Co dalej z architektami?

Reminiscencje poksiążkowe

Katarzyna Wiącek
17.04.2012

To książka o Czymś, które nadchodzi. A może już nadeszło. Niepokorna architektura odrzucająca nadętych architektów, definiowana przez oddolne ruchy społeczne (Ruch Oburzonych, kolektywy, społeczności skłoterskie). Aestetyczne twory budowane bez architekta (anarchitektura), prospołeczne inicjatywy obywatelskie (ruchy lokatorskie, urban farming, guerrila gardening) nawoływujące do odzyskiwania miasta przez jego mieszkańców.

Te kanały obywatelskiego nieposłuszeństwa, wyłomy w zastanym systemie, sprawiają, że odtąd architekturę należy osadzać wyłącznie w kontekście społeczno­‑politycznym, globalnym (nie Europa kontra Reszta Świata), demistyfikującym znaczenie architekta. Marek Krajewski wprost pisze o porzuceniu utopii i postuluje, by architekci nie zgadzali się na „bycie narzędziami rywalizacji polityki szkodzącej wspólnocie”. W ciągu ostatnich miesięcy nastąpiło wiele zwrotów akcji w interpretacji przestrzeni publicznej – w dużej mierze przyczyniły się do tego oddolne grupy protestu (ruch Occupy, środowiska skłoterskie, grupy interwencji miejskich), organizujące na całym świecie miasteczka namiotowe, akcje odzyskiwania opuszczonych terenów miejskich (High Line – nowojorski park utworzony na terenach nieczynnej kolejki, nowy skłot Przychodnia w Warszawie, masowa obrona Elby) czy wzbogacanie zastanej architektury o recyklingowe dobudówki na dachach i balkonach, tworzących nowe przestrzenie użytkowe: sklepy, miejsca spotkań, mieszkania dla osób ubogich (hiszpański kolektyw Recetas Urbanas).

Znamienny (i przełomowy) w książce o Czymś, które nadchodzi, jest swoisty paradoks w docenieniu i wartościowaniu ruchów ulotnych, pozbawionych estetyki, nie nastawionych na zysk, anarchicznych, niezhierarchizowanych. Wśród autorów dominuje pogląd o konieczności niemalże programowego powrotu do kolektywnych form współpracy, ale niepozbawionych świadomości polityczno­‑społecznej. Ta wydaje się kluczem do odczytania Czegoś w architekturze dwudziestego pierwszego wieku. Kolektyw Syrena wprost nawołuje: „Określ się politycznie! Dość udawanej neutralności poczynań artystycznych!”

Francuski antropolog Marc Augé skupia się na krytyce tak zwanych „nie­‑miejsc” (autostrady, lotniska, centra handlowe, stadiony), w których ludzie stają się anonimowi, pozbawieni własnej tożsamości. Utopijne „nie­‑miejsca” należy przeobrazić w przyjazne, obywatelskie przestrzenie, które nie czynią z miasta narzędzia separacji i segregacji ludzi.

W kontekście rodzących się buntów społecznych i kiełkującej świadomości politycznej, takie miejsca bolą. Zamykają na dialog. Powielają negatywne schematy i wzorce zachowań (wszelkie fobie, strach przed Innością). Michał Morawski pisze o Warszawie „opłachcionej, bezłazienkowej, zdesocjalizowanej, detynkującej i ogrodzonej”. O mieście Zarządzanym, Uporządkowanym i Oficjalnym. Marlena i Marek Heppach zwracają uwagę, że „na terenie Warszawy jest już ponad dwieście strzeżonych społeczności i liczba ta stale rośnie. Tendencja grodzenia dotyczy nie tylko nowych mieszkań, zamykane są również istniejące już ulice, powstałe w latach wcześniejszych apartamenty, wolno stojące budynki i całe osiedla dawnych bloków mieszkalnych”.

Tendencja grodzenia (budowanie przestrzeni rywalizacji) zderza się z tendencją otwarcia, pojmowania miasta jako przestrzeni wspólnej partycypacji, współbytowania, jako polifonicznego miejsca otwartego na różnorodność. Ta druga, paradoksalnie, zmuszona jest przez prawo, system, władze miejskie posługiwać się często nielegalnymi narzędziami oporu (miasteczka okupacyjne, demonstracje, okupacje przestrzeni, urban art) w obronie, demokratycznych przecież, niezbywalnych wartości (prawo do mieszkania, prawo do nauki i tak dalej).

Nadchodzi Coś nieokreślonego, tymczasowego, mobilnego i uspołecznionego. Proces odzyskiwania miasta przez jego mieszkańców. Będzie długi i żmudny, złożony z dokonywanych na całym świecie anarchicznych interwencji w tkankę miejską (choćby wykorzystywanie dachów i nadawanie im nowej funkcji poprzez budowanie przyjaznych przestrzeni użytkowych, dachowych i przydrożnych upraw miejskich – urban farming). Konieczność kolektywnego samoorganizowania się osłabi neoliberalne konstrukty i wzmocni „partyzanckie” struktury miejskie (samowole budowlane na terenach ogródków działkowych, pustostany, spółdzielnie mieszkaniowe i pracownicze).

Mimo wieszczenia końca artystycznych utopii, te mają się całkiem dobrze w postaci bezdusznych wieżowców i apartamentowców, często na siłę wtłaczanych w historyczne dzielnice mieszkaniowe, pretendujących do miana „City” – pozornej obietnicy lepszego i dostatniejszego życia tylko dla wybranych. „Postmodernistyczne doświadczenie uczy nas błyskawicznie wychwytywać estetyczne obrazy struktur zapowiadających utopię: przeskalowanych, przerysowanych, zbyt intensywnych i pozornie racjonalnych. Estetyzujących technologię”.

Przywołam jeszcze raz Augé:

Spektakl, jaki nam oferuje świat zglobalizowany, konfrontuje nas z serią sprzeczności, sprawiających wrażenie kłamstw – sprzeczności pomiędzy istnieniem przestrzeni planetarnej, otwartej na wolny przepływ dóbr, ludzi i myśli, a rzeczywistością, w której najpotężniejsi chronią swoje interesy i produkcje […] sprzeczności pomiędzy zadeklarowanym istnieniem przestrzeni ciągłej i rzeczywistością świata podzielonego, gdzie mnożą się wszelkiego rodzaju zakazy wstępu1.

Kryzys społecznego porządku, opartego na prymacie kapitału i prawa własności, nieuchronnie spowodował upadek architektury, pozbawionej relacji architekt – użytkownik. Uzdrowieniem tych relacji może być idea francuskiego programu Castors, o której pisze Dorota Jędruch, oparta na samodzielnym wznoszeniu domów przez mieszkańców zrzeszonych w spółdzielniach.

Powracam do idei anarchitektury2, pozbawionej prymatu architektów, mobilnej i tymczasowej, reagującej na lokalne, ale i globalne kryzysy i konflikty. Struktury miast namiotowych, wagonów mieszkalnych, rozrastających się pustostanów, domów recyklingowych, zazielenianych dachów, upraw przychodnikowych, nadbudówek i przebudówek bez pozwoleń budowlanych. Struktury kolektywne, zaangażowane, żywe i politycznie świadome. Coś, które nadchodzi. I nie da się tego zatrzymać.

Coś, które nadchodzi. Architektura XXI wieku, red. Bogna Świątkowska, Fundacja Bęc Zmiana, Warszawa 2011.

Przypisy:

1. M. Augé, Architektura jako iluzja i aluzja [w:] Co to jest architektura? Antologia tekstów, t.2., red. A. Budak, Kraków 2008, s. 265.

2. K. Wiącek, Architektura, anarchia i tektura [w:] „Recykling Idei”, 2006, lato/jesień, nr 8 (http://www.recyklingidei.pl/wiacek_architektura_anarchia_tektura).

Katarzyna Wiącek – historyczka sztuki z wykształcenia, graficzka, krytyczka architektury, feministka; prowadzi bloga o anarchitekturze: anarchitektura.tumblr.com.