„Nic szczególnie radykalnego…", czyli czym zastąpić świat korporacji

Jakub Śliwa
07.06.2011

Książka Davida Kortena Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji zawiera katalog problemów podnoszonych zazwyczaj przez krytyków neoliberalnego porządku polityczno­‑gospodarczego: globalne nierówności społeczne, kreacja pieniądza ex nihilo, niestabilność systemu finansowego, zależność świata polityki od świata finansów, bezwzględna eksploatacja zasobów i degradacja środowiska naturalnego, erozja życia społecznego. Autor obnaża błędne założenia i destrukcyjne skutki działania systemu, który w obecnej postaci musi się ciągle rozwijać albo upaść, gdyż „brak wzrostu [gospodarczego] jest sygnałem stagnacji, a nawet upadku” (s. 33). Zdaniem autora fałszywe jest na przykład utożsamianie pieniądza z rzeczywistym bogactwem czy mierzenie wzrostu gospodarczego za pomocą Produktu Krajowego Brutto. Nieuzasadnione jest też przekonanie, zgodnie z którym rynek jest wolny. Gospodarka (centralnie) sterowana przez międzynarodowe korporacje, oparta na kredycie i spekulacji, nie ma nic wspólnego z demokracją i zasadami prawdziwej gospodarki rynkowej. Aby właściwie ocenić wzrost gospodarczy, należałoby najpierw zapytać o koszty poniesione przez ludzi dotkniętych mocą „niewidzialnej ręki rynku”, które obejmowałyby zarówno ich sytuację materialną, jak i jakość środowiska, w którym żyją. Przykładem szkodliwego działania mechanizmów globalnego kapitalizmu są opisywane przez autora katastrofalne skutki „cudu”, który miał miejsce w krajach azjatyckich (Tajlandia, Malezja, Indonezja, Korea Południowa, Hongkong) w 1997 roku. Kapitalizm finansowy przynosi krociowe zyski ludziom, którzy „i tak mają już o wiele więcej niż mogliby spożytkować, nawet gdyby żyli czterokrotnie dłużej” (s. 89). Globalne elity są całkowicie oderwane od problemów lokalnych społeczności.

Autor słusznie zwraca uwagę na fakt, że orędownicy wolnego rynku często powoływali się na ojca współczesnej ekonomii – Adama Smitha, odczytując jego dzieła w sposób bardzo wybiórczy. Stworzona przez Smitha teoria gospodarki rynkowej bardzo różni się od zasad postulowanych przez ideologów neoliberalizmu. Korten twierdzi wręcz, że rzeczywista gospodarka rynkowa i kapitalizm wzajemnie się wykluczają. Teoria rynku głosi między innymi, że sprzedawcy i nabywcy nie powinni posiadać pozycji umożliwiającej wpływanie na ceny towarów. Kupujący powinni mieć pełny dostęp do informacji handlowych. W cenie towaru zawarty jest całkowity koszt produkcji (nie ma mowy o jakichkolwiek subsydiach rządowych). Kapitał inwestycyjny powinien pozostać w granicach danego państwa, oszczędności zaś przeznacza się na kolejne inwestycje. Współczesna gospodarka wydaje się całkowitym zaprzeczeniem teorii Smitha.

Dużo miejsca autor poświęca działaniom głównych aktorów globalizacji – korporacji międzynarodowych. Największym problemem jest tutaj rosnący wpływ korporacji na politykę poszczególnych krajów. Koncerny finansują kampanie wyborcze polityków, otrzymując w zamian ogromne dotacje, ulgi podatkowe i prawa chroniące interesy udziałowców.

Korten twierdzi, że korporacje w USA mogą uzyskać więcej subsydiów rządowych, niż wynosi całkowita wysokość płaconych przez nie podatków. Jest to jeden z wielu sposobów przerzucania kosztów na społeczeństwo. Innym sposobem jest obniżanie wynagrodzenia pracowników i redukcja zatrudnienia (ang. downsizing). Autor analizuje strukturę własnościową wielkich korporacji, strukturę, która sprzyja rozmyciu odpowiedzialności firm za podejmowane działania. Co więcej, korporacje bezkarnie łamią prawa człowieka, ciesząc się przychylnością sądów i skwapliwie korzystając z potężnych sił nacisku na organy decyzyjne. W 1886 roku amerykański Sąd Najwyższy zdecydował, że korporacja (Towarzystwo Kolei Żelaznych Południowego Pacyfiku) jest osobą i przysługują jej identyczne prawa, jak człowiekowi. Decyzja jednego sędziego zmieniła bieg historii, zapoczątkowując doktrynę tak zwanej „osoby korporacyjnej” (s. 192­‑193). Korporacje nie tylko więc łamią, ale i zawłaszczają prawa człowieka. Znane są praktyki wykorzystywania przez korporacje praw dotyczących własności intelektualnej w celu zdobycia monopolu czy zmuszania rolników do uzależnienia się od ziarna modyfikowanego genetycznie. Amerykański autor porównuje korporacje do bezwzględnych kampanii kolonizatorskich. Jednocześnie korporacje zapewniają o swojej gotowości do dbania o środowisko, rozwiązania problemu głodu na świecie i tak dalej. Czołówka „mistrzów hipokryzji” to według autora firmy takie, jak General Motors, Monsanto, Mobil, Royal Dutch/Shell, Dow Chemical, Westinghouse Electric czy Mitsubishi Group (s. 88).

Korten kilkakrotnie podkreśla, że główną odpowiedzialność za kryzys współczesnego świata ponoszą Stany Zjednoczone. Opisuje przypadki wykorzystywania przez ten kraj międzynarodowych instytucji finansowych (Światowa Organizacja Handlu, Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy) do forsowania własnych interesów (na przykład zmuszenie Unii Europejskiej do kupowania amerykańskich bananów czy wołowiny szprycowanej hormonami; s. 199).

Korten nie ogranicza się do „konstruktywnej krytyki” globalnego kapitalizmu. W kolejnych rozdziałach poszukuje nowych alternatyw, próbuje wyznaczyć ramy społeczeństwa postkapitalistycznego. Co ciekawe, autor czerpie pomysły z… biologii. Wiąże powstanie i rozwój globalnego kapitalizmu z narodzinami nowożytnej nauki, ujmującej świat i człowieka w sposób materialistyczny, fizykalny. Jego zdaniem zmiana paradygmatu nauki z mechanistycznego na organiczny korzystnie wpłynie na sposób myślenia o modelach instytucji gospodarczych. Kontury świata po kapitalizmie mają więc być odzwierciedleniem struktury i funkcjonowania żywych organizmów: „głównym punktem naszego programu winno być wykorzystanie rosnącej wiedzy na temat mądrości życia do przekształcania instytucji gospodarczych w taki sposób, by zaczęły one służyć właśnie życiu” (s. 125). W „biologicznej społeczności” każda część organizmu i społeczeństwa dostosowuje się do potrzeb całości; nie ma centralnej kontroli ani autorytarnej hierarchii. Organizmy grupują się w niezliczone ilości mniejszych społeczności, są całkowicie związane z konkretnym miejscem, nie generują odpadów (poza konieczną emisją energii), dążą do wewnętrznej równowagi. Autor pisze:

Kontrast pomiędzy zdrową biologiczną społecznością a gospodarką kapitalistyczną jest szokujący. Ta ostatnia jest centralnie planowana przez globalne megakorporacje, które nie są związane z miejscem i nie posiadają ani wiedzy, ani ochoty do zaspokajania potrzeb całości. Funkcjonowanie globalnej gospodarki kapitalistycznej zależy od uszczuplania zasobów naturalnych Ziemi (na przykład paliw kopalnych) oraz zagarniania energii i surowców, od których zależy samowystarczalność poszczególnych społeczności. Niszczy ona naturalne procesy produkcyjne lokalnych ekosystemów, pokrywając je betonem i zatruwając chemikaliami, a ponadto uzależniona jest od dostaw z odległości tysięcy kilometrów. Systematycznie przeobraża energię i surowce materialne danego środowiska w bezużyteczny i toksyczny śmietnik. Zachowuje jedynie te elementy biologicznej i kulturowej różnorodności, które mogą okazać się przydatne w generowaniu szybkich zysków dla instytucji świata pieniądza (s. 121).

Korten porównuje korporacje do komórek nowotworowych, które dążą do nieograniczonego rozrastania się, ignorując potrzeby całego organizmu. Projekt świata bez korporacji opiera się na samoorganizujących się, lokalnych społecznościach, korzystających z odnawialnych źródeł energii, dostosowujących zabudowę do lokalnych warunków, dążących do ograniczenia produkcji, współdziałania, różnorodności, rozwijania twórczego indywidualizmu. Autor postuluje odbudowę państwa opiekuńczego. Przedstawia też w sześciu punktach plan ograniczenia przywilejów korporacji i przywrócenia praw ludziom (s. 194–207):

  1. „Odbudować demokrację polityczną” (zmiana systemu finansowania kampanii wyborczych, usunięcie korporacji z życia politycznego).

  2. „Skończyć z fikcją prawną korporacji jako osoby” (prawa człowieka mają przysługiwać wyłącznie ludziom).

  3. „Ustanowić międzynarodowe porozumienie regulujące działania ponadnarodowych korporacji i instytucji finansowych”.

  4. „Zlikwidować dotowanie korporacji”.

  5. „Przywrócić rolę pieniądza jako środka wymiany” (wyeliminowanie spekulacji finansowej, opodatkowanie krótkoterminowych zysków, wprowadzenie opłaty za przetrzymywanie pieniędzy na koncie).

  6. „Rozwijać demokrację gospodarczą”.

Warunkiem jakichkolwiek przemian jest, zdaniem autora, zmiana mentalności. Należy stworzyć globalną, etyczną kulturę, w której centrum zainteresowania jest człowiek, a nie przedmioty materialne. Podsumowując, świat po kapitalizmie powinien opierać się na prawdziwej gospodarce rynkowej, etycznej kulturze i prawach stanowionych przez demokratyczny rząd. „Nic szczególnie radykalnego. Nic nieznanego. Jedynie wprowadzenie w życie podstawowych wartości, które większość z nas już wyznaje” (s. 128).

W ostatnich rozdziałach książki autor opisuje działania ludzi, którym udało się przełamać opór lokalnych władz i dokonać pozytywnych zmian w najbliższym otoczeniu. „Nowi narratorzy” organizują oddolne inicjatywy i ruchy społeczne, zakładają partie polityczne, budują sieci lokalnych przedsiębiorstw, odtwarzają lasy i działy wodne, promują transport publiczny, walczą o ograniczenie rozbudowy miast, sponsorują programy edukacyjne dla młodzieży. Autor podkreśla potrzebę aktywnego uczestnictwa w lokalnych organizacjach i życiu politycznym.

Można by postawić Kortenowi zarzut o nadmierny optymizm i ogólnikowość formułowanych przez niego postulatów. Narracja Świata po kapitalizmie jest, jak sądzę, zbyt egzaltowana (miejscami można odnieść wrażenie, że zawarte w książce treści ocierają się o New Age), co może nieco podważać wiarygodność autora i prezentowanych przez niego idei. Nie należy jednak traktować tej książki jako prostej recepty na uporanie się z wszelkimi bolączkami współczesnego świata. Jak pisze sam autor, „byłoby podejściem nieodpowiednim, a nawet wręcz głupim, próbować stosować tu jakiekolwiek »odgórnie« narzucane rozwiązania czy systemy nakazowe” (s. 133). Intencją Kortena jest wypracowanie wspólnej płaszczyzny porozumienia dla „ludzi, którzy wierzą, że w życiu liczy się coś więcej niż zarabianie pieniędzy, by móc za nie kupować w gigantycznych centrach handlowych produkty, o których nawet nie wiedzieliśmy, że mogą nam być potrzebne, dopóki nie ujrzeliśmy ich reklam w telewizji” (s. 12). Gdzieniegdzie pojawiają się, wciąż jeszcze słabe i stłumione, głosy obwieszczające narodziny „kultury postmaterialistycznej”. Najważniejsze wydaje się uzmysłowienie sobie, że ciągłe nawoływania do znoszenia ograniczeń w funkcjonowaniu rynków finansowych i nakręcania wzrostu gospodarczego opierają się na fałszywym przekonaniu, wyrażanym przez powszechnie znany slogan „TINA” (ang. There Is No Alternative). Bez gruntownej reformy globalnych instytucji finansowych trudno jednak mówić o przemianach rokujących nadzieje na lepszą przyszłość.

David C. Korten, Świat po kapitalizmie. Alternatywy dla globalizacji, tłum. Hanna Goworowska­‑Adamska, Stowarzyszenie „Obywatel”, Łódź 2002.