Odzyskać prawo do miasta!

Katarzyna Wiącek
13.08.2012
Rezultat jest wszędzie taki sam: najbardziej skandaliczne uliczki i zaułki znikają ku wielkiej własnej chwale burżuazji, ale… natychmiast znowu powstają gdzie indziej […]. Wylęgarnie epidemii, najhaniebniejsze jaskinie i lochy, w których kapitalistyczny sposób produkcji co noc zamyka jak w więzieniu naszych robotników – te nie zostają usunięte, te zostają tylko… przeniesione! Ta sama konieczność ekonomiczna, która je wytworzyła w jednym miejscu, wytwarza je i w drugim1.

Ten cytat z Engelsa (1872) zapewne ubawi przeciwników posesywnego neoliberalizmu, zaś jego zwolenników przerazi. Piewców ochrony własności prywatnej, dążących do nadzorowania i sprywatyzowania przestrzeni publicznej (kapitalistów) przeraża idea miasta rozumianego jako „społeczne, polityczne i zamieszkiwane dobro wspólne”. W centrum kapitalistycznej wizji miasta leży maksymalizacja zysków, zaś kolektywna wizja miasta (i lewicowych ruchów społecznych), nawołujących do stopniowego odzyskiwania miasta przez jego mieszkańców, zakłada dążenie do podnoszenia jakości więzi społecznych.

David Harvey patrzy na buntujące się miasta z perspektywy marksistowskiej, przefiltrowanej przez pryzmat urbanistyki. Kapitalizm, według Marksa, prowadzi do ciągłego poszukiwania wartości dodatkowej czyli zysku. W tym celu należy wytworzyć produkt dodatkowy, niezbędny choćby dla rozwoju urbanizacji. Nieodzowna absorpcja produktu dodatkowego (wykorzystanie nadwyżki) jest szansą dla obecnych antykapitalistycznych ruchów miejskich. Celem ich „walki” powinno być żądanie zwiększenia demokratycznej kontroli nad produkcją i wykorzystaniem nadwyżek do celów społecznych. Dlatego tak ważne jest odrodzenie pojęcia dóbr wspólnych (kultura, edukacja, opieka), które mogą być wytwarzane, chronione i użytkowane dla kolektywnych celów. Niezbędna jest samoorganizacja lokalnych społeczności oparta na budowaniu własności wspólnotowej (kooperatywy robotnicze i rolnicze), lokalnych systemach handlowych, wymianach barterowych i tworzeniu autonomicznych przestrzeni opierających się kapitalistycznym praktykom podziału pracy i stosunków pracowniczych. Sam Harvey uważa, że te oddolne formy kolektywnej tożsamości nie sprawdzają się w perspektywie globalnej. Wtóruje mu David Graeber, który uważa, że „tymczasowe enklawy autonomii muszą stopniowo przekształcić się w stałe, wolne społeczności. Jednak by to zrobić, społeczności te nie mogą istnieć w zupełnej izolacji, nie mogą też pozostawać we wrogich stosunkach ze wszystkimi wokół. Muszą znaleźć jakiś sposób, by nawiązać kontakty z większymi systemami gospodarczymi, społecznymi czy politycznymi, które je otaczają”2. W tym celu, w kontekście walk klasowych, niezbędne jest poszerzenie definicji proletariatu o „niezorganizowanych wytwórców urbanizacji”. Marks polem walki uczynił fabryki i warsztaty (wytwarzające wartość dodatkową), co znacznie zawęża pole manewru dla miejskich aktywistów. Obecnie polem walki jest miasto, postrzegane nie tylko przez pryzmat miejsc pracy, ale także jako (zmieniające się) miejsca bytowania. Dlatego by wygrać z agresywnym, rozlewającym się w miastach systemem kapitalistycznym, Harvey postuluje, by związki zawodowe (i krytyczne ruchy miejskie) skupiły swoje działania na przekonstruowaniu miast w socjalistyczny podmiot polityczny, eliminujący nierówności społeczne oraz destrukcyjne formy urbanizacji.

Nadwyżki kapitału należy wykorzystać do mądrej społecznie przebudowy miasta, uwzględniającej potrzeby mniejszości. Tymczasem za wzór wzorowej „rewitalizacji” miasta stawia się przebudowaęParyża (1852­‑1870) autorstwa Hausmanna, opartą na gigantomańskim wizjonerstwie, przeprojektowaniu całych dzielnic (Les Halles) i nie częściowej, a totalnej zmianie struktury miasta. Wymagało to powołania nowych instytucji finansowych i spirali zadłużeń oraz masowych wywłaszczeń mieszkańców „dysfunkcyjnych” w imię rozwoju i „powszechnego”, lecz w gruncie rzeczy zindywidualizowanego, dobra miasta. Paryż stał się dynamicznym centrum konsumpcji, wykluczającym wielu obywateli (na przykład robotników), zaprzęgniętych w tryby nieludzkiej w skali przebudowy. Przerośnięty i spekulacyjny system finansowy, który zjadł sam siebie, upadł w 1868 roku, zatapiając samego Hausmanna, ale nie jego metody.

W rzeczywistości burżuazja ma tylko jedną metodę, którą na swój sposób rozwiązuje kwestię mieszkaniową – to znaczy tak ją rozwiązuje, że rozwiązanie to wciąż od nowa wspomnianą kwestię rodzi. Metoda ta nazywa się: „Hausmann”. […] Przez „Hausmanna” rozumiem praktykę, która stała się powszechna, dokonywania wyłomów w dzielnicach robotniczych, położonych szczególnie w centrum naszych wielkich miast – czy powodowane jest to względami na zdrowie publiczne i upiększenie, czy popytem na duże, w środku miasta leżące lokale handlowe i biurowe, czy też potrzebami komunikacyjnymi, przeprowadzeniem linii kolejowych, ulic i tak dalej3.

Krytykowaną „metodę Hausmanna” stosował zarówno Robert Moses – autor przebudowy Nowego Jorku (lata dwudzieste – lata sześćdziesiąte dwudziestego wieku), jak i autorzy przebudowy polskich miast w dwudziestym pierwszym wieku. Rozrastające się miasta z aspołeczną infrastrukturą (stadiony, galerie handlowe, apartamentowce, strzeżone osiedla mieszkalne), finansowaną gigantycznymi zadłużeniami, mają na celu wchłonięcie produktu dodatkowego i generowanie nowych zysków – zysków dla wąskiej elity politycznej/gospodarczej. Obserwacja polityki gospodarczej prowadzonej przez poszczególne kraje (Stany Zjednoczone, Chiny) uzmysławia nam, że krach systemów bankowych ściśle powiązany jest z pęknięciem bańki na rynkach nieruchomości, co prowadzi do niedemokratycznego rozwoju miast, pogłębiającego rozwarstwienia społeczne. Owa neoliberalna tendencja prowadzi do tak paranoicznych i nieetycznych zapisów, jak raport Banku Światowego z 2009 roku, w którym slumsy w Bombaju (Dharavi), wycenione na 2 mld dolarów, określa się mianem „produktywnego ludzkiego ekosystemu”!

Kapitał nie ponosi kosztów degradacji środowiska i reprodukcji społecznej. Ponoszą je sami mieszkańcy – również Polski, w coraz bardziej zadłużonych miastach, zarządzanych przez antyspołecznie wizjonerskie, neoliberalne władze. Jednym z postulatów Harleya jest przywrócenie uczelniom (w tym artystycznym) przez środowiska lewicowe statusu ośrodków politycznego zaangażowania oraz współpraca z producentami kultury. Krytyczne ruchy miejskie (Occupy, Indignados, polska Inicjatywa Chleba Zamiast Igrzysk) mogą zmieniać neoliberalną rzeczywistość organizując się w miastach wokół walki z zawłaszczaniem dóbr wspólnych przez lokalną burżuazję i ponadnarodowe korporacje.

David Harvey, Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja, tłum. „Praktyka Teoretyczna” w składzie: Agnieszka Kowalczyk, Wiktor Marzec, Maciej Mikulewicz, Maciej Szlinder, Fundacja Nowej Kultury Bęc Zmiana, Warszawa 2012.

Przypisy:

1. F. Engels, W kwestii mieszkaniowej [w:] F. Engels, K. Marks, Dzieła, t. 18, Warszawa 1962, s. 290, 293; za: D. Harvey, Bunt miast. Prawo do miasta i miejska rewolucja, tłum. Praktyka teoretyczna w składzie: Agnieszka Kowalczyk, Wiktor Marzec, Maciej Mikulewicz, Maciej Szlinder, Warszawa 2012, s. 38­‑39.

2. D. Graeber, Direct Action: An Ethnography, Oakland 2009, s. 239, za: D. Harvey, Bunt miast..., s. 174.

3. F. Engels, W kwestii mieszkaniowej..., s. 289; za: D. Harvey, Bunt miast..., s. 38.

Katarzyna Wiącek – historyczka sztuki z wykształcenia, graficzka, krytyczka architektury, feministka; prowadzi bloga o anarchitekturze: anarchitektura.tumblr.com.