Tonący dolar

Immanuel Wallerstein
20.08.2009

Kiedy premier Chin Wen Jiabao powiedział w marcu 2009 roku, że jest „lekko zaniepokojony” kondycją amerykańskiego dolara, pobrzmiewały w tym uczucia ludzi, przedsiębiorstw i państw całego świata. Wzywał Stany Zjednoczone „do zachowania dobrego imienia, respektowania obietnic oraz zagwarantowania bezpieczeństwa chińskich aktywów”.

Zaledwie pięć lat temu wydawałoby się to bardzo aroganckim żądaniem. Dziś nawet dla Janet Yellen, prezes Federalnego Banku Rezerw w San Francisco, wygląda to na coś „zrozumiałego”, mimo że uważa ona, iż chińskiej propozycji dotyczącej światowej waluty rezerwowej „daleko do bycia praktyczną alternatywą”.

Istnieją tylko dwa sposoby gromadzenia bogactwa: w konkretnych strukturach materialnych oraz w jakiejś formie pieniądza (waluty, obligacje, złoto). W obu przypadkach właściciel obciążony jest ryzykiem. Materialne struktury tracą swoją wartość, chyba że ich użycie i używanie zakłada koszty. Eksploatacja mająca na celu otrzymywanie z nich przychodu, a następnie zysku, uzależniona jest od „rynku” – to znaczy, od gotowości nabywców, którzy chcą zakupić to, co mogą wyprodukować owe materialne struktury.

Są one przynajmniej czymś namacalnym. Pieniądze (określane w postaci liczb) są jedynie potencjalnym odniesieniem względem materialnych struktur. Wartość tego odniesienia zależy od jego relacji wymiany z materialnymi strukturami. Relacja ta może się zmieniać i dzieje się tak to bez przerwy. Jeśli ulega niewielkim zmianom wartości, prawie nikt tego nie zauważa. Jednak gdy zmienia się znacznie i często, to właściciele, najczęściej całkiem nagle, zyskują lub tracą spory majątek.

W kategoriach ekonomicznych waluta rezerwowa nie jest niczym innym jak najbardziej niezawodną formą pieniędza, tą która ulega najmniejszym wahaniom. Jest zatem najbezpieczniejszym miejscem do ulokowania jakiegokolwiek posiadanego bogactwa, nie znajdującego się w formie materialnych struktur. Przynajmniej od 1945 roku światową walutą rezerwową był dolar amerykański. Jest nią do dzisiaj.

Kraj, który emituje walutę rezerwową, ma nad wszystkimi innymi jedną szczególną przewagę. Jest jedynym krajem, który może ją legalnie drukować, jeśli tylko okaże się to zgodne z jego interesem.

Wszystkie waluty posiadają kurs wymiany z innymi. Odkąd w 1973 roku Stany Zjednoczone porzuciły stały kurs wymiany dolara ze złotem, ulegał on stałym wahaniom w stosunku do innych walut. Kiedy waluta osłabia się względem innej, ułatwia sprzedaż towarów eksportowych kraju, który się nią posługuje. Ich nabywca potrzebuje mniej własnej waluty, by je zakupić. W związku z tym rosną koszty importu, gdyż za importowaną rzecz trzeba zapłacić więcej dolarów.

Na krótką metę osłabiona waluta może podnieść krajowe zatrudnienie. Jest to jednak, w najlepszym wypadku, krótkookresowa zaleta. W średnim okresie istnieją znaczniejsze korzyści posiadania tak zwanej silnej waluty. Wystawca takiej waluty ma większą kontrolę nad światowym bogactwem, niż wykazywałyby to jego materialne struktury i produkty.

W średnim okresie waluty rezerwowe są silne i muszą takimi pozostać. Ich moc wyrasta nie tylko z panowania nad światowym bogactwem, lecz z politycznej siły jaką przedstawiają w systemie­‑świecie. Z tego właśnie powodu waluta światowego mocarstwa hegemonicznego ma skłonności do stawania się światową walutą rezerwową, nawet jeśli jest to mocarstwo podupadające. Z tego właśnie powodu dolar amerykański jest światową walutą rezerwową.

Dlaczego więc premier Wen jest „lekko zaniepokojony”? Oczywiście dlatego, że przez ostatnie kilka dekad kurs wymiany dolara amerykańskiego wahał się znacząco, lecz w ostatecznym rozrachunku powoli spadał. Jednym z najważniejszych czynników był niewiarygodny wzrost globalnego zadłużenia rządu Stanów Zjednoczonych. Są dwa podstawowe sposoby, dzięki którym kraj ten był zdolny do zbilansowania swoich ksiąg. Drukował pieniądze i sprzedawał swoje obligacje skarbowe, głównie innym rządom (tak zwane państwowe fundusze majątkowe [ang. sovereign wealth funds]).

Nie jest tajemnicą, że w ostatnich latach Chiny były największym pojedynczym nabywcą obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych. Nie jedynym. Japonia, Południowa Korea, Arabia Saudyjska oraz Abu Dhabi, Indie i Norwegia – wszystkie zakupiły amerykańskie obligacje skarbowe. Chiny są jednak aktualnie największym nabywcą, a biorąc pod uwagę dzisiejszy kryzys kredytowy, w niedalekiej przyszłości będą prawdopodobnie jednym z niewielu.

Dla Chin, tak jak dla innych, którzy zainwestowali w amerykańskie obligacje skarbowe, dylemat polega na tym, że jeżeli dolar bardziej obniży swoją wartość lub jeśli na skutek drukowania pieniędzy przez Stany Zjednoczone wystąpi tam znacząca inflacja, ich inwestycja może przynieść straty. Z drugiej strony, jaką te kraje mają alternatywę?

Taktycznym wnioskiem, jaki Chiny (i inni nabywcy) wyciągnęły z tej sytuacji, jest konieczność stabilnego i powściągliwego dezinwestowania. Chcą uczynić je nie tak pospiesznym, by spowodować „panikę bankową”1, jednak nie tak powolnym, aby zostały ostatnimi za drzwiami – „nim nadejdzie popłoch”, jak zatytułował swój artykuł w ”Asia Times” W. Joseph Stroup.

Chiny ograniczają ilość kupowanych amerykańskich obligacji skarbowych oraz skłaniają się ku krótkoterminowym, a nie długoterminowym ofertom. Wraz z innymi, jak choćby Argentyną, dokonują „swapów walutowych”2, tak by żadne z nich nie musiało używać dolarów w swoich transakcjach. Chiny wzywają do utworzenia innej waluty rezerwowej, opartej na stworzonych przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy specjalnych prawach ciągnienia (ang. special drawing rights – SDR), bazujących na koszyku walutowym. Rosja poparła to wezwanie.

Stany Zjednoczone nie są pewne, jak zareagować. Kiedy sekretarz skarbu Timothy Geithner powiedział, że amerykański rząd jest „całkiem otwarty” na chińską propozycję zwiększenia użycia SDR, dolar natychmiast spadł na rynku walutowym. Następnie Geithner „objaśnił”, co miał na myśli. Dolar pozostał światową „dominującą walutą rezerwową” i to „prawdopodobnie trwać będzie przez długi czas”. Zapewnił, że „uczynimy wszystko, co konieczne, aby podtrzymać zaufanie do naszych rynków finansowych, zdolności produkcyjnych tego kraju oraz do naszych długoterminowych podstaw”.

Czy Geithner strzela w ciemno? Co ważniejsze, kto wierzy, że to, co mówi, jest wiarygodne? Kluczem do siły danej waluty nie są tak zwane podstawy, ale „wiara” w ich realność.

Wszyscy główni aktorzy mają nadzieję na miękkie lądowanie, zorganizowane całkowite przejście z amerykańskiego dolara. Żaden z nich nie chce przyspieszyć swobodnego upadku, ponieważ nikt nie jest pewny, czy wyjdzie na swoje, jeśli dojdzie on do skutku. Jeżeli jednak amerykańska zachęta okaże się ostatnią z baniek, dolar może nagle zacząć tracić na wartości w najbardziej chaotyczny sposób. Po francusku „popłoch” to „sauve­‑qui­‑peut”, co tłumaczy się dosłownie jako „ratuj się, kto może”.

Przełożył Krystian Szadkowski

Tekst ukazał się na stronie Fernand Braudel Center, Binghamton University 15 maja 2009, http://fbc.binghamton.edu/257en.htm.

Copyright by Immanuel Wallerstein. Kontakt z autorem: immanuel.wallerstein (at) yale.edu.

Celem cyklicznych komentarzy Immanuela Wallersteina (http://fbc.binghamton.edu/cmpg.htm), publikowanych dwa razy w miesiącu, jest refleksja nad sytuacją współczesnego świata, widzianą nie z perspektywy bieżących „tematów dnia”, lecz w kontekście długofalowym.

Przypisy:

1. Panika bankowa – pośpieszne wyciąganie przez bankowych klientów pieniędzy z ich własnych kont (przyp. tłum.).

2. Swap walutowy (ang currency swap) – kontrakt zakupu kwoty waluty w określonym dniu, po określonym kursie, a następnie odsprzedaż tej samej kwoty waluty po kursie i w terminie ustalonym w dniu zawarcia umowy (przyp. red.)

Immanuel Wallerstein – (ur. 1930) socjolog, historyk, ekonomista. Przez wiele lat związany z Uniwersytetem Stanu Nowy Jork (SUNY) w Binghamton, gdzie w 1976 roku współtworzył Centrum Badania Gospodarek, Systemów Historicznych i Cywilizacji im. Fernanda Braudela. W latach 1994­‑1998 był przewodniczącym Międzynarodowego Towarzystwa Socjologicznego. Jest twórcą koncepcji „analizy systemów­‑światów”, łączącej perspektywy socjologii historycznej, historii gospodarczej i nauk politycznych. Zajmuje się między innymi badaniem kryzysu współczesnego kapitalizmu, rolą ruchów antysystemowych oraz przeobrażeniami nauk społecznych. Autor czterotomowego dzieła The Modern World­‑System publikowanego w latach 1974­‑2011. Po polsku ukazały się jego książki Koniec świata jaki znamy (2004), Analiza systemów­‑światów. Wprowadzenie (2007), Europejski uniwersalizm. Retoryka władzy (2007) oraz Utopistyka. Alternatywy historyczne dla XXI wieku (2008).