O istocie i mechanizmie zwycięstwa globalizacji

Edward Karolczuk
04.01.2010

Globalizacja jest na ustach wielu, często jednak nie mówi się o jej imperialistycznym jądrze. Wbrew tezom o jedności i „globalnej wiosce”, globalizacja zakłada w sobie dominację, nacjonalizm, rasizm i pogardę dla innych ludzi, zwłaszcza słabszych. Gdy polskich żołnierzy oblewa krwawy pot przy wprowadzaniu demokracji w Afganistanie, w Polsce ukazała się książka Neoliberalizm przed trybunałem pod redakcją Alfreda Saad­‑Filho i Deborah Johnston1. Zawiera ona 30 artykułów – warto do nich sięgnąć.

Uproszczenia globalizacji

Globalizację często przeciwstawia się państwom narodowym. Nie dostrzega się aktywnego udziału państw w jej realizacji, niezbędnego w tym celu państwowego autorytetu, środków przymusu, aparatu ideologicznego.

Istotę globalizacji widzi się w homogenizacji albo upodobnieniu się stosunków w świecie. Jej podstawą ma być między innymi wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych (BIZ). Tymczasem, jak pisze Alejandro Colás, jeśli nawet inwestycje te rosły w ciągu ostatnich trzydziestu lat, to jednak są zróżnicowane przestrzennie: koncentrują się w wiodących gospodarkach Europy, Azji Wschodniej i Ameryki Północnej.

Podobnie jest z określaniem istoty globalizacji poprzez hybrydyzację kultury, o której ma świadczyć rozprzestrzenianie się poszczególnych gatunków muzyki, popularność określonych wokalistów i zespołów, pojawianie się w tytułach czasopism i książek takich wyrażeń jak „kultura globalna”, „kultura światowa”, „kuchnie świata”, „muzyka świata”, „powieść postkolonialna”. Chociaż nie można tego zjawiska negować, to jednak należy uwzględnić nierówny rozwój hybrydyzacji oraz jej hierarchiczny wymiar. Z powodu biedy, analfabetyzmu, braku mobilności społecznej, ograniczeń politycznych i kulturalnych większość ludności niektórych regionów nie jest w stanie smakować „kuchni świata” czy koić skołatane nerwy, słuchając „muzyki świata”. Można postawić retoryczne pytanie: czy to kultura Iraku i Afganistanu przenika do kultury amerykańskiej, czy też kultura amerykańska do kultury wschodniej? Zamiast eufemizmu „przenika” może lepiej powiedzieć: „wjeżdża na hamerze lub czołgu”?

Globalizacja nie jest również tożsama z rozprzestrzenieniem się demokracji. Spore obszary pozostają pod rządami reżymów niepochodzących z demokratycznych wyborów. We wcielanie neoliberalnej globalizacji, wzorem Pinocheta, zaangażowanych było i jest wiele rządów autorytarnych. Rządzące w tych państwach ekipy potrafią łączyć liberalizm gospodarczy z represyjnym reżymem politycznym. Globalizacja i dyktatura nie muszą być w sprzeczności.

Jeśli nawet homogenizacja, hybrydyzacja, demokratyzacja są jakąś stroną globalizacji, to jednak odzwierciedlają tylko pewną tendencję, niewolną od sprzeczności.

Istota globalizacji

Globalizacja jest naturalną tendencją, towarzyszącą całej historii ludzkości. Jednak na progu trzeciego tysiąclecia naszej ery przyjęła ona zasadniczo nowe cechy, stała się jednym z wiodących czynników rozwoju społecznego, wywierając jednocześnie głęboki wpływ na wszystkie sfery życia społecznego. Zadecydowała również o kształcie tak zwanej transformacji ustrojowej w krajach postsocjalistycznych.

Współczesna globalizacja wyprowadza i łączy różne procesy w skali planety, na bazie jednolitego rynku towarów, usług i czynników produkcji, obejmującego z różnym nasileniem wszystkie kraje i regiony gospodarcze. Kapitały odpływają z obszarów, na których koszty są wysokie, i spływają do miejsc o wysokiej rentowności. Eliminowane są zbyt wysokie płace i nie dość rentowne firmy. Chęć wytwarzania tam, gdzie płace są niskie, sprawia, że konsumpcja płacowa jest blokowana i możliwości sprzedaży trzeba szukać gdzieś indziej na rynku światowym. Wszystko może być wytwarzane i sprzedane w dowolnym miejscu na ziemi. Polityka obniżania podatków stymuluje jednak konsumpcję warstw zamożnych ekonomicznie, a obniżenie stóp procentowych w celu stymulacji popytu wewnętrznego zwiększa zadłużenie gospodarstw domowych.

W globalnej gospodarce korporacje ponadnarodowe mają możliwość wykorzystywania czynników produkcji i realizowania zysków we wszystkich krajach świata, a ponadto narzucają słabo rozwiniętym krajom normy i sposoby zarządzania. Proces globalizacji charakteryzuje się zróżnicowanym stopniem zaawansowania w poszczególnych dziedzinach życia społecznego. Przyśpieszony rozwój globalizacji, nasilenie jej skutków oraz wiary w to, że żadna dziedzina życia społecznego nie może być wolna od prawa popytu i podaży, wiąże się z upadkiem światowego systemu realnego socjalizmu, kiedy to zostały zlikwidowane polityczne przeszkody na drodze ekspansji kapitału. Globalny kapitalizm oparty jest na dyktaturze rynku światowego, liberalnej ideologii, a także – co przeczy głoszonym doktrynom, ale nie interesom – na kulcie siły militarnej i stosowaniu przemocy w skali światowej, tolerowaniu wszelkich (także nieetycznych) sposobów maksymalizacji zysków i walki konkurencyjnej.

Ekonomiczna istota globalizacji polega na dążeniu do zagwarantowania „wolności rynków”. Jednakże z uwagi na ogromną przewagę państw stanowiących tak zwane centra globalizacji, wzywanie do „wolności rynków” w imię zgodności z „duchem czasu”, „przystosowania się” czy sprostania „wyzwaniom codzienności” służy ochronie interesów monopoli centrów i ukształtowaniu wygodnej im produkcji w peryferiach. Wbrew twierdzeniom niektórych, o zwycięstwie centrów nie zadecydowały tylko prawa ekonomiczne, ale także wsparcie polityczne i militarne. Ujawniła się przy tym prawidłowość – im ostrzejsze były społeczne i ekonomiczne sprzeczności kapitalizmu, tym szerszy był zakres przemocy i interwencji militarnych.

Historyczne globalizacje

Globalizacja nie jest w historii ludzkości zjawiskiem jakościowo nowym. Rozumiejąc to pojęcie w najszerszym sensie, można zaryzykować stwierdzenie, że pierwszą globalizacją było wyjście z Afryki i rozprzestrzenienie się homo sapiens lub genomu ludzkiego na wszystkie kontynenty. Dokonało się to wówczas, gdy nie było kapitału, lotnictwa, Internetu i przesyłek kurierskich. Innym rodzajem globalizacji były procesy zapoczątkowane wielkimi odkryciami geograficznymi na przełomie piętnastego i szesnastego wieku. Marks i Engels w Manifeście komunistycznym opisali procesy, które noszą znamiona przypisywane dziś globalizacji. Takim okresem, który legł u podstaw i stał się warunkiem współczesnej globalizacji, była w szczególności rewolucja przemysłowa i „epoka imperializmu” u schyłku dziewiętnastego i w pierwszej połowie dwudziestego wieku. Od wielu lat wyraziście globalny charakter miało lotnictwo i kosmonautyka, ujmujące świat ludzki w jedną całość i stosunkowo zamkniętą przestrzeń. Współczesna globalizacja umownie datowana jest na początek lat osiemdziesiątych dwudziestego wieku. Należy jednak pamiętać, że większość zjawisk jej przypisywanych, w tym przepływów ponadnarodowych (od finansów, poprzez telekomunikację, a na migracjach kończąc), oraz ponadnarodowych instytucji istniała już przed drugą wojną światową lub pojawiła się zaraz po jej zakończeniu. Jeśli pominąć Internet, to współczesna globalizacja nie jest zjawiskiem jakościowo nowym, lecz raczej czymś odnowionym, co uległo ilościowemu przyspieszeniu. W związku z tym współczesna liberalna globalizacja nie jest ani procesem nieuchronnym, ani nieodwracalnym.

Mechanizm globalizacyjny

Przy rozwoju ostatniej globalizacji istotne wydaje się zwrócenie uwagi na jej pewien mechanizm.

Po pierwsze: keynesizm znalazł się pod ostrzałem krytyki po pierwszym szoku naftowym w latach 1973­‑1974, kiedy to utrzymywało się bezrobocie i wysoka inflacja oraz spadła efektywność inwestycji, a system cen w wielu krajach uległ silnemu zaburzeniu. Dlatego w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych po obu stronach Atlantyku mogło pojawić się wielu teoretyków i praktyków będących zwolennikami tak zwanego konsensu waszyngtońskiego, obejmującego dyscyplinę budżetową, liberalizację finansów i handlu, prywatyzację, otwarcie na bezpośrednie inwestycje zagraniczne oraz możliwość cięć w wydatkach socjalnych. Rozprzestrzenienie się neoliberalizmu było z pewnością próbą szukania odpowiedzi na problemy, z którymi nie potrafiła sobie poradzić ekonomia keynesowska. Neoliberalizm stał się ideologią dokonującego się procesu globalizacji, dostarczając ponadnarodowych kryteriów oceny, standaryzacji wyrobów i zachowań, zarządzania, audytu, unormowań prawnych, procedur zapewnienia jakości, szkół biznesu, izb handlowych i pakietów oprogramowania.

Po drugie: istotnym czynnikiem ułatwiającym globalizację było osłabienie tempa wzrostu gospodarczego w krajach realnego socjalizmu, a następnie likwidacja tego systemu oraz ideowa degrengolada szeroko rozumianej lewicy na Zachodzie i Północy. Co prawda w 1974 roku w Portugalii miała miejsce „rewolucja goździków”, a następnie w portugalskojęzycznej Afryce w 1979 doszło do zwycięstwa rewolucji w Nikaragui i Iranie, ale to już tylko usypiało rewolucyjną czujność lewicy, a prawicę zmuszało do ostatecznej mobilizacji i przegrupowania swoich sił. Już w 1973 roku miał miejsce zamach Pinocheta w Chile, w roku 1979 wybór Thatcher, w 1980 wybór Reagana i masowe protesty w Polsce. Jak się później okazało, sygnalizowało to wyłanianie się nowej prawicy w skali światowej. Państwa rewolucyjne w Afryce i Ameryce Środkowej zostały osłabione przez wojny kontrrewolucyjne. Wszystkie partie socjaldemokratyczne i większość partii komunistycznych w świecie przeszły ideologiczną transformację, uciekając w stronę centrum. Upadek realnego socjalizmu oznaczał także kryzys legitymizacji państw postkolonialnych. Tam, gdzie nawet upadały dyktatury, wobec braku innej alternatywy nie powstawały państwa socjalistyczne, lecz liberalne lub liberalno­‑demokratyczne. Wiele państw afrykańskich szybko odrzuciło socjalistyczne orientacje i szyldy. Neoliberalna globalizacja (kontrrewolucja) miała oczyszczone przedpole.

Po trzecie: dla wprowadzania neoliberalnych rozwiązań i pogłębiania globalizacji użyteczny okazał się system międzynarodowych instytucji finansowych (MIF). Działały one poprzez programy strukturalnego dostosowania (ang. Structural Adjustment Programmes – SAP; obecnie występujące pod dość obłudną nazwą dokumentów strategicznych redukcji ubóstwa – ang. Power Reduction Strategy Papers), których wdrożenie jest jednym z warunków uzyskania kredytów od MIF. Szereg krajów wpadło wcześniej w tak zwaną pułapkę zadłużeniową i na początku lat osiemdziesiątych było niewypłacalnych. Międzynarodowy Fundusz Walutowy opracował programy mające na celu „ponowną stabilizację” i „dostosowanie”, w rzeczywistości zaś narzucał warunki zapewniające dłużnikom możliwość spłaty (nie spłacenie!) długów. Rdzeniem tych programów było obcięcie wydatków publicznych, dewaluacja waluty, promocja eksportu, otwarcie kont handlowych i kapitałowych, prywatyzacja oraz redukcja podatków. Całej winy za globalizację nie można jednak zrzucać tylko na Międzynarodowy Fundusz walutowy i Bank Światowy. W sterowaniu tym globalnym procesem aktywnie uczestniczyły wewnętrzne siły społeczne, które w realizowanej polityce widziały przede wszystkim zabezpieczenie swoich interesów, a w ideologii neoliberalnej tylko wygodne narzędzie. Ostatecznie zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy globalizacji wskazują na dużą rolę, pośrednią i bezpośrednią, Stanów Zjednoczonych.

Przyczyny globalizacji

Przypisywanie sprawczej roli kapitałowi finansowemu w procesie globalizacji niesie pewne uproszczenie. Taki pogląd sugeruje, że kapitał finansowy zdominował kapitał niefinansowy i narzucił mu swoją optykę widzenia i interesy. Al Campbell stawia pomijane przez innych pytania: jak to się stało, że kapitał finansowy, który przed nastaniem neoliberalizmu stanowił w Stanach Zjednoczonych 15 procent wszelkiego kapitału, za czasów neoliberalizmu stanowi już 25 procent, narzucając swą wolę i program? dlaczego kapitalizm wszedł na drogę neoliberalizmu?

U podstaw narodzin dzisiejszej globalizacji leżały antagonistyczne stosunki społeczne, konieczność reprodukcji globalnego rynku kapitalistycznego i walka mas pracujących o swoje interesy2. W dominującym nurcie dyskusji przecenia się sprzeczności pomiędzy kapitałem finansowym i niefinansowym. Często nie dostrzega się pełnej wspólnoty interesów i współdziałania obu tych grup kapitału. Ogólnie rzecz biorąc, na początku lat siedemdziesiątych kapitalizm przeżywał kryzys strukturalny – dotychczasowa polityka i instytucje finansowe nie gwarantowały właściwego procesu akumulacji kapitalistycznej. Maksymalizacja zysku była i pozostaje główną siłą napędową procesu globalizacji bez względu na szerokość geograficzną i sferę aktywności gospodarczej.

Kapitalizm keynesowski narodził się jako odpowiedź na największy kryzys międzynarodowego systemu kapitalistycznego – wielką depresję lat trzydziestych dwudziestego wieku. Działania państwa były represyjne wobec pewnych grup kapitału, przede wszystkim finansowego, który uważano za głównego sprawcę kryzysu. Makroekonomiczna polityka pieniężna i fiskalna miała pobudzać w związku z tym gospodarkę, zakładając ustępstwa wobec świata pracy w dziedzinie płacowej i socjalnej między innymi dla pobudzenia popytu.

W okresie keynesowskim różne formy kontroli wobec kapitału istniały na całym świecie, ale w Stanach Zjednoczonych było ich najmniej. Po zakończeniu drugiej wojny światowej kapitał amerykański odgrywał najważniejszą rolę w gospodarce światowej i nie był zainteresowany w tworzeniu barier w handlu z odbudowującą się Europą. Natomiast kapitał europejski, dopóki był słaby, chciał korzystać z opieki państwa. Gdy się umocnił i nagromadził wystarczającą ilość środków finansowych, zażądał większej swobody i 1958 roku wystąpiono w wnioskiem o przywrócenie wymienialności walut. Odpowiadało to również kapitałowi amerykańskiemu. Kapitał produkcyjny widział w zniesieniu ograniczeń walutowych większe możliwości rozwoju handlu. Rząd brytyjski, dążący do odbudowy eurorynku w Londynie jako centrum międzynarodowych finansów, zgodził się na wyłącznie go spod większości angielskich restrykcyjnych przepisów finansowych. Banki brytyjskie zaczęły udzielać kredytów w dolarach na bazie depozytów dolarowych złożonych przez klientów zagranicznych. Eurorynek dolarowy stanowił więc od tego momentu nieuregulowaną arenę międzynarodowych transakcji kapitałowych, zgodną z interesami kapitału finansowego, przy zachowaniu jednak kontroli nad kapitałem w ramach zalecanej przez Keynesa możliwości regulacji krajowej gospodarki.

Stany Zjednoczone udzielały kredytów pomimo deficytu bilansu płatniczego. Rosły więc nadal zasoby dolarowe w rękach zagranicy. Mimo kryzysowego deficytu banki amerykańskie nie podwyższyły swoich stóp procentowych, żeby ściągnąć kapitał międzynarodowy. Wywarły natomiast naciski na posiadaczy dolarów, aby się ich nie wyzbywały, w czym pomocny okazał się eurorynek dolarowy. Stał się on także atrakcyjny dla amerykańskiego kapitału finansowego. Choć nadal utrzymywał się ujemny bilans płatniczy, od 1963 roku w Stanach Zjednoczonych zaczęto wcielać w życie różne formy kontroli kapitałowej. W 1968 roku prezydent Lyndon Baines Johnson wprowadził w życie pierwsze formy kontroli kapitałowej wobec bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Aby zrównoważyć deficyt, zaczęto wyzbywać się rezerw złota, aż w końcu załamał się system kursów walutowych wypracowany w Bretton Woodo spraw W 1971 roku Stany zjednoczone zniosły pokrycie dolara w złocie. W trakcie dwuletnich negocjacji Europa i Japonia opowiadały się za urealnieniem kursów, a następnie za ich usztywnieniem. Z uwagi na swoją przewagę kapitałową i rolę dolara w finansach światowych, Stany Zjednoczone nie uznały tych propozycji, obstając przy podejściu neoliberalnym – czyli zniesieniu wszelkiej kontroli kapitału i swobody kształtowania się kursów. W obliczu kryzysu finansowego w lutym 1973 roku kraj ten ogłosił, że od grudnia 1974 roku zniesie wszelką kontrolę kapitałową, ale zrobił to już w styczniu.

Do zmiany stanowiska Stanów Zjednoczonych przyczyniły się dwa dodatkowe czynniki. Po pierwsze, umocniony po drugiej wojnie światowej amerykański kapitał produkcyjny zaczął we własnym interesie przeciwstawiać się wszelkiej międzynarodowej kontroli kapitałowej wobec bezpośrednich inwestycji zagranicznych. Po drugie, od roku 1973, po podwyżkach cen ropy naftowej, państwa OPEC posiadały olbrzymie ilości kapitału, który chciały (podobnie jak Europa Zachodnia i Japonia) zainwestować w MFW, aby w ten sposób zrównoważyć nieco występujące w całym świecie deficyty. Stany Zjednoczone, w imię wolności rynków finansowych, zablokowały te pomysły, dzięki czemu przekierowano główny strumień kapitałów na własny rynek, co pozwoliło na dalsze utrzymywanie przez ten kraj wysokiego deficytu, narastającego wcześniej między innymi w związku z wojną w Wietnamie.

Pod koniec lat siedemdziesiątych ofensywę neoliberalizmu ułatwiły trzy czynniki związane z polityką pieniężną. Po pierwsze, zyski w całej gospodarce wciąż spadały. Po drugie, zwiększyła się inflacja, o co kapitał obwiniał rosnące płace. Rzeczywiście, w czasie recesji lat 1973­‑1974 płace realne nadal rosły około 2 procent rocznie, mimo że wzrost wydajności spadł prawie do zera. Po trzecie, występował nieustanny deficyt bilansu płatniczego, tym groźniejszy, że towarzyszył mu spadek wartości dolara, który bardzo nie odpowiadał interesom wierzycieli Stanów Zjednoczonych, chociaż te zmniejszały w ten sposób swoje długi zagraniczne. Bardzo znamienne było to, że Arabia Saudyjska zaczęła wyprzedawać swoje rezerwy dolarowe, a w dodatku zagroziła podwyżką cen ropy, jeśli Stany nie zahamują jego spadku. Wyzbycie się rezerw dolarowych przez państwa i osoby prywatne mogło mieć daleko idące skutki ekonomiczne i polityczne dla Stanów Zjednoczonych oraz ich roli w świecie. Gdy inflacja przestała pełnić swą rolę w skali wewnętrznej i międzynarodowej, zaczynając zagrażać stabilności całego systemu finansowego, trzeba było zacząć z nią walczyć. Neoliberalizm ze swoimi monetarnymi teoriami mógł wypłynąć na szerokie wody.

Pod koniec 1978 roku administracja Jimmy’ego Cartera dokonała zwrotu w polityce. Wyjście dokonywało się kosztem interesów pracy najemnej. Dominującą w ostatnim okresie walkę o wzrost gospodarczy i redukcję bezrobocia zastąpiła walka z inflacją, a polityka pieniężna i fiskalna stały się bardziej restrykcyjne. Chociaż nastąpił wzrost stóp procentowych, nie przełożył się on początkowo na zmniejszenie kosztów pracy i spadek inflacji. Obawiano się wówczas, że zastosowanie ostrzejszych środków wywoła recesję.

Dopiero w końcu 1979 roku ograniczono podaż pieniądza, w efekcie czego stopy procentowe gwałtownie wzrosły, lecz w 1980 roku wystąpiła też spodziewana recesja. Powstrzymano wówczas spadek wartości dolara, odbudowano zaufanie do niego, nie zastopowano jednak inflacji, lecz, wbrew prognozom, przyśpieszono ją. Dopiero dalsze stosowanie polityki trudnego pieniądza okazało się skuteczne i zahamowano inflację, ale recesja lat 1981­‑1982 okazała się najgłębsza od czasu wielkiego kryzysu. Produkcja spadła w roku 1982 o 2,2 procent, a bezrobocie osiągnęło 9,7 procent. Inflacja zaś spadła z 13,5 procent w roku 1980 do 3,2 procent w roku 1983.

W lipcu 1982 roku, gdy spadła ona prawie do zera, złagodzono politykę pieniężną, jednak następstwem tego był wzrost inflacji o 4 procent, po czym ustabilizowała się ona i nie wzrosła przez następne dwie dekady. Ograniczenie jej pozwoliło Rezerwie Walutowej skierować swoją uwagę na ułatwieniu akumulacji kapitału i zażegnywanie pojawiających się kryzysów finansowych, przeważnie poprzez udzielanie pożyczek ostatniej szansy, co było uwzględnieniem doświadczeń wielkiego kryzysu.

Przeobrażenia w polityce bankowej i finansowej

Redukcja keynesowskich restrykcji wobec kapitału finansowego rozpoczęła się na długo przed triumfem neoliberalizmu i procesem nazywanym globalizacją.

Al Campbell pisze, że spośród czterech rodzajów kontroli nad kapitałem finansowym (odnoszących się do: oszustw, ujawniania informacji, ochrony majątków inwestorów oraz konkurencji) neoliberalizm zaatakował tylko jeden – dotyczący konkurencji.

Konkurencję ograniczały również cztery grupy przepisów: Regulacja Q, czyli rozdzielność firm finansowych i niefinansowych (niemożliwość prowadzenia bankowości uniwersalnej); rozdzielność bankowości handlowej od inwestycyjnej; restrykcje możliwości rozszerzania działalności na nowe rejony. Wszystkie ograniczenia zostały zniesione, poza Regulacją Q, ale i ta została w końcu ograniczona. We wcześniejszym okresie Regulacja Q polegała na sztucznym utrzymywaniu niskich stóp procentowych, co miało tę ujemną stronę z punktu widzenia krajowego kapitału produkcyjnego, że zachęcało do eksportu pieniądza i kapitału ze Stanów Zjednoczonych. Powodowało to wzrost płynności międzynarodowej i zasiliło rozwój europejskich i azjatyckich rynków pieniężnych i kapitałowych. Sam tylko rynek europieniądza osiągnął w 1972 roku rozmiary około 70 miliardów dolarów. Dzięki Regulacji Q i szczególnej roli dolara jako waluty rezerwowej, Stany Zjednoczone mogły nadal prowadzić politykę deficytu i finansowania go poprzez kreowanie pieniądza dolarowego. Emisja pieniądza pozwalała temu krajowi na pokrywanie zobowiązań płatniczych wobec zagranicy bez zakłócania wewnętrznego obiegu pieniężnego i wywoływania inflacji.

Restrykcje w ramach Regulacji Q obejmowały górne ograniczenia oferowanego przez banki oprocentowania depozytów. Ograniczenia takie (funkcjonujące z powodzeniem w latach pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych, kiedy stopy procentowe były porównywalne z limitami narzucanymi przez Regulację Q) miały na celu promowanie produkcji i wzrostu gospodarczego poprzez niskie oprocentowanie kredytów dla kapitału produkcyjnego. Kiedy w 1966 roku wzrosły minimalne stopy oprocentowania, wynaleziono sposoby obchodzenia Regulacji Q. Dopiero jednak w 1980 roku nakazano likwidację górnych progów oprocentowania, aż do ich całkowitego wycofania w roku 1986. Na przestrzeni lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych zniesiono większość ograniczeń wynikających z rozdzielenia bankowości handlowej od inwestycyjnej, które podyktowane były obawami o podnoszenie stóp procentowych ze szkodą dla kapitału produkcyjnego. Banki inwestycyjne nie mogły przyjmować żadnych depozytów, a bankom handlowym nie wolno było zajmować się rozprowadzaniem komercyjnych papierów wartościowych.

Regulacja Q i oddzielenie bankowości handlowej od inwestycyjnej zawarte były w ustawie o bankowości Glassa­‑Steagalla z 1933 roku. Pozostałości tej ustawy zostały zniesione ustawą Gramma­‑Leacha­‑Bileya o modernizacji usług finansowych z roku 1999, tworzącej prawny fundament neoliberalnego ładu w finansach krajowych, funkcjonującego faktycznie już od dłuższego czasu. Jedną z pozostałości ustawy Glassa­‑Steagalla jest zakaz zajmowania się przez pojedynczą firmę równocześnie bankowością i handlem, czyli prowadzenie tak zwanej bankowości uniwersalnej. To ograniczenie nie dotyczy jednak koncernów samochodowych, którym pozwolono świadczyć usługi kredytowe przeznaczeniem na zakup nowych samochodów.

W ustawie McFaddena z 1927 roku zakazywano bankom tworzenia filii w innych stanach. Intencją ustawodawcy było to, by banki udzielały kredytów dla lokalnego kapitału produkcyjnego małej skali. Obawiano się bowiem, że drobni producenci nie będą atrakcyjnymi klientami dla banku ogólnokrajowego ze stanowymi filiami. Dopiero w 1994 roku ustawa Riegala­‑Neala o bankowości i efektywnym rozszerzaniu działalności ustanowiła trzyletni termin niemal zupełnej eliminacji ograniczeń w zakresie otwierania filii.

Neoliberalna polityka fiskalna i pieniężna

Neoliberałowie za swe główne zadanie uważają stanie na straży reżymu wolnorynkowego, pilnowanie niskich wydatków budżetowych i strzeżenie wartości pieniądza. Wydatki budżetowe powinny być kierowane na sprawy, których nie można załatwić za pomocą wolnego rynku i tylko na to powinny być ściągane podatki. Polityka podatkowa nie powinna więc wiązać się ze wzrostem gospodarczym. Jeśli w praktyce Stanów Zjednoczonych postulaty te nie spotkały się z pełną realizacją, to ze względu na wzrost wydatków zbrojeniowych za prezydentury Reagana i Busha juniora.

Polityka keynesowska w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych zmierzała do promocji produkcji i w związku z tym dążyła do utrzymania niskich stóp procentowych. Wynosiły one wówczas od 1 do 2 procent a przez znaczną część lat siedemdziesiątych były nawet ujemne. Z nastaniem panowania neoliberalizmu wzrosły w latach osiemdziesiątych do ponad 4 procent.

Skutki globalizacji dla polityki pracowniczej i socjalnej

Błędne jest mniemanie, jakoby w okresie kompromisu keynesowskiego, istniał rodzaj zwieszenia broni pomiędzy pracą i kapitałem, gdyż kapitał uświadomił sobie swój „problem realizacji” wynikający z niedostatecznego popytu i świadomie podnosił płace, aby przezwyciężać problemy ze zbytem towarów. Nawet jeśli ekipa Trumana obawiała się zmniejszenia popytu w związku ze zmniejszeniem wydatków rządowych po zakończeniu wojny i Truman wystąpił w przemówieniu radiowym 30 października 1945 roku z wezwaniem o podwyżki płac, to jednak w latach 1945­‑1946 doszło do fali strajków, a już w 1947 roku Kongres uchwalił najsilniejszą ustawę antypracowniczą w dwudziestym wieku, ustawę Tafta­‑Hartleya (obalając przy tym, co ciekawe, weto Trumana) – co świadczy o tym, że większość przedstawicieli kapitału nie podzielała jego poglądów i nie doszło do żadnego kompromisu i zawieszenia broni między kapitałem a pracą. Ustawa ta wprowadzała między innymi kontrolę nad finansami związków zawodowych, zabraniała im udziału w kampaniach politycznych, wymagała od przywódców związkowych deklaracji, że nie są członkami Partii Komunistycznej ani jej nie wspierają. Ponadto Federalny Prokurator Generalny miał prawo zawiesić na osiemdziesiąt dni każdy planowany lub rozpoczęty strajk, jeśli „zagrażał zdrowiu i bezpieczeństwu publicznemu”. Ustawa ta została przyjęta w początkowej fazie zimnej wojny, gdy w Stanach Zjednoczonych zapanowały silne nastroje antykomunistyczne i antysowieckie. Partia Republikańska i prawicowe frakcja Partii Demokratycznej odrzuciły wówczas tak zwane „prozwiązkowe prawodawstwo administracji Roosevelta”.

Wobec zapotrzebowania na amerykańskie towary po zakończeniu wojny, kapitał potrzebował stabilizacji produkcji. Dlatego w latach czterdziestych i pięćdziesiątych między pracodawcami i pracownikami zawierano umowy wieloletnie i kapitał walczył o ich wydłużenie. Gdy w 1957 roku nadeszło oczekiwane spowolnienie w gospodarce i strajki stały się mniej kosztowne, kapitał wykorzystał ten moment, aby nasilić konfrontację ze związkami zawodowymi w sprawach płac, mechanizacji oraz intensyfikacji pracy (posługując się eufemizmami typu: „wydajność pracy”, „spożytkowanie kadr” czy „warunki pracy”). Kiedy zaś w latach sześćdziesiątych nastała dobra koniunktura, nie od razu podzielono się zyskami z pracownikami, lecz dopiero po kolejnej fali strajków. W całym okresie powojennym kapitał walczył przeciwko ilościowemu i przestrzennemu rozszerzaniu się związków zawodowych. Wskaźnik uzwiązkowienia pracujących spadł z 35 procent w 1945 roku do 23 procent w roku 1980. Nigdy więc w okresie keynesowskiego kompromisu nie było pokoju pomiędzy kapitałem i pracą. Al Campbel pisze, że „Istniała raczej między kapitałem a pracą obopólna zgoda w dwóch zasadniczych kwestiach: nie usiłowano dążyć wprost do złamania związków w miejscach, gdzie już zapuściły korzenie (nawet po ich znaczących klęskach, takich jak strajk przeciwko General Electric w roku 1959), i uznawano, że świat pracy ma prawo do pewnej części korzyści ze wzrostu wydajności”3.

Dojście do głosu neoliberalizmu doprowadziło do zmiany poglądu na główne źródło zwiększenia zysków. Przestano ten wzrost widzieć w produkcji i obrotach kapitału, a zaczęto go dostrzegać w mechanizacji, lepszym zarządzaniu, a szczególnie w zmniejszeniu wynagrodzeń bądź w zwiększeniu intensyfikacji pracy. Al Campbell pisze, że w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych miało miejsce siedem konkretnych ataków kapitału na pracę, które zadecydowały o kształcie nowych stosunków w ramach tego, co nazywamy globalizacją i o zerwaniu dawnego porozumienia.

Istnieje kilka istotnych cech tej polityki:

Po pierwsze, kapitał znacznie zwiększył swoją produkcję zamorską. Pozwoliło mu to, z jednej strony, obniżyć koszty, ale z drugiej, doprowadziło do powiększenia się i ustabilizowania bezrobocia w krajach rodzimych, obniżenia płac i świadczeń socjalnych oraz obniżenia uzwiązkowienia wśród pracujących.

Po drugie, kapitał zaczął stosować politykę zamrażania płac, a nawet jawnych ich obniżek. „W 1982 roku 44 procent należących do związków pracowników, którzy starali się o nowe umowy, przyjęło cięcia płacowe, a przynajmniej zamrożenie płac co najmniej przez pierwszy rok obowiązywania umowy; w 1980 roku nie było takich zapisów w umowach”4.

Po trzecie, z umów o pracę zaczęto usuwać klauzule o indeksacji płac w miarę wzrostu kosztów utrzymania. W 1985 roku klauzulę tę utraciło 40 procent odnawiających kontrakt pracowników, spośród tych, którzy je posiadali.

Po czwarte, pojawiły się dwutorowe siatki płac, przyznające nowym pracownikom znacznie mniejsze płace za dokładnie taką samą pracę, jak wykonywana przez pracowników zatrudnionych już jakiś czas. Rozpoczynający zaczynali z reguły od płacy o połowę niższej, natomiast zrównanie następowało w najlepszym wypadku po roku, a w najgorszym po dziesięciu latach. Biorąc pod uwagę dużą ruchliwość i mobilność społeczeństwa amerykańskiego, w grę wchodzą ogromne sumy.

Po piąte, pracowników pełnoetatowych zaczęto zastępować „pracownikami czasowymi”, „pracownikami na żądanie”, bądź zatrudnionymi na „umowę o dzieło”, co pozwalało kapitałowi oszczędzać na świadczeniach zdrowotnych, urlopowych, emerytalnych i innych.

Po szóste, izolowanie związków i walka z ich rozprzestrzenianiem w okresie keynesowskim przerodziło się w epoce globalizacji w zwalczanie i rozbijanie związków (na przykład poprzez zamykanie fabryk i otwieranie nowych już bez związków). Symbolicznego wymiaru nabrało pokonanie w 1981 roku PACTO, związku zawodowego kontrolerów ruchu lotniczego.

Po siódme, spadła realna wartość płacy minimalnej oraz obniżono świadczenia z tytułu ubezpieczenia od bezrobocia.

Po ósme wreszcie, dzięki zmianom kadrowym w Krajowej Radzie Stosunków Pracowniczych i wprowadzeniu do niej ludzi nastawionych antypracowniczo, ograniczono prawa związków zawodowych, zaczęto interpretować prawo w sposób korzystniejszy dla kapitału oraz zmniejszono pomoc w przekwalifikowywaniu się dla zwalnianych pracowników.

Oczekiwania większości ludzi pracy wobec globalizacji coraz bardziej rozmijają się z rzeczywistością. W dobie globalizacji również problemy patologiczne, jak korupcja, prostytucja, narkomania czy terroryzm, przybierają charakter globalny. Globalizacja zamiast do wzrostu i harmonii prowadzi do asymetrycznej współzależności, umacniania pozycji politycznej korporacji ponadnarodowych, wstrząsów finansowych, bezrobocia i marginalizacji licznych grup społecznych. Skutkiem globalizacji jest wzmożona zależność europejskiego wzrostu gospodarczego od kursu euro do dolara. Stany Zjednoczone jako światowe mocarstwo finansowe i walutowe prowadzą odpowiadającą im politykę kursów walutowych, co ma wpływ również na gospodarkę światową i pozycję tego kraju. Faza spadku kursu dolara pozwala przywrócić konkurencyjność gospodarce Stanów Zjednoczonych lub utrzymać zdobyte pozycje, faza zwyżkowa zaś jest wyrazem przywrócenia supremacji i osiągania z niej korzyści.

Neoliberalizm pozbawił kapitalizm tradycyjnych osłon i wystawił na niebezpieczeństwo największego w dziejach kryzysu ekonomicznego i politycznego. Jak na razie, nie widać sił społecznych i partii politycznych, które byłyby w stanie podołać zadaniu walki ze zrodzonymi przez globalizację problemami. Proces liberalnej globalizacji, jako zależny od ludzi, jest również odwracalny, wymaga jednak mobilizacji sił w skali światowej.

Przypisy:

1. Neoliberalizm przed trybunałem, red. A. Saad­‑Filho, D. Johnston, Warszawa 2009.

2. Wydaje się, że obecnie większość badaczy nie docenia roli sprzeczności klasowo­‑warstwowych w genezie globalizacji. Michael Hardt i Antonio Negri piszą, że gdyby nie doszło do powstania globalnego Imperium, istniała alternatywa w postaci rewolucji na wzór leninowski. „Oto alternatywa wpisana w dzieło Lenina: światowa rewolucja komunistyczna albo Imperium, przy czym między obiema możliwościami jest głęboka analogia”. M. Hardt, A. Negri, Imperium, Warszawa 2005, s. 254.

3. A. Campbell, Narodziny neoliberalizmu w Stanach Zjednoczonych: reorganizacja kapitalizmu [w:] Neoliberalizm przed trybunałem, s. 309.

4. Tamże, s. 310.

Edward Karolczuk – ur. 1955; doktor nauk humanistycznych; interesuje się problemami teorii polityki, historii najnowszej i społeczno­‑politycznych skutków transformacji; w ostatnim okresie publikował na łamach „Dziś”.