Wobec problemu aktualności Marksa

Grzegorz Maryniec
30.04.2011

Daniel Bensaïd w książce pod tytułem Marx for Our Times. Adventures and Misadventures of a Critique1, będącej próbą krytycznego rozrachunku z dziedzictwem myśli Marksowskiej oraz zmierzenia się z problemem jej aktualności, wskazał na pewną pozateoretyczną dwuznaczność naszego stosunku do Marksa i marksizmu obecnie. Po krótkim okresie bycia na cenzurowanym, kiedy świat w chwilach upojenia „końcem historii” cieszył się iluzją powszechnego i ostatecznego zwycięstwa ideałów liberalnej demokracji, Marks­‑filozof wrócił do łask stając się przedmiotem seminariów i kolokwiów akademickich, jest powszechnie wydawany i komentowany, powoływanie się na Marksa znowu jest w dobrym tonie. Inaczej ma się rzecz z marksizmem, a słowo „komunizm” wydaje się już na wieki skojarzone z biurokratycznymi zbrodniami dokonanymi w jego imię. Tylko nielicznym i odważnym w myśleniu pod prąd, jak choćby Jacquesowi Derridzie, udało się obejść ten ideologiczny przymus jednoznaczności skojarzeń i postulować nie tyle powrót do pewnej filozofii Marksa, ale do antykapitalizmu Marksa – do odwagi myślenia, które nie boi się wyzwania rzuconego przez projekt socjalizmu. Myśleć o Marksie bez marksizmu jest dziś niezmiernie łatwo, lecz prawdziwe wyzwanie w duchu Marksowskim to konsekwentnie myśleć „Marksem”, także o marksizmie.

Archipelag tysiąca marksizmów

Już w swoich początkach marksizm był czymś niezwykle niejednoznacznym. Powiązany z historią walk antykapitalistycznych i niezliczonymi partiami politycznymi powołującymi się na Marksa i jego spuściznę oraz różnymi ruchami społecznymi, z ruchem robotniczym na czele, marksizm przybierał tysiące masek. Wbrew pewnej dominującej perspektywie, która każe dziś traktować marksizm jako teoretyczną i ideologiczną jedność, był i jest on raczej archipelagiem przeróżnych dyskursów („archipelagiem tysiąca marksizmów”), aniżeli niewzruszonym kontynentem jednej i tej samej teorii2.

W tekście Marks dla naszych czasów Leszek Koczanowicz słusznie zauważył, że: „Filozofia Marksa, choć bez wątpienia jest filozofią, jest jednocześnie nie tylko filozofią – jest wyzwaniem społecznym, wyzwaniem, które stanowiło i wciąż stanowi podstawę programów ruchów politycznych”3. Myśl Marksowska wiążąca się z tym wyzwaniem nadal jest głównym, choć z pewnością nie jedynym źródłem inspiracji dla lewicowej i antykapitalistycznej krytyki i działalności. „Jedno jest jednak pewne” – pisze w innym fragmencie Koczanowicz – „los recepcji Marksa związany jest z formacją, którą opisał. Istnienie kapitalizmu potwierdza intuicje i tezy niemieckiego filozofa, mimo wszelkich przemian i inkarnacji, jakiej podlega ten system”4.

Aktualność Marksa. Aktualność marksizmu

Lecz teorie i koncepcje polityczne, nawet jeśli powołują się na dobrze ugruntowane teorie filozoficzne, nie dowodzą swojej „aktualności” w aulach uniwersyteckich i salach konferencyjnych – burzliwa i złożona historia marksizmu jest tego doskonałym przykładem. A zatem pytanie o „aktualność” Marksa okazuje się nie mieścić w zestawie typowych problemów filozoficznych, a każda z odpowiedzi posiada swój wymiar polityczny.

Zdaniem Görana Therborna, autora książki Od marksizmu do postmarksizmu?, Marks ma zagwarantowane miejsce w panteonie wielkich filozofów, z którego nikt i nic nie będzie w stanie go zrzucić, a napisany przez niego wspólnie z Engelsem Manifest Partii Komunistycznej, przedstawiający wizję globalnego kapitalizmu i globalnych walk klasowych, wyprzedził swoje czasy, będąc prawdopodobnie bardziej aktualnym dzisiaj niż w okresie „Wiosny Ludów”5. Teoria Marksa dostarcza pojęciowych narzędzi pozwalających uchwycić istotę kapitalizmu. Jeśli jednak słusznie założymy, iż nie są to narzędzia doskonałe, a więc, że nie wszystko w obrębie systemu kapitalistycznego daje się szczegółowo opisać i wyjaśnić za pomocą Marksowskiej teorii, to należy również wziąć pod uwagę, że krytyka ekonomii politycznej Marksa, której zwieńczeniem jest Kapitał, nie jest przecież pseudofilozoficzną „teorią wszystkiego”. Marksizm jest teorią „skończoną”, którą za Louisem Althusserem można określić jako teorię ograniczoną do

[…] analizy kapitalistycznego sposobu produkcji i jego kontradyktoryjnej tendencji, która stwarza możliwość obalenia kapitalizmu i jego zastąpienia „czymś innym”, co zarysowuje się już negatywnie – „jako pustka” – i pozytywnie w społeczeństwie kapitalistycznym. Twierdzenie, że teoria marksistowska jest czymś „skończonym”, równa się w istocie twierdzeniu, że jest czymś bardzo odmiennym od filozofii dziejów, która pretenduje do „objęcia” całego stawania się ludzkości, o którym myśli ona efektywnie, a w związku z tym jest w stanie z góry i pozytywnie zdefiniować punkt dojścia – komunizm6.

Niemniej, twierdzenie, że marksizm jest teorią skończoną, wcale nie musi oznaczać, iż jest on teorią „zamkniętą”7.

Owo rzekomo konstytutywne dla marksizmu dyskursywne, a więc także polityczne „zamknięcie”, z wszystkimi przypisywanymi mu konsekwencjami teoretycznymi i praktycznymi, stało się jedną z przyczyn filozoficznej, jak również politycznej krytyki wymierzonej w marksizm. W obrębie lewicowej myśli społecznej najmłodszym dzieckiem tej krytyki jest postmarksizm, którego najpełniejszym wyrazem jest teoria hegemonii oraz związany z nią projekt radykalnej demokracji sformułowany przez Ernesta Laclaua i Chantal Mouffe na kartach Hegemonii i socjalistycznej strategii8 (1985).

Postmarksizm i krytyka marksizmu partyjnego.

Hegemonia… jest arcydziełem wśród książek zaliczanych do postmarksistowskiego kanonu i stanowi najbardziej gruntowny wykład postmarksistowskich idei9. Książka jest owocem wieloletniej pracy badawczej Laclaua i Mouffe poświęconej analizie dyskursów marksistowskich i możliwości użycia tychże do wyjaśniania pewnych zjawisk społecznych, między innymi form autorytaryzmu i populizmu10. Hegemonia… sprawia wrażenie książki niezwykle przemyślanej i w szczegółach dopracowanej, choć język, jakim posługują się autorzy, daleki jest od klarowności i wymaga od czytelnika znajomości najnowszych dyskursów naukowych i filozoficznych. Dzieło Laclaua i Mouffe składa się z czterech niezwykle treściwych rozdziałów, z których każdy mógłby stanowić zaczyn kolejnej książki. Pierwsze dwa rozdziały Hegemonii…to przede wszystkim streszczenie i krytyka klasycznych teorii marksistowskich i lewicowych (Luksemburg, Lenin, Bernstein, Sorel i inni) pod kątem ich użycia w analizie społecznej oraz omówienie genealogii pojęcia hegemonii, kluczowego dla teorii Laclaua i Mouffe. W drugiej części książki autorzy przechodzą do wyłożenia ich własnej, inspirowanej między innymi poststrukturalizmem i późną filozofią Wittgensteina, teorii hegemonii i ściśle związanego z nią projektu radykalnej demokracji, będącego próbą przełożenia wniosków teoretycznych na konkretną strategię polityczną dla lewicy. Od innych postmarksistowskich koncepcji dzieło Mouffe i Laclaua różni się tym, że jest świadomie postmarksistowskie. Autorzy nie tylko wykraczają poza pole problemowe i język marksizmu, pozostawiając z niego jedynie te nieliczne elementy, które odpowiadają ich własnej teorii, ale porzucają również marksizm jako dyskurs mający organizować walkę antykapitalistyczną i demokratyczną.

Wydanie Hegemonii… nie obeszło się bez echa. Pierwsza poważna krytyczna odpowiedź pojawiła się między innymi na łamach opiniotwórczego dla lewicy magazynu „New Left Review” (NLR). Zdaniem Normana Gerasa, autora najbardziej radykalnej i bodajże najobszerniejszej krytyki Hegemonii…, warto przeczytać główne dzieło postmarksizmu, ponieważ, jak powtarza za krytyczką postmarksizmu, Ellen Meiksins Wood, jest to praca „znakomicie paradygmatyczna”, a także „[…] układa w jedną całość wszystkie kluczowe stanowiska części lewicy europejskiej coraz bardziej przesuwającej się na prawo […]”11.

Nie wdając się w szczegółową analizę kontrargumentów Gerasa, odnoszących się do poszczególnych interpretacji i retekstualizacji, jakim Laclau i Mouffe podali kluczowych dla marksizmu teoretyków, można powiedzieć, że główny zarzut wobec przyjętego przez nich modelu krytyki dotyczy jednostronności ujęcia i spłycenia historii marksizmu. Nicos Mouzelis, który niebawem po ukazaniu się tekstu Gerasa również zabrał głos na łamach NLR, broniąc Laclau i Mouffe przed argumentami ad personam i doceniając wagę ich teoretycznej propozycji, tak streścił strategię interpretacyjną zastosowaną wobec marksizmu przez autorów Hegemonii…:

Główna teza Laclaua i Mouffe głosi, że trzon całej teorii marksistowskiej opiera się na koniecznościowej i deterministycznej logice, która kładzie nacisk na żelazne prawa, bezwzględne następstwo stadiów, nieuchronność rewolucji proletariackiej i tym podobne. Taka logika redukuje złożoność i wiedzie do esencjalistycznego obrazu tego, co społeczne, oraz do modelu zamkniętego i monistycznego dyskursu teoretycznego. Wszystkie próby, poczynając od samego Marksa, by złagodzić ten deterministyczny rdzeń marksizmu poprzez podkreślanie niezdeterminowania, złożoności, znaczenia działania podmiotowego, relatywnej autonomii polityczności i tak dalej, są po prostu przygodnymi dodatkami do gmachu teoretycznego, który w swoich podstawach pozostaje nieodwracalnie monistyczny. Innymi słowy, kiedy w przeszłości, ale również obecnie, marksiści próbują uniknąć determinizmu, nieuchronnie wpadają w pułapkę „dualizmu”
bądź eklektyzmu. Dlatego deterministyczne domknięcie dualizmu/eklektyzmu stanowi ponurą alternatywę całej teorii marksistowskiej12.

Uzupełniając wypowiedź Mouzelisa można dodać, że Laclau i Mouffe traktują marksizm jako dyskurs „autorytarny” wiodący do „totalitaryzmu”, którego wyobraźnia polityczna („wyobraźnia jakobińska”) jednoznacznie określa model zmiany społecznej, podmiot owej zmiany i jej kierunek. „Marksizm ortodoksyjny”, czyli niemal każda z teorii marksistowskich scharakteryzowanych przez Mouffe i Laclaua na kartach Hegemonii…, uprzywilejowuje partię (pisaną przed wielkie „P”) jako jedyną prawdziwą organizację reprezentującą powszechny interes społeczny, utożsamiony z interesem proletariatu, który dopiero dzięki aktywnej działalności partii staje się klasą we właściwym znaczeniu i zdobywa „rewolucyjną świadomość” – partia jest jej prawowitą strażniczką. Marksizm w interpretacji Laclaua i Mouffe stoi na stanowisku, że droga proletariatu do „świadomości klasowej” i własnego wyzwolenia tylko pośrednio związana jest z aktywną i autonomiczną ingerencją proletariatu w sferę polityki i walkę o demokrację. Myśl marksistowska nie docenia znaczenia polityczności. Zdaniem postmarksistów, marksizm traktuje proletariat (lub szerzej: „lud”) jako ze swej natury bierny i podatny na niepożądany wpływ „myśli klasy panującej”, czyli ideologię dominującą (religia, zabobony, posłuch dla fałszywych autorytetów, pewne formy podległości i tym podobne), dlatego potrzebuje partii, która nie tylko uświadomi i oświeci proletariackie masy, lecz organizując proletariat w klasę umożliwi mu wejście na wyższy etap rozwoju historycznego (historii posiadającej swój cel i pisanej z wielkiej litery, podobnie jak słowo „rewolucja” i „partia”). Tylko partia gwarantuje jedność proletariatu. W konsekwencji, na gruncie marksizmu nie sposób pomyśleć o rewolucyjnym proletariacie bez partii – mówiąc precyzyjniej, bez jedynie możliwej autorytarnej formy partii będącej wyrazem „dyktatury proletariatu” i zarazem tejże potwierdzeniem. Utożsamienie partii i proletariatu jest absolutne: partia reprezentując proletariat „staje się” proletariatem – w sensie politycznym proletariat bez partii jest niczym. Partia jest także właściwą instancją oraz depozytariuszką wiedzy. Partia posiada pieczę nad prawdą, także naukową i tak dalej.

Czy jest to prawdziwy obraz marksizmu? Wydaje się, że tak, ale tylko jednego z wielu – marksizmu głównego nurtu i jedynie na pewnym etapie jego rozwoju; marksizmu zrównanego z filozofią i ideologią stalinowskiej wersji materializmu dialektycznego, na czele z jego niepodważalnym dogmatem o prymacie rozwoju sił wytwórczych, „naukowym” prawem koniecznej zgodności stosunków produkcji z charakterem sił wytwórczych, mechanistyczną, ewolucjonistyczną, fatalistyczną i tylko z nazwy dialektyczną koncepcją rozwoju społecznego13. Historia marksizmu autorstwa Laclaua i Mouffe jest napisana przez pryzmat stalinowskiego oraz poststalinowskiego partyjnego, „podręcznikowego” „marksizmu­‑leninizmu”, który jako antydemokratyczna ideologia pod postacią „naukowej” filozofii kształtował się i umacniał swoją pozycję pod skrzydłami III Międzynarodówki opanowanej przez stalinowców i ich filozofów14. Czytając Hegemonię…można odnieść wrażenie, że postmarksistowskie spojrzenie na dzieje marksizmu, jak również odczytanie klasyków myśli marksistowskiej – przede wszystkim Gramsciego i Luksemburg – jest w dużej mierze działaniem polegającym na arbitralnym narzucaniu swoich własnych filozoficznych koncepcji na uprzednio skonstruowany i momentami wręcz karykaturalnie uproszczony obraz marksizmu i jego historii15. Geras twierdzi, że tę snutą przez Laclaua i Mouffe linearną opowieść o marksizmie daje się sprowadzić do prostej intelektualnej gry, której reguły są łatwo rozpoznawalne. Wystarczy wybrać jakąś ważną postać historycznie związaną z marksizmem i przyjmując odpowiednio „niedogmatyczny” punkt widzenia udowodnić, jak teoria tego kogoś w kontekście złożonej sytuacji historycznej i politycznej oddalała się od ekonomizmu, który dla Laclaua i Mouffe jest pierwszym imieniem marksizmu. Z kolei miarą tego, jaką drogę dana teoria przebyła odchodząc od ekonomizmu – esencji marksizmu – a więc, na ile stała się wolna od niego w swojej wewnętrznej logice, jest stosunek tejże teorii do szeregu idei, z ideą przygodności i hegemonii na czele. Dystans od ekonomizmu wyznacza stopień uwikłania w „esencjalizm” – zdaniem autorów Hegemonii…, obok wspomnianego ekonomizmu, najgroźniejszą z chorób marksizmu, ale także uprawiania teorii i nauki w ogóle. Ze względu na esencjalistyczny wymiar podstawowych pojęć marksizmu, takich jak „walka klasowa”, „interes klasowy”, „klasa” i tym podobne – kategorii, bez których nie można wyobrazić sobie teorii marksistowskiej – wynik owej dyskursywnej gry interpretacji jest z góry do przewidzenia, a ona sama daje się zastosować dosłownie do wszystkich marksistowskich teorii i dyskursów bez względu na zasadnicze różnice między nimi16. Nieważne, czy będziemy rozpatrywali marksizm Herberta Marcusego, czy Izaaka Deutschera lub Ernesta Mandla, czy nawet samego Karola Marksa – wynik gry niezmiennie jest ten sam: marksizm jest ekonomizmem, esencjalizmem, determinizmem, dyskursem tożsamościowym, autorytarnym, uprzywilejowującym partię, teleologiczną filozofią dziejów i tak dalej.

Choćby dzięki poststrukturalizmowi wiemy, że nie ma lektury „czystej”, nie istnieje interpretacja, która trafia w samo sedno interpretowanego tekstu – dzieje najprzeróżniejszych odczytań spuścizny teoretycznej Marksa są tego dowodem. Ale wiemy również, że nie każda interpretacja jest dopuszczalna, a „posługiwanie się” tekstem bądź teorią ma swoje ograniczenia. Można wskazać marksistów, którzy byli stronnikami filozoficznego i teoretycznego „monizmu”, związanego z nim redukcjonizmu i esencjalizmu, wszelkiego typu uproszczeń i para­‑teoretycznych formułek mających wyjaśniać rzeczywistość, choć ich prawdziwą funkcją było ideologiczne zaciemnianie obrazu świata – a wszystko to pod szyldem „marksizmu”! Jednakże wcale nie oznacza to, że wszystkie teorie, które określają się mianem „marksizmu”, są w swojej immanentnej logice esencjalistyczne, monistyczne, uproszczone i tak dalej, lub że dają się sprowadzić do wspólnego mianownika. Mimo iż Laclau i Mouffe wskazują liczne „pęknięcia” i „nieciągłości” w marksizmie, to de facto traktują marksizm jako w miarę jednorodny dyskurs teoretyczny. Takie postawienie sprawy podaje w wątpliwość ich ustalenia odnośnie historii rozwoju myśli marksistowskiej czy przeróżnych ruchów społecznych identyfikujących się z marksizmem. Nie istnieje jeden marksizm, lecz archipelag tysiąca marksizmów – nie ma jednej formy teoretycznej marksizmu i jednej jego historii.

W stronę logiki przygodności

Można zaryzykować twierdzenie, że przypisywany teorii marksistowskiej paraliż związany z „logiką konieczności” i wynikającym z niej wielopostaciowym determinizmem, w postmarksizmie zostaje odtworzony pod postacią równie jednostronnej „logiki przygodności”. Logika przygodności jako zasada wyjaśniająca konstytuowanie się społeczeństwa wypiera z obszaru dyskursu teoretycznego „marksistowską” logikę konieczności: „przygodność” bytu społecznego („tego, co społeczne”) zastępuje marksistowską koncepcję społeczeństwa i jego rozwoju historycznego, dającego się uchwycić w swojej „konieczności” wyrażanej poprzez „prawa”.

Zdaniem autorów projektu radykalnej demokracji, marksizm, ogólnie rzecz biorąc, nie pozwala na konceptualizację podmiotowości politycznej w kategoriach innych niż instytucjonalno­‑strukturalne, przez co redukuje podmiotowość polityczną do „efektu” (efektu oddziaływania struktury lub systemu; efektu determinacji technologicznej lub determinacji przez bazę, rozwój sił wytwórczych i tym podobne). W ten sposób niepostrzeżenie Laclau i Mouffe pomylili marksizm z funkcjonalizmem lub pewnymi tegoż formami17. W funkcjonalizmie na modłę Talcotta Parsonsa kierunek wpływu, a więc także kierunek zmiany społecznej wiedzie od „góry” w „dół”, od systemu/społeczeństwa do agenta/jednostki. Jednakże w teoriach marksistowskich, które nie wpadły w pułapkę takiego redukcjonizmu uniemożliwiającego namysł nad „żywą” polityką nie będącą skutkiem jednostronnej determinacji, podmiot polityczny nie jest postrzegany jako zwykły „efekt oddziaływania” (struktury, systemu, bazy i tym podobnych). Uogólniając, można powiedzieć, że w marksizmie podmiotowość polityczna to faktyczna możliwość kształtowania społecznych warunków życia, czyli możliwość bezpośredniej ingerencji w przestrzeń społeczną i polityczną kapitalizmu, której celem jest położenie kresu wyzyskowi i społecznej alienacji. Lecz radykalne przeobrażenie społeczeństwa nie może się dokonać w ramach odseparowanej i w żaden sposób niepowiązanej działalności jednostek – potrzebny jest podmiot zorganizowany. Natomiast wcale nie oznacza to, że rewolucyjna zmiana społeczna to po prostu coś, nad czym nie można objąć kontroli, „żywioł” nie do opanowania, ewentualnie wynik odgórnej determinacji lub następstwo stadiów rozwoju historycznego i tym podobne. W marksizmie moment aktywnego i świadomego uczestnictwa jednostek w mechanizmach politycznych kształtujących krajobraz świata społecznego jest kwestią kluczową. Polityka nie jest dziedziną techné, inżynierii społecznej lub „apolitycznego”, menadżerskiego zarządzania masami – w tej kwestii nie ma żadnej różnicy w poglądach między Laclauem i Mouffe a zdecydowaną większością marksistów.

Jak się wydaje, chcąc uniknąć pułapki „marksistowskiego” funkcjonalizmu a także innych ­‑izmów, Laclau i Mouffe zaproponowali nowy zestaw pojęć mających wyjaśniać zjawisko zmiany społecznej. Z perspektywy marksistowskiej może to przypominać wywarzanie otwartych drzwi, natomiast dla autorów Hegemonii… odkrycie „logiki przygodności” było dużym krokiem w kierunku nowego projektu politycznego i jeszcze większym krokiem na drodze wiodącej od teorii marksistowskiej do postmarksizmu. Jednakże paradygmatyczna interwencja Laclaua i Mouffe ma bardzo poważną wadę, mianowicie taką, iż uniemożliwia podjęcie analizy społecznej wykraczającej poza obszar praktyki podmiotowo­‑dyskursywnej. Jak za pomocą kategorii, które odnajdujemy w Hegemonii… skonceptualizować problem państwa jako instytucji? Innymi słowy, jak odpowiedzieć na pytanie, dlaczego struktury państwa istnieją w takim, a nie innym kształcie? Jak wyjaśnić istnienie „[…] różniących się od siebie kompleksów struktur instytucjonalnych o charakterze zasadniczo politycznym, mających na celu produkcję i reprodukcję całościowego systemu dominacji”18? Klasyczny marksizm w swoim teoretycznym „zamknięciu” bądź „skończoności” miał wiele problemów z udzieleniem odpowiedzi na te pytania, ale postmarksizm nie daje możliwości, by je w ogóle zadać. Idąc tym tropem można zarzucić postmarksistowskiej teorii społecznej, że niemal całkowicie ignoruje zinstytucjonalizowany charakter kapitalizmu, względnie niezmienny i odporny na społeczne wstrząsy i hegemoniczne interwencje. Przejście z ontologicznego poziomu analizy – w interpretacji Laclaua i Mouffe charakterystycznego dla marksizmu – na poziom analizy „tego, co społeczne” wcale nie rozwiązuje problemu polityki „konwencjonalnej” i jej funkcji w ramach systemu kapitalistycznego, problemu, który po prostu pozostaje teoretycznie nietknięty przez Laclaua i Mouffe w ich pismach z okresu postmarksistowskiego oraz późniejszych.

Brak analizy instytucjonalnej współczesnego kapitalizmu, wynikający między innymi z porzucenia marksistowskiej teorii społecznej i przyjęcia nowej perspektywy badawczej, związany jest z innym problemem teoretycznym, na który Laclau i Mouffe nawet nie próbują odpowiedzieć: problemem globalnych zależności ekonomicznych w ich powiązaniu z globalnymi zależnościami politycznymi. Kryzysy finansowe i gospodarcze, wpływ ponadnarodowych korporacji i koncernów na procesy polityczne i decyzyjne w poszczególnych krajach, imperializm i jego wojny, światowy ład polityczny i gospodarczy – wszystkie te problemy postmarksizm zbywa milczeniem, ponieważ na mocy swojej immanentnej logiki, podważającej jakąkolwiek „ontologiczną” przyczynowość procesów politycznych, nie jest w stanie zbyt wiele o nich powiedzieć. Nie mieszczą się one w spektrum teorii, która niemalże z definicji odrzuca holistyczną wizję świata.

Ale to nie jedyna poważna wada postmarksizmu. Mouzelis pisze, że „[…] marksizm nadal ma coś żywego do zaoferowania, jeśli chodzi o długookresową transformację społeczną”19. Niestety, narzędzia pojęciowe postmarksizmu nie pozwalają na uchwycenie zmiany społecznej, poza kontekstem kulturowo, a więc dyskursywnie „lokalnym”, oraz w relatywnie krótkim okresie czasu. Analiza społeczna i historyczna w perspektywie longue durée nie wchodzi w grę, gdyż oznaczałaby powrót do badania historii społecznej pisanej przez wielkie „H”, na co autorzy Hegemonii…, nie chcąc popaść w sprzeczność z własną teorią, nie mogą się zgodzić. Oczywiście, taki problem nie występuje, gdyż Laclau i Mouffe dość konsekwentnie unikają obrazowania swojej teorii przykładami empirycznymi i poza nielicznymi, skąpymi w treść odniesieniami historycznymi, nie stosują jej do konkretnych badań społecznych „tu i teraz”, zadowalając się formułowaniem bardzo ogólnych twierdzeń na temat społeczeństwa i jego przemian. Jak wskazuje Mouzelis, Hegemonia…„[…] ma wiele wspólnego z tymi nurtami socjologii interpretatywnej (symboliczny interakcjonizm, socjologia fenomenologiczna, etnometodologia), których paniczny strach przed esencjalizmem lub reifikacją odwiódł od tego, co powinno być głównym przedmiotem zainteresowania całej analizy społecznej, to znaczy jak się tworzy, reprodukuje i zmienia całościowa formacja społeczna”20.

Porzucenie analizy klasowej i socjalistyczna strategia bez socjalizmu

Socjalizm w wersji postmarksistowskiej sprowadza się do bliżej nieokreślonego projektu „radykalnej demokracji”, której istotą jest nieustanne poszerzanie „pola polityczności”, obszaru jednostkowej autonomii i wolności. Choć projekt radykalnej demokracji, przynajmniej ten w pierwotnej wersji sformułowanej w Hegemonii…, zakłada konieczność zniesienia kapitalistycznych stosunków produkcji21, to biorąc pod uwagę cały wywód teoretyczny zawarty w tej książce trudno sobie wyobrazić, jak miałaby wyglądać praktyczna strategia i konkretny program polityczny takiego przedsięwzięcia. Wielką niewiadomą jest także, w jaki sposób uprawomocnić taki postulat na gruncie postmarksizmu, oraz co on właściwie oznacza. Czy chodzi w nim o zniesienie pewnych prawnych form własności prywatnej? Czy może raczej o zniesienie form opresji i represji związanych ze współczesnym kapitalizmem? A może powinno się ów postulat odczytywać jako koniec wyzysku? Postmarksiści nie udzielają jasnej odpowiedzi na te pytania.

Konsekwencją odrzucenia analizy klasowej na gruncie teorii społecznej, a w praktyce politycznej języka lewicy antykapitalistycznej, stało się zupełne rozmycie programu politycznego, który po prostu przestał być odróżnialny od socjaldemokratycznej „trzeciej drogi”, z jej naciskiem na wartości demokracji parlamentarnej, ochronę wolności jednostki i poszerzanie swobód obywatelskich. Koncepcja aktywności społeczno­‑politycznej w duchu Gramsciego, jako jednej ze strategii oporu przeciw kapitalizmowi i na rzecz socjalizmu, zniknęła z dyskursu postmarksizmu razem z antykapitalistycznym wymiarem Gramsciańkiej teorii hegemonii, która w rękach postmarksistów stała się bardziej „demokratyczna”, pluralistyczna i zupełnie niemarksistowska. Z marksistowskiego pojęcia „antagonizmu klasowego” i wielości jego form postmarksizm przejął jedynie antagonizm, ale już bez „ontologicznie” uprzywilejowanego wymiaru klasowego. Według postmarksistów, konflikt klasowy jest tylko jednym z wielu konfliktów społecznych, ewentualnie jest tylko pewnym aspektem niektórych spośród tychże konfliktów – w perspektywie walki o „wymiar socjalistyczny” projektu radykalnej demokracji nie jest to konflikt ani ważniejszy, ani mniej ważny niż inne. „Pozycja podmiotowa” (lub pozycje podmiotowe) związana z dyskursem walki o społeczeństwo egalitarne i bez kapitalizmu, nie ma ontologicznego i ostatecznego uzasadnienia w całokształcie stosunków społecznych („społeczeństwo nie istnieje”), które mogą wyrażać się na przeróżne dyskursywne sposoby, wtórnie wykreślając mapę owych pozycji i antagonizmów. Z tej niemarksistowskiej przesłanki Laclau i Mouffe wyciągnęli marksistowski wniosek, twierdząc, że wyzysk wynikający z kapitalistycznych stosunków produkcji wcale nie musi bezpośrednio przekładać się na lewicowe poglądy i antykapitalistyczne zaangażowanie ludzi padających ofiarą kapitalizmu. Lecz, jak pisze Mouzelis:

[…] można całym sercem zgadzać się z Laclau i Mouffe w tym, że nie ma żadnych żelaznych praw historii, nie istnieje żadna konieczność dziejowa wiodąca do rewolucji proletariackiej, klasa robotnicza nie posiada żadnej „wyjątkowej misji”, i tak dalej. Ale to wcale nie oznacza, że wszystko jest dopuszczalne, że wszystkie ruchy społeczne są na tym samym poziomie, na przykład w swojej możliwości odgrywania roli hegemona w walce, której celem jest socjalistyczna transformacja kapitalizmu. Dokonując czytelnego porównania, nie jest trudno zauważyć, że klasa robotnicza, bez względu na to, czy jest podzielona lub zdezorganizowana, posiada większe możliwości przekształcenia [kapitalizmu – G.M.], a co za tym idzie, większe szanse na odgrywanie wiodącej roli w walce hegemonicznej, niż na przykład ruch na rzecz wolności seksualnej. Nie tyle wynika to z inicjatywy politycznej lub praktyk wiązania, co z bardziej centralnej pozycji strukturalnej klasy robotniczej w społeczeństwie kapitalistycznym22.

Ową „centralność pozycji”, zajmowanej przez klasę ludzi pracujących w strukturze kapitalizmu, można wyrazić bez tworzenia lub powoływania się na dyskurs o charakterze „esencjalistycznym” oraz bez politycznej mitologii i podejrzanej eschatologii – tak właśnie przedstawia tę kwestię współczesny marksizm, choć postmarksiści zdają się tego nie dostrzegać.

W kontekście postmarksistowskiej krytyki esencjalistycznego uprzywilejowania klasy robotniczej w klasycznym dyskursie lewicy i odnosząc się do projektu radykalnej demokracji można zastanowić się nad granicami logiki przygodności w odniesieniu do strategii, a przede wszystkim taktyki ruchu lewicowego. Hegemonia… wprowadza pewien moment teoretyczny stanowiący ograniczenie logiki przygodności. Laclau i Mouffe wyraźnie podkreślają, że nie każda „praktyka wiązania” jest możliwa, że istnieje coś w rodzaju warunków możliwości owych praktyk. Ale gdzie szukać odpowiedzi na pytanie o stopień możliwości danej praktyki wiązania23? Wydaje się, że postmarksistom brakuje narzędzi teoretycznych pozwalających określić ów stopień24. W perspektywie lewicowej strategii politycznej może to między innymi sprowadzać aktywność polityczną do działalności „interwencyjnej”, która w ramach demokracji parlamentarnej zazwyczaj podporządkowana jest „logice wyborczej”. Lewica gubi się wśród innych propozycji politycznych, gdy traci odniesienie do celu wykraczającego poza najbliższy horyzont walki politycznej oraz gdy całkowicie wpisuje się w kontekst instytucjonalnych mechanizmów i procedur, których celem jest rozładowywanie napięć społecznych (bez rzeczywistego rozwiązania problemów będących przyczyną owych napięć). Pod tym względem pouczające mogą być wydarzenia burzliwego roku ’68 i udział niektórych zachodnioeuropejskich partii lewicowych w walce o przywrócenie „porządku i ładu społecznego”; partii, które na fali radykalizacji żądań politycznych idących w parze z nieufnością do establishmentu politycznego i parlamentaryzmu, straciły grunt pod nogami i poszły na daleko idące ustępstwa wobec prawicy. Odpolitycznienie świata społecznego, przed którym tak mocno przestrzegają Laclau i Mouffe, równie dobrze może odbywać się w ramach spektaklu pozorowanej „agonicznej” walki politycznej i poprzez sprowadzanie problemów stricte politycznych (na przykład konfliktów klasowych) do „przeciwieństw” dających się „wyartykułować” i „rozwiązać” w obrębie dominującego dyskursu (na przykład w ramach obowiązującego prawa).

Na koniec należy napisać kilka słów o problemie demokracji. Także tutaj nie obejdzie się bez pytań, które na gruncie teorii Laclau i Mouffe pozostają, w najlepszym wypadku, bez odpowiedzi. Gdzie szukać kryterium, które w sposób jasny pozwoli oddzielić walki demokratyczne („walki postępowe”) od niedemokratycznych i antydemokratycznych? Rozwijane przez Laclaua pojęcie „populizmu” jedynie krąży wokół tego problemu25. Ellen Meiksins Wood dość krytycznie podsumowuje tę kwestię:

„Demokracja” w ”radykalnej demokracji” była od samego początku czymś niezwykle dwuznacznym. W najgorszym wypadku, ze względu na brak ugruntowania społecznego, postmarksistowska doktryna radykalnej demokracji przypisywała niezwykle dużą polityczną rolę intelektualistom i ”praktykom dyskursywnym”, z ich zdecydowanie antydemokratycznymi implikacjami. Prawdziwie demokratyczne walki, w które postmarksizm deklaratywnie był zaangażowany, na przykład przeciw opresji rasowej i seksualnej, zdawały się pozostawać w cieniu polityki akademickiej i jej analiz dyskursu. W najlepszym zaś wypadku, społeczne nieokreślenie „radykalnej demokracji” czyniło ją w sensie politycznym czymś pustym. Mimo całego tego antyuniwersalizmu, pojęcie „radykalnej demokracji” okazało się tym, czym jedynie mogło być: jeszcze bardziej abstrakcyjnie uniwersalistycznym i jeszcze mniej wyczulonym na specyfikę tego, co społeczne i historyczne, aniżeli „esencjalistyczne” marksistowskie pojęcie „socjalizmu”, które „radykalna demokracja” miała zastąpić26.

Zakończenie

Momentami niezwykle ostra polemika, która wywiązała się na łamach „New Left Review”, jednego z najważniejszych lewicowych pism teoretycznych na świecie, mogła mieć decydujące znaczenie dla przyszłości postmarksistowskiego projektu i jego recepcji. W niedługim czasie po wydaniu Hegemonii… Laclau i Mouffe tak bardzo oddalili się od perspektywy marksistowskiej, że termin „postmarksizm” przestał być im do czegokolwiek przydatny. Mouffe zupełnie odrzuciła marksizm, a w jej ostatnich tekstach nie ma nawet cienia dawnej fascynacji filozofią i teorią społeczną Gramsciego. Prawdziwy język polityki odnalazła w słowniku konserwatywnej filozofii Carla Schmitta i krytycznie przepracowanej anglosaskiej filozofii moralnej i politycznej27. Z kolei Laclau poszedł w stronę radykalnej krytyki nowoczesności, podając w wątpliwość wszelkie próby konstruowania podmiotowości politycznej, które odwoływałyby się do hasła społecznej emancypacji i uniwersalności28. Oboje w swoich teoretycznych poszukiwaniach wypłynęli daleko poza „archipelag tysiąca marksizmów”. Lecz czy jest prawdą, jak twierdzi Wood, że „[…] postmarksizm był jedynie krótkim przystankiem na drodze do antymarksizmu”29? O to można się spierać, natomiast faktem jest, że postmarksizm radykalnie odciął się od marksizmu zarówno w teorii, jak i w praktyce politycznej.

Przypisy:

1. D. Bensaïd, Marx For Our Times. Adventures and Misadventures of a Critique, tłum. G. Elliott, Verso, London/New York 2002.

2. Wyrażenie „archipelag tysiąca marksizmów” zapożyczam od Bensaïda. Zob. tamże s. IX­‑XVII.

3. L. Koczanowicz, Marks dla naszych czasów [w:] Aktualność Marksa, red. M. Pancewicz­‑Puchalska, R. Włodarczyk, Wrocław 2010, s. 37.

4. Tamże, s. 38.

5. G. Therborn, From Marxism to Post­‑Marxism?, Verso, London/New York 2008, s. VII.

6. L. Althusser, Marksizm jako teoria skończona. Notatki o państwie, tłum. Z.M. Kowalewski [w:] „Rewolucja”, 2003, nr 3, s. 381.

7. W sprawie marksizmu jako teorii „skończonej” i teorii „zamkniętej” – zob. tamże.

8. E. Laclau, Ch. Mouffe, Hegemonia i socjalistyczna strategia. Przyczynek do projektu radykalnej polityki demokratycznej, tłum. S. Królak, Wrocław 2007.

9. Z tym twierdzeniem zgadza się większość badaczy postmarksizmu, mimo iż sam postmarksizm bywa bardzo różnie definiowany. W niniejszym tekście użyję definicji ostensywnej i mianem postmarksizmu będę określać dyskurs teoretyczny oraz projekt polityczny autorstwa Laclaua i Mouffe, którego wykład możemy odnaleźć przede wszystkim w Hegemonii i socjalistycznej strategii. Każde użycie terminu „postmarksizm” w innym znaczeniu niż wspomniane będzie odpowiednio odznaczone. W kwestii innych definicji postmarksizmu, zob. między innymi G. Therborn, From Marxism..., s. 166­‑168; S. Tormey, J. Townshend, Od teorii krytycznej do postmarksizmu, tłum. G. Maryniec, K. Skarbek, K. Szumlewicz, Warszawa 2010, s. 9­‑20 oraz s. 217­‑231; S. Sim, Post­‑Marxism: An Intellectual History, London 2000, s. 1­‑3.

10. O drodze Laclaua i Mouffe do Hegemonii…można przeczytać między innymi w: S. Tormey, J. Townshend, Od teorii krytycznej..., s. 95­‑99.

11. N. Geras, Post­‑Marxism? [w:] „New Left Review”, 1987, nr I/163, s. 43.

12. N. Mouzelis, Marxism or Post­‑Marxism? [w:] „New Left Review”, 1988, nr I/167, s. 107­‑108.

13. O wysiłkach marksistów, między innymi Louisa Althussera, by przełamać teoretyczną dominację stalinowskiego diamatu w teorii marksistowskiej, zob. Z.M.Kowalewski, Wyjście z materializmu dialektycznego [w:] É. Balibar, Filozofia Marksa, tłum. A. Staroń, A. Ostolski, Z.M. Kowalewski, Warszawa 2007, s. 158­‑203.

14. W ocenie Tormeya i Townshenda krytyka i redukcja marksizmu do „pewnego rodzaju niedemokratycznego marksizmu” jest „słabą stroną” filozoficznego projektu Laclaua i Mouffe (zob. S. Tormey, J.T ownshend, Od teorii krytycznej..., s. 120).

15. Laclau i Mouffe w całości odrzucili ten, jak i inne argumenty Gerasa. Ich krytyczna odpowiedź znajduje się w tekście Post­‑Marxism Without Apologies [w:] „New Left Review”, 1987, nr I/166, s. 79­‑106. Z kolei polemiczny głos Normana Gerasa na tę odpowiedź zawiera się w artykule: Ex­‑Marxism Without Substance: Being A Real Reply to Laclau and Mouffe [w:] „New Left Review”, 1988, nr I/169, s. 34­‑61.

16. Wydaje się, że Laclau i Mouffe przyjmują, iż treść owych pojęć, mimo pewnych zmian i przesunięć wewnątrz poszczególnych dyskursów marksistowskich, jest zasadniczo niezmienna ze względu na pewną specyfikę marksizmu in toto. Tak więc owe kategorie bez względu na różnice między danymi dyskursami marksistowskimi mają jakoby zawsze prowadzić do tych samych wniosków ogólnych. Krytyczny czytelnik może odnieść uzasadnione wrażenie, że autorzy Hegemonii… sami wpadli w pułapkę, przed która przestrzegali, czyli „esencjalizm”. Niektóre marksistowskie „gry językowe” są do siebie nieprzystawalne – nie da się ich uzgodnić nie popadając przy okazji w absurd lub ich nie fałszując.

17. Zob. N. Mouzelis, Marxism..., s. 110­‑113.

18. Tamże, s. 119

19. Tamże, s. 117.

20. Tamże, s. 116­‑117.

21. Zob. Ch. Mouffe, E. Laclau, Hegemonia..., s. 201.

22. N. Mouzelis, Marxism..., s. 115­‑116.

23. Zob. tamże, s. 116

24. Mouzelis uważa, że wynika to z tego, iż postmarksizmowi brak ram pojęciowych pozwalających uchwycić względnie stabilne, instytucjonalne struktury kapitalizmu, jak również brak odpowiednich kategorii umożliwiających wyjaśnienie, w jaki sposób owe struktury wykreślają granice oraz możliwości działań strategicznych.

25. Zob. E. Laclau, Krytyka rozumu populistycznego, tłum. pod kier. T. Szkudlarka, Wrocław 2009.

26. E.M. Wood, The Retreat from Class: A New „True” Socialism, London/New York 1998, s. XII­‑XIII.

27. Zob. Ch. Mouffe, Paradoks demokracji, tłum. W. Jach i in, Wrocław 2005.

28. Zob. E. Laclau, Emancypacje, tłum. L.Koczanowicz i in, Wrocław 2004.

29. E.M. Wood, The Retreat from Class...

Grzegorz Maryniec – doktorant w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Wrocławskiego, aktywista lewicy społecznej, działacz sportowy.