Ostatnie słowa

Z Richardem Rortym rozmawia Danny Postel
14.05.2008
Od redakcji:

Richard Rorty (ur. w 1931 roku), jeden z najbardziej wpływowych filozofów naszych czasów, zmarł w piątek (dnia 8 czerwca 2007 roku) po bolesnych zmaganiach z rakiem. Poniższe słowa to część tego, co miało być zapisem długiej i poruszającej wiele obszernych zagadnień rozmowy między nami. Rozmowa ta została gwałtownie przerwana.

Dzięki swej śmiałej wizji intelektualnej, a także dzięki sprawnemu i ożywczemu stylowi pisarskiemu – co jest rzeczą unikatową wśród akademickich filozofów – Rorty odcisnął piętno daleko idących zmian w bardzo wielu sprawach; coś takiego udało się tylko bardzo nielicznym jemu współczesnym. Był jednym z pierwszych, którzy przekroczyli most między „analityczną” i „kontynentalną” szkołą filozofii – teraz przekraczany znacznie częściej. Natchnął nowym życiem pragmatyczną tradycję intelektualną, rozwijając idee jej ojców założycieli, Wiliama Jamesa oraz – nade wszystko – Johna Deweya. Dewey był jego filozoficznym bohaterem, jak również jego wzorcem demokratycznego intelektualisty, aktywnie zaangażowanego w kulturalną konwersację jego czasów. Rorty poszedł w ślady swego bohatera. Choć nie był, jak Dewey, liderem aktywnym, zabierał głos w publicznych debatach na bardzo wiele tematów. Nieustannie recenzował książki i pisał eseje dla czasopism i gazet, aby dotrzeć do szerokiej publiczności, nie tylko do innych uczonych.

Jak zauważył niedawno historyk Casey Blake, „w artykułach o edukacji publicznej, o fundamentalizmie wolnorynkowym i o wojnie irackiej, Rorty prezentuje się jako jeden z najbardziej kompetentnych i zaangażowanych intelektualistów publicznych… był wzorcem tego, co Michael Walzer określił mianem „zaangażowanego krytyka” [ang. connected critic], intelektualistą, który domaga się od swych współobywateli, aby żyli zgodnie z wartościami, które uznają za ważne”.

Wśród wielu książek Rorty’ego należy wymienić Filozofia a zwierciadło natury (wyd. polskie 1994), Konsekwencje pragmatyzmu (wyd. polskie 1998), Przygodność, ironia i solidarność (wyd. polskie 1996), Achieving our Country: Leftist Thought in Twentieth­‑Century America (1998), Philosophy and Social Hope (1999) oraz (razem z Giannim Vattimo) The Future of Religion (2005). Minionego roku filozof Eduardo Mendieta złożył bardzo ciekawy zbiór wywiadów z Rortym pod tytułem Take Care of Freedom and Truth Will Take Care of Itself (w zbiorze tym znalazł się między innymi mój wywiad z nim z 1989 roku). W minionym miesiącu opublikowano książkę Philosophy as Cultural Politics, który jest czwartym i ostatnim tomem Rorty’ego Philosophical Papers.

Nadając Rorty’emu Medal Thomasa Jeffersona w kwietniu 2007 roku American Philosophical Society dostrzegało w jego dziełach „wpływowy i dobitnie amerykański wkład do filozofii oraz do studiów humanistycznych w szerszym sensie”. Uznano też, że jego praca dokonała redefinicji filozofii jako „nieskończonej, demokratycznie zdyscyplinowanej, społecznej i kulturowej działalności badawczej, refleksji i wymiany..”..

W swojej pochwale na cześć niemieckiego filozofa, Hansa­‑Georga Gadamera, Rorty napisał w 2002 roku, że „był on żywym wcieleniem tego wszystkiego, co w europejskiej tradycji filozoficznej najcenniejsze”. Tym samym dla amerykańskiej tradycji humanistycznej był Richard Rorty.

Od dawna lubiłem cytować jego definicję humanizmu, który rozumiał następująco: „jeżeli potrafimy razem pracować, to zdołamy przeobrazić się w cokolwiek, co tylko możemy sobie wyobrazić i na co starczy nam odwagi”.

Będzie go bardzo brakowało.

Danny Postel

Danny Postel: Co sądzisz o wielkim zaangażowaniu w studia nad twoją filozofią w dzisiejszym Iranie? Otrzymałeś zaproszenie do wygłoszenia wykładów w Teheranie. Niedawno irański dysydent Akbar Ganji spotkał się z tobą w Kalifornii i odbyliście bardzo długą dyskusję. W marcu byłem w księgarni w Teheranie i widziałem kilka twoich książek, jak również zbiory esejów na twój temat, zarówno w języku angielskim, jak i perskim. Ciekaw jestem, co o tym sądzisz?

Richard Rorty: Gdy pojechałem do Teheranu, byłem zaskoczony, że niektóre moje prace zostały przełożone na język perski i że sporo ludzi mnie tam czyta. Zaskoczyło mnie to, że dość hermetyczne debaty, jakie się toczą między filozofiami europejskimi i amerykańskimi, budzą zainteresowanie studentów irańskich. Jednakże wygłoszony przeze mnie wykład zatytułowany Demokracja i filozofia spotkał się z odbiorem, który był jednoznacznym świadectwem zainteresowania dla kwestii omawianych przeze mnie w moich książkach.

Kiedy mi powiedziano, że inną postacią szeroko dyskutowaną w Teheranie jest Habermas, uznałem, że najlepszym wyjaśnieniem tego zjawiska jest to, że z Habermasem łączy mnie wizja socjaldemokratycznej utopii. W tej utopii wiele funkcji, które obecnie spełnia członkostwo we wspólnocie religijnej, zostałoby przejętych przez to, co Habermas nazywa „patriotyzmem konstytucyjnym”. Jeżeli bierze się politykę poważnie, to niektóre formy patriotyzmu – solidarność ze współobywatelami i wspólne nadzieje na przyszłość własnego kraju – należy uznać za niezbędne. W kraju teokratycznym lewicowa opozycja musi być gotowa do stawienia czoła twierdzeniu kleru, że tożsamość narodowa należy definiować za pośrednictwem jej tradycji religijnej. A więc lewica musi zdobyć się na specyficzną, świecką formę zaangażowania moralnego, które skupi się raczej na szacunku obywateli dla siebie nawzajem aniżeli na relacji narodu do Boga.

Moje poglądy w tej sprawie wywodzą się od Habermasa i Johna Deweya. W pierwszych dekadach dwudziestego wieku Dewey pomógł stworzyć kulturę, dzięki której Amerykanie potrafili zastąpić chrześcijańską religijność gorącym przywiązaniem do instytucji demokratycznych (i równie gorącą nadzieją na udoskonalenie tych instytucji). W minionych dekadach taką kulturę rekomendował Europejczykom Habermas. W opozycji do przywódców religijnych, takich jak Benedykt XVII oraz ajatollahowie, Habermas argumentował, że alternatywą dla wiary religijnej nie jest „relatywizm” ani „wykorzenienie”, lecz nowe formy solidarności, które stały się możliwe dzięki Oświeceniu.

Papież niedawno powiedział: „W Europie rozwinęła się kultura, która jest najbardziej radykalnym przeciwieństwem nie tylko chrześcijaństwa, lecz także wszelkich religijnych i moralnych tradycji ludzkości”. Dewey i Habermas odpowiedzieliby na to, że kultura, która wyrosła z Oświecenia, zachowała z chrześcijaństwa wszystko to, co było warte zachowania. W ciągu minionych dwustu lat Zachód wypracował specyficzną świecką tradycję moralną – taką, która za źródło moralnych nakazów uważa dobrowolne porozumienie obywateli demokratycznego społeczeństwa, a nie Wolę Boską. Ta przemiana światopoglądu jest w moim przekonaniu najważniejszym krokiem naprzód, jaki kiedykolwiek został dokonany przez Zachód. Chciałbym wierzyć, że studenci, do których mówiłem w Teheranie, pod wpływem pism Habermasa i inspirowani odwagą myślicieli takich jak Ganji oraz Ramin Jahanbegloo1 zdołają kiedyś przeobrazić Iran w jądro islamskiego Oświecenia.

DP: Wspomniałeś gorące przywiązanie do instytucji demokratycznych, które Dewey miał nadzieję wykształcić, a także „nie mniej gorącą nadzieję na udoskonalenie tych instytucji”. Jak dalece, według ciebie, nasze instytucje demokratyczne wymagają dziś udoskonalenia? Trzy lata temu zastanawiałeś się nad pytaniem, czy przypadkiem nie dążymy obecnie ku czemuś, co określiłeś mianem „postdemokracji”.

RR: Przed 9 września 2001 roku powiedziałbym, że główny obszar, w którym demokratyczne instytucje potrzebują udoskonalenia, jest doskonale znany: musimy uporządkować te instytucje po to, aby zrównać szanse życiowe dzieci biednych i dzieci bogatych. Wydawało mi się, że wraz końcem epoki zimnej wojny będziemy mogli powrócić do tradycyjnych socjaldemokratycznych celów. Po 9 września jednak stało się jasne, że polityczna prawica będzie dążyła do zastąpienia antykomunizmu za pomocą „wojny z globalnym terroryzmem” po to, aby mieć pretekst nie tylko do tego, aby zachować w stanie nienaruszonym państwo bezpieczeństwa narodowego, ale także po to, aby podważyć instytucje dawnej demokracji. Mój artykuł, który redaktorzy pisma „The London Review of Books” zatytułowali „Postdemokracja” miał pierwotny tytuł „Antyterroryzm a państwo bezpieczeństwa narodowego”2.

W czasie, gdy ten artykuł się ukazał (kwiecień 2004), byłem przerażony, że administracja Busha zdoła do tego przekonać amerykańską opinię publiczną i że uda się jej zepchnąć na dalszy plan wolności obywatelskie3. Bałem się, że 9 września umożliwi temu, co prezydent Eishehower określił mianem „kompleksu militarno­‑przemysłowego”, rozszerzenie swej władzy nad rządem Stanów Zjednoczonych w bezprecedensowy sposób. Przewidywałem, że gdyby terrorystom udało się eksplodować choćby jedną z walizkowych bomb nuklearnych w jakimś zachodnim mieście, instytucje demokratyczne by tego nie przetrwały. Agencje bezpieczeństwa w zachodnich demokracjach uzyskałyby lub po prostu przejęłyby zakres władzy porównywalny do władzy, jaką miały kiedyś Gestapo i KGB. Administracja Busha jest jednak obecnie całkowicie odrzucana przez amerykańską opinię publiczną, natomiast katastrofa w Iraku będzie miała taki skutek, że rządy europejskie będą w przyszłości wahały się co do uznania przewodniej roli Ameryki. Nadal jednak sądzę, że koniec demokracji będzie prawdopodobnym skutkiem terroryzmu nuklearnego i nie wiem, jak się bronić przed tym niebezpieczeństwem. Prędzej czy później jakaś grupa terrorystyczna powtórzy 9 września na znacznie większą skalę. Wątpię, czy instytucje demokratyczne będą dostatecznie odporne, by wytrzymać tę presję.

DP: Czy można więc powiedzieć, że w ciągu minionych kilku lat przesunąłeś się nieco na lewo w swoich poglądach?

RR: Nie jestem świadom przesunięcia się ku lewicy i dziwi mnie do, skąd bierze się to wrażenie. Kiedy usłyszałem wiadomości o Centrum Handlu Światowego, moja pierwsza myśl była następująca: „O mój Boże, Bush posłuży się tym wydarzeniem, tak jak Hitler posłużył się pożarem Reichstagu”. Już od czasów Reagana nigdy nie myślałem o republikanach inaczej, jak tylko o chciwych i pozbawionych skrupułów łajdakach. Gdy idzie o „wojnę z terrorem” zająłem takie samo stanowisko, jak wielu innych myślicieli lewicy: na rzecz wojny przeciwko talibom w Afganistanie i przeciwko inwazji Iraku. Gdy idzie o politykę wewnętrzną, nadal opowiadam się za wyciskaniem bogaczy i redystrybucją pieniędzy wśród robotników (choć nie jestem za nacjonalizacją środków produkcji). W sprawach „kulturalnych” był okres, gdy miałem staroświeckie wątpliwości co do małżeństw gejów i lesbijek, których obecnie już nie mam. Nie wydaje się więc, aby było to znaczące przesunięcie na lewo.

Niebawem po przesłaniu Rorty’emu kolejnych pytań, otrzymałem wiadomość od jego żony, że jego zdrowie gwałtownie się pogorszyło. Umarł dwa tygodnie później.

Danny Postel

Przełożył Adam Chmielewski

Przypisy:

1. Ramin Jahanbegloo (ur. 1961) – irański filozof polityki, wykształcony w Sorbonie i uniwersytecie Harvarda znawca myśli Isaiaha Berlina. Aresztowany w kwietniu 2006 roku przez reżym Ahmadinejada z powodu krytyki prezydenta Iranu za jego negacjonistyczne twierdzenia na temat Holokaustu; sformułowano także podejrzenie o współpracę z CIA. Jego zwolnienia w liście otwartym domagało się ponad 400 znanych osób ze świata nauki i polityki, w tym Noam Chomsky, J. Coetzee, Shirin Ebadi, Jürgen Habermas, Umberto Eco, Timothy Garton Ash, Leszek Kołakowski, Antonio Negri i Krzysztof Zanussi; wśród osób, które podpisały ten list, znalazł się tez Richard Rorty. Ramin Jahanbegloo został zwolniony z aresztu po czterech miesiącach. Wizyta Rorty’ego w Teheranie odbyła się na zaproszenie Ramina Jahanbegloo (przyp. tłum.).

2. R. Rorty, Post­‑Democracy [w:] „The London Review of Books”, 2004, Vol. 26, No. 7.

3. Dnia 8 maja 10995 roku Richard Rorty w Warszawie w następujący sposób wypowiedział się na temat przyszłości instytucji demokratycznych w USA: „Jeffersonowski kompromis, polegający na gwarancji wolności religijnej w zamian za gotowość wiernych do rezygnacji z używania Eligii w dyskusjach politycznych, był ważną częścią amerykańskiego narodowego życia. Gdy ten kompromis przestanie być respektowany, my, amerykańscy sekularyści możemy w stosunkowo niedługim czasie znaleźć się na łasce fundamentalistów. Jeżeli do Ameryki nadejdzie faszyzm, to wraz z fundamentalizmem. Musze wyznać, że gdybym miał się zakładać o to, jaki kraj będzie następny, gdy mowa o nadejściu faszyzmu, to najprawdopodobniej postawiłbym na USA. A to dlatego, że my, Amerykanie, przeżywamy konsekwencje globalizacji rynku tacy bez ustanowienia zasad welfare state. Toteż jesteśmy znacznie bardziej narażeni na prawicowy populizm niż większość krajów europejskich. Por.: Habermas, Rorty, Kołakowski: Stan filozofii współczesnej, red. J. Niżnik, Warszawa 1996, s. 46 (przyp. tłum.).