Imigranci: opór wobec oporu?

Immanuel Wallerstein
26.04.2006

Historia imigracji we współczesnym świecie jest już długa i ciągle się powtarza. Ludzie przemieszczają się, legalnie lub nielegalnie, z oczywistych powodów. Dwa najważniejsze to chęć poprawy sytuacji ekonomicznej oraz ucieczka przed prześladowaniami. Ludzie migrują do miejsc, do których mogą wyjechać i gdzie mają najlepsze perspektywy ekonomiczne i polityczne. Jest to jeden z głównych światowych procesów, zwłaszcza jeśli uwzględni się również migracje z obszarów wiejskich do miast w obrębie granic poszczególnych państw.

Obszary przyjmujące imigrantów (w tym kraje przyjmujące) zawsze miały niejednoznaczny stosunek do tych przybyszy. Z jednej strony, mogli oni zaspokajać zapotrzebowanie na dodatkową siłę roboczą, czy to na poziomie pracy wymagającej względnie niewykwalifikowanej siły roboczej, czy w specyficznych niszach skupiających pracowników wykwalifikowanych. Z drugiej strony, ludzie, którzy migrują przynoszą ze sobą obyczaje kulturowe inne od obyczajów miejscowych, a czasem są niechętni by obyczajów tych się pozbyć.

Na obszarach przyjmujących pojawia się więc dość często opór wobec imigrantów. Tych ostatnich oskarża się o wiele grzechów. Niektóre z tych grzechów mają charakter ekonomiczny, jak na przykład odbieranie miejsc pracy miejscowej populacji lub powodowanie obniżania płac. Inne grzechy mają charakter społeczny, na przykład oddawanie się praktykom kulturowym postrzeganym przez „miejscowych” jako odrażające, czy też przyczynianie się do wzrostu przestępczości.

Gdy na świecie lub lokalnie następuje ogólny wzrost bezrobocia spowodowany stagnacją światowego systemu gospodarczego1, rzekome grzechy w większym stopniu stają się częścią publicznych dyskusji, pojawia się też powszechny (lub populistyczny) nacisk, by uchwalić prawo w jakiś sposób ograniczające wjazd na dany obszar lub do danego kraju, traktować nielegalną imigrację jako przestępstwo oraz w ten czy inny sposób usunąć imigrantów (lub dużą ich liczbę).

Właśnie takie dramatyczne wydarzenia mają obecnie miejsce w Stanach Zjednoczonych, choć nie tylko tam. Ten opór wobec imigracji to zjawisko polityczne o pewnym znaczeniu w dużej części Europy, a nawet w rozmaitych obszarach przyjmujących imigrantów w innych częściach świata, na przykład w Afryce Południowej. Gdy taka sytuacja występuje, jak obecnie w Stanach Zjednoczonych, łatwo jest odróżnić dwie strony sporu.

Ci, którzy opowiadają się za surowymi działaniami państwa przeciwko imigrantom (nie tylko przeciwko imigrantom nielegalnym) używają języka ksenofobii i zyskują poparcie wśród robotników i klasy średniej za sprawą ich ogólnego poczucia braku bezpieczeństwa ekonomicznego i socjalnego. Grupa ta popiera budowę murów oraz różnego rodzaju wypędzenia. Zwolennicy tej orientacji znajdują się zazwyczaj w szeregach bardziej konserwatywnych sił politycznych, jednakże zyskują poparcie niektórych grup na co dzień popierających partie znajdujące się bardziej po lewej stronie.

Ci, którzy sprzeciwiają się surowym działaniom państwa tworzą w rzeczywistości dwie grupy. Elity biznesu witają imigrantów z otwartymi ramionami wierząc, że ich obecność pozwoli utrzymać niski poziom płac. I do pewnego stopnia mają rację. Chcą zatem, by imigranci mieli prawo do wjazdu do kraju i podjęcia pracy. Ale nie domagają się, by imigrantom przyznano prawa polityczne, które umożliwiłyby im walkę o wyższe zarobki. Druga grupa znajduje się na przeciwnym biegunie. Składa się ona z tych, w których opór jest wymierzony, a także tych osób na lewicy, które opowiadają się za rozszerzaniem, nie ograniczaniem, socjalnych oraz politycznych praw imigrantów.

Jak wspomniałem, we współczesnym świecie jest to stara historia. To, co można postrzegać jako nowe dzisiaj, to początek oporu wobec oporu. W listopadzie ubiegłego roku we Francji miał miejsce ważny „bunt podklasy” – młodzieży z gett walczącej o zapewnienie jej pełnoprawnego miejsca w społeczeństwie (zob. komentarz nr 174). Podczas gdy bunt wstrząsnął rządem, który dopiero po miesiącu był w stanie go opanować, wystąpienia nie zyskały powszechnego wsparcia ze strony francuskiej lewicy, która przyglądała się im, ale się do nich nie przyłączyła. Z kolei w Stanach Zjednoczonych uchwalenie przez Izbę Reprezentantów niezwykle surowej ustawy wywołało największe w historii demonstracje dotyczące tej kwestii. Pół miliona Latynosów przemaszerowało w proteście ulicami Los Angeles (a w mniejszej liczbie również w innych miastach). Jak dotąd, lewica w Stanach Zjednoczonych przygląda się tym wystąpieniom, ale się do nich nie przyłączyła.

Ale spójrzmy na to, co wydarzyło się we Francji w marcu tego roku. Bez jakichkolwiek konsultacji, rząd wprowadził przepis ustanawiający tzw. Contrat Premiere Embauche (CPE lub „Umowa pierwszego zatrudnienia”), uprawniającą firmy do zatrudniania młodzieży poniżej 26. roku życia i zezwalającą im na zwalnianie tych pracowników bez podania przyczyn w okresie pierwszych dwóch lat zatrudnienia. Stworzyło to ważny wyłom droit du travail (prawie do pracy), stanowiącym główną zdobycz robotników francuskich po II wojnie światowej. Z perspektywy rządu, przepis miał być po części odpowiedzią na listopadowy bunt, w którym podnoszono problem niezwykle wysokiego bezrobocia wśród młodzieży mieszkającej w podmiejskich gettach. Ale oczywiście liberalizacja droit du travail od dawna jest głównym żądaniem stowarzyszenia pracodawców (MEDEF) i przepis ten postrzegany był przez nich (co niektórzy przyznali publicznie) jako pierwszy krok do usunięcia gwarancji zatrudnienia w ogóle.

Tuż po ustanowieniu CPE pojawił się znaczny opór ze strony studentów, związków zawodowych oraz… tak, ze strony gett. Publiczne demonstracje miały charakter masowy. Walka polityczna wciąż trwa, ale wydaje się prawdopodobne, że rząd będzie zmuszony do wycofania się ze swojej propozycji. Jednak to, co jest naprawdę ważne w tym co dzieje się we Francji, to fakt, iż opór wobec praw i ekonomicznych szans imigrantów wywołał opór względem neoliberalizmu i jego skutków dla całego społeczeństwa. Oznacza to, że kwestia będąca zasadniczo przedmiotem troski mniejszości w populacji przekształciła się w kwestię dotyczącą przeważającej części populacji. To, co wydarzyło się we Francji, może się również wydarzyć w Stanach Zjednoczonych.

Przełożył Marcin Starnawski

Tekst ukazał się na stronie Fernand Braudel Center, Binghamton University 1 kwietnia 2006, http://fbc.binghamton.edu/182en.htm.

Copyright by Immanuel Wallerstein. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dozwolone jest pobieranie, przekazywanie za pomocą elektroniczną lub poczty e­‑mail niniejszego tekstu innym osobom, a także publikacja w niekomercyjnych serwisach internetowych. W celu tłumaczenia i opublikowania tekstu lub jego fragmentów w wersji drukowanej i/lub innej, w tym na komercyjnych stronach internetowych, kontakt z autorem na adres: immanuel.wallerstein (at) yale.edu; fax: 1­‑203­‑432­‑6976.

Celem cyklicznych komentarzy Immanuela Wallersteina (http://fbc.binghamton.edu/cmpg.htm), publikowanych dwa razy w miesiącu, jest refleksja nad sytuacją współczesnego świata, widzianą nie z perspektywy bieżących „tematów dnia”, lecz w kontekście długofalowym.

Przypisy:

1. Autor stosuje termin world­‑economy, który tłumaczy się niekiedy jako „gospodarka­‑świat”. Termin ten, obok pojęcia world­‑system („system­‑świat”), jest jedną z kluczowych kategorii Wallersteinowskiej analizy struktur globalnego kapitalizmu. Pojęcie „gospodarka­‑świat” określa zintegrowaną strukturę globalnego systemu kapitalistycznej produkcji i wymiany, a nie jedynie międzynarodowe stosunki handlowe. Por. przypis 1. do innego tekstu Autora: http://www.recykling.uni.wroc.pl/index.php?section=3&article=121 (przyp. tłum.).

Immanuel Wallerstein – (ur. 1930) socjolog, historyk, ekonomista. Przez wiele lat związany z Uniwersytetem Stanu Nowy Jork (SUNY) w Binghamton, gdzie w 1976 roku współtworzył Centrum Badania Gospodarek, Systemów Historicznych i Cywilizacji im. Fernanda Braudela. W latach 1994­‑1998 był przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego. Jest twórcą koncepcji „analizy systemów­‑światów”, łączącej perspektywy socjologii historycznej, historii gospodarczej i nauk politycznych. Zajmuje się między innymi badaniem kryzysu współczesnego kapitalizmu, rolą ruchów antysystemowych oraz przeobrażeniami nauk społecznych. Autor czterotomowego dzieła The Modern World­‑System publikowanego w latach 1974­‑2011. Po polsku ukazały się jego książki Koniec świata jaki znamy (2004), Analiza systemów­‑światów. Wprowadzenie (2007), Europejski uniwersalizm. Retoryka władzy (2007) oraz Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku (2008).