Nadzieja i wspólnota

David Roberts
18.11.2013

Przez ostatnie dziesięć lat jedno pytanie zadawano mi częściej niż inne. Brzmiało ono: Czy jest jakaś nadzieja? Czy też mamy już zupełnie przechlapane? Stałym czytelnikom [magazynu „Girst” – przyp. red.] można wybaczyć, że optują za odpowiedzią, iż rzeczywiście mamy przechlapane.

Z jednej strony stykamy się z brutalną logiką zmian klimatu, o której napisałem kiedyś: „Jeśli mamy mieć jakąkolwiek nadzieję na uniknięcie katastrofy klimatycznej, która zagroziłaby naszej cywilizacji, Stany Zjednoczone i inne państwa muszą działać, szybko i zdecydowanie, na niespotykaną dotąd skalę”1.

Istnieją jednak liczne siły, które opóźniają zmiany lub im zapobiegają. Pod względem poznawczym cierpimy na tendencję do zachowywania stałego stanu rzeczy (tak zwany efekt status quo) oraz niechęć do straty2. Psychologicznie i fizjologicznie jesteśmy z kolei stworzeni do tego, by stawiać czoła zagrożeniom, które mają zęby i oczy, a nie niebezpieczeństwom długoterminowym, narastającym i niewidocznym. Jeśli chodzi o stronę ekonomiczno­‑społeczną, to władza skoncentrowana jest w rękach zamożnych decydentów, którzy czerpią zyski z utrzymywania status quo, czyli gospodarki wysokoemisyjnej. Są to firmy paliwowe, przemysł związany z tworzeniem infrastruktury (drogi, nieruchomości), wielkoobszarowe rolnictwo, linie lotnicze, wielkie fabryki i tak dalej. Pod względem politycznym cechuje nas polaryzacja, dysfunkcja i paraliż. Natomiast z punktu widzenia jednostek i społeczności bardzo słabo oceniamy ryzyko, zwłaszcza to związane ze zmianami klimatu. Wszystko to sprawia, że zmiana społeczna, która jest – jak to ujął Max Weber w tekście Polityka jako zawód i powołanie3 – niczym „żmudne wiercenie w twardych deskach”, staje się w najlepszym razie niepewna i bolesna.

Tak więc utknęliśmy, jak stwierdziłem już w moim wystąpieniu w TEDx4, „między niemożliwym a niepojętym”. Trudno dostrzec wyjście z tej sytuacji, które nie wywołałoby pewnego cierpienia. Ograniczenie wzrostu globalnej temperatury do dwóch stopni Celsjusza, stanowiących powszechnie uznawany próg, powyżej którego zmiana klimatu staje się naprawdę poważna i nieodwracalna, prawdopodobnie nie jest brane pod uwagę. Szeroko zakrojone środki adaptacyjne przyjmowane są bardzo wolno, są znacznie droższe niż redukcja emisji gazów cieplarnianych, a także wywołują ogromne nierówności majątkowe i klasowe.

Czy pozostała mi jakaś nadzieja w tej ponurej sytuacji? Niełatwo to wyjaśnić. Co to właściwie znaczy mieć nadzieję? To nie jest przewidywanie przyszłości. Gdybyśmy byli w pełni racjonalni, patrzylibyśmy na klimat i modele ekonomiczne, które pokazują obecne trendy na rynku paliw kopalnych i emisji dwutlenku węgla, starając się dostrzec ich rozwój w jak najdalszej przyszłości. Krupier w Las Vegas przyjmujący zakłady powiedziałby pewnie, że jesteśmy robieni na niezłą kasę. A nadzieja z pewnością nie odnosi się jedynie do możliwości. Oczywiście, możliwe jest, byśmy powstrzymali wzrost średniej temperatury. Mamy mnóstwo scenariuszy, jak możemy to osiągnąć, jeśli się tylko zdecydujemy działać. Gdyby cała nadzieja, jakiej potrzebujemy, miała wynikać z istnienia możliwości, nie zadawano by o nią pytań.

A więc jeśli nie jest ona ani przewidywaniem, ani czystą możliwością, to co mamy na myśli, gdy pytamy o nadzieję? Nie sądzę, by chodziło bardziej o przyszłość niż o teraźniejszość. Chodzi o to, czy warto uczyć się na ten temat, dźwigać ten ciężar, rozmawiać o tym z innymi, gdy nie chcą nas słuchać, walczyć z obezwładniająco trudnymi przeszkodami, cierpieć z powodu codziennych rozczarowań i niepowodzeń. Jeśli jutro umrzemy, czyż nie lepiej po prostu jeść, pić i się weselić? Co dobrego jest w tych wszystkich troskach, w tym bólu i lamencie? Boimy się zawodu. Dlatego sięgamy po nadzieję. Smutna prawda brzmi tak: nie mamy gwarancji, że nie przeżyjemy zawodu – czy to w tej sprawie, czy w jakiejkolwiek innej. Wygląda na to, że sprawy będą się miały gorzej, możliwe, że zupełnie źle, jeszcze za życia naszych dzieci. Decyzje, jakie dziś podejmujemy, będą odbijać się echem przez stulecia. I jak na razie marnujemy swoją szansę.

Gdy nie ma wyraźnej ścieżki prowadzącej do zwycięstwa (gdzie zwycięstwo oznacza zminimalizowanie cierpienia i zmaksymalizowanie naszego rozwoju w obliczu zmian klimatu), pytanie brzmi: jak działać? Jak utrzymać naszą równowagę, nasze szczęście i ducha walki, gdy rozczarowania są na porządku dziennym, zwycięstwa zdarzają się rzadko, a poza tym wisi nad nami strata, której rozmiarów nie da się nawet pomyśleć? Może to zabrzmi dziwnie, ale czerpię pociechę z teorii chaosu5. Przy całej naszej mądrości, pozostajemy nadal przeraźliwie bezradni wobec prostego zadania przewidzenia, co wydarzy się w perspektywie nieco dłuższej niż kilka lat. Wszystkie nasze modele zawodzą. Oznacza to, że ci, którzy przewidują stabilne przedłużenie status quo, także się pomylą.

Wynik kryzysu klimatycznego zależy nie tylko od sił fizycznych, ale również od ludzi, złożonych systemów ekonomicznych, społecznych i technologicznych, które – będąc złożonymi – są nielinearne. Zapominamy o tym, że nasz instynkt każe nam myśleć, że przyszłość będzie miała te same cechy, co niedawna przeszłość, tylko nieco bardziej rozwinięte. Nie przewidujemy występowania ruchów pobocznych, przeskoków, zmian fazowych. Z tego powodu bardzo poważną kwestią, do jakiej musimy zawsze się odnosić, jest przewidywanie, że rzeczy nie będą się substancjalnie zmieniać. Jeśli powiecie „Pojawi się mnóstwo wspaniałych innowacji, które sprawią, że czysta energia będzie tania” lub „Nastąpi głęboka zmiana opinii publicznej na temat klimatu” czy też „Młodzi ludzie przejmą władzę i wskrzeszą politykę”, będziecie brzmieć jak hippisowscy marzyciele. Tego rodzaju aspiracje są kwestią wiary, triumfem nadziei nad doświadczeniem.

A jednak – rzeczy się zmieniają! Historia rozwija się według zasady, którą Stephen Jay Gould6 nazwał punktualizmem7. Rzeczy mogą przez lata wydawać się stabilne, ale gdy napięcia nagromadzą się pod powierzchnią, pojawiają się coraz wyraźniejsze rysy i cały system staje się niezwykle podatny na małe zakłócenia (ruch skrzydeł motyla wywołuje huragan8 i tak dalej). Nie wiemy, jakie to będą zakłócenia i kiedy się pojawią, ale historia poucza, że przywołane przez Dona Rumsfelda „nieznane niewiadome”9 są nieuniknione. Północnoamerykański boom na gaz, niespodziewany spadek cen paneli słonecznych, kryzys finansowy – zaistnienia żadnego z tych zdarzeń powszechnie nie przewidywano. A będzie takich więcej.

Czy niespodziewane, nagłe zmiany, jakie nastąpią w nadchodzących latach, będą dobre czy złe, pozytywne czy negatywne? To zależy od milionów indywidualnych wyborów, jakie zostaną dokonane. Niektóre z nich, jeśli pojawią się w odpowiednim momencie, mogą okazać się zakłóceniami, które wywołają kaskadowe zmiany w systemach społecznych, ekonomicznych i technologicznych. Inaczej rzecz ujmując, niektóre z tych zmian będą niezwykle ważne.

Ale które? Tego nie możemy wiedzieć. Może to być każda z nich, w każdym momencie. Właśnie dlatego nie możemy tego wiedzieć – każdy z tych wyborów może okazać się przysłowiowym ruchem skrzydeł motyla. Musimy korzystać ze wszystkich afordancji10, chwytać się każdej możliwości. Nie wiemy, kiedy historia otworzy nam drzwi, więc nie mamy wyboru – musimy ciągle na nie napierać.

A tak naprawdę, co innego mamy robić? Pamiętajcie, że nie ma żadnego „za późno”, żadnego „koniec gry” – tragedią będzie przejście od dwóch stopni Celsjusza do trzech, ale cztery są jeszcze gorsze niż trzy, a pięć gorsze niż cztery. Brak przygotowania na te wydarzenia będzie znacznie gorszy niż bycie przygotowanym. Przyszłość zawsze się rozwidla. Przed nami zawsze są lepsze i gorsze drogi. Zawsze można coś zmienić.

Tak więc, gdy pytamy o nadzieję, pytamy po prostu o wspólnotę. Ciężar zmian klimatu – jak każdy inny ciężar – łatwiej znieść, gdy się go dzieli z innymi. I jeśli czegokolwiek nauczyłem się w ciągu tych ostatnich dziesięciu lat, to tego, że jest wielu innych. Oni tam są, mężczyźni i kobiety o niezwykłej wyobraźni, odwadze i wytrwałości, którzy angażują się w walkę o lepszą przyszłość.

Nie jesteś sam, nie jesteś sama. I dopóki tak jest, istnieje nadzieja.

Przełożyła Katarzyna Sosnowska

Tekst pochodzi z internetowego magazynu „Grist” [@:] http://grist.org/climate-energy/hope-and-fellowship. Niniejszy przekład ukazał się w: „Recykling Idei”, 2013, jesień, nr 15.

Przypisy:

1. D. Roberts, The brutal logic of climate change [@:] http://grist.org/climate-change/2011-12-05-the-brutal-logic-of-climate-change/ (data dostępu: 2 października 2013).

2. Niechęć do straty – w ekonomii i teorii decyzji określenie ludzkiej skłonności do preferowania unikania strat nad zdobywanie zysków, stanowiącej pewnego rodzaju hamulec przed podejmowaniem nadmiernego ryzyka (przyp. red.).

3. M. Weber, Polityka jako zawód i powołanie, tłum. A. Kopacki, P. Dybel, Kraków 1998.

4. Zob. http://www.youtube.com/watch?v=A7ktYbVwr90 (data dostępu: 26 września 2013).

5. Teoria chaosu lub chaos deterministyczny – dział wiedzy z pogranicza matematyki i fizyki, badający zachowanie układów dynamicznych, które są bardzo wrażliwe na warunki początkowe. Teoria ta znajduje zastosowanie w wielu innych dziedzinach, w tym meteorologii, inżynierii, ekonomii i biologii (przyp. red.).

6. Stephen Jay Gould (1941­‑2002) – amerykański paleontolog, biolog ewolucyjny i popularyzator nauki (przyp. red.).

7. Punktualizm – koncepcja w ewolucji biologicznej, którą Stephan Jay Gould wraz z Nilesem Eldredgem sformułował w 1972 roku. Zgodnie z nią gatunki pozostają długotrwale bez większych zmian, lecz jeśli następują poważne zmiany środowiska, pule genowe populacji ulegają gwałtownym zmianom i w ten sposób wyłaniają się nowe gatunki. Przeciwieństwem punktualizmu jest gradualizm (przyp. red.).

8. Efekt motyla – popularne przedstawienie teorii chaosu. Po raz pierwszy określenia tego użył amerykański meteorolog i matematyk, pionier teorii chaosu Edward Lorenz, który miał powiedzieć, że „nawet machnięcie skrzydeł motyla w Brazylii może wywołać tornado w Teksasie” (przyp. red.).

9. Chodzi o najbardziej znaną wypowiedź Donalda Rumsfelda, sekretarza obrony Stanów Zjednoczonych w latach 2001­‑2006. Podczas konferencji prasowej w 2002 roku – utrzymując, że nie ma dowodów, które jednoznacznie wskazywałyby na nieistnienie broni masowej zagłady w Iraku – powiedział: „Istnieją znane wiadome – rzeczy, o których wiemy, że je wiemy. Istnieją również znane niewiadome – rzeczy, o których wiemy, że ich nie wiemy. Ale są również nieznane niewiadome – rzeczy, o których nie wiemy, że ich nie wiemy”. Wypowiedź ta była wielokrotnie parodiowana, otrzymała między innymi tytuł „najbardziej bezsensownej wypowiedzi roku” od brytyjskiej organizacji Plain English Campaign (przyp. red.).

10. Afordancje – wszystkie możliwości działania obecne w środowisku, dostępne danej jednostce. Szczegółowe wyjaśnienie – zob. http://pl.wikipedia.org/wiki/Afordancje (przyp. red.).

David Roberts – ekspert w kwestiach energii i klimatu; bloger internetowego magazynu „Grist”.