Pora „odmyśleć” oczywiste oczywistości

Od redakcji
22.10.2012

Od dziesięciu lat zapraszamy na nasze łamy ludzi, którzy próbują stawać na przekór popularnym schematom bądź patrzeć w poprzek bieżących dyskusji medialnych, sejmowych i podwórkowych. Lubimy „odmyślać” stare tropy. Interesują nas krytyka i radykalna przebudowa sposobów myślenia, jakie utrwaliły się zwłaszcza w naukach społecznych i humanistyce przez ostatnie sto, dwieście lat, a wraz z towarzyszącymi im ideologiami ukształtowały nasze mentalne nawyki i antynawyki. Nie odcinamy się przy tym od dorobku myśli społecznej, choć unikamy bezpiecznego tradycjonalizmu. Uważamy, że aby nowe czasy i pokolenia zyskały adekwatne „mapy” intelektualne, warto zmierzyć się z milcząco przyjmowaną oczywistością starych „map” oraz dobrym samopoczuciem ich twórców i strażników.

W tym numerze „Recyklingu Idei” bierzemy na warsztat „odmyślania” to, co zawiera się w splocie słów: dom, rodzina, praca, ekonomia i kultura. Pytamy o funkcjonowanie gospodarstwa domowego, o znaczenie nieodpłatnej pracy domowej, o przemiany ról przypisanych płciom i o to, jak się to ma do instytucji państwa, rynku czy praw pracowniczych. Przytaczamy argumenty „za” i „przeciw” w odniesieniu do postulatu wynagradzania pracy domowej. Analizujemy doświadczenia dzieci i imigrantek w kontekście wyzwań pracy opiekuńczej. Zastanawiamy się, czy pracę domową można porzucić.

W zakończeniu znanego tekstu Polityka pracy domowej Pat Mainardi przytoczyła słowa swojego męża: „Och, jakież to głupstwo. Rozprawa o pracy domowej”. Czterdzieści lat później podobne opinie wciąż nie należą do rzadkości. Dalej słyszymy o matkach, które „siedzą” w domu czy o gospodyniach, które „nie pracują”. Słyszymy o „powołaniu”, a nie o pracy. A przecież już od dawna feministki powtarzają, że praca domowa, angażująca głównie kobiety, nie jest kwestią wyłącznie prywatną. Nie służy jedynie domownikom. Bez gotowania, prania, sprzątania, pocieszania i wycierania zasmarkanych nosów niemożliwe byłoby trwanie żadnego społeczeństwa. Co więcej, nieodpłatna praca domowa to wciąż szczególnie dotkliwa postać wyzysku, na której bazuje kapitalizm. Krytyka obecnych wzorców podziału ról w domu wydaje się zatem koniecznym warunkiem rzetelnej dyskusji o równości, społecznej sprawiedliwości i indywidualnej wolności.

Praca domowa przybiera też postać pracy najemnej poza własnym gospodarstwem domowym – dla kogoś, na rzecz cudzego gospodarstwa domowego, innej rodziny. Jako taka posiada zwykle nieformalny i nieuregulowany, a co za tym idzie szczególnie eksploatacyjny charakter. Widać to w przypadku imigrantek, które często w osamotnieniu, bez możliwości kontaktów z innymi, czasem bez dokumentów pozwalających na legalny pobyt w nowym kraju wykonują pracę, która współtworzy podstawy globalnego systemu gospodarczego.

Piszemy o różnych „gospodyniach” i ich funkcjach, a także o różnych „domach”, nie zawsze zresztą bezpośrednio dotykając tematu pracy (jak w przypadku kwestii związków partnerskich). Pokazujemy uniwersalizm zmagań o godność gospodyń i pracownic domowych, dla których postulat współdziałania ponad różnicami koloru skóry, przynależności narodowej czy wieku ma takie samo znaczenie, jak dla „proletariuszy wszystkich krajów”.

Nieco miejsca przeznaczyliśmy także na „odmyślanie” najnowszej historii Polski. Pod hasłem „żydokomuna”, wywołanym przez film dokumentalny Anny Zawadzkiej, przyglądamy się problematycznej opozycji „polskości” i „żydowskości”. Dychotomię tę podważa wizja działania politycznego, w którym walkę z wyzyskiem i uciskiem łączy się ze sprzeciwem wobec szowinizmu narodowego i rasizmu. „Żydokomuna” to, rzecz jasna, obelga z języka antysemickiej prawicy. Wraz z reżyserką próbujemy prześwietlić ten stereotyp. Słowo to służy nam też jako punkt wyjścia w dyskusji o politycznym zaangażowaniu pokoleń i o kształcie tożsamości narodowej, a także jako furtka do krytyki dogmatu nakazującego przeciwstawiać „złych komunistów” „dobremu antykomunizmowi” albo „Żydów­‑komunistów” „uciskanym Polakom”. Sprawa jest bardziej złożona, niż próbują nam wmówić politycy, publicyści i historycy. Ponad dekadę temu w piosence „Ballada o ojcach i synach”, polsko­‑żydowski pieśniarz z emigracji pomarcowej, Gabriel Lawit, pytał zarówno o międzypokoleniową ciągłość etosu przedwojennej lewicy („Gdzie są dziś dzieci tych komunistów / Co za sanacji głód, strajk, więzienie / Najlepsze lata – pisanie grypsów / Na sprawiedliwość mieli nadzieję”), jak i o stalinowską degenerację idei oraz niosącego ją ruchu („Gdzie są dziś dzieci tych zbawców świata / Światłych przywódców proletariatu / Co by na rozkaz wydali brata / Na pastwę wiernych im psubratów?”). Mamy nadzieję, że nasze głosy choć trochę poszerzą ciasną przestrzeń dyskursu głównego nurtu wokół tematu „Żydzi – Polska – lewica”.

Proponujemy też analizę ubiegłorocznej rewolucji w Egipcie. Wydarzenia Arabskiej Wiosny dobitnie pokazały fałsz tezy o różnicach „cywilizacji” oraz ujawniły uniwersalność dążeń równościowych i prodemokratycznych, niezależnie od kręgu kulturowego czy wyznawanej religii. Z kolei wśród tematów „Recyklingu Sztuki” znalazły się: przewartościowywanie myślenia o kryzysie architektury poprzez kategorię codzienności, poszukiwanie alternatywy dla konformizmu języka codziennego, a także religijne aspekty twórczości Miłosza, obecność pracy domowej w sztuce i krytyka sposobów filmowego przedstawiania Afryki.

„Recykling Idei” powraca w wersji papierowej po trzyletniej przerwie. Liczymy na to, że nasza propozycja „odmyślania” różnych schematów oglądu rzeczywistości okaże się dla Czytelniczek i Czytelników ożywcza. Może część z Was znajdzie tu narzędzia i argumenty w otwieraniu nowych perspektyw – tak w teorii, jak i w praktycznym działaniu.

Artykuł otwierający „Recykling Idei” nr 13 (lato 2012), Gospodynie wszystkich domów, łączcie się!.