Koryto w gdańskim spektaklu, czyli kulturowy jamming w świecie postpolityki

Michał Jaśkiewicz
31.05.2011

W dobie postpolityki, jak określa się to, czym zastąpiona została klasyczna polityka, tradycyjne debaty i spory polityczne odchodzą w przeszłość. W przypadku wyborów samorządowych trudno w którejkolwiek z metropolii wskazać konkurencyjne i alternatywne wobec siebie wizje miasta prezentowane przez kluczowe siły polityczne. Obywatele mogą wybierać co najwyżej między „polityką kontynuacji” uosabianą z reguły przez dotychczasową władzę i bliżej nieokreślonymi enigmatycznymi zmianami. W większości przypadków mamy do czynienia z festiwalem obrazów, spektaklem uśmiechających się do nas kandydatów na plakatach, walką na slogany, pod którymi nic się nie kryje. Zaoferowanym w ten sposób obywatelom kryterium wyboru staje się uroda kandydata, estetyka plakatu. Istota postpolityczności, czyli wojna wizerunkowa, sprowadza potencjalnych kandydatów do roli modnie ubranych kukieł wygłaszających uładzone zdania i prezentujących się na najważniejszych uroczystościach.

W konsekwencji, jak wskazuje amerykański politolog Alan Keenan, rola jednostki ogranicza się do bycia „wyborcą – obserwatorem spektaklu”1 i wypiera postawę polegającą na byciu aktywnym obywatelem. Gdy zostajemy obsadzeni w roli widzów, maksimum aspiracji w życiu politycznym staje się dla nas bycie czymś w rodzaju kompetentnego teatralnego krytyka. Jak piszą Margaret Farrar i Jamie Warner w eseju poświęconym spektaklowi, ironii i kulturowemu jammingowi2, możemy oceniać występ polityka, ale już nie do końca treść tego politycznego występu. Często nawet owa rola krytyka teatralnego zostaje nam odebrana, gdyż przejmują ją dziennikarze i reporterzy, którzy znów oceniają na przykład to, jak kandydaci wypadli w debacie, ale już nie to, co mieli do powiedzenia. Na poziomie treści kreowanych przez polityków toczy się swoista gra z obserwatorem spektaklu: oto wiemy, że to, co się nam obiecuje, ma niewiele wspólnego z prawdą, jednak zachowujemy się tak, jakby to była prawda. Autorzy eseju wskazują, że zdajemy sobie sprawę, że wypowiedzi polityków obrabiane są wcześniej marketingowo i testowane na grupach focusowych. Wiemy o specjalistach od public relations, którzy bez żenady opowiadają, o swych kandydatach jak o markach, podlegających takim samym regułom marketingu, jak każda inna, zaś wszechobecność politycznego spektaklu jest czymś, z czego niemal każdy zdaje sobie sprawę. W wizji społeczeństwa spektaklu zaproponowanej przez Guya Deborda, spektakl to „zatarcie granic między prawdą a fałszem”3, którego dalszą konsekwencją jest zniknięcie z dyskursu publicznego samej potrzeby prawdy.

Granice demokratycznego spektaklu

W Gdańsku, urzędujący prezydent Paweł Adamowicz wyjątkowo otwarcie zaproponował w kampanii wyborczej obrazy, które nie mają nic wspólnego z faktami. W swoim spocie wyborczym zaprezentował się na tle inwestycji drogowych, z którymi miasto nie ma nic wspólnego, jednocześnie puszczając oko do wyborców, tłumacząc: „Chodziło o pokazanie wielkości tych inwestycji i tego, że w najbliższych czterech latach zbudujemy w Gdańsku podstawowy kręgosłup komunikacji drogowej. Dlatego warto je pokazać w formie spektakularnej, przemawiającej do wyobraźni”4. Oto mamy spektakl w formie doskonałej, w której jego główny aktor nawet nie udaje, że mamy do czynienia z czymś innym. Główny aktor mówi nam: wyborco, praca odbywa się nad Twoją wyobraźnią, zdecydujesz na podstawie obrazów, jakie Ci podsuniemy, które jak wiesz, nie muszą mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. W sposób oczywisty odsyła nas to do koncepcji hiperrzeczywistości Jeana Baudrillarda5, zgodnie z którą obraz wypacza rzeczywistość na tyle, że wybory jako wydarzenie rzeczywiste w pewnym sensie stają się nieobecne. Nie istnieją bez relacji medialnej i wojny wizerunkowej. Najważniejszymi uczestnikami spektaklu stają się ci, którzy tworzą spot wyborczy, poprawiają zdjęcie w Photoshopie i dbają o to, żeby kandydat nie popełnił gafy. Bezpośredniość – a zdaniem niektórych pewnie także bezczelność – gdańskiego prezydenta odsłania nam iście Baudrillardowskie przekonanie: poza spektaklem nie ma już innej politycznej rzeczywistości, wyczuwaną przez niektórych niespójnością pomiędzy indywidualnym doświadczeniem a kreowanymi przez polityków znaczeniami nie trzeba się zaś przejmować. W końcu polityczny matrix daje wybór tym przeczuwającym, że coś jest nie tak. Mogą wybrać niebieską pigułkę, dalej wieść spokojny żywot. I dla dobra spektaklu tak powinni zrobić.

Czasem jednak ktoś z widowni wchodzi na scenę, przerywając sprawnie zaaranżowane widowisko. Sprawy się wówczas komplikują. Nie mieszcząc się w formule spektaklu, nie mieszcząc się w zaproponowanej ideologicznej konstrukcji rzeczywistości, w rozpisanej dla siebie roli, staje się obiektem obcym, niepożądanym, naznaczonym przez praktykę władzy jako element dewiacyjny. Wchodząc na scenę jako aktor, niespodziewanie burzy formułę spektaklu wykraczając poza zarezerwowaną rolę wyborcy­‑obserwatora spektaklu. Stąd też, kiedy aktywista anarchistyczny parodiuje nadawanie prezydentowi medali i wręcza mu w trakcie sesji Rady Miasta medal św. Tadeusza Judy (patrona spraw beznadziejnych), usłyszy od niego, że „o tej porze ludzie pracują, jeżeli pan o tej porze nie pracuje, to domyślam się, że żyje pan na koszt rodziców, albo z innych nieujawnionych źródeł dochodu”6. Zdanie to nie musi być wcale przejawem agresji czy niechęci prezydenta, a wyrażać może szczere przekonanie, że wyjścia z roli wyborcy­‑obserwatora spektaklu może dokonać jedynie „element” do niego niepasujący, pochodzący jak gdyby „spoza systemu”. W końcu ktoś normalny, kto ma pracę, zachowuje się w przewidzianych dla niego ramach. Stąd też gdańscy anarchiści stali się dla władzy problemem szczególnym – w swoich działaniach wyszli poza oferowane opozycji uczestnictwo w spektaklu i zaczęli kwestionować samą jego naturę.

Polityka z dala od polityki

Będąc sprawnymi widzami politycznego spektaklu, dostrzegamy jednak niespójność znaczeń kreowanych przez polityków z rzeczywistością. Wiemy, że dosłowne odbieranie politycznego przekazu jest naiwnością. W tegorocznych [2010 – przyp. red.] wyborach samorządowych hasło Platformy Obywatelskiej brzmi: „z dala od polityki”. Jednocześnie kandydaci mający być z dala od polityki startują z ramienia partii politycznej, w wyniku tak skonstruowanej ordynacji samorządowej, która odbiera szanse społecznikom i lokalnym aktywistom. Dla każdego, kto dostrzega problem upartyjnionych samorządów, dla każdego, kto świadomy jest, że większość decyzji to w istocie decyzje polityczne i podejmowane na sesjach rady miasta w wyniku partyjnej klubowej dyscypliny, hasło Platformy znów musi wywoływać silne wrażenie niespójności przekazu z indywidualnym doświadczeniem. Tym silniejsze, że owa niespójność dotyczy samej idei demokracji i znów skłonić ma nas do przymknięcia oczu na podstawowy problem: oto udajemy, że mamy demokrację, czyli w radykalnej postaci władzę ludu, tymczasem w rzeczywistości władzę sprawuje klasa polityczna pochłonięta uczestnictwem w spektaklu. Na dodatek, w swym wyborczym odcinku spektakl ten wymaga niemałych pieniędzy, czego obywatel jest świadomy. Ponieważ rola obywatela zostaje zredukowana, a wpływ na polityczne agendy staje się niewielki, wiele osób przestaje uczestniczyć w wyborach, trafnie dostrzegając, że udział taki traci większy sens. Odmienną od dystansowania się od polityki formę oporu przyjęli jednak aktywiści z Komitetu Wyborczego Koryto w Gdańsku. Wychodząc z założenia, że post polityka wymaga przewartościowania form oporu, posługują się w swoich działaniach strategią culture jammingu.

Culture jamming, co w języku polskim tłumaczy się jako zagłuszanie fal kultury bądź prowokację kulturową, cechuje szeroki zakres taktyk, które destabilizują i rzucają wyzwanie politycznym stanowiskom czy kulturowym przekazom. Aktywiści Koryta posługują się subwersją i utożsamiają się z przedmiotem krytyki. Przedstawiając się jako politycy chcący dorwać się do koryta utożsamianego przez nich z instytucjami władzy, dokonują przesunięcia znaczeń, czego efektem jest pełna dwuznaczności krytyka.

Aktywiści KW Koryto, co ma być rozwinięciem Komitetu Rywalizacji Totalnej, w swojej deklaracji programowej obwieszczają, że zależy im na władzy, pieniądzach i przywilejach. Wpisując się pozornie w wyborczy spektakl (próbując nawet dokonać rejestracji komitetu) obnażają jego mechanizmy. W postpolitycznym spektaklu, w którym spór polityczny odchodzi w przeszłość, otwarcie deklarują, że nie mają żadnego programu. Swoją działalność, wzorem innych ugrupowań, ograniczają do inżynierii wizerunkowej, z tym, że ta inżynieria odbywa się w dość specyficzny sposób. Działacze Koryta występując w maskach świń, uczestniczą w ten sposób w konwencji Platformy Obywatelskiej albo w biegu gdańszczan. Na swojej stronie internetowej koryto.org.pl czy w profilu na Facebooku publikują zdjęcia, na których jako świnie w kaskach doglądają budowy stadionu albo otwierają fikcyjne inwestycje, nawiązując w ten sposób do działań władz.

Spośród technik partyzantki komunikacyjnej opisywanych przez Luthera Blisseta i Sonję Brunzels7 z autonome a.f.r.i.k.a gruppe, aktywiści Koryta zdążyli sięgnąć już po kamuflaż, tworzenie fałszywych faktów czy przechwytywanie. Posługując się przebraniem, które stanowi oczywistą część ich akcji i happeningów, przełamują bariery komunikacyjne i konfrontują widzów z przekazem, którego w innym przypadku ci ostatni uniknęliby. Tworząc fałszywe fakty, na cel biorą – jak deklarują – istniejące partie polityczne, choć do tej pory ostrze ataku dotknęło głównie PO. Aktywiści twierdzą, że popierają urzędującego prezydenta oraz że mają porozumienie wyborcze z Platformą Obywatelską, gdyż w najpełniejszym stopniu łączy ich zbieżność programowa. Biorąc pod uwagę, że programem Koryta jest dorwanie się do władzy, trudno przypuszczać, żeby istniejące partie polityczne z takiego poparcia czy kreowanego wrażenia porozumienia były zadowolone. Wprowadzanie takiego szumu informacyjnego reorganizuje dominujący przekaz, w którym politycy w trosce o swój wizerunek sprzedają siebie jako osoby godne zaufania, gotowe służyć lokalnej społeczności. Pojawienie się obok nich aktywistów w świńskich maskach, chętnie ściskających ich ręce na oczach kamer, komunikuje wyborcom tak naprawdę to, żeby nie dali uwieść się tej grze. „Widzicie, im też, tak jak nam, chodzi o stanowiska” – zdają się mówić, odwołując się do wspomnianego wrażenia niespójności przekazu politycznego z indywidualnym doświadczeniem jednostki. Teraz wszystko staje się jasne, i bez sensu jest reagować na kłamstwa tak, jakby były prawdą, zdają się komunikować aktywiści: „Przecież wszyscy podświadomie czuliście, że coś jest nie tak, a przy tym uczestniczyliście w tej farsie wyborczych obietnic, idąc do urn jakbyście naprawdę w to wierzyli”.

Postpolityczna partyzantka komunikacyjna

Stosowana przez aktywistów z premedytacją ironiczna przesada w kreowaniu własnego wizerunku oraz przekazu czyni czymś oczywistym konieczność dokonania wielorakiej analizy związku pomiędzy przekazem powierzchniowym i leżącym u jego podstaw kontekstem politycznym. Konflikt i napięcia, jakie się między nimi tworzą, prowokują odbiorcę spektaklu do zadawania sobie pytań tak, aby zinterpretować przedstawienie i nadać mu polityczny komentarz.

Problem z tego rodzaju działaniem wydaje się mieć prezydent Adamowicz, dekodując przekaz Koryta tylko w warstwie powierzchniowej, jakby nie przyjmując do wiadomości faktu zakwestionowania przez nich samej idei spektaklu. Zapytany przez dziennikarzy o komentarz, zdołał jedynie stwierdzić, że „wielokrotnie namawiał” anarchistów, by „spróbowali swoich sił w demokratycznych wyborach”8, co bardzo szybko przejęte zostało przez aktywistów Koryta, którzy natychmiast ogłosili Pawła Adamowicza ojcem chrzestnym swojego komitetu. W wypowiedzi prezydenta Gdańska, która pozornie wygląda na niezrozumienie ironii, znów daje się zauważyć zaskoczenie faktem, że w życiu politycznym można przyjąć rolę inną niż obserwator albo – będąca częścią tego samego spektaklu – polityczna opozycja.

Powyższy przykład ilustruje stosowaną przez aktywistów strategię przechwytywania czyli umieszczania wcześniejszych wypowiedzi lub znanych obrazów w nowym kontekście. Charakterystyczny element loga PO z zarysem mapy Polski do złudzenia przypomina świński ryj z loga KW Koryto. W podobny sposób aktywiści przejmują język swoich oponentów, kiedy jeden z radnych zarzuca im niszczenie plakatów wyborczych, apelują do niego o „porozumienie ponad podziałami” i „porzucenie języka nienawiści”, posługując się sformułowaniami żywcem wziętymi z wysyconego konfliktem PO­‑PiS języka debaty politycznej.

Strategii stosowanych przez Koryto nie sposób ignorować, gdyż oznaczałoby to ignorowanie politycznych narzędzi używanych w społeczeństwie spektaklu. Część krytyków próbuje zarzucić im, że poza happeningiem tak naprawdę aktywiści nie mają nic do zaoferowania. Tymczasem Koryto swoim akcjami dokonuje dekonstrukcji wyborczego spektaklu, ukazując, że postulaty radykalnej demokracji nie mają wiele wspólnego z codzienną praktyką, w której tak naprawdę decyzje podejmuje wąska i samowystarczalna klasa polityczna. Jeżeli, jak w matriksie, jednostka przeczuwa, że „coś jest nie tak”, to aktywiści KW Koryto pozwalają to „coś” uchwycić, zdefiniować i nazwać. Jednocześnie dokonywany przez nich akt oporu z większym trudem podlega kontroli i mniej podatny jest na włączenie w mechanizm hegemonii, czyli na umieszczenie w kluczowych instytucjach i strukturach wspierających władzę i autorytet dominującego porządku. Dzieje się tak między innymi dlatego, że aktywiści w powierzchniowej warstwie swojego przekazu deklarują, że przecież sami już dawno stali się częścią tego porządku – przynależą do klasy politycznej i są oddanymi uczestnikami spektaklu.

Przypisy:

1. A. Kennan, Democracy in question: democratic openness in a time of political closure, Stanford 2003, s. 3.

2. M. Farrar, J. Warner, Isn’t it ironic? Spectacle, cynicism and political culture jamming [@:] http://www.scribd.com/doc/25230510/isn%E2%80%99t-it-ironic-spectacle-cynicism-… (data dostępu: 8 października 2010).

3. G. Debord, Społeczeństwo spektaklu, tłum. M.Kwaterko, Warszawa 2006, s. 143.

4. M. Naskręt, K. Moritz, Drogowa wpadka prezydenta Adamowicza? [@:] http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Drogowa- wpadka­‑Pawla­‑Adamowicza­‑n42899.html (data dostępu: 10 listopada 2010).

5. J. Baudrillard, Symulakry i symulacja, tłum S. Królak, Warszawa 2005, s. 11­‑12.

6. K. Włodkowska, Rozmowa anarchisty z prezydentem Adamowiczem [@:] http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/10,88290,7827843,Rozmowa_anarchisty_z_p… (data dostępu: 10 listopada 2010).

7. L. Blisset, S. Brunzels, Zasady i sposoby oddziaływania partyzantki komunikacyjnej [w:] „Przegląd anarchistyczny”, 2010, nr 10, s. 235­‑249.

8. A. Górski, E. Oleksy, Anarchiści, byli posłowie, sportowcy, a nawet rodowity Turek kandydują w wyborach na Pomorzu [@:] http://gdansk.naszemiasto.pl/artykul/603056,anarchisci-byli-poslowie-sportowcy… (data dostępu: 10 listopada 2010).

Michał Jaśkiewicz – Psycholog, doktor nauk humanistycznych, pracuje jako adiunkt na Uniwersytecie Gdańskim. Interesuje się nowymi ruchami społecznymi, zagadnieniami prywatności i społecznej kontroli.