Stare dobre Imperium?

Villon Sasha K
06.02.2004

Przed 11 września 2001 roku, nazwanie Stanów Zjednoczonych Imperium stawiało w rzędzie paranoików, lewaków lub akademików. Teraz jednak uległo to zmianie, słowa tego używają wszyscy – zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy USA. Używano go tak często, że sam prezydent Bush zmuszony był odpowiedzieć: „Nie mamy ambicji terytorialnych, nie dążymy do stworzenia imperium,” stwierdził Bush w Dniu Weterana, dodając, „Nasz naród jest przywiązany do wolności zarówno własnej, jak i innych”. Jednak, choć słowa tego używa się dziś na okrągło, często zdaje się ono niewiele oznaczać. Z pewnością jest słowem mającym zaszokować. Lub też zakłada się, że jest po prostu metaforą: amerykańskie Imperium jest powtórką Imperium Rzymskiego – co stało się widoczne dzięki pojedenastowrześniowym krokom USA, w szczególności przeciw Irakowi. Jako puste słowo, „Imperium” utrudnia zrozumienie tematu; jest to wielkie Coś, co nie poddaje się teoretycznemu wyjaśnieniu, jak totalitaryzm czy faszyzm. Dostępnych jest jednak kilka prób wyjaśnienia Imperium, które starają się wypełnić ten koncept treścią oraz pokazać, że to Imperium jest rzeczywiście czymś nowym, że obecne Imperium nie jest zwykłą powtórką Imperium Rzymskiego.

Imperium pozbawione centrum

Mocno dyskutowana (przynajmniej w świecie akademickim) książka Imperium1 Michaela Hardta i włoskiego autonomistycznego marksisty Antoniego Negriego (Hegla naszych czasów), ukazała się przed atakami z 11 września. Hardt i Negri przekonują, że Imperium jest nowym i postępowym (postępującym wraz z historią) paradygmatem panowania lub suwerenności, innym niż stare formy suwerenności, takie jak Imperium Rzymskie czy kapitalistyczny imperializm: „Imperializm był tak na prawdę rozszerzeniem suwerenności europejskich państw narodowych poza ich własne granice… W przeciwieństwie do imperializmu, Imperium nie ustala żadnego terytorialnego centrum władzy i nie opiera się na stałych granicach czy barierach. Jest pozbawionym centrum, deterytorializującym aparatem panowania, który stopniowo włącza całą globalną sferę w swoje otwarte, rozszerzające się granice” (Hardt i Negri).

Jednym z bardziej kontrowersyjnych aspektów koncepcji Imperium jest miejsce, jakie zajmują w nim Stany Zjednoczone. O ile USA zajmuje pozycję uprzywilejowaną, nie są one centrum, czy nawet liderem Imperium, w taki sposób, w jaki dawne imperialistyczne narody panowały nad swymi terytoriami. W ramach tej nowej imperialnej suwerenności, władza działa poprzez sieci, nie zaś ze sterytorializowanych ośrodków. USA odgrywają w tej sieci ważną rolę, lecz nie mają możliwości kontrolowania jej. Ponadto, w przeciwieństwie do europejskiego kolonialnego imperializmu i Imperium Rzymskiego, obecne Imperium nie posiada według Hardta i Negriego swojego zewnętrza. Cały glob należy do Imperium. Oczywiście, retoryka Busha mówiącego o „Osi Zła” była próbą zdefiniowania zewnętrza Imperium jako terytoriów bez uznanego rządu i takich, które działają wbrew konstrukcji Imperium. Mimo to, gdy czyta się książkę Hardta i Negriego, ich podejście i paradygmat sprawiają wrażenie, że niemal osiągnęliśmy komunizm; wszystko, co musimy teraz zrobić, to pozbyć się pasożytniczej klasy kapitalistycznej. Powodem tego jest po części szczególna mutacja autonomistycznego marksizmu w wykonaniu Negriego. Podczas gdy większość autonomistycznych marksistów postrzega klasę pracującą jako w pełni część kapitału, prącą jednak ku potencjalnej autonomii, Hardt i Negri zdają się postrzegać klasę pracującą, czy też wielość (ang. multitude)2 – siłę, która powołała Imperium do istnienia – jako autonomiczną już teraz, jako zewnętrzną wobec kapitału.

Jak stwierdza John Holloway, „Przeoczyć wewnętrzną naturę stosunku między pracą a kapitałem, to zarówno nie docenić faktu, że praca jest częścią kapitału (i tym samym przecenić siłę pracy przeciw kapitałowi), jak i nie docenić siły pracy jako wewnętrznej sprzeczności obecnej w kapitale (i tym samym przecenić władzę kapitału nad pracą). Jeśli zignoruje się tą wzajemną penetrację władzy i antywładzy, zostajemy z dwoma czystymi podmiotami po każdej ze stron. Po stronie kapitału stoi Imperium, podmiot doskonały, zaś po stronie klasy pracującej stoi bojownik”3. Hardt i Negri przesuwają centrum swojego zainteresowania z walki klasowej, na której skupia się autonomistyczny marksizm, w kierunku rozwoju form suwerenności. Imperium jako osobny podmiot jest takiego rozwoju kulminacją, jednak paradygmat Hardta i Negri często ukazują Imperium jako nieuchronny czy wręcz ukończony produkt. I to jest punkt, w którym wkracza 11 września.

Wsteczna reakcja

Po 11 września, tezy Imperium zostały nieco osłabione. Imperium, które się ujawniło przez ostatnie półtora roku, raczej się różni od idealizującego szkicu Hardta i Negriego. W wywiadzie udzielonym po 11 września, zapytany o tą sprzeczność Negri stwierdził: „Absolutną nowością w związku z naszą książką jest fakt, że amerykańska reakcja jawi się jako wsteczna, idąca na przekór imperialnej tendencji”. „Jest to imperialna reakcja wewnątrz i przeciwko Imperium, która jest powiązana ze starymi (terytorialnymi) strukturami władzy, starymi metodami przewodzenia”. Dla Negriego, „punkt ciężkości dzisiejszej sytuacji” leży w sprzeczności między postępowym ruchem w kierunku Imperium i jego sieciowej formy władzy a regresywnymi krokami administracji Busha, zmierzającymi do wzmocnienia terytorialnych form władzy, by odbudować imperializm w dawnym stylu. Być może nieuchronność Imperium nie jest mimo wszystko tak wykuta w kamieniu; jednak Negri robi co może, by przekonać nas, że administracja Busha jest wstecznym krokiem przeciw Imperium, krokiem przeciwko nieuniknionemu rozwojowi form suwerenności, imperialnej tendencji. Cóż jednak czyni Imperium Busha historycznie anachronicznym krokiem wstecz, zaś Imperium, jakie kreśli Negri, krokiem naprzód? Co czyni historię Imperium tak zdeterminowaną i nieuchronną? Jak stwierdza przeprowadzająca wywiad z Negrim Ida Dominijanni, ta sprzeczność „nie jest nieistotna. Sprawia ona, że proces konstrukcji Imperium jest znacznie bardziej przypadkowy niż pan to opisał”4.

Powraca tu rozumienie przez Negriego kapitału jako autonomicznego, ekonomicznego bytu: Negri stwierdza w wywiadzie, że to rynki są główną przeszkodą dla wojny Busha w Iraku. To kapitał jest siłą progresywną, która prze ku imperialnej suwerenności, nie zaś autonomiczna klasa pracująca. Brzmi to, jakbyśmy przenieśli się w czasy rewolucji burżuazyjnej, lub jakby tworzenie się Imperium było drugą rewolucją burżuazyjną. Cóż więc z siłą „wielości”? Negri argumentuje, że „wielość” musi powstrzymać się od gry i formować porozumienia z reformistami Imperium – przeciwko reakcjonistom, takim jak Bush i jego kohorty: nowy Zjednoczony Front.

Imperium Nieporządku

Czy jednak Imperium zarysowane przez Hardta i Negriego jest jedyną formą imperium, jaką można odróżnić od wcześniejszego imperializmu i Imperium Rzymskiego? Czy istnieją inne sposoby rozumienia transformacji kapitalizmu, jakie nastąpiły po latach sześćdziesiątych lub zmian w formach suwerenności po roku 1989? Być może Bush nie myli się do końca twierdząc, że USA nie ma ambicji terytorialnych. W nieco mroczniejszej wizji niż Hardta i Negriego, Alain Joxe z Interdyscyplinarnego Centrum Badań nad Pokojem we Francji sugeruje, że Stany Zjednoczone konstruują inny rodzaj imperium, Imperium Nieporządku. Imperium to jest w o wiele większym stopniu rezultatem historycznych możliwości i obecnych potrzeb kapitalizmu. W owej koncepcji Imperium, działania administracji Busha i jej wojny nie są zwyczajnie regresywne, lecz biorą udział w formowaniu całkiem nowego Imperium, które w równym stopniu różni się od imperializmów przeszłości, jak od Imperium Hardta i Negriego.

W swej książce Empire of Disorder5 („Imperium Nieporządku”) Joxe twierdzi, że Stany Zjednoczone odrzuciły imperialną rolę podboju i opanowywania ludów i terytoriów, a zamiast tego, „działają na zasadzie ‘od przypadku do przypadku’, regulując nieporządek, tłumiąc symptomy niezadowolenia, zamiast atakować ich przyczynę”. Nieporządek w pozimnowojennym świecie jest skutkiem kapitalistycznej globalizacji, która powiększyła przepaść między bogatymi i biednymi narodami. Zamiast starać się rozwiązać ten problem, USA – owego nieporządku menadżer – próbowały zepchnąć nieład na marginesy świata. I to w tych marginalnych i zubożonych regionach Stany Zjednoczone rozpętały jego brutalną represję, niszcząc go i przechodząc do innych przypadków nieporządku.

USA nie mają żadnej wizji czy planu rozwiązania przyczyn nieporządku na świecie. „Być może po raz pierwszy ludzkość wypłynęła na ocean nieładu, bez żadnego widoku na ostateczny ład,” zauważa Joxe. Jakikolwiek taki plan zakłóciłby amerykańskie utopijne, neoliberalne marzenie o wolnym rynku chaosu, z którego można czerpać zysk, i o otwarciu globalnych rynków finansowych, które wchłoną nadwyżkowy kapitał amerykański.

Wszystko, co amerykańskie centrum owego Imperium Nieporządku może zaoferować biednym tego świata, to permanentna wojna z użyciem nowoczesnych technologii, wojna, która – jak powiedział wiceprezydent Cheney – prawdopodobnie potrwa dłużej, niż życie jednego człowieka. Od pierwszej Wojny w Zatoce, wojsko dostarczyło nawet nowych teorii wojny, by wypełnić zadanie zarządzania i marginalizowania globalnego nieładu; w tych „asymetrycznych wojnach” nowe technologie będą decydujące. Owa wysoko­‑technologiczna wojna to współczesny New Deal, wysysający nadwyżkowy kapitał będący zawadą dla amerykańskiej ekonomii od lat siedemdziesiątych. Sekretarz Obrony Donald Rumsfeld poparł plan „rewolucji w wojskowości” (Revolution in Military Affairs), który podkreśla znaczenie opartych na nowoczesnych technologiach, lekkich i mobilnych sił militarnych, a zwłaszcza precyzyjnego bombardowania w celu zajęcia się „punktami zapalnymi”. W długim okresie, rewolucja w wojskowości ma stłumić i zniszczyć rewolucję społeczną, która mogłaby położyć kres asymetrycznej ekonomii neoliberalnego kapitalizmu.

Pierwsza wojna po 11 września, wojna w Afganistanie, była przypadkiem testowym. Jak stwierdza David Hendrickson w Towards Universal Empire: the Dangerous Quest for Absolute Security, „Już długo po tym, jak Al Kaida i Talibowie zostali wygnani, podczas gdy ewidentnie celem, jakiemu powinny być podporządkowane operacje militarne, było zabezpieczenie stabilnego rządu w Afganistanie, USA kontynuowały działania według zasad bardziej odpowiednich w okresie wojny intensywnej – ku niemałemu zakłopotaniu rządu Karzaja oraz sporym kosztem dla jego stabilności. Porażki te nie były przypadkowe. W gruncie rzeczy, ich źródłem jest amerykańskie podejście do wojny, które jest w dziwny sposób źle dostosowane do celów politycznej rekonstrukcji”6. Potwierdzając tezy Joxe’a, Hendrickson kontynuuje, że USA postrzegają wojnę „jako krótką i intensywną bitwę, a celem armii amerykańskiej jest wypędzić wroga i wycofać się”. Według Deputowanego Sekretarza Obrony, Paula Wolfowitza, powinniśmy skierować wzrok w kierunku Afganistanu, by zobaczyć, jaką świetlaną przyszłość mogłaby mieć ludność Iraku7. Nie będzie żadnego Pax Americana, żadnego nadania ludności Iraku obywatelstwa Imperium. Jak powiedział w wywiadzie dla CNN Wolfowitz, budowa demokracji należy do Irakijczyków, nie do USA. Oczywiście USA zainteresowane jest jedynie represjonowaniem opozycji, wykorzystaniem nadwyżkowego kapitału do eksploatacji Iraku i budowy nowej, wielkiej machiny wojennej oraz utrzymywaniem kontroli nad cenami ropy.

Zmiany w legitymizacji wojny

Za czasów Clintona dyskurs praw człowieka – globalna ideologia przystosowująca lewicę do kapitalizmu – wiązał się z nowym typem wojny – humanitarną akcją policyjną mającą utrzymać pokój w obrębie neoliberalnego Imperium. Lecz od tego czasu Imperium to zmieniło formę, a dyskurs praw człowieka odgrywa mniejszą rolę w usprawiedliwianiu wojny w Iraku niż wojny w Kosowie, czy nawet w Afganistanie. Jak stwierdza Hendrickson, „dla ludności amerykańskiej, druga wojna w Iraku musi zostać rozpoczęta nie w oparciu o wizję wprowadzania pokoju poprzez podbój i oświeconą imperialną administrację, ale na ze względu na bezpieczeństwo narodowe”. Polityka jest mediacją przemocy klasowej i ekonomii; demokracja jest zawieszeniem wojny klasowej/domowej. Dyskurs praw człowieka to dzisiejsza forma lewicowej polityki międzynarodowej, lewicowa strona prób kapitału zawieszenia wojny klasowej. Mimo że nowe Imperium w dalszym ciągu posługuje się dyskursem praw człowieka, by kupić lewicę, nie proponuje żadnej prawdziwej globalnej polityki, żadnej mediacji przemocy i ekonomii; jest ono militarną represją wojny klasowej.

Wydaje się, że czasy Clintona uśpiły lewicę w fałszywym poczuciu nieuchronności przyszłości: tą przyszłością zdawały się być liberalizm i wojna o prawa człowieka, ta charakterystyczna dla okresu pozimnowojennego forma wojny. Jednak wojna humanitarna w stylu Kosowa była po części skutkiem tego, że po Zimnej Wojnie Stany Zjednoczone nie potrafiły znaleźć sobie właściwego wroga. Pomimo stwierdzeń Negriego o reakcyjnym statusie Busha, po 11 września owa przyszłość doznała mutacji i relacja między wojną a Imperium także uległa zmianie. Idealna policyjna akcja humanitarna nie jest jedyną formą, jaką może przyjąć wojna w Imperium Nieporządku. Abstrakcyjny „terrorysta” i obraz Osamy bin Ladena jako wroga wypełnił rolę Innego i zapewnił dużo pewniejsze oparcie dla wojny niż interwencja humanitarna. Nie znaczy to, że wojna humanitarna czy o prawa człowieka zanikła, a jedynie to, że zmieniła się jej rola w uprawomocnianiu struktur wojny. O ile dyskurs praw człowieka wciąż obowiązuje jako podstawowy sposób na przystosowanie lewicy do kapitału, bezpieczeństwo i paranoja bezpieczeństwa dla narodów „cywilizowanych” przebiły prawa człowieka.

Slavoj Žižek twierdzi8, że mamy dziś dwa rodzaje wojny: po jednej stronie mamy konflikty etniczno­‑religijne, z naruszeniem praw człowieka, po drugiej – wojny o bezpieczeństwo, będące rezultatem ataku na globalną władzę. Jednak żadne nie są tak naprawdę wojnami w dawnym znaczeniu tego słowa. W pierwszym przypadku mamy interwencję humanitarnej akcji policyjnej. W drugim wypadku, którego przykładami są Afganistan i Irak, wrogami nie są w rzeczywistości legalni żołnierze – są nimi „państwa zbójeckie” oraz terroryści – i nie są oni podmiotem reguł wojennych. Nie żeby prawa człowieka nie odgrywały żadnej roli w drugim typie konfliktu; oczywiście odgrywają, lecz w odmienny sposób. Nie są głównym uzasadnieniem wojny – jakim jest bezpieczeństwo dla krajów cywilizowanych – zaś pomoc humanitarna jest teraz rozdawana przez same amerykańskie wojsko, aby wyraźnie wyznaczyć granicę między „nielegalnymi bojownikami” lub „państwami zbójeckimi” a prawdziwymi (i kochającymi wolność) obywatelami zaatakowanego państwa. Jest to niezbędne dla uprawomocnienia kategorii „państwa zbójeckie” oraz „nielegalni bojownicy”.

W tych nowych warunkach, usiłowania lewicy włączania coraz to większej ilości ludzi jako obywateli obecnych globalnych rządów ulegają zdemaskowaniu wraz ze wszystkimi swoimi słabościami. Ostatecznie, prawie wszyscy jesteśmy wykluczeni, zaś projekt przyjęcia do Imperium jako obywateli w rzeczywistości oznacza po prostu wzmocnienie demokratycznej maski, domagającej się dla nas abstrakcyjnych praw człowieka. I inaczej niż retoryka ery Clintona, której towarzyszyły takie subtelności, jak globalne prawa człowieka, w ogólnym środowisku strachu, amerykański rząd pod wodzą Busha zdołał uczynić z zagrożeń dla bezpieczeństwa usprawiedliwienie Imperium: nie Imperium z jakąkolwiek wizją, lecz Imperium Nieporządku.

Wszystkie próby wykroczenia poza obecną rzeczywistość i uzyskania autonomicznej podmiotowości, zawsze oznaczały poddanie się ideologii dostosowania się do kapitalizmu, idei Imperium Praw Człowieka, do którego wszyscy moglibyśmy należeć. Albowiem dla kapitalizmu, takie Imperium jest niemożliwością (wojna klasowa nie zniknie) i jednocześnie maską dla jego funkcjonowania.

Przełożył Jakub Maciejczyk

Przypisy:

1. M. Hardt, A. Negri, Empire, Cambridge, MA 2000.

2. Pojęcie multitude, które tłumaczę jako „wielość”, Negri przeciwstawia uproszczonym, „masowym” ujęciom klasy robotniczej czy ludu; kategoria ta obejmuje również pracowników umysłowych, pracowników ze sfery usług i kultury, kobiety, imigrantów i tak dalej – którzy według Negriego wszyscy są wyzyskiwani i wszyscy uczestniczą w produkcji wytwarzającej wartość – jednocześnie traktując ich jako „jednostkowości”, nie zakładając jednolitej zbiorowej tożsamości. Zob. Antonio Negri, Multitude Or Working Class? (przyp. tłum.).

3. J. Holloway, Going in the Wrong Direction, or Mephistopheles, Not Saint Francis of Assisi [w:] „Historical Materialism”, 2002, Vol. 10, No. 1, s. 79­‑91.

4. A. Negri, Imperialist Backlash on Empire: Antonio Negri interviewed by Ida Dominijanni,2002 [@:] http://www.generation-online.org/t/backlash.htm.

5. A. Joxe, Empire of Disorder, New York 2002.

6. D. Hendrickson, Towards Universal Empire: The Dangerous Quest for Absolute Security [w:] „World Policy Journal”, 2002, Fall, Vol. 19, No. 3.

7. Artykuł został napisany przed atakiem na Irak (przyp. tłum.).

8. S. Žižek, Welcome to the Desert of the Real, London 2002.