Czym skorupka za młodu…

Angela Phillips
14.10.2006

Etniczna mieszanka w szkołach podstawowych owocuje silniejszą integracją rasową. Podejście przyjęte przez Ruth Kelly1 stwarza ryzyko, że proces ten może ulec odwróceniu.

W tygodniu, w którym moja córka Rachel zaczęła chodzić do żłobka, przedstawiła mi swoją nową koleżankę Leah i jej mamę. Dziewczynki trzymały się razem do momentu, gdy Leah wraz z rodziną wyprowadziła się. Fizycznie całkowicie się od siebie różniły. Rachel jest szczuplutką blondynką o prostych włosach, Leah jest krępa i ma ciemne loczki. Rachel ma oczy niebieskie, Leah zaś brązowe. Rachel ma jasną karnację, a Leah ciemną. Dziewczynki nie zdawały sobie sprawy, że w świecie dorosłych jedna z tych różnic ma szczególne znaczenie.

W swojej nieświadomości trzylatki te nie były wyjątkiem. Badania nad dziecięcymi przyjaźniami przeprowadzone przez Irene Bruegel i Susie Weller z londyńskiego uniwersytetu South Bank wykazały, że dla maluchów ze zróżnicowanej etnicznie podstawówki karnacja jest na tyle nieważna, że dzieci rzadko się do niej odwołują. Zapytane, co różni ich przyjaciół, równie często co kolor skóry wskazywały na przykład długość włosów.

Integracja i spójność społeczna, temat najnowszej inicjatywy rządowej2, zdecydowanie nie jest kwestią nurtującą małe dzieci. Nie ma dla nich czegoś takiego jak „różnica ras”. To pojęcie jest całkowicie wytworem świata dorosłych – to rodzice, którzy martwią się z kim zadają się ich pociechy, podejmują decyzje na podstawie klasowych i rasowych uprzedzeń. Bruegel zauważyła, że nawet w obrębie jednego okręgu szkolnego, poszczególne szkoły różniły się od siebie pod względem rasowym. Działo się tak bynajmniej nie w ze względu na czynniki geograficzne lecz za sprawą wyboru dokonanego przez rodziców. Mając ku temu możliwość, rodzice gotowi byli wozić dzieci nawet do odległych szkół, byle tylko zapewnić im podobne środowisko kulturowe.

Brak integracji nie daje szans na wzajemne zrozumienie, które stanowi podstawę spójności społecznej, a w jeszcze większym stopniu nikną szanse na przyjaźń, która jest gwarancją zrozumienia. Badania uniwersytetu South Bank wykazały, że białe dzieci w „całkiem białych” klasach zupełnie nie miały pojęcia o trudnościach, z jakimi mogli spotkać się ich rówieśnicy pochodzący z mniejszości etnicznych. Mniej prawdopodobne było również, by dzieci te zawierały znajomości wychodzące poza granice rasy.

Z kolei białe dzieci ze szkół, w których jedna trzecia lub więcej kolegów i koleżanek miała inny kolor skóry, chętniej nawiązywały i podtrzymywały etnicznie mieszane przyjaźnie w szkole średniej. Czarnoskóre dzieci zachowywały się podobnie, jeśli w klasie nie należały do mniejszości.

Rok temu Trevor Phillips, przewodniczący Komisji na rzecz Równości Etnicznej, wygłosił mowę, w której zasugerował, że „bezwiednie podążamy w kierunku segregacji”. Zapytał: „Czy jako Komisja, w ramach naszych programów monitorowania równości rasowej, powinniśmy wymagać od szkół dowodów na to, że w ich rejonach zachęca się do integracji?”

Od tamtej pory polityka edukacyjna gwałtownie zwróciła się w złym kierunku. Nowa Ustawa oświatowa odda kontrolę nad rozwojem szkół w ręce rodziców, zaś wszystkie dowody pokazują, że rodzicielski strach i uprzedzenia przyniosą jeszcze większy dystans. Nowa wspaniała Komisja na rzecz Integracji i Spójności, utworzona przez Ruth Kelly, nie będzie zwracała uwagi na wybór szkół lub możliwe negatywne skutki wyboru szkoły przez rodziców. Kelly wyśmiała sugestie, iż szkoły religijne mogłyby być przedmiotem troski.

Jej polityka zakłada jedynie powierzchowne zmiany polegające na zachęcaniu odmiennych rasowo szkół do organizowania „siostrzanych” kontaktów czy urządzania międzyszkolnych meczów piłki nożnej. Badania Bruegel dowiodły jednak, ze podobne poczynania mają niewielkie szanse zakończyć się sukcesem. Co więcej, mogą zwyczajnie służyć podkreślaniu różnic.

Przyjaźń jest najmocniejszym narzędziem budowania integracji i spójności ponad granicami rasowymi i klasowymi, a taka przyjaźń może łatwo się pojawić, gdy dzieci zostaną wymieszane w szkole podstawowej. W tym wieku dzieci nie tylko zawierają własne przyjaźnie, ale także otwierają drogę dla takich znajomości swoim rodzicom.

Jeśli zatem Ruth Kelly chce coś zmienić, nie może pozwolić sobie na wyrzucenie kwestii składu etnicznego szkół ze swego planu działania.

Przełożyła Małgorzata Fugiel

Przypisy:

1. Ruth Maria Kelly – ur. 1968; od 1997 roku deputowana do Izby Gmin z okręgu wyborczego Bolton West; reprezentuje Partię Pracy (uważana za przedstawicielkę „prawego skrzydła” tej partii); w latach 2001­‑2002 pełniła funkcję ekonomicznej Sekretarz Skarbu; 2002­‑2004 finansowa Sekretarz Skarbu; 2004­‑2006 na stanowisku Ministra Edukacji, następnie przesunięta na stanowisko Sekretarza Stanu do spraw Społeczności i Samorządu Lokalnego oraz Ministra do spraw Kobiet i Równości; praktykująca katoliczka i członkini Opus Dei, znana z konserwatywnych poglądów w kwestiach takich, jak aborcja, nauczanie religii w szkołach czy imigracja (przyp. red.).

2. W Wielkiej Brytanii (przyp. red).