W poszukiwaniu wyznaczników emancypacji

Piotr Skuza
14.10.2006

K

ibicowanie jest symbiotycznie związane ze sportem, a właściwie ze sportowym spektaklem. Początków idei kibicowania upatruje się nawet już w starożytnym Egipcie, zaś współczesna forma tego fenomenu społecznego ma ponad 120 lat i czerpie swe źródła w XIX wieku w Irlandii1. Kibicowanie odpowiada różnym szczeblom igrzysk sportowych. Inaczej ktoś jest postrzegany, gdy uczestniczy jako widz w olimpiadzie, imprezie o znamionach wydarzenia ze sfery kultury wysokiej, dostępnej dla ludzi majętnych, inaczej, gdy kibicuje podrzędnej drużynie futbolowej na meczu w małej miejscowości. Szczególne miejsce wśród dyscyplin sportowych pod względem oglądalności spektaklu zajmuje piłka nożna. Pozycja tej dyscypliny jest tak ważna, że „futbolizacją” społeczeństwa staje się wyrazem ducha naszych czasów2. Jednak odróżnić należy kibicowanie właściwe, czyli sam stadionowy doping w czasie spektaklu sportowego oraz kibicowanie w sensie szerokim, jako specyficzny fenomen społeczny, styl życia, subkultura lub „mała kultura”.

W pisarstwie pedagogicznym i socjologicznym kibicowanie zwykle kojarzone jest z przemocą na stadionach dokonywaną przez tzw. pseudokibiców, zwanych inaczej szalikowcami, których utożsamia się z dresiarzami czy blokersami. Tego typu zbitka etykietek wyznacza nie tylko społeczny obraz zjawiska utrwalany przez media, które relacjonują różne szokujące zachowania grup pseudokibiców, ale także wyznacza jednostronne pole badań ograniczające się do diagnozowania patologii wśród kibiców i projektowanie jakby nie było potrzebnych programów profilaktycznych. Niewątpliwie – co sami młodociani miłośnicy piłki nożnej przyznają – kibicowanie jest czasami związane z zachowaniem antyspołecznym. Jednak tego typu ujęcie nie wyczerpuje badań nad tym wieloaspektowym i ambiwalentnym zjawiskiem, które nie może nie uwzględniać głosów kibiców i wizerunku kreowanego przez nich samych.

Specyfika fanzinów

Jeśli prasa ma służyć jako źródło informacji o kibicowaniu, to wielość tytułów dzienników, tygodników, magazynów tak regionalnych jak i ogólnopolskich i różnorodność tekstów w nich zawarta nie sprzyja rzetelnej analizie prasowej pod kątem ukazywania oblicza kibiców i ich spraw z ich punktu widzenia. Zrodziło to we mnie potrzebę przeprowadzenia krytyki fantazmatycznej w tekście dziennikarskim, jeśli za taki można uznać teksty zawarte w kibicowskich fanzinach. Brane tu pod uwagę magazyny niszowe zdają się być medium innej natury, który nie ujednolica świata, lecz daje głos wyzwalającemu się kibicowi. W emancypującym się dyskursie kibica3, jaki można odczytać z fanzinów, wydziera obraz mediów jako zagrażających subkulturze kibica poprzez gonienie za sensacją oraz wykorzystywanie fenomenu kibicowania do podtrzymywania komunikacyjnej ekstazy4. Skarży się na to autor (pseudonim „JasiuP”) w recenzji filmu zatytułowanego „Klatka”. Recenzent wytyka twórcy filmu brak zrozumienia i pomieszanie wielu spraw:

„[…]bo film to swoisty miszmasz, gdzie wszystko jest po trochu i nie wiadomo, o co chodzi. Pomieszanie z poplątaniem: hip­‑hop, klatka, kibice, graffiti, ustawki, groźne psy, tatuaże, zadymy na ulicy i stadionie, śmierć kibica, dresy, a nawet ludzie ryzykujący jazdę na dachach pociągów”5.

Konwencja takiego pomieszanego przedstawiania świata młodzieży zdaje się dominować w przekazie medialnym. Autor nie ukrywa rozgoryczenia i wyraża tęsknotę za pozytywnym wizerunkiem młodych w mediach pisząc:

„Kolejny raz nakręcono film, który wrzuca wszystkich kibiców do jednego worka, worka, który społeczeństwo najlepiej obciążyłoby kamieniem i wrzuciło do głębokiej wody. Cholera, kiedy powstanie coś normalnego i prawdziwego?!”6 (podkreślenie P.S.)

Emocjonalna konstatacja recenzenta na temat rezultatu wyprodukowanego dokumentu jest symptomatyczna. Jego rozpacz jest uzasadniona, gdyż we współczesnym świecie nie ma mowy o wiernym obrazie rzeczywistości. Media stają się kreatorem nowych jakości zgodnie z naczelną zasadą: „oglądalność przede wszystkim”. Dlatego recenzent konkluduje swą wypowiedź w ten oto sposób:

„Okazało się, że pozytywne pokazanie kogoś tam się nie sprzeda, więc trzeba było pójść na ‘kontrowersyjność’. Hoolsi Arki, którzy zgodzili się na udział w tym filmie są zawiedzeni i przeklinają decyzję o wzięciu udziału w nagraniach, bo zostali perfidnie oszukani”7.

Powyższe fragmenty są dobrym preludium do analizy magazynów kibiców, gdyż właśnie jedynie w tych czasopismach jest miejsce na głos dla samych zainteresowanych. W niniejszym wglądzie w tzw. prasę niszową ograniczę do tekstów z magazynu „To My Kibice”. Kiedy sięgnąłem wybiórczo jako nauczyciel Zespołu Szkół Budownictwa Okrętowego w Gdyni do tekstów tego czasopisma, moim poszukiwaniom towarzyszyła ciekawość, co konstytuuje umysłowość uczniów, co ich tak naprawdę pochłania i wreszcie, co wyposaża ich zasoby kapitału symbolicznego: kulturowego czy społecznego?

Jeśli chodzi o formę tekstów zamieszczanych w tym fanzinie, to należy stwierdzić, że mają one znamiona pewnych gatunków dziennikarskich, jednak czasami bliższe są formie dokumentów osobistych takich jak list. Czasami są etykietowane jako felieton, nawet gdy faktycznie reprezentują inny gatunek, czego przykładem jest tekst o charakterze recenzyjnym pt. „England, My England”8, ważny skądinąd zawierający omówienie książki Nicka Hornby’ego „Futbolowa gorączka”, jak większość tego typu tekstów, stanowiący przewodnik po obszarach kultury mało znanej dla wychowawców.

W niniejszym artykule skupiłem się głównie na felietonie9, który jest często reprezentowanym gatunkiem prasowym w tego typu pismach, przynajmniej nominalnie. Przypomnieć należy, że felieton jest gatunkiem z pogranicza publicystyki i literatury. Gatunek ten ewoluuje w swej formie. W odróżnieniu od takich form dziennikarskich, jak komentarz czy reportaż, informacja w felietonie jest zakamuflowana, niejako przemycana w subiektywnym opakowaniu. Felietonista nie powstrzymuje się od subiektywności, czy wręcz stronniczości w sposobie przedstawiania tematyki. Autorzy felietonów często uderzają w ton polemiczny, a nawet prowokatorski. Perswazyjność felietonu sprawia, że czytelnik daje się uwodzić punktowi widzenia autora, który forsuje swoją wizję świata. Niemniej jednak, odczytanie treści zawartych w felietonie wymaga sprawności językowych i wiedzy o opisywanym świecie. Choć regularne czytelnictwo fanzinów nie jest wybijającą się cechą całej populacji kibiców, to jednak sam fakt ich istnienia i oddziaływania na mniej lub bardziej szerszy krąg odbiorców godny jest zauważenia przez pedagoga.

Redaktorzy i autorzy tekstów magazynu „To My Kibice” roszczą sobie pretensję do odgrywania roli scalającej grupy kibiców w „polską scenę kibicowską”. Magazyn stanowić ma małą arenę dla wypowiedzi kibiców i jego twórcy starają się, aby te wypowiedzi umieszczone były nawet w ogólnym nurcie dyskursu prasowego. Wymowa tekstów powyżej wymienionego tytułu prasowego jest taka, że pretenduje on do bycia pismem promującym emancypację, czyli odwagę przeciwstawiania się stereotypom i marginalizowaniu głosu „aktywnych kibiców”. Co więcej, redaktorzy odwołują się do świadomości obywatelskiej czytelnika, a mianowicie do konstytucyjnej wolności słowa, jednak nie porzucają mowy (retoryki i słownictwa) młodzieży, przez co są wiarygodni dla swoich odbiorców. O analizowanym tutaj fazinie sami piszą w ten sposób:

„Magazyn polskich kibiców ‘To My Kibice’ istnieje od lipca 2001 roku. W tym czasie ukazało się kilkadziesiąt numerów miesięcznika, a od sierpnia 2003 dodatkowo wydawany jest także kwartalnik ‘To My Kibice Plus’ (poświęcony fanom z innych krajów). Jesteśmy pismem traktującym o polskiej scenie kibicowskiej, czyli o wszystkim tym, co dzieje się na polskich stadionach (a czasami i poza nimi) i ma związek z kibicami. Jako pierwsi wydaliśmy tego typu gazetę na skalę ogólnopolską, wprowadzając ją do oficjalnego kolportażu prasy. Wśród kibiców magazyn zyskał szybko dużą popularność i co najważniejsze wzbudza dużo emocji, większość jest z nami, część przeciwko nam, ale niemal nikt nie przechodzi obok ‘TMK’ obojętnie. Wywodzimy się z podziemnych fanzinów kibicowskich i całą redakcję tworzą aktywni kibice kilku klubów. Z powodu odważnych tekstów zyskaliśmy grono przeciwników w tzw. ‘poważnych mediach’, jednak naszym zdaniem oddawanie głosu kibicom relacjonującym swoje przeżycia mieści się w zagwarantowanej przez konstytucję wolności słowa. Nie kłamiemy, nie ściemniamy, nikogo nie chcemy obrazić, ani oczernić. Każdemu udzielimy głosu i pozwolimy wypowiedzieć swoją opinię – taka jest nasza zasada”10. (podkreślenie P.S.)

Czy magazyn ten stanowi wyjątkowy fenomen na rynku prasowym? Aby odpowiedzieć na to pytanie, przyjrzymy się, co można dowiedzieć się na temat tego typu prasy z niej samej? I tak w jednym z numerów „To My Kibice!”11 omówiono aż sześć rodzajów tego typu czasopism. Są nimi „Diablos”, gazetka z Rudy Śląskiej „o treściach narodowo­‑ kibicowskich”12, „Tylko Hutnik”, miesięcznik kibiców Hutnika Kraków, oraz pisemko „Wisła” z Krakowa, a także „Zawisza To My!”. Jak pisze recenzent, to ostatnie pisemko „jest bezpłatnym informatorem wydawanym przez fanów bydgoskiej ‘Zetki’”13. Polecanym pisemkiem jest także „Tylko Chrobry” oraz oficjalny magazyn klubowy „Hetman”, który nie jest redagowany przez kibiców, ale powstaje przy ich aktywnym wsparciu. Przy okazji prezentacji tego ostatniego czasopisma uwyraźnia się różnica między określeniami „kibicowski” a „piłkarski”. Autor omawiający prasę kibiców nie bez żalu stwierdza, że w „Hetmanie”:

„Oprócz dwóch fotek treści kibicowskich nie ma tu jednak praktycznie wcale” (podkreślenie P.S.)

i dalej

[…] „a całą reszta to już typowo piłkarska tematyka14. (podkreślenie P.S.)

A zatem okazuje się, że autor odróżnia dwie sfery wymienione powyżej, to jest „kibicowską” i „piłkarską”. Prezentując zaś kolejne fanziny zatytułowane „Red Devils”, „Galera News” i „Sektor Galera” pisze on tak:

„W nich można poczytać o naszej działalności, chociaż ten pierwszy zin bardziej nastawiony jest na wyniki sportowekibicowskich informacji w nim mniej”15. (podkreślnie P.S.)

Tu także dobitnie stwierdza się rozdział fenomenu kibicowania od sportu. Czyż to rozróżnienie nie podważa zasadności stereotypu o futbolizacji społeczeństwa i uproszczonego rozumienia zjawiska kibicowania, gdyż fenomen ten nie polega na zwykłym zainteresowaniu piłką nożną? Prawdziwe zaangażowanie w kibicowanie klubowi (czytaj: umiłowanie miejscowej drużyny jako kogoś nadrzędnego) jest czymś jakościowo odmiennym od czynności dnia codziennego, tzw. wypełniaczy czasu.

Wielość tożsamości kibiców

Współcześnie problematyka antropologiczna, odrzuciwszy metafizyczne i esencjalistyczne pojęcia substancji, podmiotowości, czy nawet osoby, zajmuje się tożsamością. Tożsamość zdaje się być kluczowym słowem naszych czasów. Pojęcie tożsamości jest epistemologicznie ubogie, ale efektywne ideologicznie16. Istnieją dwa nurty rozumienia tożsamości: jeden amerykański, gdzie źródłem tożsamości jest „spojrzenie Drugiego”, inny, europejski, kładzie nacisk na doświadczenie indywidualne17. Przede wszystkim kategoria tożsamości jeszcze do niedawna nie była obecna w dyskursie nauk społecznych, obecnie jest nad­‑obecna, nawet nastąpiła inflacja różnego typu wypowiedzi na temat tożsamości. Mówi się o obsesji i o „wielkim obrzędzie tożsamości” oraz jej „trwającym bez przerwy festynie”18. Znakiem współczesnych czasów jest poszukiwanie tożsamości19 i bywa ona drażliwym tematem. Dlatego też jednostka ludzka, podmiot­‑„ameba”20, opakowana tożsamościami, wtopiona w krajobraz wielkomiejski i oddająca się nieustannej konsumpcji, może czasami marzyć o wewnętrznym spoiwie. Rożnie jest ono nazywane przez licznych myślicieli: „sobością” (B. Skarga21), „mojością” (Ricoeur22), ipseite(Kołakowski23). Autorzy rozumieją pod tymi terminami to, co najważniejsze dla samookreślenia jednostki. Cechy te traktuje się zwykle jako tożsamość osobistą, intymny obraz własnej osoby. Powstaje on w wyniku doświadczeń, interakcji z innymi, oceniania przez innych i wskutek własnej samooceny”24.

Do kibiców zdaje się nie pasować żadna teoria o zmienności tożsamości. Czy są oni świadomi swego rzucenia w ponowoczesny świat i czy świadomie celebrują swoją tożsamość? A z drugiej strony, jak częsty jest ów typ „postmodernego człowieka”, świadomie przeżywającego swoją ponowoczesną kondycję, opisywany przez intektualistów? Czyż nie ogranicza się on głównie do kręgów medialnych i wąskich środowisk intelektualistów i artystów? Nie mniej jednak szybki nurt życia społeczeństw ponowoczesnych może sprzyjać brakowi zakotwiczenia, stałych więzi i konstrukcji trwałej tożsamości. W tym kontekście ciekawa jest diagnoza H. Malewskiej­‑Peyre, która pisze, że istnieją: „[…] dwa poziomy, alternatywne dla poziomu narodowego, na których może się w przyszłości koncentrować poczucie tożsamości członków współczesnego społeczeństwa polskiego. Jeden powstaje na podstawie poczucia przynależności do różnego rodzaju grup o wymiarze lokalnym, regionalnym, środowiskowym, drugi natomiast kształtuje się pod wpływem uniwersalnych cech gatunkowych człowieka (płeć) lub poczucia przynależności kulturowej w wymiarze szerszym niż narodowy (europejskim, euroatlantyckim itp.)”25. (podkreślenie P.S.) Kibice zapewne należą do grup, którzy zdecydowanie organizują swoje życie wokół lokalności. Natomiast ich tożsamość konstytuuje się w wyniku oddziaływań różnych aktorów społecznych, którymi w przyszłości ci młodociani mają szanse zostać.

W wywiadzie z liderem grupy ultras kibicującej klubowie ŁKS­‑u Łódź na pytanie:

„Jak się układają Wasze stosunki z działaczami i piłkarzami, wreszcie z chuliganami ŁKS­‑u?”26

członek grupy ultras odpowiada:

„Z działaczami sekcji kosza nasze stosunki układają się jak najlepiej, z działaczami sekcji piłkarskiej, a konkretnie z prezesem i byłem dyrektorem sekcji na początku były dobre. Jednak ci panowie mają sporo na sumieniu. […] Po prostu nie dyskutujemy z nimi, a sprawy związane z naszą działalnością załatwiamy ze sponsorami ŁKS­‑u.[…] Z piłkarzami też są dobre stosunki, jednak oni sami o nie muszą zabiegać, szczególną postawą na boisku. […] Tak samo z chuliganami mamy dobre stosunki, chociaż nie doskonałe. Po prostu wynika to z różnicy tego, w jaki rodzaj kibicowania się bawimy. Ale w razie potrzeby na pewno możemy na naszych hoolsów liczyć”27. (podkreślenie P.S.)

Opisywane powyżej relacje społeczne, w których obracać się może kibic stanowić mogą tygiel dla socjalizacji młodocianych. Jest to jednak krąg relacji nie przekraczający granic miasta lub gminy. A jaka jest świadomość swojej roli młodego kibica w grupie rówieśniczej? Z tekstów magazynu „To My Kibice” można wyczytać szereg informacji, że tożsamość kibica okazuje się nad wyraz zróżnicowana. O jej normatywnej i deskryptywnej definicji świadczą słowa felietonisty „L”. Pisze on tak:

„Kiedy mówimy »kibic«, mamy na myśli ludzi, którzy zasiadają na trybunach. Świadomie wyrzucamy poza nawias wszystkich fanów pilota i ciepłego fotela, którzy lubią siebie określać w ten sposób, choć ze sportem spotykają się wyłącznie na szklanym ekranie”28. (podkreślenie P.S.)

Jak widać określenie to, jako normatywne i nasycone pewnym dydaktyzmem, nie obywa się bez wykluczeń. Warunkiem bycia kibicem jest zaangażowanie, a nie bierne oglądanie. A jak to się ma do zjawiska kibicującej młodzieży, który wyłania się z tekstów fanzinów? Przede wszystkim istnieje w świadomości kibicujących poczucie bycia kimś niższym, kimś, kto nie poddaje się procesowi socjalizacji (hominizacji) oraz kimś małowartościowym z punktu widzenia funkcjonowania całości społeczeństwa. Dlatego też felietonista próbuje zrównać kibica z innymi rolami zawodowymi.

„Każdy z nas (w domyśle kibiców), wbrew potocznym sądom jest człowiekiem i nieobce są nam zachowania i odruchy czysto ludzkie. Oddziaływują na nas te same czynniki, co na pielęgniarkę, gwiazdę TV, czy prawnika”29. (podkreślenie P.S.)

Ponadto, trzeba wiedzieć, że tożsamość kibica rozpada się na wiele form: hools, ultras „statyści”, względnie „pikniki”30, a także kibiców szklanego ekranu. Których kibiców jest najwięcej, informuje nas autor pewnego tekstu pisząc:

„Generalnie wszystkich bywalców stadionów dzielimy dziś na zwykłych szalikowców czy też członków grup ultras, chuliganów (choć podział nie jest wcale taki wyraźny, jakby się wydawało i pewnie w polskich warunkach tak już zostanie) oraz tych, których jest najwięcej, czyli pikników właśnie”31. (podkreślenie P.S.)

I dalej wyznacza pewne ramy i stawia wymagania prawdziwemu kibicowi, choć sam nie jest w stanie rozsądzić zadając sobie pytanie:

„Kim natomiast jest osoba, która jeździ na wyjazdy, bywa na wszystkich meczach swojej drużyny w barwach, pozostaje jednak „niekumata” w sprawach kibicowskich (takich osobników są setki, ba, tysiące na meczach żużla, reprezentacji, czy sportów halowych oraz niektórych drużyn piłkarskich). Czy taki człowiek jest piknikiem? Moim zdaniem nie do końca. W moim mniemaniu piknik, czy raczej ‘zgred’, to taki osobnik, dla którego mecz jest tylko atrakcyjnym dodatkiem do wieczoru”32.

Następnie wyraża pewne oburzenie z powodu traktowania meczu jako rozrywki i nastawienia na wygodne oglądanie i pisze tak:

„Dla niego najważniejsze jest, by spotkać się z kumplami, napić piwa, zjeść kiełbasę z rusztu i zobaczyć super grająca drużynę”33.

Skąd ta liturgiczna powaga, z jaką autor tekstu traktuje spektakl piłki nożnej? Czyż z punktu widzenia nie­‑kibica nie jest to wydarzenie konsumenckie, względnie forma spędzenia czasu wolnego? Choć ten sam obserwator będący nie­‑kibicem mógłby stwierdzić, że zawarta jest w tym stwierdzeniu budująca krytyka wyrażona przez kibica­‑dziennikarza, a odnosząca się do zawężonego repertuaru zachowań wielu kibiców bezwiednie powielanego przez młodocianych w sytuacji, gdy dysponują ubogim kapitałem kulturowym. Tak więc potoczne mniemania o kibicach zostają tutaj zakwestionowane niejako, ale od innej strony, z punktu widzenia kibica ideowo zaangażowanego w ruch kibicowski, domagającego się swoistego i odpowiedniego uczestnictwa w sportowym spektaklu. Ów lament felietonisty, który zżyma się na każdego, kto nie docenia liturgii meczu z jej celebracjami takimi jak race, sektorówki i kto zmienia kibicowanie w „festyn […] skoków narciarskich”34, jest zadziwiający. Okazuje się, że dopingowanie na meczach nie jest prostą czynnością, gdyż w dalszej części felietonu opisuje zagubienie „piknika” w respektowaniu hierarchii, to znaczy wskazuje na złe odnoszenie się do grupy hools albo czynienie skarg, co do jakości i organizacji meczu, co z punktu widzenia etosu grupowego jest oburzające.

Dużo uwagi autorzy tekstów omawianego magazynu poświęcają kibicom, zwanym „ultrasami”. Być może to właśnie oni stali się redaktorami tego czasopisma, wszak ultrasi odpowiedzialni są za artystyczną oprawę dopingu na meczach. W jednym z tekstów przeczytać można:

„Kim są polscy „ultrasi”? W jednym z wywiadów z grupami ultras w „TMK” mój rozmówca stwierdził, że w ultraskę bawią się goście, którzy albo są już za starzy, albo nie mają zadatków na chuligana. Czyli co, „ultrasi” są niby gorsi? Jacyś niechciani, inwalidzi, czy co? Wszyscy wiemy, że tak nie jest. Są to ludzie, którzy świadomie wybrali ten styl życia na kibicowskim szlaku, z przygodami, ale i zakochanym klubem. Odpowiada im taka „pośrednia” mentalność kibicowska, z jednej strony ze skłonnością do ryzyka i przygód, z drugiej zaś z fascynacją atmosferą (podkreślenie autora) stadionowych trybun”35. (podkreślenie P.S.)

Kilka zdań wcześniej felietonista konstatuje, że:

„[…]dziś dla wielu osób „ultras” to „gość od kartonów i balonów”, taki „kibic kategorii B”36.

Tkwi w tym ciche założenie, że dbanie o estetykę czegokolwiek nie da się pogodzić z męskim habitusem i wymaga nie do końca męskich, w sensie machismo, cech. Kibicowanie, jako przestrzeń wdrażania się do ról społecznych okazuje się przestrzenią o wiele pojemniejszą niż na to wskazywałby stereotypowy ogląd. Kibice działający w grupach ultras odpowiadają za oprawę artystyczną i plastyczną dopingowania na trybunach, są niejako kapłanami pewnego misterium, o czym świadczy ciepłe wyznanie kibica.

„Wiadomo, że chcemy, aby oprawy na meczach naszego ukochanego klubu były jak najlepsze, aby przyciągały na stadion ŁKS­‑u jak najwięcej kibiców, w końcu to jest nasza działka”37.

Choć wyróżniają się od innych kibiców, gdyż nie bez ukrywanej sympatii tak je scharakteryzowano:

„Osoby kumate, ale jednak nie na tyle, aby bawić się w chuligankę, natomiast spokojnie mogły się sprawdzić w takiej grupie”38.

to jednak tężyzna fizyczna jest uważana za szczególnie nobilitującą cechę, dlatego też grupy hools uważane są za elitę wśród kibiców. Bycie wojownikiem jest pragnieniem każdego młodocianego, skoro nawet kibice „artyści” chełpią się zaangażowaniem w bójki, o czym przeczytać można we fragmencie następującego tekstu:

„To, że niektórzy złośliwie porównują ultrasów do pikników jest faktem. Jednak faktem, w którym się bardzo mylą. Przede wszystkim HWDP ponad wszystko, a poza tym […] sami mieliśmy parę przygód niekoniecznie związanych z ultrasowaniem. […]”39 (podkreślenie P.S.)

Choć ów felietonista, a zarazem kibic należący do grupy ultras, opisuje niechlubne wyczyny dokonane podczas bójek z kibicami z innych miast, to jednak skromnie przyznaje w dość poddańczym geście wobec wyżej usytuowanych w hierarchii kibiców­‑chuliganów, że:

„[…]bardzo dużo nam do hools brakuje[…]40.

Niewątpliwie do zasadniczej grupy (hard core) kibiców należą chuligani, zwani hools. Okazywanie siły i tężyzny fizycznej to jak się zdaje ich zadanie, a przebiega to zwykle w ustalonym rytuale zwanym „ustawką”, czyli zaaranżowanej bójce.

Kibice w sieci relacji społecznych

A cóż znaczy zapowiedziany w tytule niniejszego tekstu styl bycia na „kibicowskim szlaku”? Oto w artykule „Nerwoholicy” autorstwa człowieka o pseudonimie „Technik” znaleźć można opis codzienności kibica. Tekst zaczyna się od banalnego stwierdzenia, że probierzem zaangażowania w pełnowartościowe kibicowanie jest stres41. Wymienia tam kolejne „przystanki” i atrybuty kibica: „osiedlowa zbiórka pod przysłowiowym trzepakiem”, „zakurzony najnowszy model Nike’a”, szukanie dziury w ogrodzeniu (pojawia się epitet „dziurowłaz”), aby wejść na mecz z powodu braku pieniędzy na bilet, rozwiązywanie dylematu, jakie miejsca na stadionie zająć. Następnie znaleźć można opis sektora trybun, zwanego „młynem”, przedstawionego obrazowo jako: „machające szaliki, race, świece dymne, kartony, czy sektorówki”, kolejne wydarzenie to spotkanie ze znajomymi, potem przeczytać można tajemnicze stwierdzenie: „małe avanti” kamuflujące opis bójki, autor wspomina także ucieczkę przed policją, wyjazdy, mecze wyjazdowe, które są okazją do picia alkoholu i tylko na końcu felietonu znaleźć można wzmiankę o rzutach karnych jako najbardziej stresującym, wywołującym napięcie wydarzeniu podczas meczu, gdzie autor przywołuje statystki zawałów serca podczas meczów. Oczywiście z tego tekstu można by wysnuć różne wnioski, także te o patologizujacym wpływie kibicowania na młodocianych. Tymczasem osobiście odczytuję je jako świadomość doniosłości bycia aktorem w wykreowanej przez siebie rzeczywistości, czyli w „kibicowskiej” przestrzeni symbolicznej. Świadomość tę można wyczytać w niemal każdym fragmencie tekstów tego magazynu. Świadomość ta miesza się z dziecięcą potrzebą akceptacji. O czym świadczą słowa felietonisty, który wyjaśnia trochę naiwnie, dlaczego kibice mają dobre relacje z piłkarzami, pisząc tak:

„Kiedy prosimy ich o coś, na przykład o podanie rac na wyjeździe, to nie ma problemu”42. (podkreślenie P.S.)

Przypomnieć tu trzeba, że kibice często podróżują w celu dopingowania swojej drużynie, nawet gdy mecze odbywają się w odległych zakątkach kraju, natomiast race to fajerwerki odpalane w czasie meczu. Kibice odgrodzeni od boiska przy gwałtownym ruchu racą wypuszczają ją z rąk, zapewne często celowo i muszą korzystać z pomocy piłkarzy, którzy, jak się okazuje, nie tylko samą grą w piłkę się zajmują w czasie meczu. Te małe czynności konstytuują to wszystko, co składa się na ten minirytuał, a co nazwać można zaangażowaniem w widowisko sportowe postrzegane powszechnie, jakże niesłusznie, jako bierne oglądanie. Jednak ów styl życia na kibicowskim szlaku ma także inne oblicze, świadczy o tym przekaz zawarty w artykule pt. „Kibice stowarzyszeni” autorstwa „J”43. Pisze on tak:

Stowarzyszenia zakładane przez fanów piłkarskich to stosunkowo nowy obrazek polskiej sceny kibicowskiej. Ich era nastała wraz z rozpowszechnianiem się tzw. „ruchu ultras”, który wymaga dużych środków finansowych oraz częstych kontaktów na linii kibice – klub. A o takowe łatwiej, gdy fani są zorganizowani w grupę formalną, która staje się poważnym partnerem do rozmów”44. (podkreślenia P.S.)

W dalszych partiach tego felietonu znaleźć można zachętę do zakładania organizacji poprzez uwypuklenie zalet stowarzyszenia się oraz szczegółowe wskazówki, jak zarejestrować stowarzyszenie. Jedną z tych zalet jest przejmowanie wpływu na rozgrywane mecze. Czyż zatem artykuł nie jest wyrazem świadomości upełnomocnienia i dążenia kibiców do samosterowania? Autor podpisujący się enigmatycznie jako „J” pisze też:

„Teoretycznie więc, zakładając takie stowarzyszenie macie prawo starać się wprowadzać własną drużynę do rozgrywek ligowych:­‑) Uczynili to bodajże fani Śląska Wrocław, zakładając stowarzyszenie Wrocławski Klub Sympatyków „Śląsk”, które występuje w C­‑klasie. Podobnie rzecz ma się w Bydgoszczy, gdzie kibice dopingują klub­‑stowarzyszenie, który sami założyli w 2003 roku”45. (podkreślenie P.S.)

Co ciekawe, oprócz zachęt autor wymienia 26 stowarzyszeń kibiców w swoim tekście. Spontaniczną reakcją czytającego te słowa jest pytanie, jak to się ma do niezmiernie interesującego zagadnienia, jakim jest deficyt obywatelstwa wśród młodzieży46? Czyż nie jest to szkoła życia obywatelskiego, przynajmniej dla niektórych kibiców, zaangażowanych bezpośrednio w prowadzenia takiego stowarzyszenia? Teksty omawianego tu fanzinu dostarczają jeszcze innych cennych informacji, szczególnie dotyczących tego, jak sami kibice postrzegają swoją rolę. W tej grze społecznej, jakim jest szeroko pojęte kibicowanie, uczestniczą jeszcze inni aktorzy. Przyjrzyjmy się wybranym fragmentom tekstów kibiców­‑dziennikarzy. Ten sam felietonista o enigmatycznym pseudonimie „L” konstatuje:

„Zapominamy za to o ludziach, którzy w sporcie siedzą bardzo głęboko – o działaczach i piłkarzach”47.

A zatem uważny czytelnik z tekstów magazynu wyłuskać może zasadniczy trzon i punkt odniesienia dla tego amorficznego zjawiska, jakim jest kibicowanie. Oto na mapie zjawiska wyłania się triada: kibic – działacz sportowy – piłkarz, ulegająca różnym wzajemnym oddziaływaniom i przekształceniom, jakie można obserwować w relacjach autorów tekstów. A zatem, co wyczytać można na temat działaczy sportowych, o których najmniej się zwykle mówi przy okazji analizowania zjawiska kibicowania? Otóż, odnotowuje się zmianę pokoleniową, gdyż aparatczycy zostają zastąpieni ludźmi nowej fali, finansowymi rekinami, którzy co prawda mają nadszarpnięty wizerunek („cinkciarz”, „drobny oszust”), jednak wielu z nich nie ukrywa swojego przywiązania do klubu. Działacz też musi być kibicem. Łatwo można dojść do wniosku, że z racji wieku i pozycji zajmowanej w tym układzie społecznym mogą być uznawani za potencjalne autorytety dla młodych, jednak raczej o ambiwalentnym znaczeniu. Pozostaje pytanie, co lub kto jest najważniejszy i co konstytuuje zjawisko kibicowania wśród młodocianych. Hierarchicznie najwyższym bytem i punktem odniesienia dla aktorów tej gry społecznej, bo tak kibicowanie można postrzegać, jest lokalny klub piłkarski, który ulega antropomorfizacji, idealizacji i deifikacji w zbiorowej (nie)świadomości kibiców. Uwielbiany miejscowy klub jest esencją kibicowania. Kim są pozostali aktorzy to znaczy: piłkarze, działacze sportowi i inni kibice w stosunku do jednostkowego młodocianego kibica? Czy stanowią coś na kształt autorytetu i źródła oddziaływań socjalizacyjnych i wychowawczych? Pytania te są ważne, gdyż ogólnie biorąc wszelkie współczesne pedagogiczne analizy przesycone są diagnozą zaniku autorytetów. Czy nazbyt pośpiesznie dokonano rewizji stanu wzorców i osób znaczących dla współczesnych młodych ludzi? Popatrzmy, co piszą kibice­‑dziennikarze o konkretnych postaciach. I tak pewien felietonista chwali lokalną postać zwaną Misiorem.

„Misior to stuprocentowy człowiek z trybun. Ci, co go znają, twierdzą, że dla Cracovii dałby się pokroić”48.

Wiemy, że kibicowanie ma wszelkie znamiona kultu. Zatem chyba nie dziwi to spostrzeżenie, że od działacza sportowego, traktowanego jako kapłana kultu klubu, wymaga się odpowiedniego zachowania, bowiem ten sam felietonista raczy nas zadziwiającą uwagą na temat innej postaci, także działacza sportowego:

„[…] zakładanie szalika przez Filipiaka jest prostactwem, bo przecież szaliki nosi klasa niższa, czyli dzicz kibolska49. (podkreślnie P.S.)

Wyraźna jest w tym zdaniu zawarta hierarchizacja działacza sportowego względem kibica oraz przy okazji – prawdziwego kibica względem kibica „nieokrzesanego”, mało świadomego. Z tekstów tego fanzinu dowiedzieć się można też wiele o relacjach między aktorami tej przestrzeni społecznej. I tak o więzach silnej solidarności grupowej między kibicami a piłkarzami wyczytać można z fragmentu tekstu tego samego autora, który na zakończenie swego felietonu entuzjastycznie obwieszcza:

„Tacy piłkarze zawsze doceniają wysiłek fanatyków, podbiegając po każdym meczu do płotu, aby podziękować za doping, stanowczo odrzucają oferty znienawidzonych przez kibiców klubów […]”50.

Rzeczywiście jest to solidaryzm, oby nie projektowany przez rozpalone zapałem umysły kibiców. W każdym razie w tym zdaniu widać jak na dłoni, że wierność klubowi wzmacniana przez solidaryzm entuzjastów drużyny piłkarskiej stanowi główny wątek fantazmatu kibiców i jest zarazem wartością nadrzędną konstytuującą etos tej kategorii ludzi. Dlatego autor nie obywa się bez moralizmu, kiedy autentycznie ubolewa w słowach:

„Niestety, w piłce zdominowanej przez wielkie pieniądze i jeszcze większe układy pojecie miłości do klubu, szacunek do barwwierność tradycji coraz bardziej zanikają”51. (podkreślenia P.S.)

Czyż nie jest to nuta sceptycyzmu do kreowanej fantazmatycznej rzeczywistości kibica zawsze bezinteresownie oddanemu swojej drużynie? Na marginesie chciałbym zwrócić uwagę, że podobne wartości, ale względem instytucji edukacyjnych, miasta i ojczyzny próbują propagować nauczyciele. Zapał do kultywowania miłości do szkoły, miasta/wsi lub kraju, następnie szacunek do sztandaru szkoły, godła miasta/gminy i Polski oraz troska o tradycje społeczności lokalnej oraz narodowej są o wiele mniejsze w porównaniu do zaangażowania w dopingowanie lokalnej drużynie piłkarskiej. Być może byty te nie są w umysłach młodych tak spersonalizowane jak kluby piłkarskie, aby mogły rozpalać namiętne postawy.

Cóż jeszcze dowiedzieć się można o kibicach z felietonów tego magazynu? Okazuje się, że kibicowanie stwarza szanse poszerzenia swego kręgu znajomych i jest zachętą oraz sposobnością do edukacji, oczywiście na dość niskim, jednowymiarowym poziomie. Chodzi o alianse z grupami kibiców oddanych innym klubom piłkarskim w Polsce i, co jest szczególnie godne uwagi, za granicą. Jeden z anonimowych felietonistów pisze, że

„Największym plusem zagranicznych zgód jest jednak możliwość poszerzania ‘kibicowskich światopoglądów’, czyli poznawania, jak to się robi u innych, podpatrywanie nowych trendów, dzięki czemu rozwija się nasza rodzima scena kibicowska. Poszerzamy też swoją wiedzę na temat ruchu kibicowskiego w danym kraju oraz promujemy się w nim […]”52 (podkreślenie P.S.)

I dalej obnaża słabości kibica, jakiego znamy z typowych przekazów medialnych pisząc:

„Na koniec zostawiłem najmniej ważną, choć bardzo przyjemną zaletę posiadania ziomków za granicą. A mianowicie możliwość podróżowania do innych krajów, gdzie czekają kumple, chętni ugościć Cię jak brata. I niech nikt nie wciska kitów, że ma to gdzieś, bo z pewnością każdy jadący do Czech myśli sobie o tym, jak to pochleje dobrego piwa i pójdzie na fajną dyskotekę”53.

W owym felietonie, odnoszącym się do internetowej sondy, autor rozpatruje także argumenty przeciw zawieraniu aliansów z grupami kibiców z zagranicy. Pojawia się patriotyczna nuta, zabarwiona przekonaniem, że „nasze” jest lepsze. Kibic bowiem nie jest w stanie mentalnie przekroczyć zaklętego kręgu swojskości i miejsca, do którego jest przypisany. Ciąży na nim ów determinizm miejsca skąd pochodzi. Ten sam autor pisze tak:

Zgoda w polskim wydaniu to mocna więź na śmierć i życie, nieraz wielopokoleniowe kontakty przechodzące z ojca na syna. Zbyt szanuję te przyjaźnie, by nazywać kontakty między kibicami z Polski i zagranicą zgodą. Chcąc być obiektywnym, ‘zgoda’ dla kibiców zagranicznych i naszych ma zupełnie inne znaczenie. Ba, w wielu krajach takie słowo nie istnieje, a kibice niektórych klubów, co najwyżej się ‘tolerują’”54. (podkreślenie P.S.)

Ową wielopokoleniowość, ów nie do końca zanalizowany proces reprodukcji podmiotowości kibica, wspominany w powyższym fragmencie, potwierdza wywiad z kibicem przeprowadzony przez Jerzego Dudałę, zamieszczony we fragmentach w jego książce, do której odsyłam zainteresowanych55.

Czy felietony o edukacyjnych treściach dominują zawartość magazynu „To My Kibice!”? Oczywiście, że nie. Oprócz interesujących tekstów znajdziemy dużo materiału fotograficznego o bójkach w kolejnych reportażach z meczy, które stanowią główny trzon zawartości magazynu. A zatem jaka rzeczywistość społeczna wyłania się z prezentowanych tekstów? Przede wszystkim przy pomocy tego materiału można zrekonstruować zasadniczy układ odniesienia wymagany do uchwycenia tej amorficznej struktury, jaką jest kibicowanie. Są tam: klub, piłkarze, kibice (różne jej kręgi), w tym swoi i wrogich drużyn, działacze sportowi, sponsorzy. Wydaje się, że nie ma kibicowania bez kibica, głównego aktora spektaklu społecznego, oraz nie ma kibicowania­‑spektaklu bez gry sportowej, tymczasem z powyższych tekstów wynika, że faktycznie jest drugoplanowa. Kibic odznacza się swoistym narcyzmem. Kibicowanie jest kreacją świata, gdzie sami kibice lub jego grupa stawiana jest w centrum świata. Jest budowaniem fantazmatu kompensującego faktyczną hierarchię społeczną, albowiem wykluczenie jest zawsze w jakimś sensie doświadczeniem młodocianych kibiców, choćby przez fakt bycia małoletnim. Kibicowanie jest odgrywaniem spektaklu w spektaklu, czyli oglądanych meczów. Tymczasem ów kreowany spektakl przeciąga się z jednego, zaplanowanego kompleksowego zdarzenia na szereg nieplanowanych działań życia codziennego. Poza tym ma swe pobocze kulisy, a przede wszystkim trwa w umysłach oglądających. Stąd też można mówić o metaforycznym użyciu słowa „kibic”. Wyraża się to w totalnej i jednowymiarowej rzeczywistości kibicowania oraz w tzw. złym uczestnictwie w życiu społecznym, naznaczonym różnymi niekompetencjami cywilizacyjnymi i to wciąż pozostaje przedmiotem troski pedagoga.

Podsumowanie

Kibicowanie regionalnym drużynom futbolowym wydaje się być rodzajem nowoplemiennej „wspólnoty empatycznej”, która w ponowoczesności zastępuje rodzinę poszerzoną i jest odpowiedzią na niewydolność rodzin nuklearnych. Jest to ważna konstatacja z punktu widzenia problematyki opiekuńczo­‑ wychowawczej. „Krewnym” jest osoba uczestnicząca w tym samym rytuale­‑misterium. Co więcej, ta wstępna analiza dyskursu prasy niszowej daje pogląd na to, że ze wszystkich mediów prasa odzwierciedlać może podziały światopoglądowe, klasowe i płciowe jej twórców i odbiorców, tak że codzienność w zwierciadle prasowym nie do końca stanowi unifikujące doświadczenie współczesnych ludzi. Stawia to w kłopotliwej sytuacji edukację szkolną, która nawet, jeśli rezygnuje ze swojej elitarności i kanoniczności to odwołuje się do tzw. kultury popularnej, traktując ją jako jakąś zastępczą jedną kulturę quasi­‑wysoką, rzekomo rozumianą tak samo przez wszystkich. W niniejszym tekście, dokonując analizy tekstów autorstwa kibiców­‑dziennikarzy, chciałem zwrócić uwagę na potrzebę zrównoważenia didaskalocentryzmu w wychowaniu i kształceniu na rzecz przekonania, że „osobista, prywatna wiedza wychowanka nie ma niższego statusu niż tradycyjnie ujmowana, szkolna wiedza publiczna”56, rzecz tak ważna z punktu widzenia nauczyciela i pedagoga­‑badacza w jednej osobie, który stoi przed faktem istnienia małej kultury w obrębie szkoły. Być może uważne przyjrzenie się temu światu równoległemu do świata szkoły wymaga zaniechania działania pedagogicznego przez nauczyciela, za to rozwinięcia umiejętności empatycznych i kompetencji wymaganych do przeprowadzenia translacji wewnątrzkulturowej.

Z powyższych analiz wyciągnąć można na pewno jeden wniosek, że fenomen kibicowania rozumiany jako wieloraki sposób bycia na tzw. kibicowskim szlaku z punktu widzenia pedagogiki jest swoistym, mniej lub bardziej świadomym gromadzeniem kapitału społecznego przez młodych mężczyzn, który Pierre Bourdieu określa jako „zbiór rzeczywistych i potencjalnych zasobów, jakie związane są z posiadaniem trwałej sieci mniej lub bardziej zinstytucjonalizowanych związków wspartych na wzajemnej znajomości i uznaniu”57. Poza tym okazuje się, że kibice dążą do uczestniczenia w kulturze głównego nurtu i do upełnomocnienia swojej małej kultury. Nie tylko chodzą na mecze, ale czytają książki i maja krytyczne zdanie o programach telewizyjnych, interesują się własnym wizerunkiem, choć wszystko to wydaje się być sformatowane do jednego wymiaru. Zatem fenomen kibicowania lokalnym klubom piłkarskim przez młodzież jest czymś więcej niż subkulturą. Stanowi poważną alternatywę wobec zasobów kapitału pomnażanego wskutek edukacji szkolnej. Pedagogika winna więc wciąż eksplorować uniwersa różnych grup i kategorii osób oraz badać ukryte pedagogie, a także praktyki socjalizacyjne, które są nie tylko poza granicami oddziaływań edukacji instytucjonalnej, ale poza jej percepcją, jednak są na tyle znaczące, że podważają przekaz pedagogii jawnych.

Przypisy:

1. Jerzy Andrzejczak, „Bóg wybacza, kibol nigdy”, „Tygodnik Powszechny”, (http://tygodnik.onet.pl/1547,1336843,dzial.html).

2. Zagadnienie piłki nożnej podejmuje Dariusz Rosiak, „Kop mnie, pieść mnie”, „Polityka. Pomocnik Historyczny”, 13 maja 2006, s. 38 – 42.

3. Pytanie o znamiona emancypacji stawiam w tekście: Piotr Skuza, [recenzja] Jerzy Dudała, „Fani­‑Chuligani. Rzecz o polskich kibolach. Studium socjologiczne”. Wydawnictwo „Żak”, Warszawa 2004, ss. 234, „Teraźniejszość­‑ Człowiek – Edukacja. Kwartalnik Myśli Społeczno – Pedagogicznej”, Nr 3 (31), Rok 2005, s. 133 – 139.

4. Przykładem tego jest na przykład tekst: Paweł Smoleński, „Mordercza wojna na stadionach”, „Gazeta Wyborcza”, z dnia 15 – 17 kwietnia 2006, s. 21 – 22.

5. JasiuP, Klatka, „To My Kibice!” Nr 1 (28) 2004 r., s. 43.

6. Tamże.

7. Tamże.

8. „England, My England”, „To My Kibice!” Nr 11 (26) listopad 2003 r., s. 46.

9. Maria Wojtak, Gatunki prasowe, Wydawnictwo Uniwersytetu Marii Curie – Skłodowskiej, Lublin 2004, s. 202 – 237.

10. http://www.tomykibice.pl/index.php?dzial=magazyn.

11. „To My Kibice!” nr 1 (28) 2004, s. 52 – 53.

12. Tamże., s. 52.

13. Tamże., s. 53.

14. Tamże.

15. „Ultra Force. Rozmowa z jednym z liderów grupy ultras ŁKS­‑u Łódź”, „To My Kibice!”, Nr 11 (26) 2003, s. 50 – 51.

16. Jerzy Szacki, „O tożsamości (zwłaszcza narodowej)”, „Kultura i Społeczeństwo”, nr 3, 2004, s. 17.

17. Hanna Malewska­‑Peyre, „Ciągłość i zmiana tożsamości”, „Kultura i społeczeństwo”, rok XLIV, nr 1, 2000, s 139.

18. Stanisław Filipowicz, Twarz i maska, Kraków – Warszawa 1998, s. 7, 9.

19. Por. Zygmunt Bauman, „Tożsamość – jaka była, jest i po co?” [w:] Wokół problemów tożsamości red. Aldony Jawłowskiej, Warszawa 2001, s. 8 i nast.

20. Lech Witkowski, „Radykalne wizje podmiotu w dramacie współczesności”, materiały konferencji naukowej (broszura) nt.: „Podmiotowość jako problem filozoficzny, społeczny i edukacyjny”, Polska Akademia Nauk Komitet Prognozowania Rozwoju Karaju „Polska 2000”, Jabłonna, listopad 1989.

21. Barbara Skarga, Tożsamość i różnica (eseje metafizyczne), Znak, Kraków 1997.

22. Paul Ricoeur, „Pamięć, zapomnienie i historia” [w:] Tożsamość w czasie zmiany, Fundacja Stefana Batorego – Znak, Kraków 1995.

23. Leszek Kołakowski, O tożsamości zbiorowej, Fundacja Stefana Batorego – Znak, Kraków 1995.

24. Hanna Malewska­‑Peyre, „Ciągłość i zmiana tożsamości”, op. cit., s. 130.

25. Tamże, s 138.

26. „Ultra Force. Rozmowa z jednym z liderów grupy ultras ŁKS­‑u Łódź”, op. cit., s. 50.

27. Tamże.

28. L., „Poza trybunami”, „To My Kibice” Nr 10 (37) październik 2004 r., s. 50.

29. Technik, „Nerwoholicy”, „To My Kibice” Nr 11 (26) listopad 2003 r., s. 42.

30. Krzysztof (Szarpik) Witkowski, „Być piknikiem..”. (felieton), „To My Kibice” Nr 1 (28) styczeń 2004, s. 15.

31. Tamże.

32. Tamże.

33. Tamże.

34. Tamże.

35. „J”, „Czym jest ultra’?”, „To My Kibice” Nr 4 (31) kwiecień 2004, s. 15.

36. Tamże.

37. „Ultra Force. Rozmowa z jednym z liderów grupy ultras ŁKS­‑u Łódź”, op. cit., s. 49.

38. Tamże.

39. Tamże, s. 51.

40. Tamże.

41. Technik, „Nerwoholicy”, op. cit., s. 42.

42. „Ultra Force. Rozmowa z jednym z liderów grupy ultras ŁKS­‑u Łódź”, op. cit., s. 50.

43. „J”, „Kibice stowarzyszeni”, „To My Kibice” Nr 10 (37) październik 2004 r., s. 54 – 55.

44. Tamże.

45. Tamże.

46. Aluzja do artykułu: Krystyna Szafraniec, „Deficyt obywatelstwa” wśród młodzieży – uwarunkowania i konsekwencje społeczne, „Teraźniejszość – Człowiek – Edukacja”, Nr 3(31) Rok 2005, s. 23 – 37.

47. L., „Poza trybunami”, „To My Kibice”, op. cit.

48. Tamże, s. 51.

49. Tamże, s. 50­‑51.

50. Tamże, s. 51.

51. Tamże.

52. „X”, „Czy warto mieć zgody z ekipami z zagranicy (Za i przeciw)?”, „To My Kibice” Nr 11 (26) listopad 2003, s. 43.

53. Tamże.

54. Tamże.

55. Jerzy Dudała, Fani­‑Chuligani. Rzecz o polskich kibolach. Studium socjologiczne. Wydawnictwo „Żak”, Warszawa 2004.

56. Krzysztof Rubacha, „Budowanie teorii pedagogicznej” [w:] Pedagogika red. Zbigniew Kwieciński, Bogusław Śliwerski, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, s. 64.

57. Pierre Bourdieu, ‘The Forms of Capitał’, w: John G. Richardson (red.), Handbook of Theory and Research for the Sociology of Education, Greenwood, New York, 1985, s. 248.