O robotnika politycznego

Marta Żakowska
16.10.2008

Żyjemy w społeczeństwie postindustrialnym. Czas robotników, wychodzących zwartym tłumem z fabryki po zakończeniu zmiany, skończył się. Klasa robotnicza to gatunek wymierający, zaś walka o równość i sprawiedliwość społeczną coraz częściej koncentruje się na kwestiach nie ekonomicznych, lecz kulturowych i tożsamościowych. Praca ma charakter rozproszony i zindywidualizowany, a do jej wykonywania służą nie tyle mięśnie, co intelekt i umiejętności interpersonalne. Co więcej, funkcja pracy daleko wykracza poza aspekt zarobkowy; jest ona czymś o wiele istotniejszym i głębszym niż tylko sposobem pozyskiwania niezbędnych do życia środków materialnych – jest polem, na którym człowiek wszechstronnie się realizuje, spełnia i upewnia siebie i innych o swojej wartości.

Czy tak?

Dokument Michaela Glawoggera podważa powyższe tezy. Przypomina, ukazując w pięciu odsłonach ciężką, fizyczną pracę ludzi w krajach zwanych rozwijającymi się, iż fakt, że na przestrzeni ostatnich dekad niejako zeszła ona do podziemia, a ci, którzy ją wykonują, nie odgrywają większej roli w porządku symbolicznym współczesnego globalnego świata, nie oznacza, iż tak ona, jak i oni nie istnieją. Zostali oni raczej zdekonstytuowani jako element paradygmatów opisu i wyjaśniania rzeczywistości wraz z postępującym, w skali tak lokalnej, jak i globalnej, nasilaniem się zjawisk nieegalitaryzmu i heterogeniczności, wskutek których autorzy owych paradygmatów i robotnicy przemysłowi stracili się nawzajem z oczu – w dużej mierze w sensie dosłownym. Niespiesznie filmowane, momentami naturalistyczne sceny codziennego trudu, jakiego podejmują się za skąpe wynagrodzenie ukraińscy górnicy, indonezyjscy wydobywacze siarki, nigeryjscy rzeźnicy, pakistańscy walcownicy i chińscy hutnicy, upewniają widza, że śmierć człowieka pracy została ogłoszona przedwcześnie, a brzmiący dokładnie w ten sposób tytuł filmu ma wydźwięk jawnie ironiczny. Glawogger, niejako w imieniu współczesnych robotników, zdaje się upominać o zauważenie i uwzględnienie ich w procesach konceptualizacji współczesnego światowego ładu ekonomiczno­‑społecznego. Pozornie przesłanie filmu jednoznacznie koresponduje z wypowiedzią Slavoja Żiżka, dotyczącą odtrąbionego przez cybernetyków nadejścia uwalnianej przez postęp w sferze technologii teleinformatycznych epoki tzw. „kapitalizmu bez tarcia” (frictionless capitalism): „Prawdziwy horror związany z hasłem »kapitalizmu bez tarcia« polega na tym, że oczywiście tarcia pozostają, ale stają się niewidoczne, wyparte do piekła na zewnątrz naszego »ponowoczesnego« i postindustrialnego świata”1.

Chciałoby się móc powiedzieć: pozostali więc jeszcze reżyserzy zainteresowani artykulacją głosu świata tradycyjnie pojmowanej, fizycznej pracy w epoce, kiedy być górnikiem czy hutnikiem jest wyraźnie passe, za to owczego charakteru nabiera pęd do uzyskania wyższego wykształcenia – przepustki do uczestnictwa w produkcji informacji, idei, symboli, skojarzeń, przeżyć i doświadczeń, a więc wszelkich przejawów kultury niematerialnej, obcowanie z którymi i kupowanie których staje się coraz bardziej rozpowszechnionym modelem konsumpcji, zastępując jej tradycyjny wzorzec – nabywanie dóbr materialnych. Jednakże pytanie, czy narzucająca się automatycznie interpretacja dokumentu jako wezwania do modyfikacji zasad uznania, jakim w społeczeństwach Zachodu cieszą się różne rodzaje pracy, i zakresu uwagi, jaką poświęcają im badacze tych społeczeństw, jest tą właściwą, pojawia się już w pierwszych minutach filmu. Wątpliwości budzą słowa, wykorzystane przez jego twórcę w charakterze motta, a będące wygłoszoną ustami Williama Faulknera krytyką pracy jako takiej – ośmiu godzin, podczas których człowiek nie może jeść, spać ani uprawiać seksu. W ich kontekście bohaterowie filmu tracą oblicze podmiotów domagających się legitymizacji i aprobaty dla swojego statusu w ramach dyskursów ponowoczesności (na przykład, „trzeciej fali”2 lub kapitalizmu kulturowego3). Ich praca potraktowana zostaje niczym aberracja, niepożądany eksces, konieczność jej wykonywania staje się udręką, a ludzie to czyniący – nieszczęśnikami, stosunek Glawoggera do których staje się dużo bardziej czytelny po zrozumieniu prawidłowości rządzących dziś społecznymi mechanizmami uznania. Opisuje je Axel Honneth, definiując porządek kapitalistycznej nowoczesności jako taki, w którym wyłaniają się odrębne płaszczyzny szacunku; na jednej mogą się nim w jednakowym stopniu cieszyć wszystkie jednostki ludzkie z racji wyposażenia w pierwotną i niezbywalną godność; odzwierciedla się ona w zasadzie powszechnej równości wobec prawa. Na drugiej poziom szacunku, jakim darzone są poszczególne podmioty, stanowi implikację odpowiedniego usytuowania ich działalności zawodowej, predyspozycji czy talentów w obowiązującej w społeczeństwie hierarchii wartości4. Ów rozdźwięk wespół z tą, dominującą dziś i w pełni akceptowaną przez twórcę filmu, hierarchią sprawia, że z jednej strony nie pozostaje on obojętny na los swoich bohaterów, z drugiej zaś jedynym, co może im zaoferować, pozostaje humanitarne współczucie.

Przyjmując nakreślony wyżej punkt widzenia i oceny, reżyser wykazuje się jednak swoistą niekonsekwencją, problematyzując istnienie szerokich rzesz takich osób, a zarazem nie poddając podobnemu zabiegowi fundamentów systemu, w który jest ono wpisane. Oglądając wieńczący dokument epilog, nakręcony w Niemczech, w budynkach, w których do lat osiemdziesiątych zlokalizowane były ogromne zakłady przemysłowe, a które obecnie stanowią lokalną atrakcję i cel szkolnych wycieczek, można odnieść wrażenie, że reżyser wierzy, iż tak jak dwadzieścia lat temu Niemcy, tak w przyszłości Chińczycy i Pakistańczycy uwolnieni zostaną od przekleństwa ciężkiej pracy fizycznej, od losu robotnika. Jest to nadzieja cokolwiek naiwna. Podobnie jak wiara w to, że poziom życia w skali światowej może kiedykolwiek osiągnąć współczynniki takie jak w Skandynawii, również przekonanie o możliwości globalnego przejścia do stadium postprzemysłowego, do fazy, w której dominuje produkcja symboliczna, nie materialna, to utopia5. Spadek liczby pracowników sektora przemysłowego w krajach najlepiej rozwiniętych i ich gwałtowny wzrost w Trzecim Świecie to procesy stanowiące awers i rewers tej samej monety, będące prostym następstwem logiki kapitału we współistnieniu z możliwościami, jaki dają mu otwarte granice. Tymczasem w dokumencie, jeśli pojawia się próba znalezienia odpowiedzi na pytanie, kto odpowiada za sytuację życiową bohaterów, zarzuty formułowane są pod adresem zamieszkiwanych przez nich państw. Brak choćby powierzchownej refleksji na temat szerszych, transnarodowych procesów determinujących poziom i jakość życia w różnych regionach świata i wymuszających określone decyzje na władzach państwowych. Ich zależność od szeregu czynników, na które same z kolei mają wpływ minimalny i ich uwikłanie w grę interesów międzynarodowego kapitału pozostają zupełnie przemilczane.

Śmierć człowieka pracy pozostawia więc widza z poczuciem rozczarowania i niedosytu; ogromny potencjał, jaki wiąże się z poruszanym w filmie tematem, nie znalazł ujścia. Dokument pozostaje zawieszony pomiędzy afirmacją świata pracy a jego konsekwentną i uczciwą krytyką. Stanowi wyraz absolutnej niewiary w możliwość politycyzacji robotników Trzeciego Świata – odmalowuje ich raczej jako relikty, które nieuchronnie skazane są na wymarcie. Oglądając ten film, tak pełen zatroskanej niemocy, aż trudno uwierzyć, że słowa „robotnik” i ”rewolucja” zaczynają się na tę samą literę.

Śmierć człowieka pracy, reż. Michael Glawogger, Austria/Niemcy 2005.

Przypisy:

1. S. Żiżek, Rewolucja u bram. Pisma Lenina z roku 1917, tłum. J. Kutyła, Kraków 2007, s. 555­‑556.

2. zob. A. Toffler, Trzecia fala, tłum. E. Woydyłło, Warszawa 1997.

3. zob. J. Rifkin, Wiek dostępu: nowa kultura hiperkapitalizmu, w której płaci się za każdą chwilę życia, tłum. E. Kania, Wrocław 2003.

4. A. Honneth, Redystrybucja jako uznanie. Odpowiedź dla Nancy Fraser, tłum. T. Dominiak [w:] N. Fraser, A. Honneth, Redystrybucja czy uznanie? Debata polityczno­‑filozoficzna, Wrocław 2005, s. 133­‑143.

5. por. I. Wallerstein, Co po modernizacji i globalizacji?, tłum. M. Wiśniewski [w:] Recykling idei, 2008, nr 10, s. 66­‑68.

Marta Żakowska – doktorantka w Instytucie Wschodnim Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu. Pisze pracę doktorską poświęconą współczesnej lewicy rosyjskiej. Milośniczka języka rosyjskiego i autostopowych wojaży po krajach postradzieckich.