzystowska sekretarz stanu do spraw pracy i emerytur w rządzie Browna) – reformę opieki socjalnej. Na ile wiarygodny może być ich sprzeciw wobec cięć dokonywanych przez torysów?

Uważa się, że rodziny z dziećmi najboleśniej odczują cięcia socjalne, podczas, gdy nie dotknie to rodzin mających dochody z dwóch źródeł. To na opiekunkach spocznie największy ciężar, gdyż do nich należy największa odpowiedzialność – nie tylko za dzieci, które stracą dostęp do edukacji i inne świadczenia, ale również za niepełnosprawnych członków rodziny oraz rodziców na rencie, których lokalne usługi zostaną albo całkiem zlikwidowane, albo zakontraktowane na zewnątrz, aby wykonywali je pracownicy otrzymujący niewolnicze płace nie po to, żeby świadczyć opiekę, ale by realizować założony plan sprzedaży.

Matki uwalniały się od zależności, podejmując pracę jako nauczycielki i bibliotekarki czy w innych obszarach sektora publicznego. Jednocześnie 60,3 procent z dwóch milionów samotnych rodziców zmuszono do podjęcia pracy (w porównaniu z 44,7 procent w roku 1997) – nawet matki karmiące muszą stawiać się na rozmowy kwalifikacyjne. W istocie, gdy rodziny walczą, by związać koniec z końcem, liczba matek pozostających w domu osiąga rekordowo niski poziom. Większość tych kobiet zostanie odesłana do domu za sprawą cięć budżetowych. I co teraz?

Los ich oraz dzieci traktuje się bez wyobraźni jako oddzielne, a w żadnym wypadku nie bierze się pod uwagę dobra dzieci. Niewiele uwagi poświęca się temu, co dzieci jedzą (spytajcie Jamie Olivera)2. Albo ile z nich kończy szkołę jako analfabeci. Lub też ile z nich zmuszonych jest opiekować się niepełnosprawnymi rodzicami lub rodzeństwem, gdy rodzice są w pracy. Nie podejmuje się również kwestii potwornego skandalu, jakim jest ubóstwo dzieci, w wyniku czego nadciągający wzrost pauperyzacji nie szokuje tak bardzo, jak powinien.

Polityka dostosowania strukturalnego, czyli prywatyzacji i cięć socjalnych, która zasiała spustoszenie w krajach nieuprzemysłowionych w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych, opierała się na przejmowaniu przez kobiety coraz większej ilości nieodpłatnej pracy lub pozbawianiu je środków do życia – nawet jeśli oznaczało to głód. W bardzo podobny sposób „wielkie społeczeństwo”3 oznacza plan skłonienia kobiet do wzięcia na siebie nieodpłatnej pracy w ramach zastępowania niszczonych usług publicznych. Znów liczy się na naszą pracę jako opiekunek, ale nigdy nie liczy się jej wartości.

Obecne cięcia opierają się na absurdalnym założeniu, że siły rynku pozostają poza ludzką kontrolą. Co się stało z czasem wolnym, który miała nam dać technologia, przez którą cierpieliśmy bezrobocie i konieczność migracji? Odrzucamy powszechne przekonanie, że przeznaczanie na opiekę czasu rodziców oraz zasobów będących w dyspozycji społeczeństwa to nieosiągalne luksusowe wydatki, zaś nie są nimi nieprzyzwoicie wysokie zarobki, bonusy i sprzęt wojskowy. Czy będziemy musieli walczyć tak, jak robią to we Francji?

Przełożył Marcin Starnawski

Przypisy:

1. Tekst został pierwotnie opublikowany 22 października 2010 (przyp. red.).

2. Jamie Oliver – brytyjski kucharz, autor telewizyjnych programów kulinarnych. (przyp. tłum.)

3. Główne założenia polityki obecnego konserwatywno­‑liberalnego rządu Davida Camerona określane hasłem „Wielkiego Społeczeństwa” obejmują między innymi wycofywanie się państwa na rzecz samorządów i społeczności lokalnych oraz wspieranie organizacji charytatywnych i „przedsiębiorstw społecznych”. Krytycy porównują tę strategię do projektu politycznego Margaret Thatcher (przyp. tłum.).

Selma James – założycielka międzynarodowej kampanii Wynagrodzenie za Pracę Domową (International Wages for Housework Campaign) i koordynatorka sieci Global Women’s Strike. Autorka między innymi The Power of Women & the Subversion of the Community (wraz z Mariarosą Dallą Costą, 1972) oraz Marx and Feminism (1983). W latach siedemdziesiątych zainicjowała dyskusję nad pracą domową. Od 2002 roku współpracuje z osobami zaangażowanymi w rewolucję boliwariańską w Wenezueli. W 2012 roku ukazał się zbiór jej tekstów Sex, Race and Class—the Perspective of Winning: A Selection of Writings 1952–2011. Rozmowę z Selmą James publikowaliśmy w numerze 9 „Recyklingu Idei”.