Wokół Apelu z Bamako

Marcin Starnawski
20.06.2008

Żadna dyskusja o „postkolonialnej” kondycji współczesnego świata, która stawiałaby sobie za cel wypracowanie politycznego spojrzenia na ową kondycję, nie może dziś ignorować głosów pochodzących z Południa, a zwłaszcza od ruchów społecznych wysuwających postulaty radykalnego przeobrażenia globalnych stosunków politycznych, gospodarczych i międzykulturowych. Mając za sobą sto lat analiz zjawiska imperializmu oraz walk zmierzających do jego złamania, zaangażowani krytycy ładu światowego opartego na dominacji i wyzysku odkrywają coraz to nowe – często ukryte za ideologicznym parawanem „praw człowieka”, „demokracji” czy „rozwoju” – formy podporządkowania życia ludzkiego logice ekspansji kapitalistycznej. Współczesne dyskusje na temat „globalizacji” i neoliberalizmu w coraz większym stopniu zwracają uwagę nie tylko na rzekomo incydentalne „błędy i wypaczenia” tego projektu nowego postępu. W wielu częściach świata nie jest już wcale szokujące stwierdzenie, że neoliberalna „globalizacja” – jako model zależności społeczeństw i gospodarek od interesów koncernów, grup kapitałowych i elit politycznych w skali światowej – to w istocie kolejna odsłona imperialistycznej przemocy. Jako że zależność ta najbardziej widoczna jest na linii Północ – Południe (choć w żaden sposób nie jest to linia jedyna!), często mówi się wprost o wyzwaniach neokolonializmu: dominacji handlowej producentów z Północy, finansowej grabieży „świata rozwijającego się” przez instytucje międzynarodowe i stojące za nimi wielkie mocarstwa, hiperwyzysku w podwykonawczej piramidzie zatrudnienia z ponadnarodowymi koncernami na szczycie czy o zbrojnym podboju terytorialnym w celu kontroli surowców naturalnych bądź „otwarcia” rynków najbardziej opornych krajów. Inaczej jednak niż ponad pół wieku temu na konferencji azjatycko­‑afrykańskiej w indonezyjskim Bandungu, gdzie rodził się postkolonialny „Trzeci Świat”, te wizje alternatyw dla imperializmu, które sięgają najdalej w przyszłość, wychodzą dziś nie od kierujących się nacjonalistyczną ideologią autorytarnych (często wojskowych) rządów poszczególnych krajów, lecz od ruchów i organizacji społecznych, dla których sprzeciw wobec neokolonializmu jest zarówno głosem o pokój, równość i sprawiedliwą redystrybucję bogactwa w skali świata, jak i wezwaniem do tworzenia prawdziwie demokratycznego, otwartego i wolnościowego systemu globalnego.

Nowe głosy globalnej kontestacji „neokolonialnego” kapitalizmu pojawiły się jako odpowiedź na systemowe warunki neoliberalnej „globalizacji” w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych na fali inspirowanych rebelią zapatystowską działań sieci Peoples’ Global Action. Na początku bieżącego stulecia istotna i szeroka przestrzeń dialogu na temat alternatyw i „innego możliwego świata” powstała zwłaszcza w ramach Światowego Forum Społecznego (ŚFS) i jego kontynentalnych czy regionalnych odpowiedników. Do tej pory Forum pozostaje tym, czym określiła je Karta Zasad z Porto Alegre (2001), czyli po prostu otwartą przestrzenią dyskusji i wymiany doświadczeń podmiotów społecznych tworzących rozległą „sieć” zwaną niekiedy Ruchem Globalnej Sprawiedliwości i Solidarności. Pojawiają się jednak sugestie, by uczynić Forum aktorem politycznym, mającym świadomy i bardziej bezpośredni wpływ zarówno na przeobrażanie dyskursów politycznych, jak i na struktury instytucjonalne i rozwiązania prawne. Innymi słowy, przynajmniej część aktywistów i aktywistek wyraża potrzebę stworzenia strategicznego programu politycznego dla „alterglobalizmu”. Inicjatywą w tym kierunku był Manifest z Porto Alegre ogłoszony podczas ŚFS w 2005 roku przez tak zwaną grupę 191, jednak krytykowany za przejaw elitaryzmu w ruchu (ogłoszony przez liderów­‑intelektualistów – osiemnastu mężczyzn i jedną kobietę – w pięciogwiazdkowym hotelu poza terenem właściwego Forum) oraz zbytni pośpiech w tworzeniu programu politycznego, nie spotkał się z szeroką akceptacją2.

Apel z Bamako3, inicjatywa podjęta w styczniu 2006 roku przez Samira Amina i François Houtarta, związanych ze Światowym Forum na rzecz Alternatyw oraz Forum Trzeciego Świata4, to kolejna próba sformułowania spójnego, choć wielowątkowego głosu w kwestii strategii ideowej i organizacyjnej ruchu alterglobalistycznego. Apel jest efektem seminarium upamiętniającego konferencję przywódców dwudziestu dziewięciu państw Azji i Afryki w Bandungu w 1955 roku (zapoczątkowującą tak zwany ruch państw niezaangażowanych), stąd jego silny nacisk na sprawy dotyczące globalnego Południa. Na seminarium to zaproszono między innymi kilkadziesiąt osób intelektualnie i politycznie aktywnych w ramach ruchu alterglobalistycznego z kilku kontynentów. W paru grupach roboczych dyskutowano na temat takich kwestii jak: wielobiegunowy system światowy, globalny system finansowy i gospodarczy, regionalizacja i wzmocnienie pozycji krajów Południa w globalnych negocjacjach, zachowanie zasobów naturalnych, polityka rolna, pracownicy w dobie globalizacji, demokracja i demokratyzacja, ucisk kobiet i patriarchat, media i kultura oraz międzynarodowe instytucje i organizacje. Prezentowany podczas styczniowych spotkań Policentrycznego Światowego Forum Społecznego w malijskim mieście Bamako oraz stolicy Wenezueli Caracas, Apel spotkał się z entuzjastycznym przyjęciem części środowisk alterglobalistycznych oraz lewicy politycznej (głównie marksistów i działaczy partii komunistycznych), wzbudził jednak szereg głosów krytycznych wśród osób związanych ze Światowym Forum Społecznym5.

Wśród tych, którzy odnieśli się do Apelu z Bamako życzliwie, częste były głosy, iż jest to dokument ważny, gdyż stanowi przykład dyskusji programowej, której w łonie ŚFS jest zbyt mało, a powinna być traktowana jako rzecz normalna i pożądana. Zwracano też uwagę, że ze względu na swój całościowy charakter oraz fakt, że skonstruowany został na bazie doświadczeń i dyskursów części ruchów społecznych, a także ambicję tworzenia „nowego podmiotu historycznego”, Apelowi bliżej do Manifestu Komunistycznego niż do deklaracji z Bandungu, która, choć historycznie przełomowa, była jedynie głosem elit politycznych. Peter Custers zauważył, że w perspektywie historii ruchów lewicowych, zwłaszcza tych o orientacji marksistowskiej, bardzo istotne jest uznanie w Apelu równorzędności demokracji politycznej i socjalnej (społecznej) wraz z odcięciem się od dziedzictwa „realnego socjalizmu” i dostrzeżeniem jego deficytu demokracji. Brytyjski działacz Peter Waterman z dużą aprobatą wypowiedział się na temat części poświęconej wyzwaniom współczesnych ruchów pracowniczych, określając ją jako „najbardziej radykalny głos polityczny w tej kwestii pochodzący z kręgów Światowego Forum Społecznego lub jego okolic”. Podkreślano, że idee zawarte w Apelu mogą z powodzeniem służyć jako inspiracja do zmian społecznych – tak na poziomie indywidualnym, jak i organizacyjnym czy społecznym (Hassan Sunmonu z Organizacji Jedności Afrykańskich Związków Zawodowych).

Komentarze krytyczne względem merytorycznej zawartości Apelu z Bamako można podzielić na dwa rodzaje. Pierwsza linia krytyki ma charakter ogólny i obejmuje zarzuty dotyczące całościowej wymowy ideowej i/lub teoretycznej dokumentu, jego języka oraz zakresu i sposobów wdrażania proponowanych zmian. Zwracano uwagę na przywiązanie autorów do politycznej wizji socjalistycznej „starej lewicy” (zwłaszcza szkoły teorii zależności i marksizmu) i koncentrację na pojęciach „rozwoju”, „postępu” czy „suwerenności narodowej”, przeciwstawiając je doświadczeniom na przykład ruchu zapatystów6 oraz głosom postulującym tworzenie innych form suwerenności czy autonomii (a nawet globalnego obywatelstwa), przekraczających nowoczesną logikę systemu państw narodowych. Krytykowano nadmierną orientację na reformy instytucjonalne i mechanizmy władzy państwowej/ponadnarodowej, a zbyt słabą „obecność” w Apelu oddolnych sił globalnego społeczeństwa obywatelskiego. Redaktor portalu Z­‑Net, Michael Albert, ironizował, że postulat „radykalnego przeobrażenia kapitalizmu” jest jak próba „przeobrażenia dyktatury czy patriarchatu” i jako taki nie mówi nic o wizji świata, jaki ruchy antysystemowe chciałyby stworzyć. Najdalej bodaj w swej krytyce poszedł Steve Martinot, który twierdził, że nie naświetlając wyraźnie problemu zdominowania świata przez strukturę i etykę korporacyjną, nie problematyzując kwestii demokracji przedstawicielskiej, nie dostrzegając rasistowskiego wymiaru neoliberalizmu w skali globalnej (biała supremacja jako kultura kolonializmu i ekonomii korporacyjnej) oraz tkwiąc przy tradycyjnym rozumieniu „suwerenności narodowej”, Apel z Bamako jest co najwyżej propozycją liberalną i „nie stanowi ani opozycji, ani alternatywy wobec neoliberalizmu”. Z drugiej strony Dorothea Haerlin z niemieckiego ATTAC zauważyła, że akcentowanie przez Apel podziału Północ – Południe zamazuje problem nierówności strukturalnych w obrębie krajów zamożnych. Zgłaszano też wątpliwości dotyczące wizji „nowego podmiotu historycznego” postulowanych zmian, który – na przykład zdaniem Franca Barchiesiego, Heinricha Bohmkego, Prishani Naidoo i Ahmeda Veriavy – w Apelu pojawia się głównie jako podmiot wąsko rozumianego konfliktu klasowego („zjednoczony front pracowniczy”), podczas gdy szeroka kategoria subalternów7 (na przykład biedota, ludność autochtoniczna, imigranci czy uchodźcy) wykracza poza to tradycyjne ujęcie.

Z drugiej strony pojawia się krytyka poszczególnych propozycji rozwiązań, niekwestionująca jednak wartości Apelu jako takiego. Można do niej zaliczyć głosy postulujące bardziej radykalne kroki w zakresie konkretnych zmian instytucjonalnych (jak zniesienie stałych miejsc w Radzie Bezpieczeństwa ONZ), podkreślające znaczenie spółdzielczości jako alternatywy, a nie równorzędnej formy własności na rynku globalnym, zwracające uwagę na „elastyczność” kapitalizmu w kwestii ochrony środowiska czy akcentujące prawa kobiet do suwerenności ekonomicznej, przykładowo w kwestii posiadania ziemi (warto w tym miejscu zauważyć, że w Apelu nie pojawia się wyraźny postulat docenienia, policzenia wartości i wynagrodzenia domowej pracy kobiet – powszechnie podnoszony w krajach Południa) i wiele innych. Pomimo silnego nacisku na politykę walki z wszelkimi formami dyskryminacji, nie została też wyartykułowana kwestia godności osób należących do mniejszości seksualnych, na co wskazał Teivo Teivainen. Obok spraw merytorycznych krytykowano też słabość formy Apelu (jak choćby powtórzenia, brak oddzielenia celów strategicznych od bieżących czy brak jasnego określenia adresatów, którzy mieliby rozważyć podpisanie bądź poparcie tekstu), która, na przykład zdaniem Petera Marcuse’a, utrudnia dyskusję.

Najostrzejszą krytykę wzbudził jednak sam proces przygotowania i ogłoszenia Apelu z Bamako. Krytykę tę, w mniejszym lub większym stopniu, podnosiły również osoby, które doceniły samą wartość merytoryczną i polityczną dokumentu (na przykład Custers, Waterman, Francine Mestrum z ATTAC­‑flandria czy reprezentujący indyjskie i południowoafrykańskie środowiska organizatorzy spotkań podczas ŚFS w Nairobi w rocznicę ogłoszenia Apelu). Już w przeddzień konferencji w Bamako członkowie brazylijskiego komitetu organizacyjnego ŚFS wyrazili wątpliwości, czy spotkanie to – zaplanowane poza ramami organizacyjnymi Forum – może być jego częścią. Po ogłoszeniu Apelu, opublikowaniu go w Internecie oraz rozesłaniu na aktywistyczne listy dyskusyjne na głowy inicjatorów przedsięwzięcia posypał się grad zarzutów: od małej reprezentatywności środowisk przygotowujących Apel i braku konsultacji z oddolnymi ruchami w ramach ŚFS, poprzez nikłą przejrzystość procesu przygotowania i naruszenie „ducha Porto Alegre”, aż po przypisanie im chęci wejścia w rolę awangardy w „starolewicowym” stylu (ten zarzut niekiedy łączono z krytyką instytucjonalno­‑rozwojowej orientacji postulatów Apelu), elitaryzm oraz ekskluzywizm ze względu na płeć, wiek i pochodzenie rasowe (większość inicjatorów i osób zaproszonych do dyskusji w Bamako stanowili podobno biali mężczyźni w średnim wieku, których Pleyers określił mianem „kosmopolitycznych intelektualistów”). Chociaż ta linia krytyki przejawiała się w silnie emocjonalnych głosach (inną sprawą może być kwestia konfliktu ambicji wśród aktywistów i aktywistek ŚFS – wszak zarzut elitaryzmu czy „awangardyzmu” formułowały osoby mające status intelektualistek czy intelektualistów przeciwko osobom sobie podobnym, choć może nieco bardziej „wpływowym”), otworzyła szerszą, niezwykle potrzebną, refleksję na temat efektywności Światowego Forum Społecznego oraz strategii i taktyki politycznej ruchu alterglobalistycznego.

Nawet jeśli część powyższych głosów krytycznych wydaje się uzasadniona, zdecydowane odrzucenie Apelu z Bamako byłoby jednak wylaniem dziecka z kąpielą. Trudno byłoby go też zignorować. W sytuacji gdy ruch alterglobalistyczny często spotyka się z zarzutem „braku programu”, wypada zgodzić się z tymi, którzy tę próbę zainicjowania całościowej dyskusji witają jako głos istotny i pełnoprawny. „Duch Porto Alegre” zakłada wszak możliwie otwarty wachlarz wizji alternatyw, nawet jeśli krytyka wykaże ich ograniczenia czy sprzeczności. Być może Apel z Bamako to nie więcej niż „radykalny reformizm” na miarę dwudziestego pierwszego wieku, ale trudno przecenić jego znaczenie jako głosu łączącego różnorodne kwestie. A już od samych działaczy i działaczek zależeć będzie, na ile posłuży on jako punkt odniesienia w krytyce systemu neoliberalnego czy też na ile zainspiruje konkretne kroki (jak postulowane w Apelu stworzenie szeregu „grup obserwatorskich”, na przykład do spraw monitoringu polityki imperializmu czy stanu demokracji). Warto dodać, że Apel z Bamako to nie jedyny tego rodzaju manifest na rzecz odrzucenia neoliberalnego ładu światowego, jaki powstał w ostatnich latach. Feministyczna Globalna Karta Kobiet na rzecz Ludzkości (2004), Pracownicza Platforma dla Obu Ameryk (2006), Podstawy Tworzenia Programu Postneoliberalnego (2006)8, Apel z Bamako czy Szósta Deklaracja Zapatystowska (2005) to głosy, które warto ze sobą konfrontować, jednak niekoniecznie na zasadzie ideologicznej konkurencji, ale w celu zyskania szerszego obrazu postulatów i argumentów.

Na koniec uwaga dotycząca naszej „szerokości geopolitycznej”. W Apelu z Bamako nie wspomina się wcale o obecnych doświadczeniach społeczeństw krajów byłego bloku radzieckiego, poza ogólnym odrzuceniem przez autorów państwowego „realnego socjalizmu” jako drogowskazu ideologicznego. Niewątpliwie wiele ogólnych kwestii jest interesujących i ważkich również z punktu widzenia Europy Środkowo­‑Wschodniej. Jednak doświadczenie specyficznej formy „neokolonializmu”, jaki niesie proimperialistyczny sojusz Polski czy Czech ze Stanami Zjednoczonymi (vide tarcza antyrakietowa) bądź gospodarcze podporządkowanie regionu jako peryferii Unii Europejskiej (tania siła robocza rodzima i migrująca, oligopole zachodnich koncernów, prywatyzacja i finansjeryzacja gospodarki itp.), tylko częściowo daje się interpretować w świetle kolejnych rozdziałów Apelu. UE z perspektywy Bamako to drapieżny monolit z Północy9. „Ci z Południa” widzą „nas” jako część frontu nowych kolonizatorów (często – jak na Bliskim Wschodzie – słusznie). „Ci z Północy” w odruchu wyrzutu sumienia patrzą głównie na Południe, a przed „nami” bronią swoich standardów socjalnych i płacowych. Jednakże fakt, że w czasach postępującego „globalnego apartheidu” świat postkomunistyczny siedzi okrakiem na murze, powinien być wyzwaniem dla całego ruchu alterglobalistycznego, a nie jego przemilczanym wstydem.

Nie stanie się tak jednak dopóty, dopóki polscy aktywiści i aktywistki – tak „praktycy”, jak i „intelektualiści” – pozostawać będą na uboczu dyskusji takich jak te w Bamako i po Bamako; gdy będą ignorować ferment polityczny Światowego czy Europejskiego Forum Społecznego; wreszcie, gdy będą pozwalać, by klasowe elity „transformacji” kradły im ich czas (którego tak brakuje na akcje obywatelskie), dochód (na zaspokajanie wspólnych potrzeb) i świadomość potrzeb emancypacyjnych (wsparcia której ciężko dziś oczekiwać od mediów, szkół czy uczelni). Fakt, że kilkoro działaczy z Polski znalazło się w gronie pierwszych sygnatariuszy Apelu z Bamako, to ważny gest. Potrzebne są jednak kolejne kroki w stronę konfrontacji z systemem nierówności i wyzysku. Jak przypomina wstęp do Apelu, „alternatywy dla marnotrawstwa i niszczycielstwa kapitalizmu czerpią swe siły z długiej tradycji oporu społecznego”. Ten opór jest niezbędny, jeśli chcemy przerwać proces „niszczenia planety ziemskiej, milionów ludzkich istnień oraz narzucanej nam przez imperialistyczne potęgi kultury indywidualizmu i konsumpcjonizmu, która towarzyszy obecnemu systemowi i wzmacnia go, gdyż w grę wchodzi los samej ludzkości”. Tu i teraz. Oraz w solidarności z innymi.

Przypisy:

1. W gronie tym znaleźli się: Aminata Traoré, Adolfo Pérez Esquivel, Eduardo Galeano, José Saramago, François Houtart, Boaventura de Sousa Santos, Armand Mattelart, Roberto Savio, Riccardo Petrella, Ignacio Ramonet, Bernard Cassen, Samir Amin, Atilio Boron, Samuel Ruiz Garcia, Tariq Ali, Frei Betto, Emir Sader, Walden Bello i Immanuel Wallerstein. Dokument zawierał „dwanaście propozycji dla innego możliwego świata”: globalne reformy instytucjonalne, finansowe i handlowe, prawa socjalne, ochrona środowiska oraz walka z dyskryminacją. Tekst Manifestu i krytyczną analizę postulatów zob.: http://www.choike.org/documentos/jaiwsf2007/07_pamanifesto.pdf (data dostępu: 8 maja 2008).

2. Zdecydowanie bardziej pozytywny oddźwięk zyskały dokumenty będące efektem szerokich konsultacji w ramach ŚFS w Porto Alegre, jak „Apel Ruchów Społecznych – opór wobec neoliberalizmu i militaryzmu: na rzecz pokoju i sprawiedliwości społecznej” (styczeń 2002) czy „Światowy Apel Ruchów Społecznych” (styczeń 2003). Nakreślały one bieżący kontekst polityczny oraz wzywały do konkretnych akcji,na przykład protestów podczas konferencji międzypaństwowych dotyczących układów handlowych czy globalnej mobilizacji przeciwko wojnie w Iraku. Zob. http://www.choike.org/documentos/jaiwsf2007/06_callsocialmovements.pdf (data dostępu: 8 maja 2008).

3. Apel z Bamako [w:] „Recykling Idei”, 2008, wiosna/lato, nr 10, http://www.recyklingidei.pl/apel_z_bamako.

4. Bezpośredni wkład mieli również: francuski ekonomista Rémy Herrera (związany ze Światowym Forum na rzecz Alternatyw), ekologiczno­‑rozwojowa organizacja ENDA z Senegalu oraz była minis­ter kultury i turystyki Mali, przedstawicielka Malijskiego Forum Społecznego, Aminata Traoré.

5. Dwa miesiące po opublikowaniu Apelu lista sygnatariuszy obejmowała dwadzieścia jeden organizacji z czterech kontynentów oraz sześćdziesiąt sześć nazwisk osób z organizacji alterglobalistycznych bądź redakcji czasopism lewicowych. Na temat przebiegu konferencji w Bamako i reakcji na nią zob. G. Pleyers, From the »Conference of the People of Bandung« to the Bamako Appeal [@:] http://www.cacim.net/bareader/pages/Reactions%20to%20the%20Bamako%20Appeal12.html (data dostępu: 8 maja 2008). Szereg artykułów i komentarzy krytycznych na temat Apelu opublikowali działacze Indyjskiego Instytutu Działań Krytycznych (ang. India Institute for Critical Action: Centre in Movement – CACIM) z New Delhi oraz Centrum Społeczeństwa Obywatelskiego z Durbanu w dostępnym w internecie zbiorze A Political Programme for the World Social Forum? Democracy, Substance and Debate in the Bamako Appeal and the Global Justice Movements. A Reader, red. J. Sen, M. Kumar, P. Bond, P. Waterman, http://www.choike.org/nuevo_eng/informes/5349.html lub http://www.cacim.net/bareader/home.html (data dostępu: 8 maja 2008). Zbiór ten przygotowano na seminarium poświęcone dyskusji wokół Apelu z Bamako podczas ŚFS w Nairobi w styczniu 2007 roku. Przywoływane w niniejszym artykule głosy pochodzą z tego zbioru.

6. Na uwagę zasługuje tekst Kolyi Abramsky’ego, porównujący Apel z Bamako i Szóstą Deklarację Zapatystów, tamże, rozdz. 8.1.

7. Wyjaśnienie terminu – zob. przypis 7 na stronie 33 w niniejszym numerze „Recyklingu Idei” (przyp. red.).

8. Zob. P. Waterman, The Bamako Appeal: A Post­‑Modern Janus? [w:] A Political Programme…, rozdz. 8.15.

9. Również zjawiska znane z polskiego podwórka – jak z jednej strony niemal zupełna degradacja sfery obywatelskiej przez neoliberalny indywidualizm, z drugiej zaś podatność krajów regionu na „wyzysk ideologiczny” ze strony nowych nacjonalizmów i populistycznego ultrakonserwatyzmu, tłumiący lub demobilizujący realny konflikt interesów społecznych w kapitalizmie – wydają się słabo sproblematyzowane w Apelu.

Marcin Starnawski – socjolog i pedagog, nauczyciel akademicki, tłumacz; członek redakcji „Recyklingu Idei”.