Ile Ukrain? Ile szans?

Ignacy Jóźwiak
22.12.2008

Mamy w Polsce obecnie swoisty boom na tematykę ukraińską, która obecna jest zarówno w publikacjach naukowych, jak i mediach komercyjnych. Nie zaspokaja to jednak potrzeby pogłębionych studiów nad bieżącymi kwestiami społeczno­‑politycznymi i ich historycznymi i geograficznymi uwarunkowaniami. Poza mało znaną szerszym kręgom fachową literaturą akademicką, słabo obecny jest wątek regionalnych uwarunkowań problemów rozpatrywanych przez pryzmat uproszczonej wizji historii i bieżącej polityki międzynarodowej (Ukraina, Rosja, Unia Europejska). W popularnych przekazach Ukraina często przestawiana jest jako „pęknięta na pół”, „podzielona wzdłuż linii Dniepru”. W takim przedstawieniu patriotycznie nastawiony i „proeuropejski” zachód przeciwstawiany jest zacofanemu, dzikiemu, zapatrzonemu w radziecką przeszłość i – przede wszystkim – mówiącemu po rosyjsku wschodowi. Jest to obraz równie krzywdzący, co uproszczony.

Do zaszczytnych wyjątków na tym polu należą trzy artykuły, jakie w ramach bloku „Europa dyskusje” zamieścił kwartalnik „Res Publica Nowa” (wiosna/lato 2008). Głosy na temat sytuacji społeczno­‑polityczno­‑kulturalnej na Ukrainie – dwóch autorek ukraińskich (historyczka Olena Betlij w artykule Druga szansa Europy Wschodniej? oraz socjolożka Anastasia Riabczuk w artykule Dwie Ukrainy?) i jednej polskiej (socjolożka i ukrainistka Anna Wylegała w tekście Ukraińskie elity i mit dwóch Ukrain) wykraczają poza popularne w Polsce mity odnośnie tego kraju. Wiele wskazuje na to, że impas został przełamany.

Wspólnym mianownikiem trzech artykułów jest zasygnalizowana już sporna i niezwykle popularna tak na Ukrainie, jak i w Polsce kwestia jej „jedności”, regionalnych podziałów i politycznych sympatii Ukraińców (rozpatrywanych głównie przez pryzmat nastrojów panujących wśród inteligencji). Pojawia się tu wspomniany motyw „pęknięcia wzdłuż linii Dniepru” oraz kwestia reperkusji przetasowań na scenie politycznej (ze wspomnianym podziałem wschód – zachód i echem „pomarańczowej rewolucji” w tle). Myli się ten, kto uważa tę tematykę za wyczerpaną. Jako że tekst Anny Wylegały stanowi komentarz i uzupełnienie do artykułu Anastazji Riabczuk, dla potrzeb niniejszego omówienia pozwolę sobie połączyć trzy artykuły i sprowadzić je do dwóch zagadnień, jakimi będą społeczne nastroje obywateli Ukrainy i ukraińska scena polityczna (Riabczuk i Wylegała) oraz refleksja nad charakterem regionalnych różnic w Ukrainie i miejscem tego kraju na mapie Europy (Betlij).

Anastazja Riabczuk dokonuje błyskotliwej dekonstrukcji „mitu dwóch Ukrain” w kontekście nastrojów społecznych oraz programów i charakteru działalności partii politycznych, problemów występujących w takim samym nasileniu zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Autorka wskazuje na zbliżone programy „wrogich” stronnictw politycznych, brak wzajemnego zrozumienia na linii politycy – społeczeństwo („poparcie przy braku poparcia”), traktuje kwestię „pęknięcia” i „dwóch Ukrain” jako temat zastępczy, wygodny dla obydwu stron barykady. Całość swojego wywodu umieszcza w kontekście wspólnego dla „obydwu Ukrain” problemu biedy i nierówności społecznych. Niezwykle ciekawa i dość unikalna na tle dostępnych szerszemu kręgowi czytelników w Polsce jest uwzględniona przez Riabczuk perspektywa klasowa1. Autorka dostrzega brak artykulacji klasowych interesów w ukraińskim społeczeństwie oraz brak przejrzystości w programach politycznych głównych partii. Wart zacytowania jest obszerniejszy fragment swoistej „diagnozy” jaką autorka wystawia ukraińskiemu życiu politycznemu:

Gdy myśli ludzi zaprząta debata na temat członkostwa w NATO, weteranów II wojny światowej, Kościoła czy stosunków z Rosją, ich uwaga nie skupia się na problemach bezrobocia, niskich płac, korupcji, ochrony środowiska czy opieki społecznej. […] Ukraińscy politycy nadmiernie odwołują się do kwestii nacjonalizmu i identyfikacji z regionem, by w ten sposób zatuszować swój brak profesjonalizmu, odwrócić uwagę obywateli od zagadnień istotnych i móc swobodnie prowadzić gry polityczne […] Wybory parlamentarne z września 2007 roku raz jeszcze wskazują na brak partii o określonej ideologii (socjalistycznej, liberalnej, konserwatywnej), która wyrażałaby interesy konkretnych grup społecznych. […] Analizując programy obu tych formacji [Naszej Ukrainy­‑Ludowej Samoobrony i Partii Regionów] łatwo zauważyć, iż proponują z grubsza to samo…2.

Riabczuk wskazuje na występujący zarówno na wschodzie, jak i na zachodzie problem religijnej nietolerancji oraz wzajemnego splotu spraw religijnych i politycznych. Z dużym dystansem i zrozumieniem podchodzi również do problemu języka, a raczej języków ukraińskiego i rosyjskiego, z którymi w „obydwu Ukrainach” wiążą się analogiczne problemy. „[G]dy wschodni Ukraińcy proszą o nadanie mu [rosyjskiemu] wyższego statusu, zapominają, że to ukraiński jest tam na zagrożonej pozycji. […] zachodni Ukraińcy, domagając się szerszego użycia języka ukraińskiego […] postępują w sposób analogiczny do swoich sąsiadów zza drugiej strony Dniepru”3.

W swym komentarzu – uzupełnieniu Anna Wylegała poddając refleksji stan ukraińskich elit intelektualnych i politycznych, wskazuje na bierność i brak wyrazistego politycznego pionu wśród inteligencji, co owocuje brakiem sprecyzowanych postaw politycznych oraz brakiem realnego politycznego zaangażowania wśród tej warstwy społecznej. Autorka postuluje zastąpienie „dwóch Ukrain” „mozaiką różnych problemów i tożsamości”, stawia pytanie o przyczyny podatności ukraińskiego społeczeństwa na chwytliwe (zwłaszcza przed wyborami) hasła o konfrontacji Zachodu ze Wschodem.

Przykładowo, gdyby problem statusu języka ukraińskiego jako państwowego został rozwiązany przez odpowiedni zapis w konstytucji, zniknąłby potencjalny polityczno­‑językowy as­‑widmo, wyciągany z rękawa podczas każdej kampanii. Tymczasem w kraju panuje językowa schizofrenia. […] władza to udaje, że troszczy się o kondycję języka ukraińskiego […], to znów kokietuje rosyjskojęzyczny Wschód, wygłaszając frazesy o ochronie języków mniejszości narodowych. Podtrzymywanie fikcji jest najwyraźniej łatwiejsze niż rozwiązania rzeczywistego problemu4.

Wylegała zdaje się podzielać ocenę Riabczuk, wedle której ukraiński konflikt wschód – zachód stanowi wygodny dla politycznych elit temat zastępczy. Pośrednią winę za jego nośność ponosić mają – zbyt mało obecne w życiu politycznym, uprawiające mało konstruktywną krytykę władzy – ukraińskie elity intelektualne.

Anastazję Riabczuk cechuje podejście bardziej „oddolne” i społeczne; patrzy na społeczeństwo przez pryzmat trawiących je problemów ekonomicznych (i ewentualnej artykulacji interesów poszczególnych grup społecznych lub jej braku); zwraca uwagę na (przemilczaną) wspólnotę interesów obywateli całej Ukrainy (gdzie wyznacznikiem „wspólnoty” są właśnie po macoszemu traktowane ekonomiczne uwarunkowania obywateli Ukrainy). Anna Wylegała uzupełnia to uwagami na temat życia intelektualnego (głównie w Kijowie – na przykład środowisko pisma „Krytyka”). Słusznie wykraczając poza ukraińską dychotomię wschód – zachód, nie deprecjonuje różnic regionalnych (postulowana „mozaika”), które przebiegają nie tylko wzdłuż Dniepru i nie tylko na linii wschód – zachód, podobnie jak dominujący w poszczególnych obszarach – ukraiński bądź rosyjski – język nie stanowi jedynego czynnika, wobec którego tworzą się podziały5.

Koncentrując się na ukraińskich elitach, warszawska ukrainistka momentami zdaje się umniejszać rolę innych grup społecznych w życiu politycznym. Szczególnie kontrowersyjnie brzmi – z założenia wymierzone w inteligencję – zdanie: „A trzeba pamiętać, że gdy intelektualiści wycofują się ze sfery publicznej i zamykają w środowiskowym getcie – ich miejsca zajmują przywiezieni autobusami górnicy z Doniecka, którym wszystko jedno, na którym Majdanie stoją”6. Jednak to niefortunne sformułowanie nabiera znaczenia (jako element większej całości) w zestawieniu z opisywanym przez Riabczuk brakiem artykulacji interesów poszczególnych grup społecznych. W otrzymanym obrazie pracownicy najemni nie artykułują swoich interesów i potrzeb natury ekonomicznej i politycznej, zaś zamknięta w swoim światku inteligencja nie jest w stanie zaoferować społeczeństwu realnych alternatyw. Politycy z kolei wykazują się brakiem odpowiedzialności i sprecyzowanego programu politycznego (w tej ostatniej kwestii między autorkami panuje zgoda).

Na pewną krytykę zasługuje zbyt dosłowne (by nie powiedzieć redukcjonistyczne) podejście obydwu autorek do zjawisk i procesów natury symbolicznej. Rozdzielenie problemów na bardziej i mniej ważne, przeciwstawienie realnego i symbolicznego zamyka drogę do dyskusji nad charakterem pojęć z pogranicza socjologii, antropologii i polityki. Temat ten jest jednak podejmowany w artykule Oleny Betlij.

Olena Betlij, przyjmując perspektywę symboliczną, przedstawia pogłębioną refleksję nad charakterem regionalnych różnic na Ukrainie. Najwięcej miejsca poświęca kwestii geograficznego i symbolicznego umieszczenia Ukrainy „na Wschodzie”, zastanawiając się także nad samym pojęciem Wschodu i Europy Środkowo­‑Wschodniej („Latającego Holendra”). W całości przewija się stawiane przez autorkę pytanie „co jest nie tak z ukraińskim wschodem?”, a centralną kategorią jest dychotomia „swój” – „obcy”. Autorka przywołuje koncepcje ukraińskich historyków, w myśl których Ukraina stanowi część – utożsamianej z Zachodem, przy niejednoznacznej roli Wschodu czy też „Orientu” – Europy, oraz te postulujące uwzględnienie niemałej roli Wschodu (a ściślej „dwóch Wschodów” – tureckiego i rosyjskiego) w historii Ukrainy.

Zgadzam się z postulatem powrotu Orientu (jako odrębnej koncepcji, nie zaś niewielkiej części wszechpotężnego Wschodu) do ukraińskiego dyskursu akademickiego, jednak nie przeceniałabym jego wpływu na ukraińską tożsamość regionalną7.

Betlij stwierdza, że ukraińska tożsamość regionalna nie była konstruowana w opozycji do Wschodu bądź Zachodu, lecz „na zasadzie analizy porównawczej wpływów obu tych kultur, na skutek czego Ukraina przeobrażała się w przestrzeń ich przenikania się”8. Problematyczna staje się zatem kwestia, kto dla Ukrainy stanowi Obcego, i odwrotnie, dla kogo Ukraina jest Obcym. Problem ten związany jest z geograficzno­‑symbolicznym położeniem kraju w Europie Środkowo­‑Wschodniej lub – bardziej powiązanej z Zachodem – Europie Środkowej, a także niejednoznacznej funkcji, jaką dla Ukrainy pełniła i wciąż pełni Rosja. Fakt, że dla mieszkańców zachodniej części kraju stanowi ona największe zagrożenie dla suwerenności, zaś dla mieszkańców wschodu gwarancję stabilności, sprawia, że łatwiejsze w skali całego kraju staje się utożsamienie Obcego z mieszkańcem „drugiej Ukrainy”: „Przywykliśmy do dzielenia Ukrainy i nikt nie kwapi się do podjęcia dyskusji o jej jedności”9.

Na tle powyższych rozterek Olena Betlij w dość przewrotny sposób broni koncepcji Europy Wschodniej, widząc w niej możliwość zjednoczenia kraju.

Co więcej, jeśli wszyscy obywatele zostaną włączeni w ten proces – zamiast być z niego wykluczonymi – wezmą odpowiedzialność za siebie nawzajem, bez względu na swoje pochodzenie. Zachodnia, Centralna, Wschodnia czy jakakolwiek inna – Ukraina nie powinna więcej zaznawać podziałów i sztucznej fragmentaryzacji. Koncepcja Europy Wschodniej […] może stać się narzędziem, za pomocą którego mieszkańcy Ukrainy, żyjąc między Rosją i Unią, uwolnią się od ciężaru spadku rosyjskiego/radzieckiego, austro­‑węgierskiego i wszystkich innych10.

Tak rozumiana Europa Wschodnia nie musi zdaniem autorki być utożsamiana z Rosją, czy też w jakikolwiek sposób być jej podległa, zaś samo pojęcie Wschodu nie musi mieć wydźwięku pejoratywnego.

Interesujący i nie pozbawiony celnych spostrzeżeń tekst nie uniknął jednak paru pułapek. Autorce, czyniącej z opozycji swój – obcy podstawową kategorię analityczną, momentami ciężko jest wykroczyć poza zakrojone przez tę dychotomię ramy, zaś analiza uwarunkowań regionalnych zamyka się w przeciwstawieniu zachodu i wschodu (na przykład porównanie Ukrainy do Niemiec, które nawet po zjednoczeniu pozostały podzielone) przy braku odniesienia do innego rodzaju regionalnych „podziałów” (czego spodziewalibyśmy się po badaczce zajmującej się dyskursywną analizą regionów historycznych i kulturowych oraz regionalną tożsamością Ukrainy). W niektórych fragmentach Betlij niebezpiecznie zbliża się do negatywnych stereotypów na temat wschodniej Ukrainy, jak chociażby w stwierdzeniu, że w Ługańsku i Doniecku „wizerunek Obcego nie jest kształtowany przez intelektualistów. Dyskurs Swój – Obcy jest tam w całości podporządkowany mediom”11. Pomimo pewnych uchybień, tekst stanowi wartościową część całości, jaką tworzy z artykułami Anastazji Riabczuk i Anny Wylegały.

Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć, w jakim stopniu omawiane teksty rozjaśniają obraz problemów trawiących współczesną Ukrainę, a w jakim czynią go jeszcze bardziej złożonym. Z jednej strony mamy tu do czynienia z obaleniem obowiązującego w Polsce mitu podziału wschód – zachód. Z drugiej zaś uświadomienie czytelnikowi roli innych czynników sprowadza refleksję o Ukrainie i koncepcji Europy Wschodniej, Środkowej i Środkowo­‑Wschodniej na inny tor, ale w żadnym wypadku jej nie zamyka.

Składające się na blok „Europa dyskusje” teksty, chociaż momentami wzbudzają zastrzeżenia, stanowią porcję niezwykle interesującej i odświeżającej lektury. Pozostawiają pewien niedosyt, o tyle pozytywny, że pobudza do dalszych refleksji i stawiania kolejnych pytań. Na polskim gruncie do licznych stereotypów i uproszczeń na temat Ukrainy jako całości dochodzą stereotypy dotyczące wewnętrznych podziałów kraju, oraz wywołane nimi „dyskursy o Ukrainie”. Podział Ukrainy – dekonstruowany i demitologizowany przez autorki – stanowi doskonałą pożywkę dla polskich dyskursów afirmujących prozachodnie tendencje u naszych wschodnich sąsiadów oraz straszących Rosją jako zagrożeniem dla „europejskości Europy Środkowo­‑Wschodniej”. Odpowiedzią na stereotyp Ukraińca jako niecywilizowanego barbarzyńcy ze Wschodu (w zależności od politycznego zapotrzebowania może to być weteran UPA lub Armii Radzieckiej) jest z założenia bardziej „otwarta” i „tolerancyjna” wizja Ukraińca – młodszego, (nie do końca) europejskiego brata, z którym należy podzielić się swoim historycznym i politycznym doświadczeniem, wskazać właściwą drogę rozwoju oraz obronić przed Rosją12.

Czytając omówione powyżej artykuły należy mieć nadzieję, że wraz z podobnymi publikacjami i ewentualnymi towarzyszącymi im dyskusjami zmieni się obraz Ukrainy i jej mieszkańców w polskim dyskursie publicznym, a samym dyskusjom towarzyszyć będzie trud wyjścia poza równie proste, co użyteczne stereotypy i slogany.

Przypisy:

1. Chociaż autorka nie używa terminu „klasa”, zamiast niego pisze o „grupie społecznej”, decyduję się na jego zastosowanie w niniejszym omówieniu – termin „perspektywa społeczna” nie przybliża nas do podejmowanej przez Anastazję Riabczuk tematyki w takim stopniu, co termin „perspektywa klasowa”.

2. A. Riabczuk, Dwie Ukrainy [w:]„Res Publica Nowa”, 2008, wiosna/lato, s. 115­‑116.

3. Tamże, s. 118.

4. A. Wylęgała, Ukraińskie elity i mit dwóch Ukrain [w:] „Res Publica Nowa, 2008, wiosna/lato, s. 121.

5. Należy również zaznaczyć, że same różnice językowe nie przebiegają tylko pomiędzy językiem ukraińskim i rosyjskim. Na ten dość oczywisty podział nakładają się różnice w obrębie samego języka ukraińskiego.

6. Tamże, s. 123.

7. O. Betlij, Druga szansa Europy Wschodniej [w:] „Res Publica Nowa”, 2008, wiosna/lato, s. 129.

8. Tamże, s. 130

9. Tamże, s. 134.

10. Tamże, s. 136.

11. Tamże, s. 134.

12. O zjawisku tym pisałem w artykule: Ukraina, Europa Wschodnia i orientalno­‑okcydentalne przeciąganie liny [w:] „Recykling Idei”, 2008, wiosna/lato, nr 10.