Przystanek… na drodze dokąd?

Marcin Starnawski
04.10.2006

O Przystanku Woodstock napisano już wiele. Od lat słychać o prawicowych „grupach obywatelskich” strzegących moralności młodzieży i sprzeciwiających się tej imprezie. Były i kontrowersje w sprawie filmu dokumentalnego szkalującego inicjatywę Jurka Owsiaka. Są też opinie pozytywne, wręcz entuzjastyczne, przedstawiające festiwal jako święto wolności i istny karnawał młodego pokolenia Polaków i Polek. Nie sposób nie zgodzić się, iż Przystanek to fenomen kulturalny i obyczajowy nie tylko na wakacyjnej mapie Polski. To największy (i, co ważne, darmowy) festiwal rockowy w Europie, na który w tym roku przyjechało grubo ponad 100 tysięcy ludzi, a w latach poprzednich liczba ta bywała znacznie wyższa.

Warto jednak spojrzeć na kostrzyński Woodstock z nieco innej perspektywy. Obok oferty muzycznej, stanowiącej trzon propozycji Jurka Owsiaka i jego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, festiwal jest bowiem także miejscem aktywności organizacji pozarządowych starających się zachęcić młodzież do działania lub proponujących jej porady i dostarczających informacji w rozmaitych dziedzinach. Poniższa garść refleksji to spojrzenie okiem działacza społecznego dostrzegającego w Przystanku Woodstock szansę na aktywizację setek – jeśli nie tysięcy – młodych ludzi; szansę jedynie w niewielkim stopniu wykorzystywaną.

Tegoroczny Woodstock obrodził szczególnie licznymi inicjatywami kulturalnymi i edukacyjnymi. Akademia Sztuk Przepięknych koordynowana przez Zbigniewa Hołdysa oraz wykłady na temat różnych religii, wygłaszane przez ich przedstawicieli (katolicyzm, judaizm, islam) przyciągnęły sporą liczbę zainteresowanych. Oprócz tego, jak od lat, przy głównej alei festiwalu zainstalowały swoje stoiska organizacje pozarządowe, wśród nich antyfaszyści z „Nigdy Więcej”, Greenpeace czy organizacje przeciwdziałające uzależnieniom bądź promujące edukację seksualną. Wprawdzie trudno oczekiwać by podczas tego rodzaju masowej imprezy stoliki z informacjami o prowadzonych przez organizacje kampaniach mogły skutecznie konkurować z barem piwnym, jednak możliwość podpisania petycji w sprawie Doliny Rospudy czy przeciwko dyskryminacji rasowej przyciągały spore grupy uczestników i uczestniczek festiwalu.

Na Woodstocku nie zabrakło też akcentów alterglobalistycznych. W „pasażu pozarządowym” wspólną „wioskę” zorganizowały stowarzyszenie ATTAC (oddziały z Polski i Niemiec), poznańskie stowarzyszenie „Lepszy Świat” oraz wrocławskie „Społeczeństwo Aktywne”. Obok ulotek i darmowych pism poruszających tematykę globalizacji, wojny, tolerancji i praw socjalnych, prezentowano filmy o protestach społecznych, zbierano podpisy pod petycją domagającą się wycofania wojsk okupacyjnych z Iraku, a także zainicjowano happening przeciwko ministrowi edukacji Romanowi Giertychowi. Sporą popularnością cieszyły się materiały Komitetu Pomocy i Obrony Represjonowanych Pracowników, w tym przygotowana specjalnie na Woodstock ulotka omawiająca problem szans młodych ludzi na rynku pracy. Wiele rozmów toczonych przy stoisku alterglobalistycznym dotyczyło kiepskich warunków zatrudnienia, o których opowiadali na własnym przykładzie młodzi Woodstockowicze mający za sobą pierwsze doświadczenia w pracy zarobkowej. Ponadto, wspólnie z działaczami Federacji Anarchistycznej (która zorganizowała stoisko z radykalnymi publikacjami w pasażu handlowym festiwalu) uczestniczki i uczestnicy „wioski alterglobalistycznej” wzięli udział w Kostrzynie w pikiecie poparcia dla represjonowanego związkowca Jacka Rosołowskiego, mieszkańca tego miasta.

Jednakże pomimo obecności otwarcie politycznych czy społecznie zaangażowanych inicjatyw na festiwalu już kolejny rok z rzędu – ATTAC gości na Woodstocku od 2004 roku – wydaje się, że faktyczny społeczno­‑polityczny potencjał tej imprezy jest w zasadzie niewykorzystany. Można oczywiście pytać podejrzliwie po co na festiwalu rockowym polityka, po co zaburzać „czystą” rozrywkę ciężkimi tematami takimi, jak interwencje zbrojne, w które angażuje się lub które popiera polski rząd, bądź sprawą wyzysku, biedy i bezrobocia. Otóż polityka w pewnym stopniu jest obecna na Woodstocku, o czym świadczy otwarta przychylność Jurka Owsiaka dla inicjatyw antyrasistowskich czy jego kąśliwe uwagi pod adresem skrajnej prawicy. Symboliczna jest też sama nazwa festiwalu, nawiązująca do symbolu hipisowsko­‑pacyfistycznej kontestacji z okresu antywojennych i antymieszczańskich buntów lat sześćdziesiątych. A jednak poza dość powierzchownymi hasłami trudno dostrzec w Przystanku Woodstock próbę wykształcenia w części młodego pokolenia postaw kontestatorskich wykraczających poza subkulturowe upodobania muzyczne czy sezonową odmienność strojów. Tysiące młodych ludzi, zarówno ze środowisk wielkomiejskich – w tym inteligenckich – jak i z mniejszych miejscowości często dotkniętych znacznym bezrobociem i ubóstwem, wracają po kilku dniach woodstockowego karnawału do rzeczywistości, w której dominuje społeczna bezsilność, polityczne kuglarstwo oraz wolnorynkowy wyścig szczurów, w którym tylko nieliczni mają szansę ścigać się według względnie równych zasad.

Zwolennicy Przystanku Woodstock – do których umiarkowanej części zalicza się piszący te słowa – przedstawiają festiwal jako wolnościową alternatywę dla ofensywy katolicko­‑narodowego fundamentalizmu, szowinizmu i nietolerancji. Alternatywa ta, z jednej strony, zdaje się jednak nie odbiegać zbytnio od tej proponowanej przez neoliberalnych miłośników swobody konsumpcji. Jeśli „konsumeryzm” rozumieć szeroko, jako postawę zorientowaną na bierny odbiór i zaspokojenie zwłaszcza potrzeby rozrywki, to dominujący model uczestnictwa w Woodstocku wpisuje się w szeroki wachlarz ofert współczesnej kultury konsumpcyjnej: między piwną biesiadą i muzycznym „odlotem” niewiele tak naprawdę zostaje miejsca na refleksję o problemach społecznych czy próbę konstruowania podmiotowych działań na rzecz zmiany perspektywy kiepskich szans życiowych młodego pokolenia. Jednocześnie, dla krytycznego obserwatora „wolnościowy” charakter festiwalu staje pod znakiem zapytania, gdy dostrzeże się próby „normalizacji” Woodstocku poprzez patriotyczne odniesienia (wszechobecne flagi narodowe czy – w ubiegłych latach – granie hymnu narodowego na zakończenie imprezy) oraz „oswojenie” ideologicznie konkurencyjnego Przystanku Jezus, którego organizatorów zaproszono w tym roku do współpracy. Kilkoro spotkanych przeze mnie uczestników wyrażało też żal, że „tak naprawdę trudno poznać na Woodstocku nowych ludzi”, gdyż przyjeżdżające grupy tworzą własne, często odgrodzone mini­‑obozowiska skupiające ludzi z tej samej miejscowości i koncentrujące się na zabawie we własnym gronie. Być może zatem wolnościowy styl jest jedynie wierzchnim okryciem pozornie wykluczającej się pary – zorientowanego konsumpcyjnie indywidualizmu i konserwatywnego, neotrybalistycznego modelu wspólnoty?

W czasach, gdy hasła „demokracja” i „społeczeństwo obywatelskie” odmienia się przez wszystkie przypadki, chciałoby się widzieć w Przystanku Woodstock przyczółek tworzenia szerokiego ruchu społecznego dążącego do przedefiniowania wzorców społecznego zaangażowania oraz odzyskania sfery oddolnej polityki na rzecz zmian w kierunku społeczeństwa wolnego od kapitalistycznie pojmowanej konieczności ekonomicznej oraz klerykalnych i nacjonalistycznych iluzji. Idealistów i buntowników wśród woodstockowej młodzieży z pewnością nie brakuje. Czy znajdą się jednak liderzy społeczni łączący otwarcie na świat młodzieżowej kultury z troską o świadome tworzenie więzi społecznych przekraczających ograniczenia obecnego systemu? Czy możliwe jest wypromowanie, w ramach kultury, którą Przystanek Woodstock uosabia, działań i wartości pozwalających młodym ludziom stać się zbiorowym podmiotem politycznym, a nie wyłącznie wytworem medialnym o nazwie „pokolenie JP2”? Są obawy, iż bez tego rodzaju wysiłków, młodzież wciąż skazana będzie na rozdarcie pomiędzy uwodzicielami spod znaku „Wszechpolaka” i „Polski liberalnej”. Pozostaje jeszcze zabawa uśmierzająca strach przed przyszłością i pozwalająca na chwilę odłożyć myśli o planach wyjazdu na Zachód.

Marcin Starnawski – socjolog i pedagog, nauczyciel akademicki, tłumacz; członek redakcji „Recyklingu Idei”.