Każda matka jest dziewicą! (!?)

Fnoll
07.04.2004

S

ubiektywnie, do czasu. Łoże rodziców zamieszkuje zwykle Tajemnica, ich seksualność skrzętnie przed dziećmi ukryta. Czy źródłem owej Tajemnicy jest przyrodzona ludzka wstydliwość? Nie sądzę, raczej chrześcijańska spuścizna. W wychowaniu pociech wciąż pobrzmiewa przekonanie o grzeszności pożądania i aseksualności dzieci. Na ogół izoluje się je od tematyki płciowej, zakładając jej szkodliwość, choć trudno dziś ustrzec kogokolwiek przed reżyserowanym seksem serwowanym w mediach. Dzieci bywają ofiarami molestowania, rzadziej – partnerem w dialogu. Jeśli płciowość pojawia się w rozmowach z potomkiem, to w sposób podręcznikowy, odcięty od własnych wrażeń. Już łatwiej wspomnieć pierwszy raz z wódką i papierosem oraz dalsze z nimi przygody, niż zdać sprawę ze swojej erotycznej dojrzałości (może z jej braku?). Stąd dla każdego małego dziecka jego matka jest dziewicą, jego matka jest czysta, „niepokalana”. Jest cała dobra, więc wolna „od tych rzeczy”, tak jak jest wolna od dłubania w nosie i innych karconych, budzących wstyd czynności. Aż do dnia, gdy dziecko samo dokona wstrząsającego odkrycia: jego matka „robi te rzeczy” z mężczyzną. Ba! Ono samo jest owocem „tego czegoś” między rodzicami, „tego czegoś”, co latami odbywało się w ukryciu, za jego plecami, „tego czegoś”, na co trudno nam znaleźć ładne słowo (przez tyle wieków było zarazem upragnione i nieładne, wstydliwe i chciane!).

Dzieci, które nie poradzą sobie z tym odkryciem, nie uznają jego naturalności, mają wyjście awaryjne: zaprzeczyć mu w swoim sercu („nie chcę o tym myśleć!”), rozszczepić swe uczucia wobec matki, a następnie ich „nieskalane” pierwociny ulokować w wyidealizowanym obrazie Matki Dziewicy. Psycholog (tajny agent humanizmu) uznałby tę relokację dziecięcej uczuciowości za niedojrzałą. Przyjrzyjmy się jednak jej odległym skutkom: oto brak akceptacji seksualności własnej matki okazuje się wielką siłą kulturotwórczą! Współtworzy wymodloną Czystą Matkę, nie tkniętą orgazmem, z piersią służącą jedynie karmieniu, jedynie dziecku; Czystą Matkę, która uzdrawia chromych, inspiruje artystów, patronuje zbożnym przedsięwzięciom… – czyż nie warto dla tych korzyści przechować w swym sercu dziecięcy sen o aseksualnej matce?

Dzieci, które przyjęły seksualność swojej matki jako coś dobrego, coś mającego swój zalążek w nich samych, nie będą zbytnio podatne na ideę Czystej Matki, bliżej im będzie do pogańskich bogiń płodności, do Gai – ale ta nie ma swoich kościołów! Gaia jest na wygnaniu, nie śpiewa się jej pieśni w telewizorze i radiu, nie uwielbia, nie czci. Mówi się, że Gaia należy do ludzi, że mamy brać ją w posiadanie, jest przedmiotem kultury, jest a­‑kulturalna, jak kobieta w ścisłym patriarchacie. Na współczesnym panteonie mocno się zaś trzyma Czysta Matka, którą zapładnia nie chuć, nie czułość zmysłowa, lecz Rozum, bezcielesna Boża Łaska; Matka całkowicie oddana swemu specjalnemu, męskiemu potomkowi.

Dojrzałość psychoseksualna wiodła by nas zatem poza granice kultury odziedziczonej po ojcach? Może nie na bezdroża, może ku odkrytej na nowo kulturze, która drzemie w matkach… lub ku czemuś nowemu, co przekroczy barierę między tym, co męskie, i tym, co kobiece, na równi uświęcając oba elementy, w każdym z nas.