Struktury gospodarstw domowych a formowanie się siły roboczej w kapitalistycznej gospodarce­‑świecie

Immanuel Wallerstein
17.12.2012

Gospodarstwa domowe tworzą jedną z kluczowych struktur instytucjonalnych kapitalistycznej gospodarki­­‑świata. Analizowanie instytucji społecznych w sposób ponadhistoryczny, jak gdyby stanowiły one klasę zjawisk, której pewien wariant czy rodzaj istniał w każdym systemie historycznym, jest zawsze błędne. Należy raczej stwierdzić, że różnorodne struktury instytucjonalne danego systemu historycznego (a) są zasadniczo wyjątkowe dla tego systemu, a także (b) stanowią część wewnętrznie powiązanego zbioru instytucji konstytuujących struktury, na których opiera się funkcjonowanie tego systemu.

Mówiąc o systemie historycznym, mamy w tym przypadku na myśli kapitalistyczną gospodarkę­­‑świat1, jako odrębny, historycznie ewoluujący twór. Usytuowane w tym systemie gospodarstwa domowe najlepiej zrozumieć nie poprzez porównywanie ich z hipotetycznie podobnymi instytucjami (często określanymi nominalnie tą samą nazwą) w innych systemach historycznych, ale poprzez badanie sposobu, w jaki wpasowują się one w zespół instytucji danego systemu. Można w istocie wysunąć poważne wątpliwości, czy w poprzednich systemach istniało cokolwiek analogicznego do naszego „gospodarstwa domowego” (to samo można jednak powiedzieć o innych pojęciach odnoszących się do instytucji, jak „państwo” czy „klasa”). Ponadhistoryczne użycie terminów takich, jak „gospodarstwa domowe”, stanowi w najlepszym razie analogię.

Zamiast porównywać domniemane zbiory cech możliwie podobnych instytucji, postawmy problem, patrząc od środka istniejącej obecnie kapitalistycznej gospodarki­­‑świata. Cechą definiującą oraz raison d’être tego systemu jest bezustanna akumulacja kapitału. Z biegiem czasu owa niekończąca się akumulacja wywiera presję, która ma prowadzić do utowarowienia wszystkiego, do całkowitego wzrostu produkcji światowej oraz do powstania złożonego społecznego podziału pracy. Cel akumulacji zakłada istnienie systemu polaryzującej dystrybucji, w ramach którego większość globalnej populacji służy jako siła robocza wytwarzająca wartość dodatkową, którą w pewien sposób rozdziela się pomiędzy pozostałą mniejszość populacji świata.

Z punktu widzenia tych, którzy akumulują kapitał, można postawić pytanie: jakie problemy rodzą się w kontekście sposobów tworzenia i reprodukcji owej siły roboczej? Myślę, że można przyjąć, iż kapitalistów zaprzątają trzy główne sprawy:

1. Czerpią oni korzyści z posiadania siły roboczej, której użytkowanie zmienia się w czasie. Oznacza to, że poszczególni przedsiębiorcy zechcą, aby ich wydatki wiązały się z produkcją wyłącznie bezpośrednio, i tym samym, nie będą chcieli płacić za możliwość wykorzystania czasu w przyszłości. Z drugiej strony, gdy mają zamiar produkować, chcą też dysponować osobami gotowymi podjąć pracę. Może się to zmieniać z dekady na dekadę, z roku na rok, z tygodnia na tydzień, a nawet z godziny na godzinę.

2. Odniosą korzyści z posiadania siły roboczej, której użytkowanie jest zmienne w przestrzeni. Znaczy to tyle, że poszczególni przedsiębiorcy będą chcieli zakładać i przemieszczać firmy w zależności od pewnych czynników składających się na koszty (koszty transportu, historyczne koszty siły roboczej i tak dalej), nie podlegając nadmiernym ograniczeniom wynikającym z istniejącej geograficznej dystrybucji siły roboczej na świecie. Zmienność przestrzenna może oznaczać zróżnicowanie między kontynentami, między obszarami wiejskimi i obszarami miejskimi lub między poszczególnymi konkretnymi miejscami.

3. Skorzystają, gdy koszt siły roboczej będzie możliwie najniższy. Znaczy to, że poszczególni przedsiębiorcy będą chcieli, aby ich koszty bezpośrednie (w formie płac, pośrednich wypłat pieniężnych oraz świadczeń rzeczowych) ulegały minimalizacji, przynajmniej w perspektywie średniookresowej.

Wszystkie te preferencje, do których muszą się dostosować poszczególni przedsiębiorcy (pod groźbą wyeliminowania z areny gospodarczej poprzez bankructwo), stoją po części w sprzeczności z interesami kapitalistów jako klasy światowej. Jako klasa w skali światowej, ci, którzy akumulują kapitał, muszą zapewnić sobie reprodukcję globalnej siły roboczej w liczbie odpowiedniej do poziomu światowej produkcji. Muszą też zapobiec zorganizowaniu się owej globalnej siły roboczej jako siły klasowej w stopniu, który mógłby zagrozić istnieniu systemu jako takiego. A zatem w globalnej perspektywie tej klasy pewne rodzaje redystrybucji (w celu zapewnienia odpowiedniego poziomu efektywnego popytu w skali światowej, zapewnienia długofalowej reprodukcji globalnej siły roboczej oraz zagwarantowania systemowi adekwatnych politycznych mechanizmów obronnych poprzez umożliwienie kadrom2 otrzymywania części wartości dodatkowej) mogą jawić się jako konieczne.

Problem polega zatem na określeniu, jakiego typu instytucje byłyby, z punktu widzenia akumulujących kapitał (uwzględniając sprzeczności pomiędzy ich usytuowaniem jako konkurujących jednostek, a ich położeniem jako zbiorowości będącej klasą), optymalne w kontekście formowania się siły roboczej. Zaproponujemy ujęcie prezentujące kilka procesów, w ramach których historyczny rozwój struktur „gospodarstwa domowego” współbrzmi z tym celem. Sprzeczne potrzeby przedsiębiorców jako jednostek i przedsiębiorców rozumianych jako klasa dają się najlepiej pogodzić, jeśli determinanty podaży siły roboczej przybierają postać melasy: instytucje sączą się (czyli w elastyczny sposób odpowiadają na rozmaite presje „rynku”), jednak dzieje się to powoli. „Gospodarstwo domowe” w kształcie, w jakim pojawiło się w ramach kapitalizmu, wydaje się mieć dokładnie taki charakter. Jego granice są rozciągliwe, jednak w perspektywie krótkoterminowej są stałe – zarówno w sensie interesu ekonomicznego, jak i społecznej psychologii jego członków.

Można wskazać trzy główne sposoby zapewniania łagodnej ciągliwości tych granic. Po pierwsze, istnieje stała presja, aby dokonało się rozerwanie związku pomiędzy organizacją gospodarstwa domowego i terytorialnością. We wczesnej fazie presja ta – co można od dawna zaobserwować – dotyczyła osłabiania u coraz większej liczby ludzi przywiązania (fizycznego, prawnego i emocjonalnego) do określonego małego obszaru ziemi. W drugiej fazie, zwykle późniejszej, presja ta wiąże się ze zmniejszeniem, choć nigdy z całkowitym wyeliminowaniem, roli współzamieszkiwania jako podstawy prawnego i społeczno­‑psychologicznego zaangażowania na rzecz wspólnej struktury dochodu. (To właśnie to zjawisko postrzega się – moim zdaniem w dużej mierze błędnie – jako pojawienie się rodziny nuklearnej).

Po drugie, w miarę przeobrażania się kapitalistycznej gospodarki­‑świata w czasie staje się coraz bardziej oczywiste, że społeczny podział pracy opiera się na częściowo najemnej światowej sile roboczej. Owa „częściowość” dotyczyła dwóch kwestii. Miało miejsce (a) rozproszenie gospodarstw domowych na świecie wzdłuż krzywej obrazującej procent całkowitej pracy produkcyjnej wynagradzanej w formie płac. Podejrzewam, że odpowiednia analiza statystyczna przeprowadzona dla gospodarki­‑świata jako całości pokazałaby, że wraz z upływem czasu historycznego krzywa ta jest coraz mniej zniekształcona i w coraz większym stopniu przybiera kształt przypominający rozkład normalny. Ponadto (b) w zasadzie żadne gospodarstwa domowe w obrębie kapitalistycznej gospodarki­‑świata nie sytuowały się na krańcach tej krzywej. Znaczy to, że sposób pozyskiwania dochodu przez praktycznie każde gospodarstwo domowe można określić jako „częściowo” obejmujący pracę najemną.

Po trzecie, formy uczestnictwa gospodarstw domowych w sile roboczej podlegały uwarstwieniu – i to coraz silniejszemu – ze względu na etniczność/narodowość i płeć. Równolegle jednak w coraz większym stopniu głoszono i wdrażano ideologię równych szans. Owe dwie tendencje dawały się pogodzić ze względu na elastyczność istniejącej stratyfikacji, co wynikało z faktu, że granice przynależności etnicznej (w tym reguły endogamii) same w sobie mogły ulegać rozciąganiu. Choć granice między płciami miały mniej ciągliwy charakter niż te, określające etniczność, możliwe było jednak nieustanne przedefiniowywanie, które z ról zawodowych należą do danej kategorii znajdującej się po którejś ze stron stratyfikacyjnego podziału płci.

Należy zauważyć, że w odniesieniu do każdego z wymienionych aspektów (terytorialność, praca najemna oraz stratyfikacja etniczna i płciowa) pojawiały się napięcia strukturalne – nastąpiło zerwanie z terytorium, jednak wciąż pewną rolę odgrywało współzamieszkiwanie; pojawił się system pracy najemnej, choć tylko częściowy; istniał system uwarstwienia ze względu na przynależność etniczną i płeć, jednak łagodzony przez ideologię równych szans. To właśnie te napięcia, owo „wypośrodkowanie”, umożliwiły kapitalistom manipulowanie (choć tylko do pewnego stopnia) światową siłą roboczą. Dokładnie te same napięcia były źródłem żywotności i niejednoznaczności odpowiedzi podejmowanych przez globalną siłę roboczą – odpowiedzi w sensie świadomości społecznej (lojalność wobec narodu, klasy, gospodarstwa domowego) oraz świadomości politycznej (zaangażowanie w ruchy polityczne).

Z punktu widzenia kapitalistów efektywność gospodarstwa domowego widać, gdy jako jednostkę łączącą dochody (symbolicznie można tu mówić o współbiesiadnictwie) zestawimy je z dwiema hipotetycznymi alternatywami. Pierwsza z nich to „wspólnota” (komuna) licząca pięćdziesiąt, sto lub więcej osób. Drugi rodzaj to twór bardzo mały i samodzielny (pojedyncza osoba lub rodzina nuklearna bez dorosłych dzieci). We wcześniejszych systemach historycznych wspólnota była, rzecz jasna, często spotykaną jednostką reprodukcji społecznej. W ramach kapitalistycznej gospodarki­‑świata podejmowano okazjonalne (zwykle nieudane) próby odtworzenia jednostek tej wielkości. Pojawiły się też oczywiście bardzo małe jednostki, jednak również wydaje się, że silnie opierano się im jako w pewien sposób „nieefektywnym”.

Empirycznie wykazano, że w rzeczywistości gospodarstwa domowe łączące dochód miały na ogół średnią wielkość. Nie chcąc być zbyt małe, często przekraczały sieci pokrewieństwa i włączały osoby niespokrewnione. Chcąc uniknąć nadmiernej liczby członków w gospodarstwach domowych, wprowadzano społeczne i prawne ograniczenia wzajemnych zobowiązań. Dlaczego owa tendencja do średniości – tak w sensie wielkości, jak i składu – przeważyła?

Wydaje się, że główna wada zbyt małych jednostek polegała na tym, że dla zapewnienia zbiorowej reprodukcji wymagały one wyraźnie wyższego poziomu dochodu z pracy najemnej niż w przypadku jednostek średnich. Tam, gdzie płace osiągały poziom zbyt niski, gospodarstwa domowe same dążyły do poszerzania swych granic w celu przetrwania. W oczywisty sposób leżało to jednak również w interesie kapitalistów.

Wydaje się też, że główna wada jednostek zbyt dużych polegała na tym, że nie wymagały znacznej produkcji dla zapewnienia przetrwania. Z jednej strony nie podobało się to kapitalistom, gdyż osłabiało presję w kierunku wchodzenia na rynek pracy najemnej. Z drugiej strony ludzie należący do kategorii pracowników zdali sobie sprawę z tego, że tworzyło to napięcia pomiędzy tymi członkami wspólnoty, którzy wyczuwali, że mogą skorzystać na pewnym rodzaju natychmiastowej mobilności, a tymi, którzy tak nie uważali. Można było „przemieścić” gospodarstwo domowe. Bardzo trudno było „przemieścić” wspólnotę.

Struktury instytucjonalne nie są dane z góry. Stanowią na ogół miejsca sprzecznych działań – czy wręcz obiekty takich działań – mających na celu nadawanie kształtu owym strukturom. Istniały dwa zasadnicze rodzaje zmagań wokół instytucji gospodarstwa domowego. Pierwszy polegał na ścieraniu się często przeciwstawnych interesów pracowników skupionych w gospodarstwie domowym i interesów kapitalistów dysponujących władzą w danej okolicy i/lub państwie. Drugi rodzaj to sprzeczność pomiędzy celami realizowanymi przez kapitalistów w odniesieniu do struktur gospodarstw domowych a ich częstą potrzebą podejmowania działań naruszających owe cele. Omówmy je po kolei.

W gospodarstwie domowym jako jednostce łączenia dochodów można widzieć bastion zarówno akumulacji, jak i oporu wobec modelu alokacji siły roboczej preferowanego przez kapitalistów. W miarę jak odpowiedzialność za reprodukcję siły roboczej przesuwała się od „wspólnoty” do „gospodarstwa domowego”, na które ograniczenia nakładało „państwo”, wspomniana wcześniej rozciągliwość tej instytucji (w sensie członkostwa, granic, lokalizacji oraz połączenia różnych form pracy), tak korzystna dla kapitalistów, okazała się również użyteczna w stawianiu oporu czy omijaniu presji w perspektywie krótkookresowej. Aż do pojawienia się ruchów społecznych, a nawet później, decyzje podejmowane w gospodarstwie domowym faktycznie stanowiły być może główną codzienną broń polityczną dostępną światowej sile roboczej. To, co nieraz analizowano jako tendencje atawistyczne, często sprowadzało się do socjopolitycznych reakcji w obronie danych wartości użytkowych lub po prostu prób ograniczenia stopy wyzysku. Fakt, że żądania gospodarstw domowych zmieniały się nieregularnie (czasem na przykład dotyczyły wejścia większej liczby kobiet w szeregi najemnej siły roboczej, a czasami były względem tego przeciwstawne), można w istocie łatwo wyjaśnić, jeśli spojrzymy na te żądania jako na postulaty raczej taktyczne niż strategiczne – jako bezpośrednie odpowiedzi na konkretną sytuację polityczną.

Rzeczywiste formy konfliktu pomiędzy gospodarstwem domowym jako miejscem oporu politycznego światowej siły roboczej a kapitalistami kontrolującymi struktury gospodarcze i państwowe, a także pytanie o ich systematyczne zróżnicowanie w czasie i przestrzeni, to zagadnienia warte obszernego rozwinięcia. Nie podejmę się tego w tym miejscu. Skoncentruję się raczej na znaczeniu sprzeczności w ramach podstawowych mechanizmów samego kapitalizmu. Kapitalizm oznacza utowarowienie, choć, jak podkreśliliśmy, jest ono jedynie częściowe. Bardziej zaawansowane utowarowienie stanowi jednak regularny mechanizm wychodzenia z cyklicznie powracających faz stagnacji gospodarki­‑świata. Efekt można podsumować następująco: wbrew sobie i wbrew swym długoterminowym interesom, kapitaliści nieustannie naciskają na to, by wszystko poddawać utowarowieniu, zwłaszcza życie codzienne. Opis tego sekularnego procesu utowarowienia życia codziennego od dwóch stuleci pochłania sporą część wysiłków badaczy społecznych. W długim okresie ten sekularny proces gwarantuje upadek systemu. W międzyczasie dokonuje się jego przełożenie na struktury gospodarstw domowych, których wewnętrzna dynamika ulega – i to w coraz większym stopniu – utowarowieniu, począwszy od przygotowywania posiłków, poprzez sprzątanie oraz naprawę sprzętów domowych i odzieży, opiekę nad dziećmi i chorymi, aż po odnowę emocjonalną. Wraz z postępującym utowarowieniem życia codziennego, współzamieszkiwanie i pokrewieństwo tracą na znaczeniu jako cechy określające granice. Wydaje mi się jednak, że krańcowym punktem tej presji sekularnej nie jest ani „jednostka” ani „rodzina nuklearna”, ale twór, którego spójność rośnie w zależności od pełnionej przezeń funkcji w zakresie łączenia dochodu.

W tytule swojej książki o doświadczeniach nowoczesności Marshall Berman wykorzystał metaforę ukutą przez Marksa w Manifeście komunistycznym: „Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu”3. Pojawia się ona jako konkluzja Marksowskiej analizy bezustannego „rewolucjonizowania” środków i stosunków produkcji. Ustęp ten brzmi dalej: „wszystko, co święte, ulega sprofanowaniu”, kulminacją jest zaś fragment, który uważam za najważniejszy w naszym kontekście: „i ludzie muszą wreszcie spojrzeć trzeźwym okiem na swe rzeczywiste warunki życia i na swe wzajemne stosunki”4. Proces ten na różne sposoby już się rozpoczął. Łączące dochód gospodarstwo domowe, które przez cały okres swego istnienia ma charakter proletariacki – a którego niegdyś nienaruszalna więź z terytorium, pokrewieństwem i współzamieszkiwaniem została przerwana – w największym stopniu obnaża rzeczywiste warunki życia. Dlatego właśnie utrzymywanie ich na owym minimalnym poziomie staje się politycznie niemożliwe. Już ekspansja procesu utowarowienia stanowi sama w sobie najgłębszy rodzaj upolitycznienia. Jeśli wszystko, co święte, ulega sprofanowaniu, znika uzasadnienie nierównej dystrybucji dochodu. Nawet indywidualistyczna reakcja pod hasłem „więcej dla mnie”, przekłada się na roszczenie brzmiące: „przynajmniej mój sprawiedliwy udział”. To najbardziej radykalne przesłanie polityczne, jakie można sobie wyobrazić.

W ten sposób staje się jasne, dlaczego wysiłki kapitalistów zawsze kierowały się na tworzenie „średniego” gospodarstwa domowego – zrywając, co prawda, z wcześniejszymi „wspólnotowymi” formami organizacji siły roboczej, jednak równocześnie dążąc do odwrócenia nieuchronnej, nawet jeśli powolnej, proletaryzacji. To nie przypadek zatem, że kwestie pojawiające się współcześnie wokół tematyki życia rodzinnego, praw odnoszących się do płci, a także organizacji życia codziennego, pozostają głównymi problemami politycznymi. Kwestie te stają się wręcz coraz bardziej palące, dokładnie z powodu sekularnego procesu postępującej proletaryzacji, który kapitaliści traktują z dużą nieufnością, choć z pełnym dezorientacji niepokojem patrzą nań także światowe klasy pracujące, których ruchy społeczne wypracowały takie właśnie niejednoznaczne stanowiska w tym zakresie. A jednak na wiele sposobów stanowi to klucz do strukturyzowania świadomości klasowej, a tym samym odgrywa również zasadnicze znaczenie dla potencjału owych ruchów.

Przełożył Marcin Starnawski

Tekst pochodzi z: Etienne Balibar, Immanuel Wallerstein, Race, Nation, Class. Ambiguous Identities, London/New York 2002 (pierwsze wydanie angielskojęzyczne: 1991), s. 107­‑112. Niniejszy przekład ukazał się w: „Recykling Idei”, 2012, lato, nr 13, Gospodynie wszystkich domów, łączcie się!.

Przypisy:

1. Zob. przypis 2. w poprzednim artykule (przyp. red.).

2. Termin „kadry” – wedle intencji Wallersteina – odnosi się do tych warstw społecznych, które sytuują się pomiędzy elitami przywódczymi systemu a większością złożoną z klas pracujących czy niższych. Autor ten w innej swojej pracy pisze, że kadry „pełnią funkcje kierownicze i zazwyczaj otrzymują wynagrodzenie średniej wysokości”, stanowiąc współcześnie „15 – 20 procent populacji w skali światowej”. I. Wallerstein, Analiza systemów­‑światów. Wprowadzenie, tłum. K. Gawlicz, M. Starnawski, Warszawa 2007, s. 136 (przyp. tłum.).

3. M. Berman, Wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, tłum. M. Szuster, Kraków 2006. (Warto zauważyć, że w polskich przekładach Manifestu Komunistycznego fragment ten brzmi: „Wszystko, co stanowe i zakrzepłe, znika” [K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 4, wydanie drugie poprawione, Warszawa 1986, s. 643; tychże, Manifest komunistyczny, Warszawa 1969, s. 65]; „Wszystko stanowe i znieruchomiałe ulatnia się” [tychże, Manifest komunistyczny, Warszawa 1949, s. 32; tychże, Dzieła Wybrane, t. 1, Warszawa 1949, s. 29]; „Wszystko, co stanowe i znieruchomiałe znika” [tychże, Manifest komunistyczny, Warszawa 2006, s. 35] – przyp. tłum.).

4. Przekład bazujący na K. Marks, F. Engels, Dzieła, t. 4, s. 643, zmieniony na podstawie tłumaczenia angielskiego (http://www.marxists.org/archive/marx/works/1848/communist-manifesto/ch01.htm). W polskim przekładzie z drugiego wydania Dzieł: „i ludzie muszą wreszcie spojrzeć trzeźwym okiem na swoją pozycję życiową, na swoje wzajemne stosunki”. W innych przekładach zamiast słów „pozycję życiową” pojawia się niekiedy zwrot „stanowisko życiowe” (przyp. tłum.).

Immanuel Wallerstein – (ur. 1930) socjolog, historyk, ekonomista. Przez wiele lat związany z Uniwersytetem Stanu Nowy Jork (SUNY) w Binghamton, gdzie w 1976 roku współtworzył Centrum Badania Gospodarek, Systemów Historicznych i Cywilizacji im. Fernanda Braudela. W latach 1994­‑1998 był przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego. Jest twórcą koncepcji „analizy systemów­‑światów”, łączącej perspektywy socjologii historycznej, historii gospodarczej i nauk politycznych. Zajmuje się między innymi badaniem kryzysu współczesnego kapitalizmu, rolą ruchów antysystemowych oraz przeobrażeniami nauk społecznych. Autor czterotomowego dzieła The Modern World­‑System publikowanego w latach 1974­‑2011. Po polsku ukazały się jego książki Koniec świata jaki znamy (2004), Analiza systemów­‑światów. Wprowadzenie (2007), Europejski uniwersalizm. Retoryka władzy (2007) oraz Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku (2008).