Homofobia naukowa

Przemysław Szczur
04.06.2009

Pierwsze naukowe – we współczesnym rozumieniu – teorie na temat homoseksualizmu zostały sformułowane w epoce tryumfu pozytywistycznego scjentyzmu. Jednym z jego zasadniczych założeń było przekonanie o możliwości osiągnięcia przez uczonego obiektywizmu. W czym miałby się on przejawiać? Wydaje się, że za trafną jego charakterystykę można uznać następującą formułę, użytą przez Leszka Kołakowskiego do opisu poglądów jednego z czołowych pozytywistycznych filozofów nauki, Claude’a Bernarda: „Uczony jest czynny w stawianiu hipotez i w pomysłach organizacji eksperymentu, jednakże w opisie wyników zadanie jego polega na minimalizacji interwencji własnej i na bierności zupełnej wobec wskazań natury”1. Z charakterystyki dokonanej przez Kołakowskiego możemy wysnuć wniosek, że uprzywilejowanym miejscem przejawiania się obiektywizmu uczonego był poziom językowej organizacji jego wypowiedzi, zdającej sprawę z przeprowadzonych badań. Obiektywizm oznaczałby w tej optyce minimalizację obecności podmiotu mówiącego/piszącego w jego tekście, subiektywizm – zjawisko przeciwne. Takie też kryterium obiektywizmu przyjmę w moich rozważaniach. Za inspirację do krytycznej analizy stopnia spełnienia postulatu obiektywizmu przez autorów wybranych wczesnych tekstów naukowych dotyczących homoseksualizmu posłuży mi zaś stwierdzenie Michela Foucaulta2, który wskazał na następujący paradoks: nawet w świetle obowiązujących w momencie ich powstania standardów naukowości, trudno uznać dziewiętnastowieczne traktaty seksuologiczne za naukowo obiektywne sprawozdania z faktów. Subiektywizm ocen i sądów jest w nich tak wyraźny, że wydają się one raczej być transkrypcją przednaukowych lęków i przesądów, dokonaną w naukowym żargonie. W toku analizy postaram się zweryfikować tę tezę Foucaulta na materiale źródłowym, jakiego dostarczą teksty naukowe odnoszące się do homoseksualizmu, pochodzące z drugiej połowy dziewiętnastego wieku, a zamieszczone w opracowanej przez Daniela Borrilla i Dominique Colas antologii L’homosexualité de Platon à Foucault. Anthologie critique3. W dziełach trzech wybranych autorów: Johanna Ludwiga Caspera (Traktat o medycynie sądowej, 1852), Ambroise’a Tardieu (Studium medyczno­‑sądowe wykroczeń przeciwko obyczajności publicznej, 1857) i Richarda von Kraffta­‑Ebinga (Psychopathia Sexualis, 1869) poszukiwać więc będę językowych śladów obecności ich autorów, rozumianych jako wyraz ich subiektywności. Podstawowym teoretycznym punktem odniesienia będzie dla mnie koncepcja mechanizmów zapisu subiektywności w wypowiedzi, przedstawiona przez Catherine Kerbrat­‑Orecchioni w pracy L’énonciation. De la subjectivité dans le langage4. Skoncentruję się na warstwie językowej badanych tekstów, a nie na proponowanych w nich teoriach homoseksualizmu. Zanim jednak przejdę do analizy, pragnę doprecyzować kwestię terminologii: mimo że jedynie Krafft­‑Ebing posługuje się w swojej pracy terminem „homoseksualista”, stosowanie go w odniesieniu do bohaterów prac Caspera i Tardieu wydaje się w pełni zasadne – każdy z nich opisuje bowiem preferowanie obiektów erotycznych własnej płci jako jednostkę chorobową, a właśnie medykalizację i związaną z nią esencjalizację należy uznać za cechę dystynktywną „homoseksualizmu” w porównaniu z wcześniejszymi konceptualizacjami seksu jednopłciowego. Omawiane tu teksty mogą więc być traktowane jako etapy procesu formułowania teorii homoseksualizmu w dyskursie medycznym dziewiętnastego wieku.

Obecność autora w tekście

Pierwszym miejscem zapisu obecności autora w tekście są deiktyki, czyli jednostki językowe określające daną sytuację komunikacyjną: rolę jej uczestników, sytuację czasowo­‑przestrzenną podmiotu mówiącego5. Przykładem deiktyków są zaimki osobowe oraz dzierżawcze. Pozwalają one mówiącemu ukonstytuować się jako podmiotowi6. W każdym z tekstów podmiotem wypowiadającym jest „ja”, chociaż pojawia się również „my” oraz francuski zaimek nieokreślony „on”, niemający odpowiednika w języku polskim, który można traktować jako formę nieosobową czasownika („zaobserwowano”, „stwierdzono” i tym podobne) lub ekwiwalent zaimka pierwszej osoby liczby mnogiej. W omawianych tekstach najczęściej pełni on tę drugą funkcję, dlatego obydwa zaimki występujące konkurencyjnie z „ja” można uznać za warianty pluralis modestiae, służące chwilowemu odsunięciu własnej osoby na dalszy plan oraz podkreśleniu powszechności przedstawianych opinii. Dominują jednak różne formy zaimka pierwszej osoby liczby pojedynczej („ja”, „mnie” i tym podobne); autorzy wielokrotnie podkreślają, że ich konstatacje wynikają z własnych obserwacji: [ja] „widziałem”, [ja] „zaobserwowałem” i tak dalej (w języku polskim regularnie ma miejsce elipsa zaimka, po francusku musi on niemal zawsze poprzedzać czasownik). Zjawisko to możemy uznać za językowe echo dominującego w epoce paradygmatu eksperymentalnego, opartego na obserwacji. Nie mamy więc w tym przypadku do czynienia z „ja” solipsystycznym, lecz – wręcz przeciwnie – z takim, które jest gwarantem adekwatności poznania w paradygmacie empirystycznym. Z „ja” – biernym rejestratorem wrażeń i niezawodnym narzędziem poznania – któremu w akcie scjentystycznej epifanii objawia się świat rzeczy samych w sobie. Aby uzasadnić swoje twierdzenia, autorzy nie wahają się więc odwoływać do poczynionych w toku swej praktyki lekarskiej spostrzeżeń. Często zresztą podkreślają – szczególnie Tardieu – ich wyjątkowość na tle obserwacji dokonanych przez innych uczonych. Pisanie w pierwszej osobie służy im również dla podkreślenia nowatorskiego charakteru własnych ustaleń. I tak Tardieu konsekwentnie konstruuje całą strategię, mającą na celu wyniesienie własnej pracy ponad wszelkie wcześniejsze ustalenia dotyczące homoseksualizmu. Część poświęconą pederastii i sodomii zaczyna od stwierdzenia, że wahał się długo nad włączeniem do swojego studium „odpychającego obrazu pederastii”7, po czym stwierdza, że przekonało go do tego słabe rozpoznanie naukowe tematu, zarówno u autorów francuskich, jak i zagranicznych oraz waga, jaką mogą mieć jego ustalenia dla pracy wymiaru sprawiedliwości. Podkreśla następnie rozległość doświadczeń, jakie zebrał jako lekarz sądowy, po czym przechodzi do ich opisu, prowadząc nieustanną polemikę z autorami sceptycznymi wobec możliwości identyfikacji fizycznych śladów stosunków homoseksualnych, szczególnie u osób pełniących rolę aktywną. Orężem w tej polemice jest zaimek „ja” w połączeniu z takimi czasownikami percepcji jak „widzieć”, „zaobserwować” czy „zauważyć”. Aby się wywyższyć, Tardieu nie waha się przy tym kłamać: chociaż zna pracę Caspera, bo polemizuje z nią, twierdzi, że dawni i współcześni autorzy wydają się nawet nie podejrzewać istnienia „oznak nawyku pederastii aktywnej”8; tymczasem Casper w swojej pracy wyraźnie polemizuje z lekarzami, którzy o takich znakach piszą, jako nierzetelnymi, pogląd o istnieniu takowych był więc najwyraźniej rozpowszechniony. Ale megalomania Tardieu, systematycznie zwracającego uwagę czytelnika na własną przenikliwość, każe mu i w tym przypadku opisywać własne ustalenia jako odosobnione i wyjątkowe. Dlatego szczególną częstotliwość występowania zaimka „ja” w jego tekście możemy zinterpretować jako wyraz wyjątkowej hipertrofii ego. Ale również chęci legitymizacji własnej dyscypliny – medycyny sądowej – bowiem „ci, którzy nie potrafią się uwolnić od wątpliwości”, skazują się na „bezsilność”9 jako biegli sądowi10 i wystawiają złe świadectwo uprawianej przez siebie nauce. Tardieu szczególnie ostro wypowiada się o autorach, którzy, jak Casper, zalecają lekarzowi sądowemu ostrożność w ferowaniu wyroków. Jego zdaniem, w sytuacji, gdy nie stwierdzi on „niewątpliwych oznak pederastii”, powinien poinformować sąd, że u niektórych osobników nawyki te nie pozostawiają śladów fizycznych11. W ten sposób, nawet brak namacalnych dowodów nie będzie musiał oznaczać konieczności uniewinnienia podejrzanego! Tak wygląda naukowa rzetelność i obiektywizm w wydaniu Tardieu, pierwszego lekarza, któremu w 1861 roku powierzono katedrę medycyny sadowej na paryskim uniwersytecie…

Kolejny ślad obecności autora w tekście stanowią tak zwane subiektywemy – jednostki subiektywności – afektywne i oceniające12. Te pierwsze określają stosunek emocjonalny podmiotu wypowiadającego do przedmiotu wypowiedzi, te drugie wprowadzają sąd wartościujący, a więc – pośrednio – również normę, w odniesieniu do której dokonywane jest wartościowanie. Często jedno słowo ma obydwie te właściwości. Już sam wybór rzeczownika nazywającego dany przedmiot czy zjawisko może pełnić obie wymienione funkcje, a jest on uwarunkowany nie tylko przez czynniki językowe, ale i psychologiczne oraz kulturowe. Jest to widoczne w każdej z analizowanych prac. Casper na określenie homoseksualizmu męskiego posługuje się terminem „pederastia”, żeńskiego – „trybadyzm”; ale zamiennie stosuje też określenia „hermafrodytyzm psychiczny”, „zboczenie” (franc. vice), „wybryk” (franc. égarement) lub „stosunek seksualny niezgodny z naturą”, z których w szczególności trzy ostatnie zawierają wyraźną ocenę moralną. Tardieu, obok „pederastii”, używa słów: „sodomia”, „zboczenie”, „niegodny nawyk” (franc. habitude honteuse), „rozpusta”, „haniebna praktyka” (franc. pratique infâme), „akt/zbliżenie/stosunek niezgodny z naturą”. Zwróćmy uwagę, że zarówno słowa opatrzone pejoratywnymi epitetami, jak i określenie „sodomia” – przejęte ze słownika religijnego, a mające też konotację prawną, bo do 1791 roku akty sodomii były we Francji karalne, a w Niemczech również później – wprowadzają do tekstu z założenia opisowego perspektywę aksjologiczną. Krafft­‑Ebing mówi o „uranizmie”, „popędzie homoseksualnym” (franc. sens homosexuel) lub „odwróconym” (franc. inverti), „perwersji”, „patologii seksualnej”, „inwersji/odwróceniu popędu seksualnego” (franc. inversion du penchant sexuel), „chorobie”, „zjawisku chorobowym”, „anomalii”, „nienormalnym uczuciu”, „aberracji seksualnej”, „dewiacji”, a cierpiących na to schorzenie określa jako „homoseksualistów”, „uranistów”, „perwertów”, „nieszczęśników” (przy czym niektóre z tych określeń funkcjonują zamiennie, inne oznaczają różne „stopnie intensywności” skłonności homoseksualnych). Jak widać, słownictwo to wykazuje większy stopień medykalizacji niż terminologia poprzedników Kraffta­‑Ebinga, nie zmienia to jednak jego negatywnego zabarwienia. O ile Casper i Tardieu w większym stopniu posługiwali się określeniami pochodzącymi z języka potocznego, religijnego oraz – z racji pełnionej funkcji – prawniczego, Krafft­‑Ebing proponuje całą listę określeń nadal negatywnie oceniających homoseksualizm, ale już znacznie wyraźniej z perspektywy medycznej, jako coś, co pozostaje w sprzeczności z normą zdrowotną. Widzieliśmy też, że obok rzeczowników, także przymiotniki spełniają u każdego z autorów rolę nośników emocji i oceny. Obok tych już zacytowanych, stanowiących określeni słów używanych na oznaczenie homoseksualizmu, pojawiają się takie jak: u Caspera – „wstrętne” (takie są sceny i związki), „ohydne” (stosunki); u Tardieu – „odstręczające” (obrazy), „potworne” (przykłady), „obrzydliwe” (akty kopulacji); u Kraffta­‑Ebinga – „ułomne” (jednostki), „zgubne (anomalie). Oprócz nich, również używane przez autorów czasowniki stanowią miejsce zapisu afektywności. U Caspera pederaści „oddają się” swojemu zboczeniu, które „ogarnia ich” (franc. fait invasion) w pewnym wieku i którego nawet chrześcijaństwo nie zdołało „wyplenić”. Wobec tak silnego (negatywnego) zaangażowania emocjonalnego w podjęty temat, nieuniknionym ciągiem dalszym opisu homoseksualnej „choroby” okazują się w przypadku Kraffta­‑Ebinga wskazówki terapeutyczne. Już jednak samo wyliczenie przymiotników, jakimi posługują się autorzy, daje pojęcie o niezwykle wysokim stopniu ich zaangażowania emocjonalnego w podejmowany temat i całkowitym braku dystansu wobec dominujących w ich epoce potocznych przekonań. Tardieu, wyliczając fizyczne oznaki homoseksualizmu, nie waha się zresztą powoływać się na informacje uzyskane od policjantów, donosicieli oraz prostytutek13 jako na środek weryfikacji (sic!) własnych hipotez. O ile polemizuje z Casperem i innymi autorytetami medycznymi, sceptycznymi wobec możliwości identyfikacji homoseksualisty na podstawie cech wyglądu zewnętrznego, o tyle nie ma oporów przed przywoływaniem twierdzeń pochodzących ze źródeł pozanaukowych.

Interesujące są także przypadki użycia przez autorów modalizatorów, które „sygnalizują stopień akcesu […] podmiotu wypowiadającego do wypowiadanych treści”14. Paradoksalnie, choć są one miejscem zapisu obecności autora, mogą także współtworzyć wrażenie obiektywizmu. Chodzi tu przede wszystkim o przysłówki (w oryginale często wyrażenia przysłówkowe) takie jak: „niejako”, „zapewne”, „istotnie”, „oczywiście”, „głównie”, „zazwyczaj” i tym podobne. Przysłówki wyrażające pewność narzucają tę pewność czytelnikowi; te wyrażające wątpliwość mogą zostać uznane za przejaw uczciwości intelektualnej autora, przyczyniając się w ten sposób do uwiarygodnienia jego wypowiedzi. Natomiast przysłówki stanowiące ekspresję częstotliwości (na przykład „zazwyczaj”) lub intensywności pozwalają na formułowanie ogólnych praw na podstawie poczynionych obserwacji, poprzez jednoczesne zasygnalizowanie istnienia przypadków pozostających z danym prawem w sprzeczności, ale uznanych za nieistotne ze względu na rzadkość występowania. Aby zilustrować specyficzną strategię retoryczną, przy użyciu której dziewiętnastowieczni (a i dzisiejsi) naukowcy autorytarnie narzucają swoje interpretacje odbiorcy, zacytujmy fragment traktatu Tardieu:

Zakorzeniony nawyk pederastii pasywnej naraża oczywiście na choroby dolnej części odbytnicy; jeśli o mnie chodzi, zaobserwowałem w pewnej liczbie przypadków – 39 na 177 – głębokie owrzodzenia, rozpadliny, przetoki, które można było z całą pewnością przypisać tej przyczynie; nie można jednak uznawać tych różnych zmian chorobowych za specyficzne […]. Istotnie, choć z całą pewnością wynikają one z tego zboczenia, nie przedstawiają niczego specyficznego..15.

Tardieu podporządkowuje w tym wywodzie własne obserwacje wcześniej posiadanym przekonaniom: mimo że jedynie w 39 przypadkach ze 177 zaobserwował opisywane objawy, pozostaje przekonany, że ich źródłem jest homoseksualizm. Obserwacje niepotwierdzające wyjściowej hipotezy nie przeszkadzają mu wcale autorytarnie stwierdzić, że pederastia „oczywiście”/„z całą pewnością” prowadzi do opisanych schorzeń. Wystarczy „pewna liczba przypadków”, aby uznał swoje intuicje za dowiedzione. Wobec braku dowodów, pozostaje mu uciec się do retorycznej sztuczki. Przedstawia więc jako oczywiste i pewne to, czego wcale nie udało mu się dowieść. Częstość tego rodzaju nadużyć jest różna w poszczególnych tekstach – u Tardieu są one nagminne – co dowodzi, że choć każdy tekst jest nieuchronnie subiektywny, stopień subiektywizmu jest zróżnicowany. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że w analizowanych tekstach, choć pretendują one do miana naukowych, jest on wysoki.

Subiektywizm jako obecność autora w tekście przejawia się ponadto w doborze i hierarchizacji informacji16. Każdy z autorów miał dostęp do pewnej grupy homoseksualistów – Casper i Tardieu jako lekarze sądowi, Krafft­‑Ebing jako psychiatra – tymczasem tworzą oni ogólną teorię homoseksualizmu/pederastii/inwersji seksualnej. Wpływ uprawianej dyscypliny sprawia, że u Tardieu wszyscy homoseksualiści są potencjalnymi przestępcami, a Krafft­‑Ebing rozpatruje homoseksualizm jako chorobę psychiczną i kończy swoje rozważania wskazówkami dotyczącymi profilaktyki, diagnozy, rokowań i terapii tego „schorzenia”. Ale na tym nie koniec: również korpus poczynionych w danej grupie obserwacji poddają autorzy selekcji. Sposób argumentacji stosowany przez Tardieu jest pod tym względem charakterystyczny: rozpoczyna on zazwyczaj od autorytatywnego, ewentualnie popartego odwołaniem do któregoś z wcześniej piszących o homoseksualizmie autorów, stwierdzenia jakiejś „prawdy”, następnie podaje wyniki własnych obserwacji; jednak wtedy, gdy nie dysponuje potwierdzającymi wypowiedzianą tezę danymi statystycznymi, nie waha się opisać pojedynczego przypadku, który staje się w ten sposób jedynym dowodem na poparcie danej prawdy ogólnej. Oto przykładowy cytat:

Poważne zmiany chorobowe spowodowane pederastią nie zawsze dotyczą wyłącznie odbytu; można spotkać charakterystyczne schorzenia narządów płciowych. Zetknąłem się z ciekawym ich przypadkiem u młodego robotnika budowlanego, którego polecono mi zbadać w Hôpital du Midi w 1853 roku; chłopiec ten, niezwykle prosty i dziecinny, był długo i brutalnie wykorzystywany przez kolegów z kwatery, co wywołało ostre zapalenie cewki moczowej17.

Zgodnie z tą logiką, w myśl której nawet pojedyncze przypadki są interpretowane jako „typowe”, właściwie wszelkie choroby, na które cierpi homoseksualista, można uznać za spowodowane praktykami homoseksualnymi. Jedynie Casper unika wyciągania tego rodzaju pochopnych wniosków i dokonywania nieuprawnionych ekstrapolacji. Ale on z kolei nie waha się pisać o trybadyzmie (lesbianizmie), choć przyznaje, że nie spotkał się z nim nigdy w swojej praktyce. Odwołuje się więc do Starego Testamentu, Arystofanesa i przedstawia filologiczną analizę samego słowa. Pisząc zaś o pederastach pasywnych, przywołuje między innymi pisma Lukiana. Te odwołania w niezamierzony sposób pośrednio charakteryzują tradycję, w której sytuują się analizowane tu „naukowe” teksty: na skrzyżowaniu weny moralizatorskiej z satyryczną.

Budowanie wrażenia obiektywizmu

Mimo wysokiego wskaźnika subiektywizmu analizowane teksty uchodziły – i nadal mogą uchodzić – za naukowe. Powstaje pytanie, w jaki sposób – z językowego punktu widzenia – tworzy się to wrażenie naukowości, mimo braku tendencji do obiektywizmu, rozumianego jako minimalizacja śladów obecności autora w tekście. Najważniejszym zabiegiem służącym budowaniu tego wrażenia wydaje się nagromadzenie specjalistycznego słownictwa. Kompetencja leksykalna autora uwiarygodnia jego stwierdzenia faktualne, potwierdzając jego autorytet jako naukowego eksperta. Największa koncentracja słownictwa medycznego występuje w tekście Tardieu, gdzie pojawiają się przede wszystkim terminy z zakresu anatomii i patologii, takie jak: „prącie”, „moszna”, „zwieracz”, „przewód moczowy”, „lejkowate zniekształcenie odbytu”, „owrzodzenie”, „guzy krwawnicowe”, „kiła” i tym podobne. U Kraffta­‑Ebinga, z racji jego specjalizacji, więcej jest terminów z dziedziny psychiatrii, jak: „neurastenia”, „nadwrażliwość”, „paranoja” i tak dalej. Każdy z autorów wprowadza do swojego tekstu profesjolekt właściwy uprawianej dyscyplinie, co już samo w sobie stanowi częściowe spełnienie standardów naukowości. Podobny efekt wywołuje stosowanie latynizmów, obecnych u każdego z trzech autorów, przy czym u Caspera pojawiają się całe zdania w języku łacińskim, u Tardieu i Kraffta­‑Ebinga są to głównie pojedyncze słowa lub wyrażenia. Teksty spełniają również standardy naukowości w aspekcie formalnym: wywód jest systematyczny i uporządkowany. Szczególnie u Krafft­‑Ebinga widać dążność do „encyklopedyzacji”: starannie dzieli on grupę homoseksualistów na podgrupy i tworzy całą taksonomię, biorąc pod uwagę przede wszystkim stopień ich odstawania od uznanego przez niego za normę kulturowego stereotypu męskości i kobiecości. Każdy z autorów daje również świadectwo własnej erudycji, podejmując dyskusję z tezami innych naukowców zajmujących się wcześniej lub równolegle tematyką homoseksualizmu. Rozległość odwołań funkcjonuje tu jako oznaka rzetelności.

W dotychczasowej analizie – zgodnie z przyjętą na wstępie definicją obiektywizmu i subiektywizmu – zajmowałem się głównie poszukiwaniem w analizowanych tekstach językowych śladów obecności autora. Zanim przejdę do podsumowania, wypada mi jeszcze wspomnieć o innym rozumieniu obiektywizmu, wykraczającym poza aspekt czysto językowy. Chodzi o obiektywizm jako bezstronność, czy też neutralność światopoglądową. Również przeciw takiemu rozumieniu tej zasady metodologicznej autorzy omawianych tekstów wykroczyli. Ich zaangażowanie po stronie pewnej opcji filozoficznej o długiej tradycji widać przede wszystkim w podstawowym założeniu ich argumentacji, zasadzającym się na przekonaniu o „nienaturalności” homoseksualizmu. Tę właśnie przesłankę można uznać za podstawę całego ich „naukowego” wywodu. Tymczasem John Boswell przekonująco pokazał, że powoływanie się na „nienaturalność” homoseksualizmu jest zakorzenione w przednaukowym poglądzie filozoficznym:

Pogląd, że homoseksualność jest czymś »nienaturalnym« (początek dała mu może przypadkowa uwaga Platona), w świecie starożytnym rozpowszechnił się w wyniku triumfu »idealnych« pojęć natury nad »realistycznymi«. […] Chociaż argument ten później popadł w niełaskę, to w trzynastym wieku wskrzesiła go scholastyka i stał się pojęciem decydującym, a nawet kontrolującym we wszystkich dziedzinach nauki […] Chociaż pogląd, że geje i lesbijki »naruszają prawa natury«, wyprzedza powstanie nowożytnej nauki, wielu ludzi bezmyślnie przenosi starożytne uprzedzenie do wyimaginowanego naukowego układu odniesienia […] i wyciąga wniosek, że homoseksualne zachowanie narusza prawa »natury« opisywanej przez współczesnych naukowców, a nie »naturę« wyidealizowaną przez starożytnych filozofów18.

Używanie przez autorów określenia „niezgodny z naturą” do opisu zachowań homoseksualnych wynika więc z opowiedzenia się po stronie określonej opcji filozoficznej, a nie z refleksji nad istotą zjawiska. Stanowi bezrefleksyjne przeniesienie starego argumentu filozoficznego i teologicznego, spopularyzowanego przez katolicką homiletykę, do kontekstu pracy naukowej. Argumentacja Caspera19 wykazuje zresztą zadziwiającą zbieżność ze sposobem przedstawienia stosunków homoseksualnych przez Arystotelesa w Etyce nikomachejskiej oraz przez Pseudo­‑Arystotelesa w Zagadnieniach przyrodniczych20. Rugowanie swoich przekonań światopoglądowych nie kończy się więc wcale dla autorów analizowanych tekstów większym sukcesem niż próba eliminowania językowych śladów własnej obecności w naukowym z założenia tekście.

Racjonalna krytyka racjonalności

Lektura pochodzących z drugiej połowy dziewiętnastego wieku tekstów naukowych potwierdza, że mimo obowiązującego wówczas ideału obiektywizmu, rozumianego jako dążenie do niezaangażowanego opisu wyników doświadczenia, prace te stanowią miejsce zapisu subiektywności ich autorów. Mimo że subiektywne (w myśl przyjętej na początku – a później rozszerzonej – definicji subiektywizmu), ich teksty nie są jednak redukowalne do osobistych, odosobnionych zapatrywań autorów. Sposób ujmowania przez nich homoseksualizmu można uznać za przejaw szerszego zjawiska z zakresu psychologii społecznej, na którego określenie George Weinberg zaproponował termin „homofobia”21. Miejsca w tekście, które z językoznawczego punktu widzenia opisałem jako uprzywilejowaną przestrzeń zapisu subiektywności, stają się w tej perspektywie jednocześnie przestrzenią artykulacji społecznego lęku przed osobami homoseksualnymi, przejawiającego się w ich demonizowaniu, a wynikającego z przyjęcia założeń filozoficznych, w świetle których muszą się one jawić jako zagrożenie. Spotykają się w tym punkcie dwa rozumienia subiektywizmu – jako ekspresji indywidualności oraz wyrazu pewnej opcji filozoficznej/ideologicznej. Podmiot mówiący jest w tej perspektywie reprezentantem danej „formacji ideologicznej”, czyli „zespołu postaw, przedstawień i tak dalej […] determinujących, co […] może zostać powiedziane”22. Uzupełniając psychologiczne i socjologiczne rozumienie homofobii o czynnik językowy, można powiedzieć, że była ona jedną z takich „formacji ideologicznych”, określających zakres tego, co autorzy analizowanych tekstów mogli powiedzieć.

Twórcy antologii, z której pochodzą analizowane dziewiętnastowieczne teksty dotyczące homoseksualizmu, proponują, aby – na wzór coraz bardziej rozpowszechnionego mówienia o wielu homoseksualnościach – mówić również o wielu homofobiach23. W tekstach tych mieliśmy do czynienia z jedną z jej form, szczególnie niebezpieczną, bo kryjącą się za parawanem naukowego obiektywizmu. Obowiązujący w epoce powstania tekstów ideał naukowości nadał homofobii szczególną formę. Połączenie przednaukowych przekonań na temat homoseksualizmu z naukową retoryką dało zjawisko, które w tytule określiłem mianem „homofobii naukowej”. Jego zasięg nie ogranicza się wcale do prac powstałych w omawianej tu epoce. I dzisiaj dałoby się wskazać wiele jego przykładów, również w wypowiedziach i pracach osób pretendujących do miana ekspertów24. Nadal powołują się one w swoich sądach na autorytet rzekomo obiektywnej nauki. Tymczasem widzieliśmy, że nawet z czysto językowego punktu widzenia obiektywizm jest niemożliwy. Wypowiadanie stanowi bowiem zawsze nieuchronnie akt „przywłaszczenia sobie”25 języka, podmiot wypowiadający zawsze wypowiada się, a „[…] mowa jest zawsze egocentryczna”26. Zadaniem, jakie staje przed naukowcami oraz nami wszystkimi, byłoby wobec tego przede wszystkim dążenie do realizacji – zdefiniowanego przez Foucaulta jako głęboko oświeceniowy – projektu „racjonalnej krytyki racjonalności”27: krytycznego spojrzenia również na to, co podaje się za obiektywną prawdę naukową, a co okazuje się być zapisem przekonań i preferencji podmiotu mówiącego lub „formacji ideologicznej”, którą on reprezentuje.

Przypisy:

1. L. Kołakowski, Filozofia pozytywistyczna (Od Hume’a do Koła Wiedeńskiego), Warszawa 1966, s. 85 (podkreślenie moje).

2. Por. M. Foucault, Histoire de la sexualité I: La volonté de savoir, Paris 1976, s. 73­‑74.

3. D. Borrillo, D. Colas, L’homosexualité de Platon à Foucault. Anthologie critique, Paris 2005.

4. C. Kerbrat­‑Orecchioni, L’énonciation. De la subjectivité dans le langage, Paris 2006.

5. Por. tamże, s. 41.

6. Tamże, s. 62.

7. D. Borrillo, D. Colas, L’homosexualité..., s. 270 (tłumaczenie własne w przypadku tego i pozostałych cytatów).

8. Tamże, s. 278.

9. Tamże, s. 281.

10. W trakcie Wielkiej Rewolucji doszło we Francji do depenalizacji „sodomii”, jednak – jak ustalił Michael Sibalis – nie oznaczało to wcale końca represji. W dziewiętnastym wieku karano za stosunki homoseksualne, wykorzystując artykuły Kodeksu karnego odnoszące się do innych przestępstw, na przykład czynów nierządnych wobec nieletnich, stąd rola lekarzy sądowych.

11. Por. D. Borrillo, D. Colas, L’homosexualité…., s. 282.

12. C. Kerbrat­‑Orecchioni, L’énonciation…, s. 79.

13. Por. D. Borrillo, D. Colas, L’homosexualité…, s. 279.

14. C. Kerbrat­‑Orecchioni, L’énonciation…, s. 133.

15. D. Borrillo, D. Colas, L’homosexualité…, s. 277 (podkreślenia moje).

16. Por. C. Kerbrat­‑Orecchioni, L’énonciation…, s. 151­‑152

17. D. Borrillo, D. Colas, L’homosexualité…, s. 274.

18. J. Boswell, Chrześcijaństwo, tolerancja społeczna i homoseksualność. Geje i lesbijki w Europie Zachodniej od początku ery chrześcijańskiej do XIV wieku, tłum. J. Krzyszpień, Kraków 2006, s. 27­‑28.

19. Por. D. Borrillo, D. Colas, L’homosexualité…, s. 263­‑264.

20. Por. K. Dover, Homoseksualizm grecki, tłum. J. Margański, Kraków 2004, s. 203­‑205.

21. G. Weinberg, Ludzie zorientowani homoseksualnie w społeczeństwie, tłum. J. Jaworski, Poznań 1991, s. 3.

22. Termin Michela Pêcheux, za: C. Kerbrat­‑Orecchioni, L’énonciation..., s. 203.

23. D. Borrillo, D. Colas, L’homosexualité…, s 23.

24. Por. na przykład sprawozdanie Izy Desperak z dyskusji na temat praw gejów i lesbijek na łamach Gazety Wyborczej, w: Parametry pożądania. Kultura odmieńców wobec homofobii, red. T. Basiuk, D. Ferens, T. Sikora, Kraków 2006, s. 113­‑126.

25. C. Kerbrat­‑Orecchioni, L’énonciation…, s 246.

26. Tamże, s 62.

27. M. Foucault, Filozofia, historia, polityka. Wybór pism, tłum. D. Leszczyński, L. Rasiński, Warszawa/Wrocław 2000, s. 303.

Przemysław Szczur – z wykształcenia romanista, tłumacz przysięgły języka francuskiego, absolwent podyplomowych gender studies na Uniwersytecie Jagiellońskim, pracuje w Instytucie Francuskim w Krakowie.