Między pesymizmem niestałości a utopią aktywnej wspólnoty

Recenzja książki Zygmunta Baumana O edukacji. Rozmowy z Riccardo Mazzeo

Daniel Płatek
18.03.2013

Lekturę O Edukacji należałoby zacząć od końca. Jak w każdej długiej rozmowie na poważne tematy – a ta książka jest zbiorem rozmów włoskiego wydawcy i filozofa Riccardo Mazzeo z Zygmuntem Baumanem, szczególnie istotny jest początek i koniec. W pierwszych słowach Bauman stwierdza: „Potrzeba bezustannegocodziennego doskonalenia, uczenia się i praktykowania sztuki współżycia z obcymi i z ich odmiennością jest nieuchronna jeszcze z innego powodu: bez względu na to, jak bardzo rządy poszczególnych państw usiłują powstrzymać napływ migrantów, nie przestaną oni stukać do bram tych państw, a bram tych raczej nie da się zaryglować” (s.11). W końcowych zdaniach gorzko podsumowuje swoją filozofię współczesnego świata: „Glokalizacja to miano nadane relacji miłości i nienawiści, w której mieszają się pociąg i odraza: miłości, która pożąda bliskości, zlewającej się z nienawiścią, która łaknie dystansu” (s. 152). Pomiędzy nakazem uczenia się a fatum nieprzystawalnych wymiarów globalnego i lokalnego życia społecznego rozciąga się przestrzeń tematów, które Bauman porusza od początku swojej kariery na zachodnich uniwersytetach. Czy jest to rzeczywiście rozmowa o edukacji jak wskazuje tytuł tej krótkiej książki? Tak, lecz przede wszystkim pełna paradoksów i koncepcyjnych zwrotów rozprawa o edukacji nieobecnej – takiej, która dopiero się rodzi. Podobnie ma się rzecz ze współczesnym światem, choć słowo „współczesny” może tu być uznane za nadużyci. Świat, który opisuje Bauman jest wirtualny w podstawowym sensie tego słowa – virtualis – pozorny, możliwy do zaistnienia. „Wszystko, co stałe rozpływa się w powietrzu” – zdaje się mówić Bauman za Marksem. W tym świecie edukacja jest wartością niestałą, ale jednak wartością najważniejszą.

W książce pojawiają się, i nieustannie ze sobą przeplatają, tematy dobrze znane z twórczości Baumana: konsumpcjonizm, nierówności społeczne, kruchość ponowoczesnego świata, ryzyko wpisane w nietrwałe instytucje, a także kwestie różnicy i tożsamości, kształtu osobowości ponowoczesnej, granic globalnych rynków czy modeli interakcji społecznych. Spoiwem wszystkich tych zagadnień jest edukacja, uczenie się świata w instytucjach i poza nimi. Edukacja to proces indywidualnego poznawania świata oraz wysiłek zbiorowy – system, w którym skupiają się, jak w soczewce, najważniejsze problemy społeczeństwa. Edukacja stanowi dla Baumana metaforę świata społecznego w ogóle. Wszystko, co społeczeństwo ma dziś do zaoferowania i czego odmawia składającym się nań grupom, mieści się w szkole i na uczelni. Style życia podlegają tam kształtowaniu, a jak mówi tytuł jednego z rozdziałów poświęconego twórczości Jose Saramago: „niektóre sposoby na bycie szczęśliwym są po prostu obrzydliwe”. Rozważania o edukacji można jednak potraktować także jako wezwanie do konstruowania utopii. Utopia proponowana przez Baumana to apel o pobudzenie zmian za pomocą działań wspólnotowych, odzyskanie rozumu wychowawczego i uczynienie społeczeństwa bardziej solidarnym. Wydaje się, że największe cierpienia wynikają dziś z faktu, ze gospodarkę i politykę pozostawiono w rękach technoekspertów kapitalizmu, którzy poddali świat logice konsumpcji i maksymalizacji zysków. Bauman żywi głębokie przekonanie, że odzyskanie wpływu na edukację wiąże się z oddolnym wytwarzaniem wspólnego rozumu wychowawczego.

Diagnozy

W jakim świecie żyjemy? Próba odpowiedzi na to pytanie wprowadza nas w pole dyskursu o istocie współczesnego kapitalizmu. Ten rodzaj opowieści o społeczeństwie może budzić zaskoczenie u sporej części polskich czytelników. W kraju, gdzie dyskusja o polityce i społeczeństwie opiera się na uproszczeniach (dotyczących między innymi podziału na lewicę i prawicę), teoria kapitalizmu jako niezbywalnego elementu otaczającej nas rzeczywistości może budzić zdziwienie. Bauman pisze: „W naszym społeczeństwie konsumpcyjnym, którym zawiaduje i kieruje rynek […] wszystkożerność rynków konsumenckich stanowi najtrudniejszą do pokonania zaporę na drodze wszystkiego, co konsekwentne i spójne. Rynki konsumenckie mają niesamowitą zdolność obracania w zysk wszelkich ludzkich problemów, obaw, lęków, cierpień i bólu. Mają też zdolność przekształcania każdego protestu i każdego ataku ze strony »sił przeciwnych« w korzyść i zysk” (s. 37). Wtóruje mu Mazzeo, przywołując słowa włoskiego filozofa Mauro Magattiego: „Nie ma już centrum ani peryferii, nic nie jest wysokie lub niskie, słuszne lub błędne. Technonihilistyczny kapitalizm wchłania wszystko, także to, co powstaje na jego obrzeżach, a nawet to, co mu się przeciwstawia” (s. 36).

Metafora jest jasna. Stałe pozycje obronne w dawnych wojnach pozwalały na planowanie uderzenia. Skonstruowane przez ludzi pociski posługiwały się racjonalnością instrumentalną. Ażeby określić miejsce uderzenia zbierano dane o położeniu wroga. Pocisk leciał z punktu A do punktu B. Dziś nie wystarczy już dobry wywiad. Pocisk musi samodzielnie obliczyć trajektorię lotu, ponieważ cel ciągle się przemieszcza. Współczesna wojna dronów – bezzałogowych aparatów latających – jest tu najlepszym przykładem. Niczym w powieści science fiction maszyny obliczają najlepszy moment uderzenia, uczą się w locie do celu, nabierają umiejętności rozpoznania… by szybko zmienić zdanie i skierować się w inną stronę, tam, gdzie aktualnie przemieszcza się inteligentny cel. Nauka nie polega zatem na gromadzeniu danych i ich jak najlepszym wykorzystaniu, ale na zapominaniu niepotrzebnych umiejętności. Mądrość doświadczenia gwałtownie traci wartość. Dochodzenie do celu, do „bycia kimś”, w tym świecie nie ma już sensu. Nauczyciele nie pytają dzieci kim chciałyby zostać kiedy dorosną. Bauman nie pozostawia nam nadziei, nasz dom musi być burzony i stawiany wciąż od nowa. Jest to jakby „rewolucja permanentna”.

Metafora hiperinteligentnego pocisku służy Baumanowi za matrycę do piętrzenia kolejnych metafor i przykładów „płynności” dzisiejszego świata społecznego. Autor często powtarza tezy ze swoich poprzednich książek i wykładów. Znajdziemy tu wszechobecną telewizję (dlaczego nie komputery i Internet?) jako głównego sprawcę informacyjnego przeładowania (information overload), są historie błyskawicznych sukcesów i upadków, degradacji starego świata zastępowanego funkcjonującymi w przestrzeni medialnej krótkimi, szybkimi i płytkimi przekazami, ekstremalne przykłady niszczenia w ułamku sekundy dzieł ludzkich rąk powstających przez dziesiątki czy nawet setki lat. Do tej całej, wbrew pozorom uporządkowanej, przynajmniej na płaszczyźnie rozmowy, wizji miejsca bez trwałych struktur (społecznego rojowiska) Bauman przykłada ilustracje funkcjonowania systemu edukacji w różnych krajach. System edukacji wyznacza los jego absolwentów i idące za tym społeczne wykluczenie lub włączenie. Szkoła to współczesna fabryka społeczeństwa, która osiągnęła ekstremum swojej antydemokratycznej produkcji. To najważniejsze i najbardziej pouczające fragmenty tej książki. Zdradzają one także najsilniejsze oznaki zaangażowania politycznego. Być może dzieje się tak ze względu na formułę tej książki. Wywiad stwarza okazję do klarownego i pozbawionego zbędnych ozdobników formułowania myśli, zaś skoncentrowanie się na jednym temacie dostarcza odświeżającej perspektywy i pozwala uniknąć niedopowiedzeń.

Bauman otwarcie krytykuje współczesny system kapitalistyczny. Całe pokolenia absolwentów uczelni skazano na niepowodzenie na rynku pracy. Mimo poszerzania się oferty edukacyjnej i niepohamowanego rozrostu kohort studentów, dyplom uniwersytecki stracił wartość i nie gwarantuje już ścieżki zatrudnienia, ani nie wyznacza prestiżu. W świecie późnego kapitalizmu niepodzielnie rządzi dorywcza pseudopraca. Dawno już zapomniano o etosie rzemiosła, a od niedawna w niepamięć odchodzą stały etat i gwarancje socjalne. Bauman stara się jednak uchwycić zróżnicowanie tej sytuacji. Wielka Brytania, Francja, Polska, Włochy i Stany Zjednoczone to nie tyle „świat zachodni”, co żywe systemy społeczne, gdzie edukację trawią różnorodne problemy. Bauman przywołuje dane, sypie statystykami, cytuje artykuły z gazet, a co najważniejsze… oburza się. „Talent, spostrzegawczość, pomysłowość, przebojowość – te wszystkie nieobrobione jeszcze kamienie, które w salach uniwersyteckich utalentowani, spostrzegawczy, pomysłowi i przebojowi nauczyciele wyszlifują w diamenty – rozłożone są pośród gatunku ludzkiego mniej więcej równomiernie. […] A zatem podwyżka czesnego oznacza obrabowanie narodu z porcji nieoszlifowanych diamentów, którą rok po roku ci młodzi zwykli dorzucać do narodowego skarbca” (s. 59 i 60).

Wydaje się, że właśnie w rozmowie Bauman najlepiej odnajduje najbardziej radykalne ślady swojej myśli. Wychodzi naprzeciw oficjalnemu językowi władzy. Dostrzega miałkość ideologii „klasy kreatywnej” Richarda Floridy, zaprzecza deklaracjom, jakoby na wykształconych czekały bajeczne fortuny. Każe wziąć sprawy we własne ręce, co oznacza dla niego rozniecenie demokratycznej rewolucji, której wzór odnajduje nie na zachodnich uniwersytetach czy w parlamentarnych matecznikach socjaldemokracji, ale w świecie arabskim.

Mechanizmy

Czytając wcześniejsze prace Baumana można odnieść wrażenie, że ich narracja tonie w morzu metaforycznych opisów i sprowadza się do błyskotliwych wariacji na ten sam temat. Paradoksalnie „płynna nowoczesność” z każdej kolejnej książki na następną, pozostawała fenomenem niezmiennym. Przyjęcie takiej perspektywy analizy pozbawiało Baumana możliwości głębszego wniknięcia w naturę zjawisk społecznych. Szczególnie dotyczyło to fenomenu struktur władzy. Pod rozbudowanymi opisami „płynnej sytuacji” trudno było dostrzec władzę i przemoc, a przecież to właśnie ten typ stosunków najbardziej interesuje socjologa, którego zawodową powinnością jest ujawnianie mechanizmów generujących nierówności społeczne. Ich dokładna analiza powinna być punktem wyjścia dla uprawiania polityki i nauki publicznej, czyli takich dziedzin myśli, które służą interesowi wspólnotowemu. Mówi o tym otwarcie sam Bauman w omawianej książce: „Analizując kolejne uwarunkowania, w których zrządzeniem „losu” żyła ludzkość, zawsze starałem się (i nie ustaję w tych staraniach) ustalić i opisać, jakie możliwości oraz jakie zagrożenia potencjalnie niosą ze sobą konkretne uwarunkowania. Ponieważ żyję już wyjątkowo długo, miałem wiele okazji, aby prześledzić pod tym kątem całkiem sporo radykalnie różnych uwarunkowań i nigdy nie natknąłem się na taką formę życia, na którą nie składałyby się jednocześnie i możliwości, i zagrożenia” (s. 34).

Odnoszę wrażenie, że jednak nie zawsze tak było. W pracach Baumana z ostatnich lat (jak na przykład Płynny lęk, Płynne czasy czy Kultura w płynnej nowoczesności) oraz opublikowanych rozmowach z autorem (Życie w kontekstach lub Żyjąc w czasie pożyczonym) przeważa ton pesymizmu i porzucenia chęci wywierania aktywnego wpływu na otaczający świat. Kategorię „płynnej nowoczesności” można krytykować jako nadużywany chwyt retoryczny, baumanowskie modus operandi i niezawodną receptę na kolejne książki. Doświadczonego czytelnika trudno przekonać, że kategoria „płynności” to skuteczne narzędzie analityczne. Ci, którzy mają za sobą lekturę prac Antonio Gramsciego, na którego bardzo chętnie Bauman powołuje się w swoich licznych tekstach (a mam tu na myśli szczególnie takie analityczne teksty włoskiego myśliciela, jak Katolicy integralni, jezuici, moderniści z 1932 roku, czy bardziej teoretyczny artykuł Nowoczesny książę z roku 1937) z pewnością przyznają rację, że kategorie konfliktu, hegemonii kulturowej i klasy, w jakiejkolwiek współczesnej postaci metodologicznej, wydają się być bardziej płodne poznawczo niż wszechobejmująca metafora nietrwałości świata społecznego. Trudno byłoby się także zgodzić ze zdaniem, że „teoria konfliktu” była odpowiednia dla początków dwudziestego wieku, wszak „płynność” również znana jest już od dawna naukom społecznym. Była stosowana w różnych teoriach i przykrywała raczej brak rzetelnych, pogłębionych analiz, niż rozjaśniała skomplikowane mechanizmy funkcjonowania współczesnego świata. Przykładowo, aż do lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia wśród uczonych zajmujących się problematyką społeczeństw islamskich przeważało zdanie, że w cywilizacji muzułmańskiej brak było instytucji regulujących życie publiczne. Apriorycznie stwierdzano brak procesów dyferencjacji systemowej podobnych do tych, które obserwowano na Zachodzie. Ira Lapidus podkreślał na przykład, że średniowieczne miasta muzułmańskie charakteryzowały się specyficzną „płynną sytuacją” (fluid situation)1 uniemożliwiającą jego mieszkańcom wywieranie wpływu na władzę polityczną. Dopiero najnowsze badania udowodniły, że wnioski amerykańskiego uczonego były zbyt pochopnie. Miasta muzułmańskie były tętniącymi życiem organizmami, których mieszkańcy posługiwali się nieco innymi niż Europejczycy narzędziami wywierania wpływu na władzę polityczną.

W książce O edukacji Zygmunt Bauman zdaje się nieco wykraczać poza zaklęty krąg metafory „płynności”. Aby scharakteryzować współczesne mechanizmy rządzące ludzkimi interakcjami powołuje się na teorię antropologa Gregory Batesona. W koncepcji łańcuchów schizmogennych Bateson analizował typy interakcji, za którymi postępują odpowiadające im sposoby uczenia się: zapamiętywanie, opanowywanie istniejących „ram poznawczych”, przebudowywanie dominujących „ram poznawczych”. Bauman stara się przekonać czytelnika, że społeczeństwo globalne utknęło właśnie na tym ostatnim poziomie, a rozbite „ramy” nie są niczym zastępowane. Edukacja też zdaje się być zaabsorbowana „filozofią momentu”: wiedza dezaktualizuje się zanim zdąży przekształcić się w myślowy nawyk. Współczesny człowiek zdaje się być zawieszony w bezładzie świata bez sensu. Co rusz jednak Bauman próbuje wyrwać się ze swojej maniery literackiej. Na licznych przykładach okazuje się, że system edukacyjny służy jednak odtwarzaniu społecznych nierówności. Z pozornego nieuporządkowania wyłania się zarys stosunków klasowych. Tracą znaczenie etykiety „ponowoczesności” i „płynnej nowoczesności”. „Różnica” nie zanikła, a wraz z nią trwają „tożsamość” i „kontrola”. Kontrola nad zmarginalizowaną ludnością gett, imigrantami, studentami pracującymi na umowach śmieciowych po kilkanaście godzin na dobę, robotnikami pracującymi za stawki poniżej minimum egzystencji, wszystkimi tymi, którzy doświadczają nie „płynności” własnego „ja”, lecz raczej upodlenia własnego życia, którego kruchość jest tylko elementem składowym strukturalnie określonej kondycji. Stałość (pełny etat!) to luksus. Bycie obywatelem z pełnym pakietem gwarancji socjalnych to w świecie „płynnej nowoczesności” luksus wręcz niebywały.

Oczywiście, jak to nieraz w prozie baumanowskiej bywa, wcześniej czy później dyskusja powraca do utartych wzorców. Społeczeństwo zaczyna dostosowywać się do wszechobecnych technik marketingowych, a ludzie zostają przemieleni przez machinę wszechobecnego kulturowego kapitalizmu. Trochę to przypomina sceny z wyświetlanego niedawno filmu Davida Cronenberga Cosmopolis. W zglobalizowanym świecie, gdzie granice podobno zniknęły, istnieją klasy ludzi, którzy żyją, pracują i przemieszczają się w pewnych chronionych obszarach, nigdy nie spotykając reszty ludności świata, a szczególnie tych najbiedniejszych. Jedną z takich osób jest grany przez Roberta Pattinsona Eric Packer. Przemierza on Manhattan w opancerzonej, nieprzepuszczającej odgłosów z zewnątrz limuzynie, by dotrzeć na wizytę u swojego fryzjera. Po drodze, zza pancernej szyby, widzi obrazy nędzy i ulicznego chaosu. Wszędzie poza ciepłym wnętrzem limuzyny czai się wróg i bezimienna groza. Filmowa rzeczywistość przypomina trochę ponure wizje Baumana. Po drodze Packer spotyka różne postaci. I to one są tu najważniejsze, a szczególnie jedna – postać filozofki Viji Kinsky. Roztacza ona przed Packeram obraz świata o rozmytych granicach, sterowany komputerem, bezkształtny wszechświat bez kantów i krzywizn. Przez kilka minut słowa płyną z niej same, bez namysłu. Kinsky jest doradczynią Packera, ale po części też jego sumieniem. Z jej rad wynika, że nie należy robić nic, że można się zrelaksować. Sztucznemu systemowi cyberkapitalizmu nie da się zaprzeczyć. Rozwija się on zgodnie ze swoją wewnętrzną (naturalną?) logiką. Packer tworzy przyszłość, a inni nie mogą za nim nadążyć. Czytając Baumana można również odnieść wrażenie, że nic nie da się już zrobić, gdyż obietnica konsumpcjonizmu jest zbyt silna i jednocześnie bardzo zgodna z ludzką naturą poszukiwacza wygody, psychicznego lenia, który ulegnie każdej pokusie byle uniknąć przymusu. Któż przy zdrowych zmysłach nie wolałby łatwego życia zamiast znojnego wysiłku? – pyta retorycznie Bauman.

Suma wszystkich strachów, suma wszystkich nadziei

Z nielicznych fragmentów O edukacji prześwituje materialistyczne ujęcie historii społecznej, w którym priorytet ma walka sprzecznych interesów oraz materialna kondycja społeczeństw i ich struktura klasowa. Punkt zaczepienia istnieje, jest to moment, w którym pojawia się potrzeba utopii. Bauman wskazuje na edukację jako siłę na tyle dużą, że może stać się ona czynnikiem istotnych przekształceń osłabiających władzę rynku. I znów pojawia się chwytliwa metafora: stuletnie dęby i śmiesznie małe żołędzie. Nadzieja przyszłości to dla Baumana przede wszystkim właściwa postawa etyczna: działanie skierowane na akceptację innego i współdziałanie w grupie. Śmiesznie małe żołędzie kiełkują w Chile, gdzie klasowo nacechowany system edukacji wdrożony jeszcze w latach dyktatury Pinocheta stał się w ostatnim czasie obiektem spontanicznego sprzeciwu. Prezydent tego kraju ugiął się przed dynamiczną działaczką Camilą Vallejo z Chilijskiej Federacji Studentów, zdymisjonował ministra edukacji i obiecał dofinansowanie szkół publicznych. W innym miejscu cienki pamflet Indignez vous! (Czas oburzenia!2), w którym antyfaszystowski weteran wezwał przełamania tyranii rynku i zaniechania polityki cięć budżetowych, sprzedał się liczbie przekraczającej milion egzemplarzy. Arabska wiosna, grecki kryzys i protesty społeczne, ruch oburzonych i wspólnota Occupy! to tylko niektóre oznaki rozkwitu dębów. Według Baumana jest to droga do nowego typu polityki, w której struktury partyjne zastępuje namiętna debata, w toku której oczy wszystkich zwrócone są nie do nieba lecz na siebie nawzajem. Polityka taka wymaga wielkiej ilości społecznej energii. I znowu, jak w zaklętej mantrze, Bauman z chwilowego przypływu nadziei na lepszy świat powraca w swoją bezpieczną przestrzeń braku perspektyw, starości i rozpadu, jakby jego własny wiek – jak sam mówi: „nieprzyzwoicie długie życie” – wbrew byciu teoretykiem ponowoczesności, był jedyną przyczyną niezłomnego przywiązania do koncepcji powrotu do starego świata trwałych instytucji, jako jedynego remedium na niepokojący go „płynny świat”. Nie ma alternatywy, bo nie ma już nadziei na powrót prawdziwej polityki – zdaje się mówić Bauman, jakby wbrew poprzednim uwagom o nadziei na politykę bez struktur. A przecież to właśnie zwykli Egipcjanie obalili Hosni Mubaraka, zwykli Tunezyjczycy zdołali odwrócić trajektorię autorytarnej polityki własnego kraju, wyrosły z grupy zapalonych działaczy serbski ruch Otpor przyczynił się do obalenia znienawidzonego reżimu Slobo w 2000 roku. Pokojowa strategia Otporu posłużyła potem jako „oręż” niemal wszędzie – od rewolucji róż w Gruzji (w 2003 roku) po tulipanową rewolucję w Kirgistanie (w 2005 roku) oraz wspomnianą już Arabską Wiosnę w roku 2011. „Tak, to prawda. Wyszkoliliśmy przede wszystkim młodych ludzi z Ruchu 6 kwietnia działającego w Egipcie” – przyznał w wywiadzie dla telewizji Al­‑Dżazira3 Sdrja Popovic, jeden z aktywistów Otporu, założyciel agencji szkolącej ruchy społeczne w stosowaniu skutecznego pokojowego oporu. Ta praca edukacyjna zaowocowała niemal wszędzie na świecie, ale w zamkniętej formule filozofii Baumana jest ona jakby nieobecna, dostrzegalna tylko kątem oka i zaraz puszczona w niepamięć.

Pozostaje pytanie: po co dzisiaj czytać Baumana? Choćby po to, by dostrzec możliwość załamania się – pod ciężarem własnej niezborności – związku miłości, która pożąda bliskości, z nienawiścią, która łaknie dystansu. Ale czy chodzi tu jedynie o potencjalny kierunek pewnego procesu, czyli o to, że co najwyżej mogłoby się tak stać – jak ostrożnie wskazuje Bauman – czy też może scenariusz taki należy uznać za nieuchronny i to w niekoniecznie odległej przyszłości?

Zygmunt Bauman, O edukacji. Rozmowy z Riccardo Mazzeo, tłum. Patrycja Poniatowska, Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej, Wrocław 2012.
Przypisy:

1. I. Lapidus, Muslim Cities in the Later Middle Ages, Cambridge 1967.

2. S. Hessel, Czas oburzenia!, tłum. P. Witt, Warszawa 2011.

3. Cytat za portalem Presseurop [@:] http://www.presseurop.eu/pl/content/article/523381-rewolucja-ktora-nadeszla-z-serbii (data dostępu: 15 marca 2013).

Daniel Płatek – socjolog zainteresowany problematyką protestów, działań zbiorowych i ruchów społecznych. Przygotowuje doktorat poświęcony mobilizacyjnym właściwościom sfery publicznej w krajach Bliskiego Wschodu. W swojej pracy stara się połączyć etos uprawiania socjologii publicznej z metodologią badań zjawisk kontestacji społecznej, co ma na celu zrozumienie dynamiki ruchów społecznych i ich wspomaganie lub przeciwdziałanie negatywnym aspektom ich działalności.