Kryzys: perspektywa długofalowa

Immanuel Wallerstein
02.03.2009

Kryzys stał się faktem. Dziennikarze nadal jednak niepewnie zapytują ekonomistów, czy nie mamy przypadkiem do czynienia ze zwyczajną recesją. Nie wierzcie temu ani przez chwilę. Znajdujemy się już bowiem u progu globalnego kryzysu z prawdziwego zdarzenia, który pociąga za sobą odczuwalne wszędzie rosnące bezrobocie. Kryzys ten może przyjąć postać nominalnej deflacji, ze wszystkimi jej negatywnymi konsekwencjami, które uderzą w zwykłych ludzi. Może jednak także, choć jest to nieco mniej prawdopodobne, objawić się jako galopująca inflacja, będąca po prostu kolejną postacią spadku wartości, której konsekwencje dla zwykłych ludzi są jeszcze bardziej dotkliwe.

Każdy oczywiście zadaje sobie pytanie, co zainicjowało obecny kryzys. Czy były to derywatywy, które Warren Buffet nazwał „finansową bronią masowej zagłady”? Czy może kredyty hipoteczne typu subprime? Albo gracze giełdowi kupujący akcje spółek paliwowych? To tylko gra we wzajemne oskarżenia, bez większego znaczenia w obecnej chwili. To, jak mówił Fernand Braudel, skupianie się na kurzu wzbitym przez krótkotrwałe wydarzenia. Jeśli zaś chcemy zrozumieć, co się dzieje, musimy przyjrzeć się dwóm innym perspektywom czasowym, przez których pryzmat da się dostrzec o wiele więcej. Jedną z nich są średniookresowe wahania cykliczne (ang. medium­‑term cyclical swings). Druga to długookresowe trendy strukturalne (ang. long­‑term structural trends).

Kapitalistyczna gospodarka­‑świat doświadczyła, przynajmniej na przestrzeni ostatnich kilku stuleci, dwóch głównych form wahań cyklicznych. Pierwsze to tak zwane cykle Kondratiewa, trwające, jak pokazuje historia, pięćdziesiąt – sześćdziesiąt lat. Drugie z kolei to o wiele dłuższe cykle hegemoniczne.

Patrząc z perspektywy cykli hegemonicznych, począwszy od 1873 roku Stany Zjednoczone były coraz silniejszym pretendentem do hegemonii, pełnię hegemonicznej dominacji osiągnęły w 1945 roku, po czym od lat siedemdziesiątych dominacja ta zaczęła słabnąć. Błędne decyzje George’a W. Busha zmieniły ową powolną tendencję spadkową w gwałtowny upadek. Dzisiaj z kolei po amerykańskiej hegemonii zostało już tylko wspomnienie. Wkroczyliśmy bowiem, jak to się zazwyczaj zdarza, w świat wielobiegunowy. Stany Zjednoczone co prawda nadal utrzymują swoją potęgę, być może ciągle są najsilniejsze, tym niemniej siła ta nieustannie słabnie i w nadchodzących dekadach będzie słabła w porównaniu z innymi mocarstwami. Nie można wiele zrobić, aby ten stan rzeczy zmienić.

Cykle Kondratiewa wykreślają inne przedziały czasowe. Świat wyszedł z ostatniej kondratiewowskiej fazy B w 1945 roku, następnie zaś doświadczył najwyraźniejszej w historii nowoczesnego systemu­‑świata poprawy koniunktury związanej z fazą A. Wzrost ten osiągnął swój najwyższy punkt mniej więcej w latach 1967­‑1973, po czym sytuacja zaczęła stopniowo wykazywać znamiona recesji. Z tym, że kolejna faza B trwała znacznie dłużej niż poprzednia, co więcej, trwa po dziś dzień.

Cechy fazy B cyklu Kondratiewa są dobrze znane i odzwierciedlają doświadczenia gospodarki światowej począwszy od lat siedemdziesiątych. Zyski z działalności wytwórczej maleją, szczególnie w tych gałęziach produkcji, które dotychczas były najbardziej rentowne. W efekcie ci kapitaliści, którzy za cel postawili sobie osiągnięcie naprawdę wysokich zysków, kierują się w stronę dziedziny finansów, angażując się w działalność, którą z grubsza można by określić mianem spekulacji.

Przedsiębiorstwa produkcyjne, by nie stać się zbyt niedochodowe, wykazują z kolei tendencję do przemieszczania się z obszarów centrum do innych części systemu­‑świata, zamieniając niższe koszta transakcji na niższe koszta utrzymania personelu. Dlatego właśnie w Detroit, Essen i Nagoi znikają miejsca pracy, zaś w Chinach, Indiach i Brazylii powstają nowe fabryki.

Co zaś się tyczy baniek spekulacyjnych, niektórym, bez względu na sytuację, zawsze udaje się na nich sporo zarobić. Takie bańki jednak zawsze prędzej czy później pękają. Jeśli ktoś zapytałby, dlaczego aktualna kondratiewowska faza B trwa tak długo, dzieje się tak dlatego, że ci sprawujący władzę – Skarb Państwa Stanów Zjednoczonych, Bank Rezerw Federalnych, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i ich współpracownicy w Zachodniej Europie oraz Japonii – regularnie i w znaczący sposób interweniowali na rynku – w roku 1987 (spadek na giełdzie akcji), 1989 (załamanie się rynku kas oszczędnościowo­‑kredytowych), 1997 (kryzys finansowy na rynkach wschodnioazjatyckich), 1998 (nieumiejętne zarządzanie funduszem LTCM), w latach 2001­‑2002 (upadek giganta energetycznego Enron) – po to, by podtrzymać gospodarkę­‑świat. Światowi plenipotenci, pomni nauk płynących z poprzednich faz B, myśleli, że uda im się pokonać system. W działania takie wpisane są jednak swoiste ograniczenia. I zaczynają się one ujawniać właśnie teraz, o czym Henry Paulson i Ben Bernanke przekonują się z niejakim rozgoryczeniem i – najpewniej – zdumieniem. Tym razem jednak, nie będzie już tak łatwo – kto wie, czy w ogóle możliwe – ustrzec się przed najgorszym.

W przeszłości, kiedy kryzys dokonał już dzieła zniszczenia, gospodarka światowa podnosiła się z chaosu dzięki innowacjom, które na jakiś czas przynajmniej mogły ulec quasi­‑monopolizacji. Tak więc kiedy dzisiaj ludzie mówią, że giełda stanie na nogi, mają na myśli to, że – podobnie jak w przeszłości – tak właśnie się stanie zaraz po tym, jak ludność światowa odczuje na własnej skórze skutki recesji. I może tak będzie, za jakieś kilka lat.

Na horyzoncie pojawiają się jednak nowe potencjalne zakłócenie owego zgrabnego cyklicznego wzoru, który podtrzymywał system kapitalistyczny przez jakieś ostatnie 500 lat. Z wzorami cyklicznymi kolidować mogą mianowicie trendy strukturalne. Na poziomie podstawowych cech strukturalnych, kapitalizm jako system­‑świat kieruje się pewnymi zasadami, które przyjmują graficzną postać równowagi z tendencją zwyżkową. Problem, podobnie jak to się ma z wszystkimi strukturalnymi stanami równowagi właściwymi wszystkim systemom, polega na tym, że w miarę upływu czasu fluktuacje wykraczają daleko poza obszar równowagi i przywrócenie ich z powrotem do tego stanu powoli staje się niemożliwe.

Co sprawiło, że system tak dalece odszedł od stanu równowagi? W największym skrócie przyczyna leży w fakcie, że przez ponad 500 lat trzy podstawowe koszty produkcji kapitalistycznej – personel, koszty materialne i opodatkowanie – zwiększały systematycznie swój udział procentowy w sumie prawdopodobnej ceny sprzedaży, przez co dzisiaj jest czymś niemożliwym uzyskanie dużych zysków z quasi­‑monopolistycznej produkcji, od zawsze stanowiących bazę dla znaczącej akumulacji kapitału. Nie chodzi o to, że kapitalizm przestaje radzić sobie z tym, w czym jest tak naprawdę najlepszy. Przeciwnie, to dlatego, że dotychczas tak świetnie sobie radził, ostatecznie doprowadziło to do załamania podstawy dla przyszłej akumulacji.

Kiedy dochodzimy do takiego punktu, w systemie pojawia się rozwidlenie – bifurkacja (mówiąc językiem nauki o złożoności [ang. complexity studies]). Bezpośrednią konsekwencją tego stanu jest silna chaotyczna turbulencja, której nasz system­‑świat doświadcza obecnie i która będzie wpływała nań jeszcze przez jakieś dwadzieścia – pięćdziesiąt lat. Teraz, kiedy wszyscy ciągną w najróżniejszych kierunkach, które z ich własnej perspektywy wydają się im najlepsze, nowy porządek wyłoni się z chaosu jako wybór między dwiema alternatywnymi i bardzo różnymi drogami.

Możemy z pewnością stwierdzić, że obecny system nie przetrwa. Czego nie jesteśmy w stanie przewidzieć, to tego, który spośród nowych porządków zostanie wybrany w jego miejsce, ponieważ wybór ten stanowić będzie efekt nieskończonej ilości indywidualnych napięć. Wcześniej czy później jednak nowy system zostanie powołany do życia. Nie będzie to system kapitalistyczny, ale może okazać się zarówno nieporównywalnie odeń gorszy (jeszcze bardziej polaryzujący i hierarchiczny), jak i zdecydowanie lepszy (względnie demokratyczny i względnie egalitarny). Wybór tego systemu stanowi największe polityczne wyzwanie naszych czasów.

Co się tyczy naszych bezpośrednich, krótkoterminowych i tymczasowych perspektyw, to, co się dzieje, nie wymaga chyba komentarza. Zmierzamy w stronę świata protekcjonistycznego (zapomnijcie o tak zwanej globalizacji). Mamy do czynienia ze zdecydowanie większą niż wcześniej bezpośrednią rolą rządu w sferze produkcji. Nawet Stany Zjednoczone i Wielka Brytania częściowo nacjonalizują banki i upadające wielkie gałęzie przemysłu. Wkraczamy w obszar populistycznej redystrybucji sterowanej przez rząd, która może przyjąć zarówno formy lewicowe, socjaldemokratyczne, jak i skrajnie prawicowe, autorytarne. Na horyzoncie czekają ostre wewnątrzpaństwowe konflikty społeczne, bo wszyscy walczą ze sobą o kurczące się zasoby. Najbliższa perspektywa bynajmniej nie rysuje się różowo.

Przełożyła Maja Brzozowska­‑Brywczyńska

Tekst ukazał się na stronie Fernand Braudel Center, Binghamton University 15 października 2008, http://www.binghamton.edu/fbc/243en.htm.

Copyright by Immanuel Wallerstein. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dozwolone jest pobieranie, przekazywanie za pomocą elektroniczną lub poczty e­‑mail niniejszego tekstu innym osobom, a także publikacja w niekomercyjnych serwisach internetowych. W celu tłumaczenia i opublikowania tekstu lub jego fragmentów w wersji drukowanej i/lub innej, w tym na komercyjnych stronach internetowych, kontakt z autorem na adres: immanuel [dot] wallerstein [na serwerze] yale [dot] edu; fax: 1­‑203­‑432­‑6976.

Celem cyklicznych komentarzy Immanuela Wallersteina (http://fbc.binghamton.edu/cmpg.htm), publikowanych dwa razy w miesiącu, jest refleksja nad sytuacją współczesnego świata, widzianą nie z perspektywy bieżących „tematów dnia”, lecz w kontekście długofalowym.

Immanuel Wallerstein – (ur. 1930) socjolog, historyk, ekonomista. Przez wiele lat związany z Uniwersytetem Stanu Nowy Jork (SUNY) w Binghamton, gdzie w 1976 roku współtworzył Centrum Badania Gospodarek, Systemów Historicznych i Cywilizacji im. Fernanda Braudela. W latach 1994­‑1998 był przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego. Jest twórcą koncepcji „analizy systemów­‑światów”, łączącej perspektywy socjologii historycznej, historii gospodarczej i nauk politycznych. Zajmuje się między innymi badaniem kryzysu współczesnego kapitalizmu, rolą ruchów antysystemowych oraz przeobrażeniami nauk społecznych. Autor czterotomowego dzieła The Modern World­‑System publikowanego w latach 1974­‑2011. Po polsku ukazały się jego książki Koniec świata jaki znamy (2004), Analiza systemów­‑światów. Wprowadzenie (2007), Europejski uniwersalizm. Retoryka władzy (2007) oraz Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku (2008).