Kiedy muzy milczą…

Z Ostapem Sływynskim rozmawia Michalina Golinczak
17.07.2008
Michalina Golinczak: Andrij Bondar napisał niedawno w jednym ze swoich esejów: „Muzy milczą, kiedy mówi Majdan. Moja osobista muza milczy od kilku miesięcy. Nie może pozwolić sobie na tworzenie..”. Czy w twoim przypadku było podobnie?

Ostap Sływynski: Rzeczywiście, podczas rewolucji nie pisałem poezji. I do tej pory jakoś nie mogę się skoncentrować – od listopada nie napisałem żadnego wiersza. Natomiast piszę różne inne teksty, eseje, teksty naukowe, cokolwiek… Myślę, że to zależy od bardzo indywidualnych impulsów, dla mnie chyba musi minąć jeszcze jakiś czas…

MG: Natalia Śniadanko stwierdziła ostatnio, że wątpi, aby rewolucja mogła sprzyjać pojawieniu się wartościowej literatury, wręcz odwrotnie – potrzeba wyjątkowo aktualnych tekstów może wpłynąć na obniżenie kryteriów estetycznych. Wobec tego, wg niej, niebezpieczeństwo, które czyha teraz na literaturę ukraińską, to okres pisanych naprędce bestsellerów o tym, jak to z rewolucją było naprawdę. Czy podzielasz jej obawy?

OS: Ja nie mam takich obaw, ponieważ to, co teraz można napisać, to tylko kronika rewolucji. I rzeczywiście, została wydana książka pt. Kronika Pomarańczowych Dni Danyło Janewskiego. I to jest właśnie książka, która relacjonuje tamte wydarzenia. I myślę, że na tym etapie to jest pewne wyczerpanie możliwości pisania na ten temat. Powstawały wprawdzie jakieś wiersze poświęcone rewolucji, ale sądzę, że nie będą one miały przed sobą dłuższej perspektywy. Oczywiście, to, co przejdzie już w rejestr odległej historii, może być przewartościowywane i w ten sposób nadawać się na materiał literacki. Ale teraz, moim zdaniem, takie rzeczy – mimo całej ich estetyczności i romantyczności, bardzo źle się do tego nadają. Od grafomanii oczywiście nikt nie jest ubezpieczony, ale wątpię, żeby mogła w tej chwili powstać jakaś wartościowa literatura na ten temat. Możliwe są teksty zainspirowane rewolucją i myślę, że takie powstaną. Ale nie będą to teksty o rewolucji, tylko będą to teksty, które zainspirowane zostaną pewnym uwolnieniem się pozytywnych uczuć, jakiegoś pozytywnego potencjału, który podczas tych dni się ujawnił. I w taki sposób zapośredniczony rewolucja będzie miała wpływ na pisarzy, ale tylko w taki sposób, nie w sposób bezpośredni, tematyczny…

MG: Trudno chyba znaleźć drugi taki naród, w którym poezja odgrywałaby tak ważną rolę w życiu politycznym, społecznym. Wystarczy wspomnieć choćby o romantyku Tarasie Szewczence… Jak to wpływa na specyfikę ukraińskiej poezji? I czy wy, twórcy młodego pokolenia, nie macie już dosyć wizerunku poety jako bohatera narodowego, obowiązku walki za ojczyznę? Oksana Zabużko pisała już jakiś czas temu, że to, co możemy obecnie obserwować na Ukrainie, to upadek tradycji poezji ruchu oporu? Czy tak jest w istocie?

OS: Ta tradycja w bardzo naturalny sposób wywołuje teraz sprzeciw, ponieważ im bardziej normalną staje się sytuacja w społeczeństwie, tym naturalniej poezja wraca do swojej podstawowej roli, do bycia przekaźnikiem jakichś bardzo subiektywnych znaczeń. Powoli staje się zaproszeniem do jakiejś wspólnej gry, a nie do propozycji pracy, która powinna być naśladowana, odwołując się do statusu jakichś tekstów świętych, które trzeba czytać i które trzeba szanować. Tylko jest to właśnie raczej propozycja, niekiedy nawet nieprzyzwoita, jakiejś może podejrzanej zabawy, ale jednocześnie jest to piękna i ciekawa propozycja. I to jest właśnie ten przełom, który już się odbywa. Poeci bardzo wyraźnie się dziś dystansują wobec tradycji literatury zaangażowanej politycznie czy społecznie. Natomiast w czasach sowieckich rzeczywiście rozwijała się poezja dysydencka, którą by można określić mianem poezji ruchu oporu. Państwo i system społeczny były wówczas jednoznacznie obce i to wywoływało bardzo prosty odruch. Moim zdaniem, dysydenctwo wypływa właśnie z takiego prostego odruchu nieprzyjęcia. Z kolei państwo ukraińskie, niepodległe, tak zwanej epoki kuczmizmu, było państwem, które jednocześnie podlizywało się do pisarza, artysty, a jednocześnie go ograniczało. Ale to nie mogło wtedy wywołać tak wyraźnego gestu nieprzyjęcia, odrzucenia, jak to miało miejsce w latach sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych w literaturze ukraińskiej. Jeśli chodzi natomiast o pomarańczową rewolucję, to ten przełom odbył się tak szybko, że sytuacja ta nie zdążyła nawet wytworzyć literatury kontestacji. A już teraz powinna zacząć rozwijać się literatura pozytywna, czyli taka, która by działała na swoją własną rzecz i pełniła swoje podstawowe funkcje, a nie obsługiwała jakieś polityczne czy społeczne wartości. Przeskoczyliśmy bardzo szybko etap kontestacji, walki, w ciągu zaledwie kilku tygodni. I w tym czasie zdążyło się pojawić kilkanaście, może kilkadziesiąt grafomańskich utworów, ale na szczęście one się bardzo szybko zdezaktualizowały.

MG: Jaka jest zatem obecnie rola poety ukraińskiego? O czym chcą mówić młodzi poeci, jakim językiem zwracać się do czytelnika?

OS: Jakim językiem? Językiem odpowiadającym nam samym, językiem osobistym, a nie odwołującym się do jakichś z góry narzuconych społecznych czy politycznych konwencji. Pisarz powinien odnajdywać najbardziej indywidualny sposób wyrazu, to jest rzecz trywialna, lecz jednocześnie uniwersalna.

MG: Czy można wyróżnić jakieś nurty, tendencje w młodej poezji ukraińskiej? A może są jakieś wyraźne podziały, analogiczne na przykład do podziału na barbarzyńców i klasycystów w poezji polskiej?

OS: Wszystko zależy od punktu widzenia konkretnego krytyka. Nie ma jakiejś tendencji, która by porządkowała współczesną ukraińską poezję, czyli poezję lat osiemdziesiątych, dziewięćdziesiątych. Jest neoawangardyzm, który się łączy przede wszystkim z pokoleniem lat osiemdziesiątych. Ten podział na pokolenia jest bardzo formalny, nie lubię go, ale na przykład pokolenie lat dziewięćdziesiątych bardziej nawiązuje do neoklasycyzmu – wynika to z rozczarowania estetyką neoawangardy. Ale jakiejś wyraźnie wyodrębnionej grupy poetów, których by łączyła jedna estetyka, tak mocno, jak to jest z klasycystami i barbarzyńcami w Polsce, w literaturze ukraińskiej nie ma. I myślę, że to nawet i dobrze. Jesteśmy skazani na to, aby rozpatrywać każdego z osobna, indywidualnie.

MG: Z jakimi problemami przede wszystkim borykać się musi obecnie literatura ukraińska? Myślę tu również o takich technicznych sprawach jak rynek wydawniczy czy kwestia konkurencyjności książki ukraińskojęzycznej wobec dominującej literatury rosyjskojęzycznej…

OS: Rzeczywiście, istnieje problem językowy. Chciałbym zaliczać do literatury ukraińskiej takich rosyjskojęzycznych pisarzy jak Andriej Kurkow, który bardzo mi imponuje jako autor. Poza tym on identyfikuje się z Ukraińcami w jakiś sposób, mieszka na Ukrainie, broni wartości narodowych, ale nie pisze w języku narodowym. Jest więc pewien kłopot z wyróżnieniem kryteriów, które wskazywałyby jasno, co można zaliczyć do literatury ukraińskiej, a co nie. Drugi problem to jest to, o czym wspominałaś, czyli rynek wydawniczy. I to jest problem chyba łatwiejszy do rozwiązania niż ten pierwszy, ponieważ wystarczy po prostu nieco zmienić politykę państwową wobec wydawców. Należy przeciwstawić książkę ukraińską książce rosyjskiej, bo myślę, że potencjał literatury ukraińskiej jest wystarczający, żeby zdobyła ona dostateczne audytorium do swojego pełnowartościowego istnienia. Pod warunkiem jednak, że będą jednakowe warunki konkurencyjne w porównaniu z literaturą rosyjską. Książki rosyjskie są znacznie tańsze, trzy, cztery razy tańsze niż ukraińskie. Dotyczy to przede wszystkim literatury masowej, w której liczy się cena, przede wszystkim cena… [śmiech] Ale myślę, że ta niekorzystna sytuacja niebawem się zmieni, zanosi się na lepsze…

MG: Powiedz, co sprowadziło cię do Polski i co skłoniło cię do tłumaczenia polskiej poezji?

OS: To jest dla mnie rzecz oczywista. Związki historyczne, jak i prywatne, formalne i nieformalne między naszymi narodami i osobowościami są tak mocne, że po prostu nie da się literatury polskiej uniknąć w żaden sposób. Jestem slawistą i chociaż moją główną specjalnością jest bułgarystyka, to chętnie się przerzuciłem na język polski, ponieważ bardzo ważne jest dla mnie pojąć to, co może nam dać polska literatura. A może dać bardzo dużo. Bo ona przeszła już pewne etapy, które są jeszcze przed nami. Tak więc, to jest pewna obowiązkowa lektura dla nas. Stąd też taki pomysł jak wydanie antologii poezji polskiej jest niezwykle ważny. I choć to już będzie czwarta taka antologia na Ukrainie, to będzie się zupełnie różnić od poprzednich, nawet od antologii Dmytra Pawłyczki, która ukazała się parę lat temu. Bardzo byśmy chcieli, aby była lepsza jakościowo, pod względem tłumaczeń. Właściwie wszystkie teksty mamy już przetłumaczone, książka powinna pojawić się za kilka miesięcy, na pewno zostanie wydana do września, kiedy to odbywają się Lwowskie Targi Książki.

MG: Utwory których poetów znajdą się w waszej antologii i dlaczego akurat ich?

OS: Wybraliśmy z Andrijem Bondarem czterdziestu autorów, czyli dosyć sporo. Z niektórych, z bólem serca, musieliśmy nawet zrezygnować. Jest duży przekrój, zaczynamy od pokolenia pierwszych tak zwanych „o’harystów”, czyli od Piotra Sommera i Bohdana Zadury, a na najmłodszych poetach, takich jak Marta Podgórnik, Klara Nowakowska czy Tobiasz Melanowski, kończymy. Muszę przyznać, że byliśmy zdziwieni, jak rozmaita jest polska poezja, stanowiąc jednocześnie – mimo różnorodności poetyk, stylów, wieku autorów – bardzo spójne zjawisko…

MG: A w jakim stopniu młoda poezja polska różni się od młodej poezji ukraińskiej?

OS: Różni się zdecydowanie. Tym, że jest bardziej odważna w poszukiwaniu nowej formy, nowych, zupełnie innych punktów odniesienia w rzeczywistości niż poezja ukraińska, która jest – w porównaniu z poezją polską – bardziej konserwatywna, chociażby pod względem formy. Nawet do tej pory wiersz wolny w poezji ukraińskiej uważa się, jeśli już nie za coś niezwykłego, to nadal bardzo nowoczesnego czy wręcz do pewnego stopnia prowokacyjnego. Nie chciałbym traktować tego jako jakieś opóźnienie, ale jest to z pewnością specyfika naszej poezji…

MG: Ależ, Ostapie, przecież tak naprawdę wszystkie wiersze są wolne! Pamiętajmy, co napisał Mykoła Riabczuk: „wiersze zawsze / są wolne / nawet jeśli / zrymujemy je / zakujemy w strofy / zamkniemy w foliałach […]”. Dziękuję ci za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego!