Od „zielonej gospodarki” do „ożywienia”

Czyli ekologia polityczna czasów kryzysu

Bartłomiej Kozek
16.11.2013

Kryzys ekonomiczny, który trwa od 2008 roku i przybiera zróżnicowane formy (od kryzysu sektora finansowego aż po zadłużenie publiczne, będące pretekstem dla polityki cięć i zaciskania pasa), miał odsunąć na drugi plan kwestie ekologiczne. W celu potwierdzenia tej tezy wystarczy porównać polską prasę z lat 2007­‑2008, która wydawała kolejne „zielone edycje”, tworzyła codzienne działy ekologiczne czy dołączała do swych nakładów płócienne torby wielorazowego użytku, z dzisiejszymi tytułami odkrywającymi kolejne „ekościemy”.

Zainteresowanie ochroną środowiska jako nowym paradygmatem cywilizacyjnym, wzbudzone opublikowaniem na początku 2007 roku przez Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu (Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC)1 raportu na temat antropogenicznych zmian klimatu, na polskim zaś gruncie dodatkowo poprzedzone dyskusją wokół budowy obwodnicy Augustowa, która miała przebiegać przez cenne przyrodniczo tereny doliny Rospudy, z radarów mediów głównego nurtu w dużej mierze zniknęło po fiasku szczytu klimatycznego w Kopenhadze pod koniec 2009 roku. Od tego czasu w dyskursie głównego nurtu gospodarka zaczęła być odmieniana przez wszystkie przypadki, a działania mające na celu poprawę jej złego stanu odsunęły na dalszy plan walkę ze zmianami klimatu, którą uznano za przedsięwzięcie drogie i zmniejszające konkurencyjność rynkową (na przykład Unii Europejskiej wobec Chin).

Nie oznacza to rzecz jasna, że szeroko pojęte środowiska ekologiczne zupełnie straciły grunt pod nogami. Mimo istotnych problemów, związanych chociażby z ogłoszeniem przez media kolejnego „renesansu energetyki jądrowej” czy boomu na eksploatację gazu łupkowego w Stanach Zjednoczonych, udało im się wypromować korzyści, jakie uzyskały podążające drogą transformacji energetycznej w stronę rozproszonej energetyki odnawialnej Niemcy. Nawet stosunkowo mało „zielone” instytucje międzynarodowe zaczęły propagować inwestycje w działania na rzecz ochrony klimatu jako remedium na zadyszkę globalnej gospodarki. Jak to z przejmowaniem postępowych haseł przez główny nurt bywa, szybko pojawiły się zarzuty o traktowanie haseł ekologicznych jako nowej zasłony dymnej dla robienia tego, co zwykle – prywatyzowania usług publicznych czy przerzucania kosztów społecznych i ekologicznych na uboższe warstwy społeczne.

Zielona korekta kapitalizmu

Pierwszą zieloną odpowiedzią na globalny kryzys stała się koncepcja Zielonego Nowego Ładu – publicznych inwestycji w sektory, których rozwój może przyczynić się do zmniejszenia emisji gazów cieplarnianych oraz stworzenia nowych miejsc pracy. Trzema obszarami uznanymi za priorytetowe z powodu ich wysokiego udziału w generowaniu szkodliwych emisji były energetyka, transport oraz budownictwo2. Zgodnie z koncepcjami partii ekopolitycznych oraz zielonych think tanków na całym świecie oznaczało to promowanie inwestycji w podnoszenie efektywności energetycznej, wspieranie rozproszonej energetyki odnawialnej, zintegrowanych systemów transportowych w miastach, kolei zamiast indywidualnego transportu samochodowego oraz termorenowacji budynków publicznych i prywatnych3.

Istotne inspiracje płyną z Niemiec, gdzie 20 procent zapotrzebowania energetycznego pokrywa się ze źródeł odnawialnych. Rozwój i wdrażanie technologii, dzięki którym stało się to możliwe, przyczyniły się do skruszenia oligopolu czterech największych firm energetycznych i utworzenia niemal 400 tysięcy nowych miejsc pracy. Dziś w sektorze energetyki odnawialnej w tym kraju zatrudnia się ponad dwukrotnie więcej osób niż w energetyce konwencjonalnej, opartej na surowcach nieodnawialnych, takich jak węgiel, gaz, ropa czy uran4.

Koncepcja Zielonego Nowego Ładu pomogła Zielonym w Europie w przezwyciężeniu największego ograniczenia ich dalszego rozwoju – przekonania, że ekologia jest wartością postmaterialną i tym samym kierowanie się zasadami trwałego, zrównoważonego rozwoju jest dobre jedynie w czasie prosperity. Idea odwołująca się do programu inwestycji publicznych realizowanych w czasach wielkiego kryzysu lat trzydziestych dwudziestego wieku przez amerykańskiego prezydenta Franklina Delano Roosevelta obrana została przez Europejską Partię Zielonych za hasło przewodnie kampanii w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2009 roku, w wyniku której ich reprezentacja w Europarlamencie uległa zwiększeniu5.

Nie oznacza to jednak, że jest to wyłącznie ideowa podbudowa dla programów wyborczych. Sama idea nie powstała w sztabach wyborczych, lecz w ramach specjalnej grupy roboczej, powołanej przez postępowy brytyjski think tank, Fundację Nowej Ekonomii (New Economics Foundation – NEF). Grupa ta rozpoczęła pracę jeszcze w roku 2007, a rok później światło dzienne ujrzała publikacja A Green New Deal, której podtytuł streszcza stojącą za nią koncepcję: „Sprzężone postulaty na rzecz rozwiązania potrójnego kryzysu: finansowego, zmian klimatu oraz wysokich cen ropy”6.

Zawarte w niej propozycje wyraźnie pokazują, że jeśli już mówimy o „zielonej korekcie kapitalizmu”, to ma ona głęboki charakter. Tworzący ją zespół – w którym znalazł się między innymi szef działu ekonomicznego dziennika „The Guardian”, Larry Elliott, były dyrektor organizacji Friends of the Earth, Tony Jupiter, czy obecnie jedyna posłanka Partii Zielonych Anglii i Walii w Izbie Gmin i była jej liderka, Caroline Lucas – zauważył, że aby wyjść z kryzysu i zerwać z uzależnieniem kraju od sektora finansowego, Wielka Brytania musi inwestować 50 miliardów funtów rocznie.

Poza wzywaniem do publicznych inwestycji w efektywność energetyczną czy termomodernizację publikacja NEF zwracała dużą uwagę na konieczność ponownego uregulowania sektora finansowego oraz oddzielenia bankowości detalicznej od inwestycyjnej, a także na walkę z unikaniem płacenia podatków przez wielkie korporacje, które są zarejestrowane w rajach podatkowych – tu rozwiązaniem miałby stać się wymóg prezentowania raportów ze swojej działalności w rozbiciu na poszczególne kraje, w których korporacje prowadzą interesy. Podobne postulaty – wzbogacone między innymi o pomysły na powołanie do życia publicznej, europejskiej agencji ratingowej czy wprowadzenie podatku od transakcji finansowych – pojawiły się wśród postulatów Europejskiej Partii Zielonych7.

Dyskusje w rodzinie

Impulsem do rozwoju idei Zielonego Nowego Ładu stała się jego krytyka feministyczna. Zauważono, że promowane za pośrednictwem tej koncepcji miejsca pracy powstałyby w zawodach, w których większość stanowisk zajmują mężczyźni. Krytyka ta przyczyniła się do poszerzenia koncepcji Zielonego Nowego Ładu o silny komponent społeczny, w którym istotną rolę odgrywa gospodarka opieki oraz zapewnienie wysokiej jakości usług publicznych, takich jak ochrona zdrowia czy edukacja8. Ambitna polityka społeczna miałaby być realizowana dzięki zwiększeniu opodatkowania bogactwa (stąd postulaty zwiększenia progresywności systemu podatkowego, które możemy zaobserwować wśród europejskich partii ekopolitycznych) oraz zanieczyszczeń. W tej ostatniej kwestii dyskusja toczy się wokół tego, czy bardziej efektywnym narzędziem miałby być podatek węglowy podobny do tego, który wprowadziła kanadyjska prowincja Kolumbia Brytyjska, czy też zreformowany system handlu emisjami9.

Innym przedmiotem dyskusji jest problem relacji między Zielonym Nowym Ładem a koncepcją nieograniczonego wzrostu gospodarczego, która jest krytykowana przez liczną grupę przedstawicielek i przedstawicieli ruchu ekologicznego. Według osób, które na podstawie faktu ograniczonej ilości surowców naturalnych oraz zdolności regeneracji cykli życiowych planety postulują konieczność spadku gospodarczego, Zielony Nowy Ład jest typowym, keynesowskim z ducha narzędziem stymulacji gospodarki, którego użycie może skończyć się powrotem do normalnego biegu spraw.

W zależności od podejścia do samej idei wzrostu gospodarczego padają dwie odpowiedzi. Przedstawiciele NEF – ale też na przykład dwóch niemieckich europosłów Zielonych, Reinhard Bütikofer i Sven Giegold10 – argumentują, że nie ma tu sprzeczności. Wzrost gospodarczy potrzebny jest po to, by w krótkiej perspektywie ustabilizować sytuację ekonomiczną, poprawić kondycję rynku pracy oraz pobudzić popyt w sektorze gospodarki realnej. Wprowadzanie takich zmian, jak transformacja globalnej gospodarki z wysokowęglowej na niskowęglową, ponowna decentralizacja produkcji, skracanie łańcuchów dostaw, rozwój rolnictwa organicznego zamiast przemysłowego czy reindustrializacja globalnej Północy, jest pożądane i będzie jeszcze przez długie lata generować wzrost gospodarczy.

Inną perspektywę prezentują zwolennicy „zielonego wzrostu”, tacy jak dyrektor Fundacji im. Heinricha Bölla, Ralf Fücks. Zarówno w swoich tekstach publicystycznych11, jak i wydanej niedawno książce o „inteligentnym wzroście”12, Fücks argumentuje, że nie ma obecnie przekonujących dowodów na to, że gospodarka bezwzrostowa będzie w stanie podtrzymać zarówno miejsca pracy, jak i instytucje państwa opiekuńczego. Pozostaje zwolennikiem skupiania się na oddzieleniu wzrostu gospodarczego od wzrostu emisji gazów cieplarnianych (ang. decoupling) i podkreśla, że rozwój gospodarki opartej na wiedzy, w powiązaniu z transformacją ekonomiczną, będą dostateczną odtrutką na mankamenty spekulacyjnego kapitalizmu finansowego.

Troska czy maskarada?

O ile koncepcja Zielonego Nowego Ładu wywoływała raczej zastrzeżenia niż całkowitą negację ze strony szeroko pojętych środowisk postępowych, o tyle już „zielona gospodarka” budziła ogromne kontrowersje. Patrząc na dokumenty, takie jak opasła publikacja Programu Narodów Zjednoczonych do spraw Środowiska (United Nations Environment Programme – UNEP) Towards a Green Economy: pathways to sustainable development and poverty eradication („W stronę zielonej gospodarki. Ścieżki w kierunku zrównoważonego rozwoju i likwidacji biedy”)13, można by sądzić, że nie różni się ona zbytnio od Zielonego Nowego Ładu. Znajdziemy tu sporo troski o wyczerpujące się zasoby rybne, brak dostępu rzesz ludzi do wody oraz zmniejszenie poziomu zanieczyszczeń generowanych przez przemysł.

Krytycy zielonej gospodarki zdają się sugerować, że jest ona swego rodzaju „folderem reklamowym” dla prywatnych inwestorów. Zdradzać ma to już sam język, w którym przyroda staje się „kapitałem naturalnym” i poddawana jest monetyzacji, jak na przykład w próbach wyceny usług ekosystemowych14. Zamiast traktować środowisko jako fundament życia na Ziemi, w obrębie którego aktywność gospodarcza człowieka jest jedynie niewielkim jego elementem, wtłacza się je w ramy maksymalizacji zysków i minimalizacji kosztów.

Zagrożenia związane z tym procesem streszczają w swej pracy Critique of the Green Economy („Krytyka zielonej gospodarki”) Barbara Unmüßig, Wolfgang Sachs i Thomas Fatheuer15. Poza oczywistymi problemami z dokładnym oszacowaniem wartości środowiska zauważają, że wyliczenia te mogą otworzyć puszkę Pandory komercjalizacji i prywatyzacji usług ekosystemowych. Wycena poszczególnych elementów środowiska naturalnego może sprawić, że staną się one przedmiotem handlu i spekulacji. I tym samym – zdaniem krytyków – wytworzy się złudne przekonanie, że elementy środowiska naturalnego są w jakiś sposób wymienialne i że wystarczy zapłacić określoną sumę pieniędzy, by uzyskać rozgrzeszenie z ekologicznie szkodliwych działań, na przykład budowy zalewającej dziewiczą puszczę tamy w Amazonii. Podejście to pomija chociażby znaczenie, jakie dany ekosystem ma dla zamieszkującej go ludności, jak chociażby plemion dorzecza Amazonki.

Jeszcze dalej w krytyce tej koncepcji idzie Edgardo Lander, który w przygotowanej dla Transnational Institute analizie określa ją mianem „wilka w owczej skórze”16. W przeciwieństwie do autorów poprzedniej krytyki nie znajduje ciepłych słów dla choćby części proponowanych tam rozwiązań, takich jak wycofanie szkodliwych subsydiów dla rolnictwa przemysłowego – odnotowuje, że UNEP zauważa rodzące się na świecie alternatywy dla neoliberalnego status quo, ale nie poddaje ich żadnej refleksji. Jego zdaniem grzechem pierworodnym tego raportu jest zupełne pominięcie globalnych struktur władzy oraz ich dotychczasowego wpływu na stan środowiska.

Zamiast myśleć o zmianie tych struktur, „zielona gospodarka” chce jedynie usuwać bariery dla wzrostu gospodarczego, nie widzi zaś źródeł trwającego kryzysu, takich jak przerost sektora finansowego, oraz ignoruje rosnącą bezradność rządów wobec interesów globalnych korporacji. Ewentualne regulacje ze strony instytucji publicznych nie miałyby na celu tego, co mieć powinny, a więc strukturalnej zmiany w stosunkach władzy, zapewniającej trwały prymat środowiska i praw człowieka nad wąsko pojmowanymi interesami ekonomicznymi, a jedynie przekierowanie strumienia pieniędzy z „brudnej” działalności gospodarczej do „czystej”, wzmocnione obietnicą otrzymywania przez kapitał wyższej stopy zysku w wyniku jego przejścia „na zieloną stronę mocy”.

Na globalnym Południu

W gronie idei, które mogą zmienić postrzeganie przyrody przez pryzmat ekonomii, jedną z najważniejszych i najbardziej wpływowych jest rozpowszechniająca się w Ameryce Łacińskiej koncepcja buen vivir. W przeciwieństwie do czerpiącej przede wszystkim z oświeceniowego racjonalizmu idei zrównoważonego rozwoju oraz programów politycznych wyliczających ekonomiczne korzyści z dbania o środowisko, „dobre życie” zwraca się w zupełnie inną stronę, bliższą emocjonalnemu podejściu do otaczającego człowieka świata oraz jego jedności z przyrodą.

Buen vivir czerpie wiele z poglądów rdzennej, indiańskiej ludności zamieszkującej Amerykę Południową. W jej wizji świata olbrzymią rolę odgrywa Panchamama – Matka Ziemia, dostarczająca człowiekowi potrzebnych mu do przetrwania dóbr. Człowiek może zaznać poczucia „dobrego życia” w wyniku znalezienia równowagi między własną egzystencją a środowiskiem. Zakłócenie równowagi w przyrodzie – na przykład poprzez rozregulowanie cykli życiowych w biosferze – jest równoznaczne z rozregulowaniem życia lokalnej społeczności.

Buen vivir przeciwstawia się znanemu na globalnym Południu przekonaniu, że dobrobyt państw i społeczeństw może opierać się na wydobywaniu surowców naturalnych. Bardziej niż na efektach, jakie ta polityka ma chociażby dla rozwoju przemysłu i usług o wyższej wartości dodanej, „dobre życie” skupia się na prawie lokalnych społeczności do samostanowienia i zwraca uwagę na negatywny wpływ inwestycji wydobywczych na ich życie. Przykładów na zakłócanie kruchej równowagi między człowiekiem a przyrodą w Ameryce Łacińskiej nie brakuje – poza wielkimi tamami wodnymi w dorzeczu Amazonki warto wspomnieć na przykład o sporach wokół wydobywania ropy naftowej na obszarach przyrodniczo cennych w Ekwadorze.

Nic dziwnego, że koncepcja tak wyraźnie inspirowana wierzeniami rdzennej ludności najsilniej oddziałuje dziś na kraje, w których w ostatnich latach dokonała się emancypacja mieszkańców – Boliwię oraz Ekwador. Jak zauważa autor poświęconej buen vivir publikacji17, Thomas Fatheuer, oba te państwa w ostatnich latach przyjęły nowe konstytucje, w których z jednej strony podkreślono wielokulturowość każdego z nich, z drugiej zaś zawarto kwestie ochrony środowiska. Ekwador wymienił w swej ustawie zasadniczej składniki „dobrego życia”, takie jak wyżywienie, zdrowie, edukacja czy dostęp do wody. W wypadku Boliwii zasada ta wymieniona została w gronie podstawowych zasad polityki państwa obok takich reguł, jak: „nie bądź leniwy, nie kłam, nie kradnij” czy nakazu „podążania drogą mądrości”.

O ile Zielonemu Nowemu Ładowi czy zielonej gospodarce zarzucić można skupianie się na detalach czy podkreślanie materialnych korzyści z ochrony środowiska, tak mankamentem buen vivir jest duży stopień ogólności tej idei. Z jednej strony nie da się zaprzeczyć, że ma ona wpływ na zainteresowanie się krajów „osi andyjskiej”, jak określił ekwadorsko­‑boliwijski alians Fatheuer, kwestiami ochrony środowiska, której podstawy państwa te czerpią nie z idei importowanych z Globalnej Północy, ale ze źródeł rodzimych. Właśnie taka specyfika inspiracji sprawia, że przywódcy polityczni tych krajów działają śmielej tak na arenie wewnętrznej, jak i międzynarodowej. Przykładem może być tu nacjonalizacja przemysłu wydobywczego w Boliwii, mająca przysłużyć się kontroli nad wykorzystywaniem bogactw naturalnych na potrzeby społeczności lokalnych, ale również domaganie się od zamożniejszych państw wsparcia dla programów walki ze zmianami klimatu, mających być zadośćuczynieniem za lata kolonialnego wyzysku.

Z drugiej strony oba te kraje w dużej mierze stawiają na eksploatację surowców naturalnych. Da się zauważyć znaczącą zmianę i odejście od prywatyzowania zysków z ich wydobycia w stronę finansowania za ich pomocą szeroko zakrojonych programów socjalnych, jednak napięcia między ochroną środowiska a wydobyciem widoczne są gołym okiem. Wątpliwości nie rozwiewa nawet boliwijska konstytucja, w której znajdziemy zarówno zapis o ochronie przyrody, jak i wysuwanie na pierwszy plan w sprawach gospodarczych industrializacji oraz komercjalizacji surowców naturalnych.

Ekologia romantyczna

Buen vivir ma swój europejski odpowiednik w postaci koncepcji „ożywienia”18, opracowanej przez niemieckiego naukowca Andreasa Webera, poruszającego się na styku biologii oraz kulturoznawstwa. Jego zdaniem ludzkość ma tendencję do traktowania pozostającej poza nią sfery życia jako „martwej materii” i mierzenia jej wartości miarą użyteczności dla siebie.

Taką rolę miała pełnić dziewiętnastowieczna wersja ewolucjonizmu, skupiającego się na rywalizacji poszczególnych gatunków i na przetrwaniu tych najsilniejszych. Zdaniem Webera była ona odzwierciedleniem nie świata naturalnego, lecz ówczesnych rozwarstwionych klasowo społeczeństw. Konkurencyjny, bezwzględny wobec słabych świat przyrody miał pokazywać „naturalność” rodzącego się wówczas kapitalizmu – organizmy żywe, niczym ludzie, miały „od zawsze” skupiać się wyłącznie na maksymalizacji zysków oraz minimalizacji kosztów.

Dzisiejsza biologia pokazywać ma tymczasem, jak bardzo ograniczony był to obraz rzeczywistości przyrodniczej – przykładem mogą być liczne przypadki kooperacji zarówno między poszczególnymi osobnikami z tego samego gatunku, jak i należących do zupełnie różnych gatunków. Dziś, jeśli nie chcemy popełnić tego samego błędu, który towarzyszył nauce dziewiętnastowiecznej, powinniśmy odrzucić wizję dychotomicznego podziału na kulturę i naturę, odejść od przekonania, że jedynym źródłem wiedzy jest bezosobowa, obiektywna nauka, a także zerwać z mitem, jakoby środowisko miało stanowić dla nas wzór efektywności w wykorzystywaniu zasobów, który powinniśmy przenosić na naszą działalność ekonomiczną. Wskazując chociażby na niską wydajność procesu fotosyntezy, Weber pragnie dowieść, że nie tu powinniśmy szukać inspiracji dla „dobrego życia”.

Gdzie zatem ich poszukiwać? Według Webera musimy na nowo odkryć nasze zanurzenie w świecie przyrody oraz fakt, że jesteśmy jego integralną częścią, nie zaś bliżej nieokreślonym zewnętrzem. „Ożywienie” ma być niezbędnym uzupełnieniem oświecenia – naukowego racjonalizmu i suchego obiektywizmu. Kluczowym elementem „ożywienia” jest „poetycka obiektywność” – uwzględnianie doświadczeń zanurzonej w świecie jednostki oraz sieci powiązań, w obrębie której jednostka funkcjonuje. Ma ono być podobne pojmowaniu nauki, które było rozpowszechnione w dziewiętnastowiecznym romantyzmie. Ta epoka, wbrew stereotypom, nie odrzucała poznania naukowego jako takiego, ale pragnęła uzupełnić narzędzia poznawania świata o ludzką emocjonalność. Taka „pierwszoosobowa nauka” generować będzie niejeden paradoks, który miałoby się doznawać i przyjmować do wiadomości jako element egzystencji, nie zaś – jak w wypadku nauki pooświeceniowej – za wszelką cenę eliminować.

Tak jak w przypadku buen vivir, znacznie trudniej wskazać tu praktyczne, gotowe do realizacji postulaty polityczne. Obie te koncepcje celują w znacznie głębsze niż Zielony Nowy Ład czy zielona gospodarka podstawy naszego bycia w świecie. „Ożywienie” stawia sobie za cel zmianę naszego sposobu pojmowania świata – akceptację ciągłego, wzajemnego przenikania się różnych punktów widzenia oraz wchodzenie ich w kooperację. Zamiast prymatu „nauki w trzeciej osobie” proponuje jej dialog z postrzeganiem pierwszoosobowym. Świat – jeśli ma w końcu stanowić całość – jest jednocześnie na zewnątrz i wewnątrz nas, złożony zarówno z faktów, jak i emocji, które one generują. Podstawowym celem – także politycznym – ma być, zdaniem Webera, mnożenie życia, relacji ze światem, możliwości rozwoju oraz zaspokajania potrzeb.

Poza cykle wyborcze

Choć zaprezentowane w powyższym przeglądzie najnowsze ekoidee wiele różni, mają one jedną wspólną cechę. Ich ambicje nie ograniczają się do okresu między kolejnymi wyborami politycznymi i stawiają sobie za cel szeroko zakrojone zmiany w sposobie funkcjonowania świata, który znamy. Choć poruszają się na różnych poziomach, kieruje nimi przekonanie, że człowiek musi w większym niż do tej pory zakresie liczyć się z ekosystemowymi ograniczeniami.

Kto wie, czy nie staną się one inspiracją do powstania nowych instytucji, takich jak Parlament dla Przyszłości, którego powołanie na łamach „Green European Journal” postulował fiński publicysta Timo Järvensivu19. O ile konwencjonalne ciała ustawodawcze zajmują się kwestiami politycznymi, których zakres rzadko przekracza jedną, dwie kadencje, izba ta zajmowałaby się opiniowaniem i kształtowaniem polityk państwowych, których horyzont czasowy sięgałby od dziesięciu do stu lat. Blisko stąd do postulatów powrotu planowania, głoszonych przez Naomi Klein, ale też francuski Front Lewicy, wzywający do zastąpienia narzędzi rynkowych przeciwdziałania zmianom klimatu „planowaniem ekologicznym”.

Bardzo prawdopodobne, że za kilka lat lista podobnych pomysłów będzie znacznie dłuższa.

Tekst pochodzi z: „Recykling Idei”, 2013, jesień, nr 15.

Przypisy:

1. Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu (ang. Intergovernmental Panel on Climate Change – IPCC) – organizacja założona w 1988 przez Światową Organizację Meteorologiczną (WMO) oraz Program Środowiskowy Organizacji Narodów Zjednoczonych (UNEP). Naukowcy IPCC to specjaliści z różnych dziedzin, którzy – opierając się na istniejących badaniach – zajmują się oceną globalnego ryzyka związanego ze zmianami klimatu oraz prognozowaniem przyszłych scenariuszy. Raporty IPCC uznawane są za najbardziej miarodajne źródło wiedzy na ten temat. Do tej pory ukazały się cztery kompletne raporty: w 1990, 1995, 2001 i 2007 roku. We wrześniu 2013 roku została opublikowana pierwsza część Piątego Raportu Oceniającego IPCC, który w całości ukaże się w 2014 roku (przyp. red.).

2. Zob. na przykład A Green New Deal for Europe. Towards green modernization in the face of crisis, Bruksela 2009 [@:] http://gef.eu/fileadmin/user_upload/GEF_GND_for_Europe_publication_web.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

3. Zob. na przykłada Zielony Nowy Ład w Polsce, red. D. Szwed, Warszawa 2011 [@:] http://www.zielonapolityka.pl/images/pdf/internet_zielony_nowy_lad_pl.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

4. Zob. www.energytransition.de/pl (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

5. Zielony Nowy Ład dla Europy. Manifest wyborczy Zielonych przyjęty na kongresie Europejskiej Partii Zielonych w Brukseli, Bruksela 2009 [@:] http://www.zieloni2004.pl/art-3439.htm (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

6. A Green New Deal. Joined­‑up policies to solve the triple crunch of the credit crisis, climate change and high oil prices, Londyn 2008 [@:] http://www.neweconomics.org/page/-/files/A_Green_New_Deal.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

7. Weźmy kapitalizm na zieloną smycz. Rezolucja programowa przyjęta przez Radę Polityczną Europejskiej Partii Zielonych w Paryżu, 11 października 2008 roku, Paryż 2008 [@:] http://www.zieloni2004.pl/news-2942.htm (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

8. Zob. na przykład Zielony Nowy Ład społeczny, red. B. Kozek i in., Warszawa 2012 [@:] http://issuu.com/zielonyinstytut/docs/zielony_nowy_lad_spoleczny (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

9. Zob. na przykład Funding the Green New Deal: building a green financial system. A policy maker report from Re­‑Define, Bruksela 2011 [@:] http://gef.eu/uploads/media/Funding_the_Green_New_Deal.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

10. R. Bütikofer, S. Giegold, The Green New Deal. Climate protection, new jobs and social justice, Barcelona 2009 [@:] http://www.boell.org/downloads/Green-New-Deal.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2009).

11. Zob. na przykład R. Fücks, Inteligentny wzrost – dwanaście tez [w:] „Recyklingu Idei”, 2013, jesień, nr 15 [@:] http://recyklingidei.pl/fuecks-inteligentny-wzrost-dwanascie-tez.

12. R. Fücks, Intelligent wachsen. Die grüne Revolution, Berlin 2013.

13. Towards a Green Economy: pathways to sustainable development and poverty eradication, Nairobi 2011 [@:] http://www.unep.org/greeneconomy/Portals/88/documents/ger/ger_final_dec_2011/Green%20EconomyReport_Final_Dec2011.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

14. Usługi ekosystemowe – procesy, poprzez które naturalne ekosystemy przyczyniają się do dobrobytu człowieka (przyp. red.).

15. B. Unmüßig, W. Sachs, T. Fatheuer, Critique of the Green Economy: toward social and environmental equity, Berlin 2012 [@:] http://www.boell.de/en/content/critique-green-economy-toward-social-and-environmental-equity (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

16. E. Lander, The Green Economy: the wolf in sheep’s clothing [@:] http://www.tni.org/sites/www.tni.org/files/download/green-economy.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

17. T. Fatheuer, Buen Vivir. A brief introduction to Latin America’s new concepts for the good life and the rights of nature, Berlin 2011 [@:] http://www.boell.de/downloads/buen_vivir_engl.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

18. A. Weber, Enlivenment. Towards a fundamental shift in the concepts of nature, culture and politics, Berlin 2013 [@:] http://www.boell.de/downloads/Enlivenment_Series_Ecology_31.pdf (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

19. T. Jarvensivu, Four steps to a growth­‑free prosperous Finland [@:] http://www.greeneuropeanjournal.eu/four-steps-to-a-growth-free-prosperous-finland/ (data dostępu: 19 sierpnia 2013).

Bartłomiej Kozek – publicysta magazynu „Zielone Wiadomości”, stały współpracownik „Dziennika Trybuna” oraz portalu Lewica24. Autor między innymi tekstów o opodatkowaniu ekologicznym i wpływie środowiska na zdrowie publiczne. Redaktor (wraz z Beatą Maciejewską i Dariuszem Szwedem) publikacji Zielony Nowy Ład społeczny.