Zmęczenie ludźmi motorem postępu?

Fnoll
23.11.2003

Co tym myślisz: wiele komfortu, do którego dążymy i na który zarabiamy, napędzając gospodarkę i postęp techniczny, w swej istocie oddala nas od codziennego towarzystwa innych ludzi – mam tu na myśli głównie mieszkania i samochody, ale wiele innych udogodnień ma ten plus, że zwalnia nas z konieczności obcowania z innymi i zwiększa nasz wpływ na dobór „społecznych doznań”.

Inny człowiek jest dla nas najbardziej bogatym źródłem bodźców, informacji do przetworzenia – obecność drugiego homo sapiens w zasięgu naszych receptorów jest setki razy bardziej obciążająca dla naszego układu nerwowego niż na przykład obecność drzewa lub gołębi.

Dlatego odsuwanie na co dzień innych ludzi na dystans oszczędza nam wiele wysiłku – jeśli tylko są choćby w innych pokojach, czy za drzwiami domów i samochodów.

Inny homo sapiens jest tym bardziej męczący, że na ogół nie jesteśmy w stanie kontrolować jego zachowań i tego jak one na nas wpływają – co sprawia, że w towarzystwie bliźniego musimy zachować ciągłą czujność, znacznie większą niż wobec psa, z którym wychodzimy na spacer.

Zachowania innych ludzi ponadto zawsze mają duże potencjalne znaczenie dla naszego dobrostanu, stąd trudno jest je po prostu ignorować – w niezwracanie na nie uwagi też musimy włożyć wysiłek, tłumiąc nasze na nie reakcje.

Odsunięcie innych ludzi na fizyczny dystans pozwala nam zaoszczędzić dużo energii, zmniejsza też ryzyko doświadczenia wszelkich nieprzewidywalnych i co gorsza, często niewytłumaczalnych przykrości – bo kto zadał nam w życiu najwięcej bólu, jeśli nie inny homo sapiens?

Gdy jednak odsuniemy ludzi, którymi pierwotnie byliśmy opleceni jak bluszczem, na dystans – to frustrujemy sobie nasze instynkty społeczne i cały aparat umysłowy przystosowany do analizowania ludzkich zachowań.

Sposobem na oszukanie tego „głodu człowieka” są wszelkie media! od książki do internetu – mają tą wyższość nad żywym człowiekiem, że dostarczając „ludzkich” bodźców łagodzących naszą potrzebę obcowania z bliźnimi, są jednocześnie w pełni kontrolowalne i bardziej przewidywalne, zarówno porcja wiadomości z TV, jak i wszelkie wizualne czy książkowe fabuły, opierają się na przejrzystych schematach – nie tak, jak znacznie bardziej schaotyzowane, nieprzenikalne zachowania żywych ludzi.

Ideałem dla homo sapiensa zmęczonego swymi bliźnimi jest zatem: duże mieszkanie z osobnymi pokojami dla szczególnie absorbujących, a zatem męczących, dzieci oraz własny środek transportu, a także taka siatka powiązań społecznych, by nikt bez zgody nie mógł „wejść” w nasz obszar przeżywania, plus media dostarczające nam kontrolowalnych, przewidywalnych bodźców społecznych.

Nawet gra się coraz częściej w pojedynkę lub patrzy, jak grają inni – bo bardziej frustruje starcie z żywym homo sapiens niż z Nintendo, grą komputerową, „familiadą” czy olimpiadą w tv. tłok wrażeń z reality show zaspokaja ekstremalne głody.

Zastanawiam się, czy to nie jest jakaś pułapka w którą wszyscy, mniej lub bardziej, zupełnie nieświadomie wpadamy, całkiem racjonalnie uciekając przed zmęczeniem.

Ale dokąd?