Niezły towar!

27.05.2005

ANKIETA

Badanie satysfakcji klienta.

Przedmiot badania: Produkt Polski/Sławomir Shuty

Osoba badana: mężczyzna, mieszkaniec miasta powyżej 500 tys. mieszkańców, wykształcenie wyższe niepełne (!), pracownik umysłowy, lat 28, kupuje przecenione kiełbasy oraz serki w dyskontach, bez przynależności.

1. Skąd dowiedział/a się Pan/Pani o produkcie pierwszy raz? Jakie było wtedy Pana/Pani wrażenie?

Okładka wygląda znajomo, śmieje się z niej swojsko, lekko, tryumfująco, Andrzej Lepper, i na oczach ma biały pasek z produktem polskim, a na nosie czerwony ze Sławomirem Shutym. Ktoś mógłby pomyśleć, że to analogia do bandaży na twarzy trędowatego (Leper Messiah, sprzedawca zabójczej wiary, ol’ Metalika rulez!), ale takie wkręty to prędzej miewają sami odbiorcy, a czy to może być dla niepoznaki? Że tożsamość została pokryta? No chyba nie, pana Andrzeja L. zdradza grzywka i wyraz ust, który po bliższym przyjrzeniu okazuje się nie być uśmiechem, lecz takim grymasem jakby: „Zjem cię!” albo „ŻE CO??”, prezentującym dolny rząd zębów, i to obsunięcie dolnej wargi to jest jakby zapowiedź ugryzienia, że on normalnie by ugryzł, jakby tylko ten gościu, co mu zrobił tę fotę, podszedł bliżej, a pod tym wszystkim, na klacie pana Andrzeja L., rozdziawia się biały orzeł w koronie, i trudno tu się dziwić, tyle razy pokazywano w telewizji. Może stąd to takie znajome? Może się wcześniej nic nie słyszało i nie widziało? Niewykluczone. Tak czy siak ta czerwona smuga na okładce jest jedynym kolorowym kolorem w całej produkcji, no i jeszcze TAO i flaga z tyłu, i tekst zachęcający autora, bo całość jest tanio wydana w formie black & white i strasznie wali farbą drukarską. Także, jak się tak zastanowić, produkt był mi całkowicie nieznany.

2. Czy spotykał się Pan/Pani potem jeszcze z informacjami na temat produktu? Gdzie?

Spotkałem się z informacją, że mogę go sobie wziąć. A właściwie to nawet bardziej z informacją, że już go mam.

3. Co Pana/Panią ostatecznie skłoniło do nabycia produktu?

Chyba nic by mnie nie skłoniło, tak szczerze. Nie kupuję książek. Czasem jakiś komiks, ale i to rzadko. Tak się jednak złożyło, że koleżanka weszła w posiadanie, i to też bynajmniej nie w drodze wymiany, i rychło odkryła, że to pozycja nie dla niej, więc… no u niej w kuchni wyraziłem pewne zainteresowanie i tak się w końcu skończyło, że produkt dostał się mi.

4. W jakich okolicznościach dokonało się nabycie produktu (miejsce, towarzystwo, stan emocjonalny własny)?

W kuchni. Rozmawialiśmy o czymś zupełnie innym. I nagle pojawił się na stole produkt. I ja przestałem rozmawiać. Inne osoby nadal rozmawiały, lecz ja zacząłem się przyglądać produktowi. Jak już napisałem, jeśli już coś, to kupuję komiksy. A w produkcie jest dużo obrazków, naprawdę dużo. Kolejne serie obrazków, które jak szybko odkryłem były już publikowane w Internecie, tak mi się wydaje, przedzielają parodystyczne teksty. Obrazki też są parodystyczne. Ktoś mi zwrócił uwagę, że powinienem dalej rozmawiać, a nie oglądać produkt, lecz ktoś inny mnie usprawiedliwił, że widać jest to produkt dla mnie. Proste?

5. Proszę określić procentowo zaspokojenie oczekiwań związanych z produktem po jego użyciu.

Miałem więcej obiekcji niż oczekiwań. Z czasem te obiekcje się rozwiewały. Moim jedynym oczekiwaniem wobec produktu było, że będzie chciało mi się go więcej. No i tak też się stało.

6. Które właściwości produktu okazały się dla Pana/Pani najbardziej korzystne?

Urzekło mnie naprawdę zdjęcie umieszczone prawie z samego początku, na którym dwie nieatrakcyjne, ale za to bardzo swojsko wyglądające staruszki uśmiechały się do obiektywu. Autor dorobił im dymki: „z buddystami nie tańczę” oraz „nie ma bola”, a znowuż takim grubaśnym wczasowiczkom smażącym się w słonku: „Buddyście do ust nie wezmę” i „co to to nie”. Ale tego nie da się zrozumieć bez kontekstu. No i przeróbki klasycznego katechizmu dla dzieci, z którego sam się uczyłem – odpał! Taka scena: dziewczynka przez kratkę konfesjonału szepcze: „Chciałam tylko powiedzieć, że rodzice obniżyli stawkę zrzutu na tacę z 10 na 2 złote, a podczas ostatniej wizyty duszpasterskiej tato dał księdzu pustą kopertę” na co zza kratki zgodnie jej odpowiadają ksiądz i stojący za nim Jezus: „poproszę o dane osobowe. a za pokutę zjedz 12 wybrzuszonych jogurtów”. No i jest seks naturalnie, w odmianach od gwałtu do nekrofilii, jest obrazoburstwo, sławne postaci (zwykle z wydłubanymi oczami) i coś, czego nie ma gdzie indziej – obrazoburcze wykorzystanie chronionych patentem znaków handlowych. Tak sobie myślałem oglądając: czy autor za to beknie? Bo proponowanie przepisu na sztukę w rozdziale poświęconym satanizmowi, który polegał na doklejaniu do siebie krzyża, wibratorów, piłki do ujeżdżania oraz sztucznej waginy w dowolnych proporcjach, to jest jeszcze dowcip. Może nie każdy się na nim pozna, jednak dowcip. Ale proponowanie, by do opakowania po sosach Heinz oddawać mocz??? No tego prawnicy z Heinza mogą już nie łyknąć. Co innego, jak nie ma się poczucia humoru i dość kłopotliwych obrońców w postaci pospolitego ruszenia nosorożców z LPR’u oraz moherowych beretów, a co innego, jak nie ma się poczucia humoru i prawników, których stać na tuzin tajlandzkich małoletnich dziwek z biednych katolickich rodzin co weekend NA DESER. Ja bynajmniej nie twierdzę, że korzystają… Jest wszakże nadzieja dla autora oraz jego wydawcy, że nikt tego produktu nie potraktuje poważnie.

7. W jakich słowach opisał(a)by Pan/Pani produkt osobie znajomej. Proszę podać przykład.

Produkt ma na końcu „kartę podręcznika”. Pamiętasz, co to takiego? Jeśli nie, to najpewniej nie jest to produkt dla ciebie. No, chyba, że jesteś osobą obdarzoną bogatą wyobraźnią, nieprzeciętną wrażliwością, oraz wysmakowaną literacko. Wtedy możesz spróbować. Jest szansa, że ci się spodoba. „Karta podręcznika” jest idealnym podsumowaniem tego, co ją poprzedza: sztubacki humor, cielęca rozrywka, perwersyjny infantylizm. Z wierzchu. Pod spodem wyflaczona wije się żywa postać, możemy się tylko domyślać, co ją doprowadziło do halucynacji i omamów, które odbijają się na kartach produktu. Możemy, ale nie musimy. Wolno poprzestać na czystej radości obcowania z atrakcyjnym wizualnie produktem poprzetykanym zlewnymi tekstami. Jak na przykład: „Czem prendzej się uzbrajajcie, do stajenki pobieżajcie ochraniać pana, hej!” na plakacie agencji ochroniarskiej z miasta zamieszkania autora, na którym to plakacie ochroniarz tuli bobasa. Bobas odpowiada: „a może by tak po prostu komuś wpierdolić?” No właśnie.

8. Czy opisywał/a Pan/Pani produkt osobie znajomej po jego nabyciu?

Tak, no jasne, to jest po prostu kopalnia klawych grepsów.

9. Czy osoby w Pana/Pani otoczeniu wydają się zainteresowane produktem?

Nie bardzo. Chyba za dużo w nim reklam i entuzjazmu. To budzi normalną podejrzliwość. Spotkałem się z komentarzem: „Fajnie, gdy możesz wydać takie bzdury za nie swoje pieniądze”. No pewnie. Zawsze fajnie.

10. Jak bardzo wydaje się Panu/Pani korzystnym stosunek między ceną, a jakością produktu?

Drożej niż większość komiksów, ale taniej niż większość płyt. Można się zastanowić.

11. Dziękujemy za udzielenie szczerych odpowiedzi.

Heil Eris. Najlepsze kremy na problemy. Bo kto nie smaruje, ten nie jeździ. Buźka. Hej. Kocham was. Kocham Polskę. TKM. Teraz kurwa miłość.

I TY MOŻESZ ODPOWIEDZIEĆ NA TE PYTANIA! POWTÓRZ ZNAJOMYM!