Globalne nieporozumienie – porażki neoliberalizmu

Aneta Jerska
01.04.2008

Książka Wizja sprawiedliwej globalizacji jest kolejną już publikacją byłego wiceprezesa Banku Światowego i byłego doradcy Billa Clintona, Josepha Stiglitza, w której bada on finansowy wymiar procesu globalizacji. Jego najnowsza praca jest zbiorem wątpliwości w stosunku do wielu fundamentalnych założeń doktryny wolnego rynku, której analizą autor zajmuje się od około czterdziestu lat.

Stiglitz zaczyna od miażdżącej krytyki teorii łączącej wzrost dobrobytu z mechanizmami wolnego rynku. Obnaża mechanizmy działania neoliberalizmu i skutki reform aplikowanych krajom rozwijającym się przez takie instytucje jak Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Światowa Organizacja Handlu.

Analizuje niedemokratyczny i elitarny charakter MFW – instytucji powołanej do nadzorowania globalnego systemu finansowego, w której kraje o najbogatszych gospodarkach mają najwięcej głosów i w której de facto głosują dolary. Krytykuje również procedurę powoływania prezesa Banku Światowego – wybieranego przez rząd USA (bez obowiązku konsultacji z Kongresem), w której decydujące znaczenie mają wymogi polityki amerykańskiej, a nie kompetencje kandydata. Ujawnia kulisy mianowania na to stanowisko Paula Wolfowitza i Roberta McNamary, którego tłem były amerykańskie problemy obronności.

W Wizji sprawiedliwej globalizacji Stiglitz skupia się między innymi na takich tematach jak: skutki Konsensusu Waszyngtońskiego, wymiar i konsekwencje międzynarodowych układów handlowych, problem żywności modyfikowanej genetycznie, prywatyzacja, globalne problemy środowiskowe, nadużycia i mechanizmy działania międzynarodowych korporacji.

W 2003 roku MFW przyznał (jak się wydaje, w Polsce o tym nie słyszano), że w wielu krajach rozwijających się liberalizacja rynków kapitałowych zamiast do wzrostu doprowadziła do dalszej destabilizacji ich gospodarek. Liberalizacja handlu i rynków kapitałowych to główne składniki Konsensusu Waszyngtońskiego – porozumienia zawartego między MFW, Bankiem Światowym i Ministerstwem Skarbu Stanów Zjednoczonych, w którym nacisk położono na zmniejszenie roli państwa, zmianę regulacji handlowych oraz szybką liberalizację i prywatyzację. Zdaniem Stiglitza najdobitniejszym argumentem przeciwko Konsensusowi Waszyngtońskiemu są porażki Ameryki Łacińskiej, która przyjęła go bez żadnych zastrzeżeń, oraz sukcesy Azji Wschodniej, która odrzuciła wytyczne MFW. We wcześniejszych dekadach Ameryka Łacińska odnosiła duże sukcesy gospodarcze dzięki interwencjonistycznej roli państwa. W latach 1950­‑80 dochód na głowę mieszkańca Ameryki Południowej wzrastał w tempie 2,8 procenta rocznie, w Brazylii gdzie miał miejsce największy interwencjonizm państwowy, tempo wzrostu wynosiło 5,7 procent rocznie. Po zaakceptowaniu przez Argentynę wskazówek MFW i Banku Światowego nastąpił boom konsumpcyjny – PKB wzrastał, a majątek narodowy się kurczył. Przez siedem lat trwał wzrost, po którym nastąpiła recesja, gdyż wzrost gospodarczy oparty był na zaciągniętych kredytach z zewnątrz i na prywatyzacji majątku narodowego sprzedawanego cudzoziemcom

Stiglitz pisze wprost: MFW zawiódł w spełnieniu swojej głównej misji – zapewnienia globalnej stabilności finansowej, czego dowodzą globalne kryzysy końca lat dziewięćdziesiątych, które wystąpiły we wszystkich ważniejszych nowo powstających gospodarkach rynkowych stosujących się do jego wytycznych. Teza mówiąca, że rozwój Stanów Zjednoczonych jest wynikiem działania nieskrępowanego kapitalizmu, zdaniem autora jest błędna. Rząd tego kraju odgrywa główną rolę w dziedzinie finansów i reguluje działalność banków.

Jeden z rozdziałów książki to szczegółowa analiza historii układów handlowych i dobitna krytyka Północnoamerykańskiego Porozumienia o Wolnym Handlu. Stiglitz przytacza dane i analizy ukazujące wzrost nierówności dochodów między Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi już w ciągu pierwszych kilku lat obowiązywania NAFTA. Pakt ten nie tylko nie doprowadził do wzrostu gospodarczego, ale przyczynił się do zubożenia Meksyku. Ubodzy Meksykanie produkujący kukurydzę muszą teraz konkurować we własnym kraju z wysoko subsydiowaną kukurydzą amerykańską. NAFTA nie zezwala na wprowadzenie przez Meksyk ceł na produkty importowane ze Stanów Zjednoczonych celem skompensowania subwencji.

Dzisiejsze porozumienia handlowe zakazują większości subsydiów – z wyjątkiem tych dotyczących produktów rolnych. Obniża to dochody rolników w świecie rozwijającym się, którzy takich dopłat nie otrzymują. A ponieważ od rolnictwa uzależnionych jest 70 procent mieszkańców krajów rozwijających się, oznacza to dla nich znaczny spadek dochodów.

Receptą byłego wiceprezesa Banku Światowego na globalny system handlowy, który będzie promował dobrobyt krajów najuboższych, a jednocześnie będzie korzystny dla krajów rozwijających się, jest otworzenie rynków tych ostatnich dla krajów rozwijających się – bez wzajemności i bez warunków ekonomicznych i politycznych. Stiglitz postuluje również, aby państwa o średnim dochodzie otworzyły swoje rynki dla krajów najuboższych, przy czym jedne i drugie powinny wzajemnie udzielać sobie preferencji bez obowiązku przyznawania ich krajom bogatym. W 2001 roku Unia Europejska otworzyła w ten sposób swoje rynki dla najuboższych krajów świata, znosząc prawie wszystkie taryfy celne i ograniczenia w handlu bez żądania jakichkolwiek ustępstw ekonomicznych czy politycznych.

W kolejnych rozdziałach autor rozprawia się między innymi z mitem prywatyzacji. Chile było często wskazywane przez MFW jako przykład modelowego sukcesu Konsensusu Waszyngtońskiego. Jednak polityka tego kraju różniła się pod pewnymi względami od założeń Konsensusu, na przykład w odmowie dokonania pełnej prywatyzacji. Nie dokonano tam również pełnej liberalizacji rynków kapitałowych, a co najważniejsze, położono szczególny nacisk na edukację i walkę z ubóstwem – kwestie, które nie wchodziły w grę w Konsensusie Waszyngtońskim.

Dramatycznym przykładem prywatyzacji opisanym przez Stiglitza jest Rosja, gdzie wraz z upadkiem komunizmu i rozpadem efektywnego państwa, niegdyś drugie supermocarstwo stało się gospodarką coraz bardziej zależną od swoich bogactw naturalnych.

Palącym problemem według autora jest kwestia zależności dobrobytu krajów rozwijających się posiadających bogate zasoby naturalne od tego, ile za te zasoby otrzymują, podczas gdy dobrobyt bogatych korporacji krajów wysoko uprzemysłowionych zależy od tego, jak mało za nie płacą. Jest to naturalny i nieunikniony konflikt interesów.

Międzynarodowi bankierzy chętnie udzielają pożyczek krajom zasobnym w surowce naturalne, gdy ceny tych bogactw są wysokie, a rządzącym elitom trudno odrzucić ich oferty. Tłumaczy to wysokie zadłużenie takich krajów jak Indonezja czy Nigeria, które mają trudności z wywiązywaniem się ze swoich zobowiązań, mimo bogatych złóż ropy naftowej. MFW stworzył problemy w jednej z najlepiej zarządzanych gospodarek na świecie, w Chile, kiedy objęła je recesja. Według Stiglitza modelowym przykładem, tego, jak nie należy postępować w tych sprawach jest przykład USA – kraju, którego rząd zrzeka się praw do swoich zasobów naturalnych na rzecz grup interesu, które przejmują nad nimi kontrolę.

Inaczej niż w przypadku pozostałych kwestii, globalne problemy środowiskowe dotyczą zarówno krajów wysoko rozwiniętych, jak i tych rozwijających się. Jak pisze Stiglitz: „Globalizacja nie uporała się z globalnym problemem ochrony środowiska”. Stany Zjednoczone, które emitują do atmosfery co roku około sześć miliardów ton dwutlenku węgla, zasłaniają się tym, że nie wierzą dowodom świadczącym o potrzebie ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Żadna kwestia nie jest bardziej globalna niż globalne ocieplenie, wszyscy korzystamy z tej samej atmosfery.

Przed podpisaniem protokołu z Kioto, Senat amerykański uchwalił rezolucję Byrda­‑Hagela, stwierdzającą, że nie należy podpisywać protokołu, który „mógłby wyrządzić poważne szkody gospodarce Stanów Zjednoczonych”. Jak podaje Stiglitz, Wyoming, najmniej zaludniony stan z niespełna pól milionem mieszkańców, emituje więcej dwutlenku węgla niż siedemdziesiąt cztery kraje rozwijające się z łączną liczbą ludności wynoszącą blisko 396 milionów. Ograniczenie emisji tego gazu nakłada koszty na kilka najważniejszych gałęzi przemysłu, jak przemysł motoryzacyjny, wydobycie ropy naftowej i węgla. Można zrozumieć, że korporacje nie chcą wydawać pieniędzy na redukcję emisji, jednak jest rzeczą nie do przyjęcia, by pozwalać im sabotować globalne wysiłki zmierzające do powstrzymania globalnego ocieplenia. Według Stiglitza przykład Stanów Zjednoczonych dobitnie obrazuje konieczność wprowadzenia do tego typu protokołów pewnej formy nacisku i przymusu.

Stiglitz rozprawia się również z korporacjami, które są bogatsze od większości krajów rozwijających się. W 2004 roku przychody amerykańskiego koncernu General Motors wyniosły ponad 191 miliardów dolarów więcej niż PKB 148 krajów. Natomiast w 2005 roku przychody amerykańskiej firmy Wal­‑Mart wyniosły ponad 285 miliardów dolarów, więcej niż łączny PKB Afryki Subsaharyjskiej. Korporacje to twory nie tylko bogate, ale tez potężne pod względem politycznym. Jeżeli jakieś rządy decydują się nałożyć na nie podatek lub regulacje, które im nie odpowiadają, grożą przeniesieniem się do innego kraju. Zawsze bowiem istnieje takie państwo, które chętnie przyjmie przychody z ich opodatkowania, ich inwestycje i stworzone przez nie miejsca pracy.

Jak wskazuje Stiglitz, ważną regulacją prawną, bez której nowoczesny kapitalizm na pewno nie mógłby się rozwinąć, jest ograniczona odpowiedzialność. Ludzie inwestujący w spółki z ograniczona odpowiedzialnością ryzykują tylko tę sumę pieniędzy, którą zainwestowali w korporacji – nic więcej. Jest to dość istotna różnica w porównaniu ze zwyczajną spółką, w której wszyscy członkowie firmy są odpowiedzialni łącznie za działania innych. Główna korzyść z ograniczonej odpowiedzialności to możliwość gromadzenia wielkich kapitałów. Jednak ograniczona odpowiedzialność pociąga za sobą wysokie koszty dla społeczeństwa. Spółka górnicza może wydobywać złoto przynosząc wysokie zyski swoim akcjonariuszom, lecz pozostawia za sobą trujące resztki rozpuszczonego arsenu. Zarówno z punktu widzenia społecznego, jak i finansowego koszty usunięcia tego typu odpadów i pozostałości mogą przewyższyć wartość wydobywanego surowca. W Tajlandii i Peru wielkie koncerny zagroziły, że przeniosą swoją działalność gdzie indziej, jeżeli zostaną tam wprowadzone regulacje ekologiczne. Proponowane przez Stiglitza sposoby ograniczenia nadużyć korporacji międzynarodowych to przede wszystkim wprowadzenie zasady społecznej odpowiedzialności korporacji, stopniowe ograniczanie ich potęgi oraz aktywna walka z monopolami.

Wizja sprawiedliwej globalizacji jest krytyką fundamentalnych założeń doktryny wolnego handlu i zbiorem propozycji – recept – opracowanych przez Stiglitza, mających na celu uświadomienie szerokim rzeszom obywateli, że globalizacja „z ludzką twarzą” jest możliwa. Laureat Nobla w dziedzinie ekonomii z 2002 roku nie neguje samej globalizacji, a jedynie jej obecny kształt. Ostrze jego krytyki wymierzone jest w doktrynę neoliberalizmu, która w Polsce ciągle uważana jest za niepodważalny dogmat. I chociaż koncepcje Stiglitza cechuje pewnego rodzaju idealizm, warto zapoznać się z krytyką reform neoliberalnych i mechanizmu działania światowych instytucji finansowych wychodzącą spod pióra byłego wiceprezesa Banku Światowego.

Joseph Stiglitz, Wizja sprawiedliwej globalizacji, tłum. Adam Szeworski. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007.