Nieznany teren

Krzysztof Pietrowicz
06.02.2006

W badaniach społecznych Internet może interesować badacza na dwa sposoby. Po pierwsze jako przedmiot badań (a zatem obiekt, którego kluczowe cechy chcemy poznać), po drugie jako środowisko badań i narzędzie badawcze (a zatem pewien „pośrednik” między badaczem a badaną zbiorowością). Ta dychotomia (zob. Jeran 2004), jak widać dość oczywista, wydaje mi się ważna jako punkt wyjścia niniejszych rozważań. Dodam, że niniejszy tekst ma na celu raczej postawienie pytań, a nie uzyskanie na nie odpowiedzi. Stąd bierze się jego dość ogólny charakter.

Jeżeli zatem rozróżniamy na badania w internecie (przez Internet) i badania Intenetu (a powyżej opisaną dychotomię można ująć i w ten sposób), to interesuje mnie raczej to drugie. To, co piszę, nie dotyczy zatem badań marketingowych, w przypadku których idzie po prostu o poznanie preferencji konkretnej grupy konsumentów. I to, czy badanie odbywa się „on­‑line”, czy nie, jest sprawą drugorzędną. Oczywiście, możemy badać Internet za pomocą Internetu (a zarazem w internecie) i tak się bardzo często dzieje, ale jest to wyłącznie jedna z możliwości.

Podkreślam to tak wyraźnie, ponieważ większość znanych mi artykułów metodologicznych, w których pojawia się analiza relacji Internet – badania społeczne dotyczy wykorzystania Internetu jako narzędzia/środowiska badania.

Przedmiot nie istnieje

Nie chciałbym w tym tekście zajmować się dokładnym określaniem czym jest konstruktywizm, tym bardziej, że istnieją dobre omówienia tego tematu (Zybertowicz 1995, 1999). W każdym razie konstruktywizm nie interesuje mnie tutaj jako wyrafinowana (bądź nie) odmiana socjologii wiedzy, ale jako pewna orientacja metodologiczna, uwrażliwiająca na fakt, że wiedza jest instytucją społeczną, co ma znaczące konsekwencje dla badań empirycznych.

Konsekwencje te to nie tylko podkreślanie roli takich kategorii społecznych, jak chociażby autorytet, wiedza, władza, zasoby czy interesy, ale też przekonanie, że „metoda poznania tylko wtedy powinna wynikać ze specyfiki przedmiotu, gdy – po pierwsze – został on już społecznie zinstytucjonalizowany i – po drugie – gdy wymiar normatywny tej instytucjonalizacji jest przez badacza choćby milcząco akceptowany. Innymi słowy: gdy metafory, za pomocą których konceptualizowany jest dany przedmiot poznania, stały się tak oczywiste, że już martwe” (Zybertowicz 1995: 134). Natomiast w przypadku gdy badacz zajmuje się obszarami definiowanymi społecznie na wiele sposobów, „nie może dopasowywać metody do przedmiotu, bo przedmiot w gotowej, bezdyskusyjnej postaci nie istnieje. W takich sytuacjach zastosowane metody (kategorie, założenia, koncepcje) współ­‑konstytuują przedmiot” (Zybertowicz 1995: 134­‑135).

A zatem, jeżeli mamy do czynienia ze zjawiskiem, które w naukach społecznych uznane jest za nieproblematyczne, sposób jego badania zazwyczaj jest zestandaryzowany. Zasadniczo nie sądzę, aby jakikolwiek socjolog miał problem, gdyby przyszło mu zbadać preferencje wyborcze (religijność, stratyfikację społeczną itp.) określonej populacji. Tego rodzaju zjawiska były badane od dziesiątek lat na różne sposoby i zasadniczo nie będzie problemem ani dobór wskaźników, ani późniejsze porównania między wynikami różnych badań.

Kiedy jednak przechodzimy do badań internetowych, sprawa nie wygląda tak jednoznacznie.

Znikający punkt

Przejdźmy zatem do specyfiki Internetu. Otóż przez dłuższy czas starałem się rejestrować informacje prasowe o internecie (skupiłem się głównie na dziennikach i tygodnikach ogólnopolskich). I, co zapewne nie zdziwi nikogo, rozrzut opinii był olbrzymi. Od Internetu ujmowanego jako „raj dla pedofilów” po sieć jako „narzędzie ewangelizacji”. Od „największego sprzymierzeńca demokracji” po „sojusznika tyranów”. A między tymi skrajnościami można było znaleźć właściwie każdą opinię, jaką chciało się znaleźć.

Oczywiście, były to przekazy medialne, ale byłbym skłonny bronić tezy, że zarówno na poziomie mediów, w odbiorze potocznym, jak i w naukach społecznych Internet stanowi doskonały przykład obiektu, który jeszcze nie jest predefiniowanych kulturowo. Inaczej rzecz ujmując, Internet jawi się na różne sposoby, ale żaden z nich nie stał się dominującym sposobem opisu/wyjaśnienia tego obiektu.

Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest tempo zmian Internetu. Jest ono tak duże, że można się pokusić o uogólnienie dotyczące zmiany społecznej w ogóle. Otóż socjologia pojawiła się (i zaczęła instytucjonalizować się) jako nauka w XIX wieku, między innymi z tego powodu, że zmiana społeczna, wywołana rewolucją przemysłową i kilkoma innymi czynnikami, stała się powszechnym doświadczeniem. Zmiana miała charakter masowy – była doświadczana na dużą skalę, a jednocześnie pojawiła się możliwość obserwacji tej zmiany, na przykład na przestrzeni pokolenia.

Obecne tempo zmian powoduje, że zmiana społeczna ponownie znika z pola widzenia, chociaż nadal jest powszechnie doświadczana. Na przykładzie Internetu widać ten proces doskonale. Inaczej rzecz ujmując, w moim ujęciu badacze nie są w stanie zadowalająco badać Internetu, nie tylko z tego powodu, że zmienia się on bardzo szybko, ale również dlatego, iż zmiany, które zachodzą, nie są łatwo obserwowalne. Wydaje mi się, że dobrym podsumowaniem tej kwestii będzie następujący cytat: „Naukowcy […] ścigają fakty, lecz mogą jedynie uchwycić je retrospektywnie; zanim osiągną pewne zrozumienie tego, co zaszło, świat posuwa się do przodu, pozostając jak zawsze niezbadany” (Horgan 1999: 199) – z tym, że słowo „świat” należy zastąpić słowem „Internet”.

Czarna skrzynka

Następuje jednak pewna esencjalizacja Internetu, do której przyczyniają także się badania społeczne. Używając języka badaczy z kręgu socjologii wiedzy naukowej (a szczególnie Bruno Latoura), można powiedzieć, że Internet staje się „czarną skrzynką”. W największym uproszczeniu (dokładne omówienie problemu – zob. Sojak 2004: 238­‑242) termin ten oznacza konstrukt, który przywoływany jest bezrefleksyjnie. „Dla Latoura czarną skrzynką może być wszystko – zarówno twierdzenie, teoria, jaki i urządzenie. Jedyny warunek, jaki musi spełniać obiekt, by został określony mianem czarnej skrzynki, to ten, by zakończył się proces jego społecznej konstrukcji – aby zamknięte zostały kontrowersje wokół jego natury. […] Istotą procesu zamknięcia czarnej skrzynki – zakończenia jej konstrukcji jest jednak przede wszystkim zapomnieniem o jego społecznych komponentach” (Sojak 2004: 239).

Zatem nawiązując do Latoura (i innych badaczy skupionych wokół Actor­‑Network Theory) możemy powiedzieć, że mamy obecnie do czynienia z przekształcaniem Internetu w konstrukt, z którego usuwa się to, co społeczne.

Jedną rzecz chciałbym wyraźnie podkreślić. Nie twierdzę, że Internet jest już czarną skrzynką. Bynajmniej: spory wokół Internetu nadal trwają. Jednym z czynników, który nie pozwala zapomnieć o społecznym wymiarze sieci, jest kwestia nadzoru nad infrastrukturą techniczną Internetu. Idzie na przykład o system adresowania w internecie, który znajduje się pod kontrolą The Internet Corporation for Domain Names and Numbers (ICANN). Jak pisze Piotr Waglowski, „ta niewielka organizacja, będąca formalnie pod kontrolą amerykańskiego Departamentu Handlu (a więc uzależniona od rządu USA) poprzez swoje kompetencje odgrywa dziś kluczową rolę w rozwoju społeczeństwa informacyjnego” (Waglowski 2005: 35). I chociażby to nie pozwala zapomnieć o społecznym aspekcie Internetu. Zatem jeszcze raz: Internet nie jest jeszcze czarną skrzynką, natomiast z pewnością można mówić o pewnym trendzie, którego efektem końcowym może być przekształcenie Internetu w tego rodzaju konstrukt. Pamiętać trzeba, że koszta rozmontowania złożonej już czarnej skrzynki są zazwyczaj dość duże.

Dominujące trendy

W jaki sposób badania Internetu przyczyniają się do wizji sieci jako czarnej skrzynki? Dzieje się tak wskutek dwóch trendów badawczych, które dominują w badaniach Internetu.

Pierwszym z tych trendów jest redukcja badania Internetu do badania internautów. Jest to o tyle ciekawe, że w badaniach tych zazwyczaj sugeruje się dwie rzeczy:

– w przypadku Internetu czymś sensownym jest badanie internautów;

– internauci są czymś odrębnym od Internetu (ponieważ internauci są z definicji osobami korzystającymi z Internetu w określonym zakresie czasowym).

Zatem, paradoksalnie, mamy do czynienia z badaniami Internetowymi, w których Internet z założenia nie jest przedmiotem badań. Jak widać, w takim ujęciu Internet od początku jest pewnym konstruktem, który przyjmowany jest bezrefleksyjnie. A zatem staje się czymś w rodzaju czarnej skrzynki.

Drugim trendem badawczym, który – moim zdaniem – utwierdza wizję Internetu jako czarnej skrzynki, są analizy skupiające się wyłącznie na badaniu przedstawień kulturowych. W internecie z pewnością można znaleźć wszelkiego rodzaju treści. Od najbardziej egzotycznych po popularne. Stąd zapewne bierze się pokusa, aby na tych treściach skupić prace badawcze. Skoro bowiem można znaleźć wszelkie przekazy kulturowe, można udowodnić każdą właściwie hipotezę badawczą.

Takie postawienie sprawy jest moim zdaniem błędne. Sherry Ortner pisze o „iluzji, że można zrozumieć wytwory przedstawień publicznej kultury wyłącznie przez interpretowanie/dekonstruowanie tych przedstawień” (Ortner 2004: 421). Wprawdzie teza ta została postawiona przez tę badaczkę w innym kontekście, ale jest ona trafna również w przypadku badań Internetu. Uogólniając, możemy ująć ten problem następująco: stwierdzenie obiegu jakichś treści kulturowych nie jest równoznaczne ze zbadaniem ich wpływu – tym społeczeństwa nowoczesne różnią się od społeczeństw tradycyjnych. W naszej kulturze występuje taki natłok informacji, treści kulturowych dystrybuowanych przez media jest tak wiele, że większość z nich nie jest nawet uświadamiana przez ludzi. Większość też prawdopodobnie nie wywiera żadnego wpływu.

Zapewne jednym z powodów, dla których redukowanie badania Internetu do badania przedstawień kulturowych występujących w internecie wydaje się być popularne, jest łatwość przeprowadzenia takich badań. Badacz bez większego wysiłku otrzymuje gotowy materiał do analizy. I to od jego sprawności interpretacyjnej zależy, jaki będzie efekt poznawczy. Skupienie badań Internetu na przedstawieniach kulturowych powoduje jednak, że znika Internet rozumiany jako coś nierozerwalnie łączącego technologię, informację i ludzi. Coś uspołecznionego w każdym wymiarze i stechnicyzowanego w każdym wymiarze. Pozostaje tylko informacja, a w jej tle czarna skrzynka w postaci „Internetu technologicznego”.

Żeby nie było wątpliwości – nie przekreślam tu badania internautów i przekazów kulturowych występujących internecie. Przestrzegam jedynie przed redukowaniem badań Internetu, to badania internautów i tego rodzaju przekazów.

Konsekwencje przedstawionego powyżej stanu rzeczy (czyli redukcji badań internetowych do badania internautów i przedstawień kulturowych) są zarówno negatywne, jak i pozytywne.

Gdy idzie o te pierwsze, to mam tu przede wszystkim na myśli bardzo powierzchowne analizy relacji: ludzie – technologia. Co najwyżej zwraca się uwagę na zmiany perspektywy poznawczej, kształtowanej przez wyszukiwarki internetowe („Czego nie ma w Google, to nie istnieje” – że posłużę się często spotykanym przykładem). Znikają natomiast gdzieś hybrydy ludzko­‑maszynowe i coraz to nowe mediatory wkraczające w świat życia codziennego. Przeplatanie się tego, co społeczne (ludzkie), z tym, co technologiczne, wydaje mi się istotnym i zaniedbanym polem analiz, które ma znaczenie nie tylko poznawcze. Niestety, problem ten znajduje się gdzieś na drugim planie w większości znanych mi badań.

Jeśli chodzi o pozytywy, to mają one charakter instytucjonalny. Otóż dominujący sposób badania Internetu (a zatem badanie internautów i przedstawień kulturowych) sprawia, że badania tego rodzaju łatwiej zyskują status „nauki”. Innymi słowy, są w większym stopniu akceptowane przez badaczy, którzy pozostają w obszarze tradycyjnych badań społecznych (a zatem badań w środowisku nie­‑wirtualnym). Taka postawa ułatwia z pewnością na przykład zdobycie zasobów na badania Internetu.

W stronę konstruktywizmu

Jak zatem powinno wyglądać badanie Internetu w ujęciu konstruktywistycznym? Najistotniejsze wydają mi się dwie sprawy.

Po pierwsze, priorytetem powinno być jednoczesne badanie tego, co potocznie jest definiowane jako „technologiczne”, „społeczne” i jako „informacja”. Wyraźny rozdział tych trzech sfer wydaje mi się jednym z głównych błędów znacznej części analiz Internetu. Widać, że podejście, które proponuję, wymaga sporej wiedzy o technicznym wymiarze Internetu, ale bez tego nie wyobrażam sobie rzetelnych analiz.

Po drugie, istotnym zadaniem poznawczym jest identyfikacja mediatorów, które nas otaczają. A zatem próba opisu jak rekonstruowane jest społeczeństwo, by Internet mógł działać. Spójrzmy na ten problem z perspektywy innej technologii: motoryzacyjnej. Radosław Sojak, interpretując tezy Latoura, zauważa rzecz następującą: „Stabilizacja techniki wymaga reorganizacji i stabilizacji społeczeństwa – nasze samochody nie działałyby bez sieci dróg i autostrad, bez sieci punktów serwisowych i stacji benzynowych, bez laboratoriów opracowujących oleje i bez firm marketingowych je rozprowadzających. Nie działałyby również bez silników, tłoków oraz wyrobienia w nas odpowiednich odruchów” (Sojak 2004: 243). Można wymieniać dalej, dodając fabryki, rurociągi, którymi transportowana jest ropa naftowa, czy chociażby przepisy ruchu drogowego.

Jeżeli zatem przyjmiemy, że stabilizacja techniki wymaga zawsze rekonstrukcji i stabilizacji społeczeństwa (a założenie to wydaje mi się założeniem trafnym), to można się zastanowić, w jaki sposób społeczeństwo musiało/musi się zmienić, aby Internet mógł sprawnie funkcjonować. Problem ten pozostawiam bez odpowiedzi, ale z pewnością powinien być on jednym z punktów wyjścia w konstruktywistycznej analizie Internetu. Innym punktem wyjścia mogłaby być związana z powyższą kwestią (niejako z automatu) sprawa interesów poszczególnych aktorów życia społecznego w odniesieniu do Internetu.

Jak łatwo zauważyć, moje propozycje są dość ogólne, ale pokazują pewien możliwy kierunek badań.

Na koniec chciałbym poczynić zastrzeżenie, dotyczące jednego z podstawowych problemów, który zapewne zostanie postawiony po lekturze niniejszego tekstu.

Otóż można się z moimi tezami zgadzać bądź nie. Można z tym, co piszę, polemizować. Ale w każdym z tych przypadków pojawią się dość oczywiste pytania, które mogą być formułowane na różne sposoby. Jakie będą efekty poznawcze przyjęcia nakreślonej tu strategii konstruktywistycznej? Jakiego rodzaju wiedzę uzyskamy, gdy spróbujemy zreorientować nastawienie badawcze? Czy warto odrzucać istniejącą już przecież od kilkunastu lat strategię badań internetowych, w imię dość mgliście nakreślonych korzyści poznawczych?

Wydaje mi się, że gdyby odpowiedź na te pytania była znana, nie było by sensu robić badań. Po co mozolnie próbować odpowiedzieć na jakieś pytanie, jeśli z góry zna się odpowiedź? Opcję konstruktywistyczą w badaniach Internetu (i nie tylko) można potraktować jako wejście na nieznany teren. Wszystko jest nowe i trudno ogarnąć rysujące się możliwości. A to, jakie będą efekty poznawcze, zależy w dużej mierze od badacza.

BIBLIOGRAFIA:

Horgan, John. 1999. Koniec nauki, czyli o granicach wiedzy u schyłku ery naukowej, przeł. Michał Tempczyk, Warszawa: Prószyński i S­‑ka.

Jeran, Agnieszka. 2004. Internet jako narzędzie i przedmiot badań. „Kultura i Społeczeństwo”, rok. XLVIII, nr 4, s. 179­‑186.

Ortner, Sherry B. 2004. Pokolenie X. Antropologia w świecie nasyconym mediami, przeł. Marta Kempny, w: Marian Kempny i Ewa Nowicka (red.), Badanie kultury. Elementy teorii antropologicznej. Kontynuacje, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN, s. 420­‑447.

Sojak, Radosław. 2004. Paradoks antropologiczny. Socjologia wiedzy jako perspektywa ogólnej teorii społeczeństwa. Wrocław: Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego.

Waglowski, Piotr. 2005. Ujarzmić społeczeństwo informacyjne. „Computerworld”, nr 44, s. 34­‑36.

Zybertowicz, Andrzej. 1995. Przemoc i poznanie. Studium z nie­‑klasycznej socjologii wiedzy. Toruń: Wydawnictwo UMK.

Zybertowicz, Andrzej. 1999. Konstruktywizm jako orientacja metodologiczna w badaniach społecznych, „ASK: społeczeństwo, badania, metody”, nr 8, s. 7­‑28.

Żmijewska­‑Jędrzejczyk, Teresa. 2004. Badania internetowe, w: Paweł B. Sztabiński, Franciszek Sztabiński, Zbigniew Sawiński (red.), Nowe metody, nowe podejścia badawcze w naukach społecznych, Warszawa: Wydawnictwo IFiS PAN, s. 241­‑259.