Polska tragikomedia energetyczna

Maciej Muskat
14.11.2013

Dawno, dawno temu – czyli w roku 2008 – narracja polskich polityków i mediów na temat zmian klimatu i przeobrażeń w systemie energetycznym Polski była inna niż dziś. Prezydent Kaczyński mówił o „solidarności wobec Europy”, a premier Tusk wymieniał korzyści płynące z rozwoju energii odnawialnej.

Dziś ta narracja wydaje się odległą bajką. Prawdopodobnie najbardziej widoczną ilustracją tej zmiany była niedawna wymiana ciosów po konwencjach wyborczych Prawa i Sprawiedliwości oraz Platformy Obywatelskiej pod koniec czerwca tego roku. Nagle okazało się, że skoncentrowała się ona na tym, kto skuteczniej broni systemu energetycznego opartego na węglu przed całą Europą. Prezes Kaczyński zwołał konferencję prasową i twierdził, że odpowiedzialność za niekorzystne dla Polski zapisy pakietu klimatycznego ponosi rząd PO1. Po południu tego samego dnia Donald Tusk nazwał zarzuty PiS „kłamstwami” i obarczył winą za niedolę Polski, zaistniałą w wyniku podpisania pakietu klimatycznego, były rząd PiS i prezydenta Kaczyńskiego. Sygnowanie pakietu nagle stało się synonimem „zdrady narodowej”.

Ta trwająca do dziś farsa rozpoczęła się dużo wcześniej. W 2012 roku PiS zażądało referendum, w którym miało zostać zadane pytanie:

Czy jest Pani/Pan, zgodnie z wynegocjowanym przez rząd PO­‑PSL pakietem klimatyczno­‑energetycznym, za podziemnym składowaniem dwutlenku węgla, przy kosztach dochodzących do 100 euro za tonę, co musi skutkować wzrostem cen energii i może blokować nasze rodzime zasoby energetyczne jak węgiel kamienny, węgiel brunatny, gaz łupkowy i unikatowe zasoby geotermalne, uzależniając równocześnie Polskę od obcych technologii i obcych źródeł energii?2.

Jest ono przy okazji wzorem neutralnego pytania referendalnego według PiS. Tymczasem w pierwszej połowie września tego roku premier Tusk uznał za właściwe otwarcie Międzynarodowych Targów Górnictwa, Przemysłu Energetycznego i Hutniczego „Katowice 2013”, gdzie mówił o tym, że przyszłością Polski jest górnictwo, a bezpieczeństwo energetyczne zależne jest od węgla. Był też nadzwyczaj dokładny w odniesieniu do najbardziej pożądanego przez siebie miksu energetycznego, mówiąc: „Przyszłością polskiej energetyki są węgiel kamienny i brunatny oraz gaz z łupków”3. Tusk i Kaczyński od dłuższego czasu prowadzą „wyścig do dna”, który może skończyć się chyba tylko wtedy, gdy temat: „Kto jest większym zwolennikiem węgla, łupka i atomu?” zajmie miejsce mgły smoleńskiej.

Uzależnieni od węgla

Jeśli, pomimo wszystkich przeciwności, uda nam się – nam w Polsce i nam jako gatunkowi homo sapiens – powstrzymać tych, dla których zdanie: „Po nas choćby potop” stanowi akt wiary, to w polskich podręcznikach do historii w połowie dwudziestego pierwszego wieku okres ostatnich lat będzie opisany jako „stracone lata”. Przyszli dziadkowie będą też opowiadać wnukom o tym, jak prawie słyszeli dźwięk odjeżdżającego pociągu z napisem „system energetyczny – energia odnawialna”, do którego liderzy polityczni zabronili Polakom i Polkom wsiadać. A wnuki będą ich pytać – dlaczego na to pozwoliliście?

Polska tragikomedia energetyczna ma posmak tragedii, gdy spojrzymy na skutki uzależnienia kraju od paliw kopalnych nie tylko dla klimatu, ale również dla zdrowia ludzi i budżetu państwa oraz dla gospodarki zamieniającej się w skansen. Gdy jednak rozważymy to, jak niewiarygodnie wypaczane są podstawowe fakty związane z porównaniem systemu opartego o paliwa kopalne z tym opartym o paliwa odnawialne, to po prostu nie sposób się nie śmiać.

Fakty wydają się nie mieć dostępu do umysłów liderów rządu i opozycji. Fakt, że w Niemczech 4 miliony obywateli sprzedaje energię elektryczną z mikroinstalacji, czy to, że powstało tam 380 tysięcy miejsc pracy, odbija się skutecznie od uszu i oczu obrońców naszego status quo. To, że polski węgiel kamienny przestaje być opłacalny ze względu na konkurencję z innych kontynentów również. A to, że sektor górniczy wytwarza zaledwie 3 procent polskiego PKB brutto, a na tonę wydobywanego węgla aż sześć ton jest marnowanych, kwitowane jest milczeniem, nawet jeśli mówi to były Główny Geolog Kraju4.

Nie powinno to nikogo dziwić, gdyż dla rządu, PiS i większości mediów straty związane z uruchomieniem jedynie planowanych kopalni odkrywkowych, które wyniosą minimum 10 miliardów złotych5, nie istnieją w rachunku ekonomicznym. Przymusowe wysiedlenie z terenów przewidzianych pod odkrywki węgla brunatnego czy dewastacja środowiska są dla tej grupy kosztem postępu rozumianego jako coraz większe i głębsze dziury w ziemi i coraz wyższe kominy. To, że owe koszty naprawdę nie istnieją w świadomości decydentów, staje się jasne, gdy popatrzymy na reakcje na raport Greenpeace’u pokazujący, że na przykład w 2010 roku liczba przedwczesnych zgonów spowodowanych spalaniem węgla wyniosła ponad 5400 – więcej niż roczna liczba zgonów w wyniku wypadków na drogach6. Tą reakcją była cisza przetykana głosami takich orłów polskiego biznesu, jak prezes Krajowej Izby Gospodarczej, które zamiast próbować podważać dane przedstawione w raporcie, sprowadzały się do wyzywania Greenpeace’u od radykałów, głupców i tym podobnych. Inaczej mówiąc – życie tych i przyszłych ofiar nie ma dla polskiej klasy politycznej znaczenia.

Nawet jeśli dowody na absurdalność kurczowego trzymania się węgla i innych paliw kopalnych nie pochodzą ze strony organizacji pozarządowych, ale na przykład Międzynarodowej Agencji Energetycznej – która mówi o tym, że energia odnawialna jest najszybciej rosnącym sektorem energii, którego podaż już w 2016 roku będzie większa niż gazu i przekroczy dwukrotność energii dostarczanej przez dotowany od dekad przemysł atomowy7 – to nadal nie jest to dla liderów polityki i większości polskich mediów argumentem. Obiektywny obserwator uważałby, że każdy rząd, który obserwuje rynek charakteryzujący się jednoznacznym potencjałem wzrostowym, tak spozycjonowałby swój kraj, żeby uzyskał on w tym rynku jak największy udział. Nie w Polsce. Tutaj największe dotacje dostają te rodzaje pozyskiwania energii, które są przestarzałe i skazane na wymarcie.

Ten sam obserwator zwróciłby uwagę na to, że elita polityczna Polski, kraju członkowskiego Unii Europejskiej, nie może zakładać, że będzie bez końca wetować wolę pozostałych dwudziestu sześciu państw Unii w kwestii prędkości przechodzenia do gospodarki niskowęglowej. Sprawa ta powiązana jest z konkretnymi dyrektywami unijnymi, jak na przykład tą, która mówi o ograniczeniu emisji przemysłowych. Ma ona wejść w życie w 2015 roku, co oznaczać będzie konieczność wyłączenia lwiej części polskich instalacji opartych na spalaniu węgla, które nie spełniają obecnie nowych norm. Dlatego racją stanu stały się zmasowane działania mające na celu derogację, czyli wyłączenie polskich instalacji z obowiązywania tego prawa, na przykład na okres kolejnych pięciu lat. A rok 2020 jest z punktu widzenia polskich polityków tak odległy, że nie ma się co martwić.

Czysty pragmatyzm polityczny wskazuje na to, że nawet wyłącznie z punktu widzenia interesu państwa o niebo lepszą strategią byłaby dla Polski zgoda na odejście od węgla i wytargowanie od Brukseli maksymalnie dużych funduszy na restrukturyzację krajowego sektora energetycznego. Pozwoliłoby to Polsce dokonać skoku modernizacyjnego, jakiego nie widziano w tym kraju zapewne od dwudziestolecia międzywojennego. Racjonalność niestety w tym przypadku nie działa. Jest tak, ponieważ zmiana systemu energetycznego na taki, który opiera się na zmniejszeniu popytu na energię i zdecentralizowanej produkcji ze źródeł odnawialnych, nie stanowi jedynie zmiany technologicznej – oznacza zmianę społeczną i polityczną. Sytuacja, w której 60 procent produkcji energii odnawialnej pochodzi od osób indywidualnych bądź społeczności lokalnych (jak w Niemczech), oznacza rozbicie oligopolu kilku potężnych koncernów i skasowanie korzyści dla polityków, którzy są z nimi powiązani bezpośrednio bądź pośrednio (na przykład poprzez mechanizm „drzwi obrotowych”, czyli przechodzenie z polityki do korporacji i z powrotem).

Czołową zasłoną dymną zwolenników utrzymania węglowego status quo jest „bezpieczeństwo energetyczne”. Fakt, że z roku na rok Polska będzie musiała importować coraz więcej węgla, jakimś dziwnym trafem umyka ich uwadze, podobnie jak drobny fakt w postaci stale rosnących kosztów tego uzależnienia. O tym, że ich „bezpieczeństwo energetyczne” oznacza fundamentalne zagrożenie na przykład dla społeczności żyjących na terenach planowanych kopalni odkrywkowych (plany tylko jednej z nich oznaczają konieczność wywłaszczenia i wysiedlenia 20 tysięcy osób) czy dla zdrowia i życia ludzi, się nie słyszy. Jednak to, co jest zgodne z prawdziwym znaczeniem tego fałszywie używanego terminu, spotyka się natomiast z kalumniami bądź ciszą absolutną. Bezpieczeństwo energetyczne jest bowiem autentycznie możliwe, tyle że droga do niego prowadzi przez program radykalnej efektywności energetycznej i energii odnawialnej, produkowanej w oparciu o źródła zróżnicowane, lokalne i będące własnością lokalną. Taki program jest nie tylko możliwy, ale jest już wdrażany, zarówno przez kraje mniejsze od Polski, na przykład Danię, jak i te o daleko większym potencjale gospodarczym – jak Niemcy.

Polska polityka energetyczna zaczyna wyraźnie imitować politykę krajów naftowych czy państw cierpiących na przypadki „klątwy zasobów naturalnych”. Chodzi o paradoks polegający na tym, że ogromne wpływy z wydobycia zasobów naturalnych dają bogactwo jedynie małej grupie, natomiast większość społeczeństwa stacza się po równi pochyłej, której głównymi elementami jest korupcja, zniszczenie środowiska i spadające wskaźniki stabilności społecznej. Wystarczy przyjrzeć się retoryce rządów Putina w kwestii ekspansji rosyjskich koncernów gazowych i naftowych w rejonie Arktyki, aby zrozumieć, że zarówno Tusk, jak i Kaczyński, robią to samo – różnice sprowadzają się do nazwy państwa i rodzaju węglowodorów. I – podobnie jak liderzy w Rosji – polscy przywódcy polityczni coraz bardziej wpędzają kraj w uzależnienie od wpływów z podatków i dywidend od działalności, która jest szkodliwa na każdym poziomie – od ekonomicznego, przez zdrowotny, na ekologicznym kończąc.

Tusk, Kaczyński, szefowie korporacji energetycznych i te media, które zgodnie powtarzają, że „nie ma innej drogi”, de facto niszczą to, co jest obecnie jedyną naszą szansą na realne odbicie się w warunkach kryzysu. Tą szansą jest strategiczne działanie państwa mające na celu uruchomienie i wsparcie tworzenia realnej wartości w sektorze zielonej energii, którego „krzywa uczenia się”8 i możliwości kreowania rozproszonych miejsc pracy nie mają porównania z jakimkolwiek innym sektorem gospodarki. Tymczasem receptą liderów głównych partii w Polsce i ich klakierów jest „przycinanie odnawialnych źródeł energii, aby nie urosły, i dokarmianie atomu węglem”, jak to znakomicie ujął Grzegorz Wiśniewski9.

Zmusić rząd do odwrotu

Jak dotąd w ogóle nie dotykałem wątku, który dla mnie osobiście, i jako dyrektora Greenpeace’u w Polsce, jest najważniejszy – a mianowicie skutków polskiego uzależnienia gospodarczego i mentalnego od węgla i innych paliw kopalnych w kontekście powiększającej się stale wiedzy o zmianach klimatu. Dynamika międzynarodowych negocjacji klimatycznych, które praktycznie zamarły po porażce w Kopenhadze w 2009 roku, jest zależna – jak zawsze w przypadku takich rozmów – od istnienia silnego ośrodka gospodarczego i politycznego, który stawia sobie za cel sfinalizowanie negocjacji. W przeszłości tego negocjacyjnego paliwa dostarczała Unia Europejska. Obecnie już tak nie jest, a głównymi powodami tej zmiany jest stanowisko polskiego rządu, które można streścić stwierdzeniem: „Blokujemy i opóźniamy na wszystkie możliwe sposoby”, oraz brak determinacji ze strony kluczowych graczy w UE. W rezultacie nadal nie ma widoków na globalny pakt klimatyczny, który byłby sprawiedliwy i uwzględniał parametry działania, o których mówią naukowcy. Jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy jest właśnie polska polityka energetyczna. Odpowiedzialność polskich obrońców węgla za wszelkie straty – gospodarcze, ludzkie i ekologiczne – wzrosła w ostatnich latach w postępie geometrycznym. Jeśli ktoś uważa, że patriotyzm oznacza kompletne lekceważenie zupełnie fundamentalnych potrzeb innych ludzi (nie będę nawet wspominał o ochronie całego życia na planecie), to daje świadectwo temu, że nie nadaje się do rządzenia krajem w dwudziestym pierwszym wieku.

Pomimo politycznego wsparcia, a raczej wzajemnego uzależnienia przemysłu paliw kopalnych od polityków, nie tylko w Polsce przyszłość tego sektora przestała być świetlana. Stało się to przede wszystkim z dwóch powodów. Pierwszym jest wzrost świadomości na temat zmian klimatu i ich związku z systemem produkcji energii, pomimo propagandy zasilanej niewiarygodnie dużymi pieniędzmi ze strony przemysłu. Drugim jest autentyczny sukces działań związanych z efektywnością energetyczną i produkcją energii odnawialnej, mierzony w skali biznesowej, lokalnej, poszczególnych krajów i globalnej.

Nie jestem i nie zamierzam być prorokiem. Jednak blisko dziesięcioletnia perspektywa pracy w organizacji Greenpeace w Polsce i na świecie pozwala mi wierzyć, że obecne maniakalne wręcz pogłębianie uzależnienia od węgla, opór przed akceptacją realności zmian klimatu oraz równie rozmyślna ślepota na pozytywne możliwości oferowane przez zmianę gospodarczą uruchamianą przez zieloną energię, zbliżają się ku końcowi. Nie będzie to koniec w postaci stopniowej zmiany kierunku, ale coś podobnego do sytuacji, która miała miejsce podczas walki o Dolinę Rospudy, kiedy rząd został zmuszony do odwrotu w wyniku zmiany otoczenia, w Polsce i poza nią.

Ta zmiana nie dokona się sama, deus ex machina. Będzie wymagała poświęcenia, ryzyka, elastyczności i tytanicznej wprost pracy ze strony tych, którym na tej sprawie zależy. Z pewnością będzie wymagała wsparcia ze strony naukowców i ekspertów, nie w postaci raportów, ale zajęcia aktywnego stanowiska wobec polityków i szefów firm, podobnie jak miało to miejsce niedawno w Stanach Zjednoczonych, kiedy to urząd odpowiedzialny za ochronę przed powodzią w Luizjanie pozwał do sądu całą grupę korporacji energetycznych za zniszczenie przybrzeżnych terenów podmokłych, które stanowią podstawową ochronę dla lądu przed ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi10. Historia mówi wyraźnie, że fundamentalne zmiany nigdy nie dokonywały się dlatego, że ktoś ładnie o nie poprosił.

Tekst pochodzi z: „Recykling Idei”, 2013, jesień, nr 15. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Przypisy:

1. Spór o pakiet klimatyczny. Kaczyński: Tusk zadał cios. Tusk: To kłamstwa [@:] http://wyborcza.pl/1,75478,14208513,Spor_o_pakiet_klimatyczny__Kaczynski__Tusk_zadal_cios_.html (data dostępu: 4 października 2013).

2. Wniosek o zarządzenie ogólnopolskiego referendum w sprawie renegocjacji pakietu klimatyczno­‑energetycznego [@:] http://orka.sejm.gov.pl/Druki7ka.nsf/0/CA0D83CAD139A9F8C1257A070033A13F/$File/423%20-%20wniosek.docx (data dostępu: 4 października 2013).

3. Tusk: Polska będzie stawiać na węgiel i gaz łupkowy [@:] http://www.polskieradio.pl/42/259/Artykul/928788,Tusk-Polska-bedzie-stawiac-na-wegiel-i-gaz-lupkowy (data dostępu: 4 października 2013).

4. Wydobycie węgla w Polsce będzie spadało. Wzrośnie za to import [@:] http://www.newseria.pl/news/wydobycie_wegla_w_polsce,p432215833 (data dostępu: 4 października 2013).

5. Ukryte koszty planowanych odkrywek sięgają 10 mld złotych rocznie [@:] http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/polska/Ukryte-koszty-planowanych-odkrywek-sigaj-10-mld-zotych-rocznie/ (data dostępu: 4 października 2013).

6. Polskie elektrownie węglowe zabijają niemal 5400 osób rocznie [@:] http://www.greenpeace.org/poland/pl/wydarzenia/polska/Polskie-elektrownie-wglowe-zabijaj-niemal-5400-osob-rocznie/ (data dostępu: 4 października 2013).

7. Renewables to surpass gas by 2016 in the global power mix [@:] http://www.iea.org/newsroomandevents/pressreleases/2013/june/name,39156,en.html (data dostępu: 4 października 2013).

8. Krzywa uczenia się – w ekonomii pojęcie to oznacza zależność, według której wraz ze wzrostem produkcji następuje spadek kosztów jednostkowych w wyniku lepszej organizacji i wydajności pracy czy zastosowania lepszych technologii (przyp. red.).

9. G. Wiśniewski, Nowa strategia energetyczna wg Premiera: przycinać OZE aby nie urosły i dokarmiać atom z węglem? [@:] http://odnawialny.blogspot.hu/2013/04/nowa-strategia-energetyczna-wg-premiera_276.html (data dostępu: 9 października 2013).

10. Louisiana Agency Sues Dozens of Energy Companies for Damage to Wetlands [@:] http://www.nytimes.com/2013/07/25/us/louisiana-agency-to-sue-energy-companies-for-wetland-damage.html (data dostępu: 4 października 2013).

Maciej Muskat – dyrektor Greenpeace Polska, były członek Rady Programowej Greenpeace w Unii Europejskiej. Prowadził między innymi kampanie związane z ochroną bioróżnorodności, zmianami klimatu, produkcją energii oraz ograniczeniem rolnictwa przemysłowego.