Miejmy nadzieję, że koszmar minął

Arundhati Roy
30.08.2004

Dla wielu z nas, ludzi rozczarowanych jakością życia politycznego, nastała rzadka chwila radości. Jeszcze pare dni temu Indie zdawały się dryfować nieuchronnie ku neoliberalizmowi i neofaszyzmowi, stanowiącymi zagrożenie dla najbiedniejszych oraz dla mniejszości narodowych i religijnych.

Żaden z ekspertów nie przewidywał takich wyników. Prawicowa koalicja z Indyjską Partią Ludową na czele nie tylko przegrała wybory, ale też doznała upokorzenia. Decyzję wyborców trzeba odczytywać jako sprzeciw wobec polityki komunalizmu i wdrażania neoliberalnych ‘reform’ ekonomicznych. Partia Kongresowa zdobyła największą reprezentację w parlamencie. Partie lewicowe – jedyne partie, które stanowczo (choć bezskutecznie) krytykowały reformy – uzyskały bezprecedensową liczbę miejsc. Jednocześnie mimo naszej radości, wiemy dobrze, że we wszystkich najważniejszych kwestiach z wyjątkiem hinduskiego nacjonalizmu (broń atomowa, wielkie tamy i prywatyzacja) nie ma znaczących różnic ideologicznych pomiędzy Partią Kongresową a Indyjską Partią Ludową. Wiemy, że koszmar, jaki zafundowała nam IPL był spuścizną po PK. Mimo to świętujemy, ponieważ koszmar ten minął. Ale czy na pewno?

Jakiś czas temu rozmawiałam z moim młodszym kolegą o Kaszmirze; o bagnie korupcji; brutalności służb bezpieczeństwa; społeczeństwie przesiąkniętym przemocą, w którym bojówkarze, policjanci, oficerowie wywiadu, urzędnicy rządowi, biznesmeni, a nawet dziennikarze ścierają się ze sobą, by z czasem wymienić się miejscami. Rozmawialiśmy o konieczności przyzwyczajenia się do niekończących się mordów, coraz częstszych ‘zniknięć’, intryg, strachu, plotek, kłamstw na temat tego, co dzieje się w Kaszmirze. Powiedział mi: – Kaszmir kiedyś był biznesem. Teraz jest jak zakład dla obłąkanych’.

Bezsprzecznie konflikty w Kaszmirze i na północnym wschodzie czynią te obszary najbardziej niebezpiecznymi oddziałami zakładu dla obłąkanych. Ale również w głębi kraju rozziew pomiędzy tym, co ludzie wiedzą, a tym, co im się wmawia, pomiędzy faktami a domysłami, pomiędzy światem ‘prawdziwym’ i wirtualnym, daje podstawy do niekończących się spekulacji i sprzyja szerzeniu się obłędu.

Po każdym tak zwanym ataku terrorystycznym rząd IPL szybko wskazywał winnych, nie potrzebując do tego nawet dochodzenia. Atak na budynek parlamentu 13 grudnia 2001 i podpalenie rok później Sabarmati Express w Godhri są tego dobrymi przykładami. W obu przypadkach zebrane dowody odłożono na bok, gdyż stawiały zbyt wiele niewygodnych pytań. Każdy wierzył w to co chciał, ale incydenty zostały przedstawione w taki sposób, aby stały się wodą na młyn komunalizmu i hinduskiego fanatyzmu.

Liczne ośrodki władzy – stanowe, centralne, parlament, partia Bharatiya Janata oraz partie regionalne – wykorzystują ten klimat sztucznego szału, by wytoczyć wojnę prawom człowieka na skalę, która mogłaby zawstydzić inne, szerzej znane na świecie dyktatury.

W ostatnich latach liczba osób zabitych przez policję i siły porządkowe osiągnęła dziesiątki tysięcy. W samym stanie Andhra Pradesh (będącym dumą neoliberałów) każdego roku ginie średnio 200 „ekstremistów”. Szacuje się, że w Kaszmirze zabito 80000 ludzi od 1989 roku. Tysiące zaś po prostu zniknęły.

Jak podaje kaszmirskie Stowarzyszenie Rodziców Osób Zaginionych, ponad 2500 osób zostało zabitych w 2003 r. W ciągu ostatnich 18 miesięcy zginęło 54 aresztowanych. Skłonność tego stanu do nękania i terroryzowania została zinstytucjonalizowana przy pomocy drakońskiej ustawy Pota (Prevention of Terrorism Act – ustawa o zapobieganiu terroryzmowi). W Tamil Nadu, ustawa została wykorzystana do stłumienia krytyki władz stanowych. W stanie Jharkhand, 3200 osób, głównie ubogich Adivasis (rdzenna ludność tego rejonu) oskarżono o maoizm i dzięki Pota wytoczono im sprawy sądowe. We wschodnim stanie Uttar Pradesh, przy pomocy tej ustawy tłumi się opór protestującym przeciwko wywłaszczaniu ich ziemi. W Gujarat i Mombaju nęka się nią prawie wyłącznie Muzułmanów. Co więcej, w Gujarat, po pogromie Muzułmanów (2000 zabitych), 287 osób zostało oskarżonych na mocy ustawy Pota: 286 z nich było właśnie Muzułmanami; jedna osoba była Sikhem. Pota umożliwia wykorzystanie zeznań składanych w aresztach policyjnych jako dowodów przed sądem. Pod rządami Pota, w komisariatach policji śledztwa zastępowane są coraz częściej torturami – od zmuszania ludzi do spożywania moczu, poprzez rozbieranie, poniżanie, rażenie prądem, przypalanie papierosami i wsadzanie rozżarzonych prętów w odbyt, aż po bicie na śmierć.

Pota nie przewiduje możliwości zwolenienia za kaucją, chyba że oskarżony może dowieść, że jest niewinny – niewinny zbrodni, o którą nie został formalnie oskarżony. Naiwnością byłoby sądzić, że Pota używana jest niezgodnie ze swoim przeznaczczeniem. Wręcz przeciwnie – wykorzystywana jest zgodnie z celem, dla którego została uchwalona. W tym roku spośród krajów ONZ, 181 głosowało za wzmożeniem ochrony praw człowieka. Nawet Stany Zjednoczone były za. Indie wstrzymały się od głosu.

Tymczasem ekonomiści wiwatujący wprost ze stron korporacyjnej prasy informują nas o bezprecedensowym, fenomenalnym wzroście PKB. Sklepy pękają od dóbr konsumpcyjnych. Rządowe magazyny pełne są ziarna. Natomiast jeśli chodzi o rzeczywistość poza tym świetlistym kręgiem, ostatnie 5 lat było okresem najgwałtowniejszego wzrostu różnic pomiędzy dochodami w miastach i wsiach od czasu uzyskania przez Indie niepodległości. Zadłużeni farmerzy setkami popełniają samobójstwa; 40% wiejskiej ludności Indii spożywa tyle produktów zbożowych, ile mieszkańcy subsaharyjskiej Afryki, a 47% indyjskich dzieci w wieku poniżej 3 lat jest niedożywionych.

Ale w miastach sklepy, restauracje, stacje kolejowe, lotniska, hale sportowe, szpitale wyposażone są w telewizory, w których Indie lśnią i mają się dobrze. Trzeba tylko zasłonić uszy, by nie słyszeć trzasku żeber pękających pod stopą policjanta. Wystarczy odwrócić oczy od nędzy, slumsów, żebraków na ulicach i wpatrywać się w przyjazny ekran telewizora, by powrócić do innej, wspaniałej krainy. Rozśpiewany, tańczący świat nieustannych pląsów Bollywood, zawsze uprzywilejowanych szczęśliwych Hindusów machających trójkolorową flagą i czujących się Około Akty prawne takie jak Pota są jak przyciski na telewizorze. Można przy ich pomocy wyłączyć biednych, sprawiających kłopoty, niechcianych.

Kiedy przegłosowano Pota, w parlamencie pojawił się wobec niej głośny sprzeciw. Mimo to, w kampaniach wyborczych nie pojawiła się koncepcja unieważnienia tej ustawy. Nawet zanim utworzono rząd, jawnie deklarowano, że „reformy” będą kontynuowane. O jakie reformy chodzi? Przekonamy się z czasem. Na szczęście parlament osłabi to, że będzie potrzebował on wsparcia partii lewicowych do utworzenia rządu. Miejmy nadzieję, że coś się zmieni na lepsze. Przynajmniej trochę. To było sześć piekielnych lat.

Przełożyli Michał Szota i Łukasz Witczak