Geopolityczne szachy

Immanuel Wallerstein
09.09.2008

Byliśmy w tym miesiącu1 świadkami miniwojny na Kaukazie, której towarzyszyła namiętna, choć w dużej mierze nieadekwatna retoryka. Geopolityka jest wielką serią partii szachów na dwóch graczy, z których każdy dąży do uzyskania korzystniejszej pozycji. W owej grze kluczowa jest znajomość aktualnych reguł rządzących ruchami uczestników. Konie nie mogą poruszać się po skosie.

W okresie między 1945 a 1989 rokiem główna partia szachów toczyła się między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim. Nazywano ją zimną wojną, zaś podstawowe reguły określano przenośnie słowem „Jałta”. Najważniejsza z nich dotyczyła linii dzielącej Europę na dwie strefy wpływów. Linia ta została nazwana przez Winstona Churchilla „żelazną kurtyną” i biegła od Szczecina do Triestu. Zasada była taka, że niezależnie od tego, jakiego zamieszania nie narobiłyby pionki, miało nie być rzeczywistych działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim – zaś po każdej takiej awanturze wszystkie figury miały wrócić na swoje miejsce. Regułę tę można było dokładnie obserwować aż do klęski systemów komunistycznych w 1989 roku, której dobitną oznaką było zburzenie muru berlińskiego.

To absolutna prawda, o czym każdy mógł się wtedy przekonać, że w 1989 roku reguły z Jałty zostały uchylone, a gra między Stanami Zjednoczonymi a Rosją (od 1991 roku) uległa radykalnej zmianie. Główny problem polega odtąd na tym, że Ameryka źle zrozumiała nowe reguły gry. Ogłosiła się – i została ogłoszona przez wielu innych – jedynym supermocarstwem. Interpretowano to w ten sposób, że – pozostając przy terminologii szachowej – Stany Zjednoczone mogą poruszać się po szachownicy tak, jak uznają to za stosowne, a w szczególności mogą przenosić byłe radzieckie pionki w swoją strefę wpływów. Za Billa Clintona, a w sposób jeszcze bardziej spektakularny za George’a W. Busha, kraj ten rozgrywał partię w taki właśnie sposób.

Był z tym tylko jeden problem: Stany Zjednoczone nie były jedynym supermocarstwem. Nie były już nawet w ogóle supermocarstwem. Koniec zimnej wojny oznaczał, że Ameryka została zdegradowana z pozycji jednego z dwóch supermocarstw do roli jednego silnego państwa przy faktycznie wielostronnym rozkładzie rzeczywistej siły w systemie międzypaństwowym. Wiele dużych krajów mogło teraz rozgrywać swoje własne partie szachów, nie dostosowując swych ruchów do jednego z dwóch byłych supermocarstw. I zaczęły to robić.

Najdonioślejsze decyzje geopolityczne zapadły za Clintona. Najpierw Stany Zjednoczone usilnie – i względnie skutecznie – dążyły do przyjęcia byłych radzieckich satelitów do NATO. Kraje te same z niecierpliwością chciały do niego wstąpić, chociaż kluczowe państwa z Europy Zachodniej – Niemcy i Francja – były dość niechętne. Postrzegały postępowanie Ameryki jako po części wymierzone w nie same, mające ograniczyć dopiero co przez nie osiągniętą geopolityczną swobodę działania.

Druga kluczowa decyzja Stanów Zjednoczonych wiązała się z tym, że postanowiły one zostać aktywnym graczem w sprawie zmiany granic w byłej Federalnej Republice Jugosławii. Skończyło się to usankcjonowaniem i wymuszeniem za pomocą wojska faktycznego odłączenia Kosowa od Serbii.

Rosja, nawet za Jelcyna, nie była zbytnio zadowolona z żadnego z tych działań Ameryki. Znajdowała się jednak wtedy w takim nieładzie politycznym i gospodarczym, że jedyne, co mogła zrobić, to skarżyć się – dość anemicznie, należałoby dodać.

Dojście do władzy George’a W. Busha i Władimira Putina nastąpiło mniej więcej w tym samym momencie. Bush postanowił posunąć wspomnianą taktykę jednego supermocarstwa (Stany Zjednoczone mogą przemieszczać swoje pionki tak, jak same zadecydują) znacznie dalej niż Clinton. Najpierw, w 2001 roku, wypowiedział amerykańsko­‑radziecki Układ o ograniczeniu strategicznych systemów obrony przeciwrakietowej (ang. Anti­‑Ballistic Missile Treaty – ABM) z 1972 roku. Później ogłosił, że Stany Zjednoczone nie ratyfikują nowych traktatów podpisanych za czasów Clintona: Traktatu o całkowitym zakazie prób jądrowych z 1996 roku oraz uzgodnionych zmian w traktacie o rozbrojeniu nuklearnym SALT II. Następnie powiadomił, że Stany Zjednoczone będą pracować nad swoim Narodowym Systemem Obrony Przeciwrakietowej.

No i, rzecz jasna, w 2003 roku Bush zaatakował Irak. W ramach tej bitwy Stany Zjednoczone dążyły do otrzymania prawa zakładania baz wojskowych i odbywania przelotów na terenie środkowoazjatyckich byłych republik Związku Radzieckiego, co im się udało. Wspierały ponadto budowę omijających Rosję rurociągów transportujących ropę i gaz z Azji Środkowej i Kaukazu. I na koniec zawarły z Polską i Republiką Czeską porozumienie dotyczące budowy baz antyrakietowych, mających rzekomo stanowić ochronę przed pociskami irańskimi. Rosja uznała jednak, że są one wymierzone w nią.

Putin postanowił dać znacznie skuteczniejszy odpór niż Jelcyn. Jednak będąc roztropnym graczem, najpierw podjął kroki w celu wzmocnienia fundamentów wewnętrznych – przywracając skuteczną władzę centralną oraz wzmacniając wojsko. W tym momencie w światowej gospodarce los się odwrócił, a Rosja stała się nagle bogatym i silnym państwem kontrolującym nie tylko wydobycie ropy, lecz również gazu ziemnego, tak potrzebnego krajom zachodnioeuropejskim.

Zaraz potem Putin przystąpił do działania. Zawarł porozumienia z Chinami. Utrzymywał bliskie stosunki z Iranem. Zaczął wypierać Stany Zjednoczone z ich baz w Azji Środkowej. I zajął bardzo twarde stanowisko na temat dalszego rozszerzenia NATO o dwie kluczowe strefy – Ukrainę i Gruzję.

Rozpad Związku Radzieckiego doprowadził do wyłonienia się w wielu byłych republikach, również w Gruzji, etnicznych ruchów secesjonistycznych. Kiedy w 1990 roku Gruzja chciała znieść autonomiczny status swoich części zamieszkałych przez ludność niegruzińską, te niezwłocznie ogłosiły się niepodległymi państwami. Nie zostały uznane przez nikogo, jednak Rosja gwarantowała im faktyczną autonomię.

Bezpośrednie bodźce prowadzące do obecnej miniwojny były dwa. W lutym Kosowo formalnie zamieniło swoją autonomię de facto w niepodległość de jure. Decyzja ta została wsparta i uznana przez Stany Zjednoczone i wiele państw zachodnioeuropejskich. Rosja ostrzegała wtedy, że logika tego kroku stosuje się w równym stopniu do faktycznych secesji w byłych republikach radzieckich. W Gruzji – w odpowiedzi na przypadek Kosowa – Rosja po raz pierwszy ustanowiła bezpośrednie stosunki z Osetią Południową oraz Abchazją.

Natomiast na posiedzeniu NATO w kwietniu tego roku Stany Zjednoczone zaproponowały, by objąć Gruzję i Ukrainę tak zwanym Planem Działań na rzecz Członkostwa. Niemcy, Francja i Wielka Brytania wszystkie sprzeciwiły się temu, twierdząc, że sprowokuje to Rosję.

Neoliberalny i silnie proamerykański prezydent Gruzji, Micheil Saakaszwili, był w tym momencie zdesperowany. Widział, że uznanie zwierzchnictwa Gruzji w Osetii Południowej (i Abchazji) oddala się w nieskończoność. Wybrał więc moment nieuwagi Rosji (Putin na olimpiadzie, Miedwiediew na wakacjach), by najechać na Osetię Południową. Mizerne wojsko tej republiki poniosło oczywiście całkowitą klęskę. Saakaszwili spodziewał się, że wywrze presję na Stany Zjednoczone (oraz, w rzeczy samej, na Niemcy i Francję).

Dostał natomiast momentalną odpowiedź militarną Rosji, która zdruzgotała niewielką gruzińską armię. Od George’a W. Busha otrzymał retorykę. Ostatecznie, cóż mógł zrobić Bush? Stany Zjednoczone nie są supermocarstwem. Ich siły zbrojne są uwiązane w dwóch przegrywanych wojnach na Bliskim Wschodzie. I, co najważniejsze, Ameryka potrzebuje Rosji o wiele bardziej niż Rosja Ameryki. Rosyjski minister do spraw zagranicznych, Siergiej Ławrow, znacząco stwierdził w komentarzu dla „Financial Times”, że Rosja jest „partnerem Zachodu w kwestiach […] Bliskiego Wschodu, Iranu i Korei Północnej”.

Jeśli chodzi o Europę Zachodnią, w gruncie rzeczy Rosja kontroluje jej źródła gazu. Nie jest przypadkiem, że to prezydent Francji Sarkozy negocjował rozejm między Gruzją a Rosją, nie zaś Condoleezza Rice. Rozejm zawierał dwa zasadnicze ustępstwa ze strony byłej radzieckiej republiki. Zobowiązała się ona zaprzestać używania siły w Osetii Południowej, zaś porozumienie nie zawierało wzmianki na temat integralności terytorialnej Gruzji.

Tak więc Rosja wyszła z tego o wiele silniejsza niż była. Saakaszwili postawił wszystko, co ma, i dziś jest geopolitycznym bankrutem. Jako ironiczne uzupełnienie dodajmy, że Gruzja, jeden z ostatnich sojuszników Stanów Zjednoczonych w ich koalicji w sprawie Iraku, wycofała stamtąd 2000 swoich żołnierzy. Oddziały te odgrywały kluczową rolę na terenach szyickich, a teraz będą je musiały zastąpić wojska amerykańskie, które trzeba będzie wycofać z innych miejsc.

Jeśli gra się w geopolityczne szachy, lepiej znać reguły, bo można dać się wymanewrować.

Przełożył Jakub Maciejczyk

Tekst ukazał się na stronie Fernand Braudel Center, Binghamton University 15 sierpnia 2008, http://www.binghamton.edu/fbc/239en.htm.

Copyright by Immanuel Wallerstein. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dozwolone jest pobieranie, przekazywanie za pomocą elektroniczną lub poczty e­‑mail niniejszego tekstu innym osobom, a także publikacja w niekomercyjnych serwisach internetowych. W celu tłumaczenia i opublikowania tekstu lub jego fragmentów w wersji drukowanej i/lub innej, w tym na komercyjnych stronach internetowych, kontakt z autorem na adres: immanuel.wallerstein (at) yale.edu; fax: 1­‑203­‑432­‑6976.

Celem cyklicznych komentarzy Immanuela Wallersteina (http://fbc.binghamton.edu/cmpg.htm), publikowanych dwa razy w miesiącu, jest refleksja nad sytuacją współczesnego świata, widzianą nie z perspektywy bieżących „tematów dnia”, lecz w kontekście długofalowym.

Przypisy:
Immanuel Wallerstein – (ur. 1930) socjolog, historyk, ekonomista. Przez wiele lat związany z Uniwersytetem Stanu Nowy Jork (SUNY) w Binghamton, gdzie w 1976 roku współtworzył Centrum Badania Gospodarek, Systemów Historicznych i Cywilizacji im. Fernanda Braudela. W latach 1994­‑1998 był przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego. Jest twórcą koncepcji „analizy systemów­‑światów”, łączącej perspektywy socjologii historycznej, historii gospodarczej i nauk politycznych. Zajmuje się między innymi badaniem kryzysu współczesnego kapitalizmu, rolą ruchów antysystemowych oraz przeobrażeniami nauk społecznych. Autor czterotomowego dzieła The Modern World­‑System publikowanego w latach 1974­‑2011. Po polsku ukazały się jego książki Koniec świata jaki znamy (2004), Analiza systemów­‑światów. Wprowadzenie (2007), Europejski uniwersalizm. Retoryka władzy (2007) oraz Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku (2008).