Wykurzyć białych głupców

Recenzja książki Michaela Moore‘a Biali głupcy

Marcin Starnawski
31.01.2013

Krytyka Stanów Zjednoczonych, jedynego dziś na świecie supermocarstwa, nie jest niczym nowym. W ostatnich latach przybrała jednak na sile, a w wielu środowiskach stała się wręcz modna. Trudno się temu dziwić. Zdecydowana większość światowej opinii publicznej krytykuje amerykański militaryzm i ekspansywną politykę zagraniczną; ekolodzy krytykują ignorowanie przez władze USA międzynarodowych układów dotyczących ochrony środowiska; antyglobaliści – powiązania amerykańskich koncernów z globalnym kapitałem; przeciwnicy amerykanizacji kultury – zalew tandety telewizyjnej, produkcji filmowej spod znaku Hollywood, sieci barów fast food… i tak dalej. Znacznie rzadziej dociera do nas społeczna i polityczna krytyka z samych Stanów Zjednoczonych. Publikacje Chomsky’ego znane są głównie wśród najbardziej „zaangażowanych”, garstka fanów muzyki odnajduje demitologizację „amerykańskiego snu” w tekstach niektórych zespołów rockowych zza oceanu, a już całkiem nieliczne osoby świadome są krytycznego potencjału nauk społecznych uprawianych w niektórych amerykańskich uniwersytetach.

Tymczasem w przestrzeni kultury masowej w naszym kraju pojawiły się ostatnio dzieła jednego z najbardziej znanych amerykańskich kontestatorów, publicysty i filmowca Michaela Moore’a. Przez kilka jesiennych tygodni na ekranach kin gościł nagrodzony w tym roku Oscarem dokument Zabawy z bronią, a telewizjaPlanete pokazała inne filmy Moore’a, w tym słynny „Roger i ja”. W sytuacji, gdy do kina uczęszcza znikomy procent polskiego społeczeństwa, podobnie jak nie jest powszechny dostęp do kanałów typu Planete, cieszy jednak fakt ukazania się w księgarniach przekładu przedostatniej książki Moore’a Stupid White Men („Biali głupcy”). Ten zbiór kilkunastu mocno politycznych esejów stanowi swoistą odtrutkę na wyzierającą niemal z każdego kąta propagandę stawiającą znak równości pomiędzy bezlitosnym wyzyskiem, jakiego dopuszczają się korporacje a ”postępem” społeczno­‑gospodarczym czy pomiędzy bombardowaniami w Afganistanie i Iraku a ”demokratyzacją” niezachodniego świata.

O najnowszych działaniach militarnych administracji Busha juniora, eskalacji amerykańskiego imperializmu, „wojnie zterroryzmem” oraz prawicowej histerii po 11 września nic jednak w książce nie ma – pisana była w ciągu pierwszego roku kadencji obecnego prezydenta USA. Mimo to z chęcią sięgnie po nią każdy, kto lubi ostrą krytykę, obalanie mitów oraz obrazoburczą kpinę z możnych tego świata. Książkę otwiera osobliwe „motto”, jakim jest przypadkowo zarejestrowana wypowiedź Georga W. Busha z 2001 r.: „Niesamowite, że wygrałem. W wyborach występowałem przeciwko pokojowi, dobrobytowi i urzędującej administracji”. Cytat ten doskonale oddaje sytuację współczesnych Stanów Zjednoczonych, pełną paradoksów, sprzeczności, absurdów oraz związanych z nimi niesprawiedliwości i cierpień, dotykających zarówno członków społeczeństwa amerykańskiego, jak i krajów mającychnieszczęście popaść w niełaskę amerykańskiego rządu. Tytułowi „biali głupcy” zaś to amerykańska elita rządząca oraz jej sojusznicy – szefowie koncernów reprezentujący interesy wielkich grup kapitałowych. Choć lista tematówpodejmowanych przez Moore’a jest spora, klamrę spinającą wszystkie rozdziały stanowi oskarżenie wobec „Ameryki korporacyjnej” i krytyka jej antyspołecznych działań.

Autor dzieli się swoim spojrzeniem na tak pozornie różne sprawy, jak manipulacje Republikanów w wyborach prezydenckich 2000 r. na Florydzie (Moore pisze o ”skradzionych wyborach”); trwająca wciąż dyskryminacja Afroamerykanów oraz kobiet na rynku pracy, w polityce i w administracji publicznej (Moore postuluje między innymi konieczność walki o ”oświecenie betonowego bloku zwanego męską głową”); niski poziom amerykańskiej edukacji oraz zaniedbania szkolnictwa publicznego; a także zagrożenia ekologiczne wynikające z działalności wielkich korporacji czy kultu wysokolitrażowych samochodów. O amerykańskiej recesji gospodarczej pisze jako o wymyśle elit korporacyjno­‑finansowych umożliwiającym prowadzenie bezwzględnej, opartej na wyzysku, polityki zatrudnienia. Krytykując rasistowski, chroniący najbogatszych i niekompetentny (dwie trzecie wyroków skazujących na karę śmierci to pomyłki na niekorzyść skazanych) wymiar sprawiedliwości, Moore przypomina, że Stany Zjednoczone są jedynym, oprócz Somalii, krajem, który nie podpisał Konwencji Praw Dziecka ONZ zakazującej egzekucji osób poniżej 18. roku życia. Pastiszując popularne wydawnictwa „How to.”., Moore sam podsuwa – choć niekiedy może zbyt naiwnie lub ze zbyt dużą dozą nachalnego dydaktyzmu – recepty na zwalczenie omawianych problemów („jak zużywać mniej benzyny”, „jak być uczniem wywrotowcem, a nie uczniem służalcem”, lista „słabych Republikanów, których można pokonać”, adresy organizacji zaangażowanych w działalność na rzecz rozwoju umiejętności czytania i pisania, a nawet „całościowy plan pokojowy Mike’a” dla najmocniej skonfliktowanych regionów świata). Jednym z najbardziej emocjonujących fragmentów książki jest obrazoburcza Modlitwa narodu zawierająca prośby „o nieszczęścia dla wygodnie usadowionych”, aby zaczęli przejmować się losem zwykłych ludzi. Nie pozostawiając suchej nitki na konserwatystach z Partii Republikańskiej, autor dowodzi, iż ich obecna polityka jest w zasadzie kontynuacją wielu wątków polityki Clintona i Demokratów (cięcia świadczeń socjalnych, zaostrzenie kodeksu karnego, uprzywilejowanie przemysłu naftowego czy ostry sprzeciw wobec legalizacji związków homoseksualnych), a ”Bush jest tylko brzydszą i nieco wredniejszą wersją tego, co już znamy z lat dziewięćdziesiątych”. Krytyka, jakiej poddaje autor Partię Demokratyczną przypomina zresztą dylematy europejskie: na ile umiarkowana, socjaldemokratyczna lewica jest jeszcze zdolna i gotowa realizować tradycyjnie lewicowe hasła i bronić klasy pracującej, mniejszości i warstw wykluczonych.

Michael Moore niestrudzenie tropi i obnaża polityczną hipokryzję, bezmyślność i arogancję „białych głupców” oraz konsekwentnie sprzeciwia się wszelkiej społecznej niesprawiedliwości. Robi to zresztą z wdziękiem: mruży oko do czytelnika, lecz w istocie bierze sprawy bardzo serio. Choć o poważnych problemach pisze satyrycznym językiem, nie powinno to nikogo zmylić. Nie jest to bowiem ani retoryka antyamerykańska, ani nie daje się sprowadzić do żonglerki na przemian faktami i epitetami. Bardziej niż postmodernistyczną drwinę z ”wielkiego projektu” Ameryki, przypomina wyzwalający śmiech oświeceniowych humanistów, a sam autor bierze w obronę i dowartościowuje pozycję i interesy „zwykłych” Amerykanów („Kocham ten wielgachny kraj i jego zwariowanych mieszkańców, ale..”.). Podejmowana przez Moore’a krytyka społeczeństwa i polityki Stanów Zjednoczonych jest niekiedy bezlitosna, jednak opiera się raczej na refleksyjności dobrze poinformowanego i wrażliwego społecznie Schützowskiego „światłego obywatela” niż na niechęci potępiającej w czambuł wszystko, co amerykańskie. Natomiast pozytywne przesłanie Moore’a, wyrażone w końcowych akapitach książki, chociaż wychodzi od kontestacji istniejącego w Stanach układu politycznego („inercji Partii Demokratyczno­‑Republikańskiej”),ma wydźwięk uniwersalny, brzmiący znajomo dla działaczy społecznych oraz buntowników politycznych pod każdą szerokością geograficzną:

Wychodzę ze swojego bunkra! Mam po dziurki w nosie trwania z dnia na dzień, łykania kupy wciskanej mi przez mięczaków, którzy nigdy nie ruszą na front w obronie wydziedziczonych, ryzykujących aresztowanie, okładanych pałką po głowie, poświęcających kilka godzin tygodniowo na to, by dostąpić największego zaszczytu w demokracji – by być obywatelami.Chcę byśmy uświadomili sobie nasze lęki i przestali żyć, jakby naszym jedynym celem było przetrwanie. „‘Przetrwanie” jest dobre dla neptyków i uczestników seriali typu reality show, pozostawionych w dżungli albo na bezludnej wyspie. Was nikt nie zostawił. Ten kram jest wasz. Ci źli to tylko garstka niedorzecznych, białych głupców. Nas jest o wiele więcej. Wykorzystajcie swoją siłę. Zasługujecie na coś lepszego.

To słowa aktualne nie tylko w dalekiej Ameryce, ale również w naszym kraju, gdzie tworzące się społeczeństwo obywatelskie raz po raz pada pod ciosami zadawanymi mu przez architektów neoliberalnego aliansu pomiędzy światem salonowej polityki i korporacyjnym barbarzyństwem. I my mamy swoich „białych głupców”, tak jak mamy do złudzenia podobne wyzwania.

Pewnym „minusem” polskiego wydania książki jest brak przypisów odredakcyjnych, które objaśniałyby szczegóły dotyczące mniej znanych faktów z najnowszej historii Stanów Zjednoczonych, zawiłości świata polityki czy kultury popularnej. Utrudnienie to nie powinno jednak przesłonić zasadniczych walorów Białych głupców. Warto też wspomnieć, że w chwili, gdy polscy czytelnicy mają okazję rozkoszować się ciętym językiem Michaela Moore’a sprzed dwóch lat, w innych krajach rekordy popularności bije jego nowa książka: Dude, Where Is My Country?. Niecierpliwie czekamy zatem i na nią.

Michael Moore, Biali głupcy, tłum. Bohdan Maliborski, Świat Książki, 2002.

Tekst pochodzi z: „Recykling Idei”, 2004, nr 1.

Marcin Starnawski – socjolog i pedagog, nauczyciel akademicki, tłumacz; członek redakcji „Recyklingu Idei”.