Samostanowienie narodów? Czyje?

Immanuel Wallerstein
30.04.2011

Jedną z przewodnich idei dwudziestego wieku, powtarzaną jak mantra, było samostanowienie narodów. Jej mistycyzm sprawiał, że w teorii aprobowali ją wszyscy. Jednak w praktyce była ona tematem drażliwym i niejasnym. Podstawową trudność sprawiało zdefiniowanie czym jest naród, któremu miano dać prawo decydowania o własnym losie.

W tej kwestii nigdy nie osiągnięto porozumienia. Jeśli chodzi o kolonie, odpowiedź była stosunkowo łatwa. Jeśli jednak sprawa dotyczyła państwa uznawanego już za suwerenne, opinie były bardzo podzielone, a przeważnie radykalnie odmienne. Ta kwestia jest obecnie na pierwszych stronach gazet z powodu referendum w Sudanie południowym, którego „obywatele” głosują nad tym, czy pragną pozostać częścią Sudanu, czy utworzyć nowe odrębne państwo.

W aparacie władzy każdego państwa, bez wyjątków, istnieje grupa osób, która opowiada się za czymś, co utarło się nazywać stanowiskiem „jakobinów”. Utrzymują oni, że wszyscy obywatele państwa tworzą naród, który stale decyduje o własnym losie. Mówimy o państwach narodowych jakby ta jakobińska zasada nie była oderwana od rzeczywistości i aspirowała do bycia czymś więcej, niż tylko ideą polityczną. Jakobini twierdzą, że państwo należy wzmocnić poprzez odmowę legalizacji i uznania praw tak zwanych grup pośrednich znajdujących się pomiędzy państwem i jego obywatelami. Wszystkie prawa dla jednostki, żadnych praw dla grup.

Równocześnie w każdym państwie, również bez wyjątków, żyją inne grupy – często nazywane „mniejszościami” – które kwestionują ten pogląd. Uważają one, że stanowisko jakobinów skrywa interes jakiejś „dominującej” grupy, która utrzymuje swoje przywileje kosztem tych wszystkich, którzy do niej nie należą. Mniejszości (które często, choć nie zawsze, faktycznie tworzą większą część populacji) argumentują, że jeżeli prawa grup nie zostaną zagwarantowane, to cały czas będzie się im odmawiać uczestnictwa w życiu państwa na równych zasadach.

Jakich praw odmawia się tym mniejszościom? Czasem są to prawa językowe: prawo do korzystania z języka innego niż „urzędowy” w sądach, szkołach czy środkach masowego przekazu. Czasem są to prawa wyznaniowe: prawo do swobodnego praktykowania religii innej niż oficjalna, a także prawo do realizowania spraw obywatelskich dotyczących danej grupy według przykazań będących elementem wyznawanej przez tę grupę religii. Czasem jest to prawo do ziemi: prawo do posiadania ziemi przez członków danej grupy na tradycyjnych zasadach, różniących się od reguł uchwalonych przez państwo.

Prawa mniejszości można uzyskać na dwa sposoby. Pierwszy to dążenie do uzyskania autonomii w życiu społecznym i w sferze prawnej. Drugi, jeżeli taka mniejszość zamieszkuje stosunkowo spójny teren geograficzny, to dążenie do secesji, czyli do utworzenia nowego państwa. Wiele grup podejmuje działania zorientowane na którąś z tych opcji. Nie uzyskawszy autonomii, mogą dążyć do secesji. Mogą też, gdy ich aspiracje do secesji zostały politycznie i/lub militarnie stłumione, mogą przystać na autonomię.

Kurdowie, zarówno ci w Turcji jak i w Iraku, dążący dotąd do secesji, są obecnie gotowi wyrazić zgodę na autonomię. Podobnie wygląda sytuacja z frankofonami w Quebecu. Ludność południowego Sudanu poszła w innym kierunku, podobnie jak kosowscy Albańczycy w Serbii.

Zasadnicza kwestia polega na tym, że nigdy nie jest to wyłącznie wewnętrzna sprawa danego kraju. Aby być państwem suwerennym należy zostać uznanym przez inne suwerenne państwa jako twór prawomocny. Obecnie Turecką Republikę Cypru Północnego uznaje tylko jedno państwo. Dlatego nie może ona wstąpić do organizacji międzynarodowych, nawet jeśli de facto wciąż sprawuje kontrolę na swoim terytorium.

Gdy Kosowo ogłosiło niepodległość, zostało uznane przez niespełna połowę członków Organizacji Narodów Zjednoczonych. Musimy zatem postawić pytanie: przez które państwa i dlaczego? Niektóre państwa europejskie ale także inne (zwłaszcza Chiny i Rosja) obawiały się precedensu. Państwa te uważały, że jeżeli Kosowianie mogą jednostronnie ogłosić niepodległość, podobne grupy na ich obszarach mogą uznać to za precedens. Stany Zjednoczone i pewne państwa zachodniej Europy uważały jednak, że niezależność Kosowa od Serbii służy ich geopolitycznym interesom i zachęcały Kosowian do ogłoszenia niepodległości, którą natychmiast uznały i wsparły, udzielając im pomocy materialnej i politycznej.

Kiedy kilkadziesiąt lat temu Biafra starała się odłączyć od Nigerii, niemal wszystkie państwa afrykańskie poparły starania nigeryjskiego rządu, aby militarnie stłumić rebelię. Głównym argumentem przemawiającym za takim działaniem był fakt, że secesja Biafry stworzyłaby tragiczny precedens w Afryce, gdzie prawie wszystkie granice państw zostały ustanowione arbitralnie przez byłe mocarstwa kolonialne i w istocie przecinają one tereny jednolite etnicznie. Państwa afrykańskie chciały zachować istniejące granice, jakkolwiek „sztuczne” się one wydawały, jako jedyny gwarant zachowania porządku publicznego.

Teraz wygląda na to, że referendum w południowym Sudanie zakończy się druzgocącym zwycięstwem zwolenników secesji. Również państwa afrykańskie, które nie uznały Biafry, a także Chiny, które nie uznają Kosowa, z pewnością zaakceptują utworzenie nowego państwa w Afryce. Co więcej, wygląda na to, że gotowy jest to zrobić również kraj, od którego nowe państwo chce się odłączyć.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta. Istnieją geopolityczne powody takiego postępowania. Chiny są zainteresowane dobrymi stosunkami z nowym państwem, które będzie znaczącym eksporterem ropy naftowej. Korzyści wynikające z zakupów ropy naftowej wydają się brać górę nad niepokojem związanym ze stworzeniem precedensu dla grup secesjonistycznych w Chinach. Sudan wydaje się gotowy do uznania nowego państwa, ponieważ Stany Zjednoczone obiecały konkretne zmiany w swojej polityce wobec Sudanu, jeżeli pozwoli on na pokojowe przeprowadzenie secesji. Państwa afrykańskie są zdumione faktycznym porozumieniem pomiędzy obiema stronami tego sporu. A w dodatku wiele z nich sympatyzuje z Nilotami – grupą ludów afrykańskich w Sudanie południowym – zmagającymi się z rządem zdominowanym przez Arabów.

W dwudziestym pierwszym wieku w wielu krajach opcja jakobinów jest w odwrocie. Realna kwestia dla tak zwanych mniejszości polega na wyborze pomiędzy autonomią a secesją. Czy jedna jest lepsza od drugiej? Nie można w sposób ogólny odpowiedzieć na to pytanie. Każdy przypadek jest różny na dwa sposoby. Państwa różnią się pod względem demograficznym i historycznym, dlatego też to, co logicznie najlepsze i to, co maksymalnie sprawiedliwe, to różne sprawy. W każdym razie każde nowe państwo powstałe w wyniku secesji natychmiast odkrywa w swoich granicach „mniejszości”. Ta debata nigdy się nie kończy.

Ale jest jeszcze drugi czynnik. Wybór pomiędzy autonomią i secesją pociąga za sobą konsekwencje geopolityczne. Te zaś mają decydujące znaczenie w walce toczącej się w systemie­‑świecie jako całości. Wszyscy jej uczestnicy dążą – dość cynicznie – do realizacji swych własnych interesów jako państwa. Sposób, w jaki postępują, może się diametralnie różnić w zależności od sytuacji. Wynika to z faktu, że mocarstwa dbają przede wszystkim o geopolityczne skutki danej decyzji. Jednak to właśnie te mocarstwa często odgrywają rolę decydującą.

Przełożył Piotr Duda

Tekst ukazał się na stronie Fernand Braudel Center, Binghamton University 15 stycznia 2011, http://fbc.binghamton.edu/297en.htm.

Copyright by Immanuel Wallerstein. Kontakt z autorem: immanuel [dot] wallerstein [na serwerze] yale [dot] edu.

Celem cyklicznych komentarzy Immanuela Wallersteina (http://fbc.binghamton.edu/cmpg.htm), publikowanych dwa razy w miesiącu, jest refleksja nad sytuacją współczesnego świata, widzianą nie z perspektywy bieżących „tematów dnia”, lecz w kontekście długofalowym.

Immanuel Wallerstein – (ur. 1930) socjolog, historyk, ekonomista. Przez wiele lat związany z Uniwersytetem Stanu Nowy Jork (SUNY) w Binghamton, gdzie w 1976 roku współtworzył Centrum Badania Gospodarek, Systemów Historicznych i Cywilizacji im. Fernanda Braudela. W latach 1994­‑1998 był przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego. Jest twórcą koncepcji „analizy systemów­‑światów”, łączącej perspektywy socjologii historycznej, historii gospodarczej i nauk politycznych. Zajmuje się między innymi badaniem kryzysu współczesnego kapitalizmu, rolą ruchów antysystemowych oraz przeobrażeniami nauk społecznych. Autor czterotomowego dzieła The Modern World­‑System publikowanego w latach 1974­‑2011. Po polsku ukazały się jego książki Koniec świata jaki znamy (2004), Analiza systemów­‑światów. Wprowadzenie (2007), Europejski uniwersalizm. Retoryka władzy (2007) oraz Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku (2008).